Jest praca na najbardziej odizolowanej wyspie Europy. Wojsko szuka cywilów
Norweskie siły zbrojne szukają cywilów do pracy na Jan Mayen – miejscu, z którego przez miesiące nie da się wyjechać, a codzienność zależy od pogody i współpracy kilkunastu osób zamkniętych na tym skrawku lądu. To jedna z najbardziej odizolowanych wysp Europy.
Pierwsza rotacja na kolejny sezon ma wyruszyć w najbliższych tygodniach. Zespół pracuje i mieszka w niewielkiej bazie przez kilka miesięcy, a skład tworzą nie tylko żołnierze, lecz także personel pomocniczy. To oferta dla osób gotowych zamienić standardową pracę na życie w miejscu, z którego przez długi czas nie da się po prostu wrócić do domu.
Praca na Jan Mayen: jakie stanowiska i jakie warunki oferuje wojsko
Jan Mayen to wąska, górzysta wyspa na północnym Atlantyku, położona między Norwegią a Grenlandią i zdominowana przez pokryty lodowcem wulkan Beerenberg. Na terenie niewiele większym od Krakowa przebywa zwykle zaledwie kilkanaście osób, skoncentrowanych w jednej bazie; poza nią rozciąga się surowy krajobraz – pola lawy, wiatr i ocean.
Łączy ostatnie afery. Wskazuje na jedną instytucję
Praca na środku oceanu. Kogo szukają?
Z ogłoszeń wynika, że baza działa jak mała, samowystarczalna społeczność. Wojsko poszukuje m.in. takich pracowników jak:
- elektrycy,
- mechanicy pojazdów lekkich i ciężkich,
- specjaliści od utrzymania infrastruktury,
- kucharze,
- personel sprzątający,
- pielęgniarki.
Armia zapewnia bezpłatne wyżywienie i zakwaterowanie oraz pokrywa koszty podróży. Pracownikom przysługują też dodatki za pracę w warunkach polarnych. Połączenia z lądem (samolotem lub statkiem) odbywają się nieregularnie i zależą od pogody oraz dostępności transportu, co w praktyce oznacza konieczność pozostania na miejscu do końca zmiany.
– W trakcie pobytu nie ma możliwości wyjazdu z wyspy – zaznaczył Aasgaard.
Kto może aplikować? Wymagania, badania i wynagrodzenie
Cywile zatrudniani są na pół roku w systemie rotacyjnym. Rekrutacja odbywa się dwa razy w roku: wiosną na zmianę letnią oraz jesienią na zimową. Wynagrodzenia nie są jawne, ale z treści ogłoszeń wynika, że mogą sięgać ok. 50–60 tys. koron miesięcznie (ok. 18–22 tys. zł), do czego dochodzą dodatki za pracę w warunkach arktycznych.
Proces naboru jest wymagający. Kandydaci muszą przejść badania medyczne i stomatologiczne prowadzone przez lekarzy wojskowych; w materiale zwrócono uwagę, że do najbliższego norweskiego dentysty jest ok. 1000 km. Wojsko oczekuje także spełnienia wymogów formalnych, w tym związanych z bezpieczeństwem.
– Wymagamy też odpowiedniego poświadczenia bezpieczeństwa. W części przypadków konieczne jest obywatelstwo norweskie oraz dobra znajomość języka - mówi Aasgaard.
Dlaczego Norwegia wzmacnia obecność na wyspie
Norweska obecność na Jan Mayen zaczęła się od nauki: w 1926 r. meteorolodzy uruchomili stałe obserwacje, co z czasem doprowadziło do formalnego włączenia wyspy do Królestwa Norwegii. Kluczowego znaczenia Jan Mayen nabrała w okresie zimnej wojny jako element systemu obserwacji północnego Atlantyku i kontroli ruchu radzieckich okrętów podwodnych. Według informacji z materiału dziś – wraz ze wzrostem aktywności wojskowej Rosji w regionie – wyspa ponownie zyskuje na znaczeniu.
– Tydzień temu minęło dokładnie 100 lat, odkąd nieprzerwanie jesteśmy tutaj - powiedział PAP ppłk Knut Aasgaard z norweskich sił zbrojnych, kierujący służbami zabezpieczenia cyfrowego i alarmowego, w tym na Jan Mayen.
Na wyspie na stałe stacjonuje kilkunastu żołnierzy obsługujących instalacje wojskowe, ale do utrzymania bazy potrzebne są kompetencje wykraczające poza typowo wojskowe zadania.
– Musimy zapewnić funkcjonowanie całej infrastruktury, a to wymaga kompetencji wykraczających poza typowo wojskowe zadania - wyjaśnił Aasgaard.
Życie na Jan Mayen ma też wymiar społeczny: internet pozwala utrzymywać kontakt z rodziną, ale codzienność toczy się w małej grupie. W materiałach promocyjnych cytowana Silje Groeslie Wennesland, zatrudniona jako inżynier, podkreślała, że decyzji o pracy na wyspie nie żałuje. "Pamiętam, gdy pierwszy raz wysiadłam z samolotu Hercules i zobaczyłam czarne góry w tle. Te kontrasty i kolory… To było niesamowite” – wspominała Wennesland.
W tym samym materiale przytoczono też wypowiedź pielęgniarki z Uniwersyteckiego Szpitala Północnej Norwegii w Narwiku: "W praktyce oznacza to, że robimy wszystko – od organizowania opieki medycznej po dbanie o sprzęt i zapasy. Wszystko może się zdarzyć, więc staramy się być przygotowani na to, co może nadejść” – mówiła w materiałach promocyjnych Trude Kristin Elstad.
Aasgaard zaznaczał, że poza kwalifikacjami zawodowymi liczą się odporność na izolację, gotowość do pracy także poza wąsko rozumianym zakresem obowiązków i umiejętność działania w niepewności. Wiele osób aplikuje ponownie, a wojsko deklaruje, że zależy mu na pracownikach z doświadczeniem, również z innych obszarów arktycznych, jak Svalbard.
Źródło: PAP