Operacja PolSTR. Tak przepycha się reformę, której rynek nie chce

WIBOR ma zniknąć - ale nowego wskaźnika nikt nie chce. Żeby mimo to domknąć reformę, w ruch idą kary umowne, groźby wypowiedzenia licencji i ustawa, dzięki której list o zmianie oprocentowania może dostać ponad 3 mln kredytobiorców. W drugiej części kulis pokazujemy, jak reformę przeciska się przez rynek, który się jej opiera.

Donald Tusk, Andrzej Domański, Jurand DropMinisterstwo Finansów przygotowało przepisy, które mają przyspieszyć przejście z WIBOR-u na PolSTR. Kluczową rolę w reformie odgrywają GPW Benchmark i Komisja Nadzoru Finansowego.
Źródło zdjęć: © redakcja | fotomontaż
Karolina Wysota

• Banki dostały miesiąc na podpisanie aneksu. W tle kara umowna i groźba odebrania licencji na WIBOR.

• Nadzór potwierdza nam na piśmie, co spotka tych, którzy po nowym roku sięgną po stary wskaźnik.

• Listy o zmianie oprocentowania może dostać ponad 3 mln kredytobiorców. Ustawa ma je narzucić - i przy okazji zamknąć drogę odwrotu.

• Rok po starcie na nowym wskaźniku wciąż nie ma ani jednego kredytu dla ludzi. Banki nie ukrywają dlaczego.

• Od stycznia 2027 r. nowe umowy mają być oparte na PolSTR. Kampanii, która wytłumaczyłaby to klientom, nikt nie prowadzi.

W pierwszej części opisaliśmy, jak od czterech lat, za zamkniętymi drzwiami, garstka osób z kluczowych instytucji rynku finansowego decyduje o wymianie WIBOR-u - wskaźnika, od którego zależą raty milionów kredytów. Pokazaliśmy gremium, które nie ujawnia nawet protokołów swoich głosowań, polityczny wybór kolejnych wskaźników i to, jak życie WIBOR-u wydłużono aż do 2036 r. - akurat tak, by przeżył wykup obligacji skarbowych i uchronił budżet przed roszczeniami.

Przy stole zabrakło jednego głosu: reprezentanta strony, która za tę reformę zapłaci - kredytobiorców i firm. Teraz pokazujemy, jak tę reformę wdraża się w praktyce - i kto poniesie jej koszty: od kredytobiorców, przez banki spółdzielcze, po samorządy.


WIDEO
Trzeba mieć pieniądze, żeby oszczędzać? Nie zgadzam się


Banki pod ścianą

GPW Benchmark już w dniu ogłoszenia daty zamknięcia WIBOR-u (18 maja) zaczęła rozsyłać bankom i innym instytucjom korzystającym ze wskaźników aneksy do umowy licencyjnej - wzór dokumentu jest dostępny na stronie internetowej spółki. Dała im miesiąc na podpisanie. Aneks ogranicza licencję na stosowanie WIBID-u i WIBOR-u w nowych umowach do 31 grudnia 2026 r. Za naruszenie grozi kara umowna w wysokości trzykrotności opłaty licencyjnej - plus możliwość dochodzenia dodatkowego odszkodowania.

A kto aneksu nie podpisze, temu - jak zapisano wprost w dokumencie - administrator wypowie licencję w całości.

Pole manewru banków jest iluzoryczne: licencji na WIBOR potrzebują jeszcze przez prawie dekadę, żeby obsługiwać miliony już zawartych umów. Według naszych informacji opłaty licencyjne mają przy tym pozostać bez zmian, mimo że zakres licencji się kurczy.

- To trochę tak, jakbyśmy kupili sobie pakiet sportowy i mogli oglądać stare mecze, ale nowych i transmisji na żywo już nie - mówi nasz rozmówca znający kulisy reformy.

29 czerwca wysłaliśmy pytania do GPW Benchmark - o podstawy prawne ograniczania licencji, kary umowne, wysokość opłat i presję na przechodzenie na PolSTR. Spółka zapowiedziała odpowiedź. Mimo ponagleń do momentu publikacji jej nie otrzymaliśmy.

Nadzór nie pozostawia wątpliwości: zapowiadane zakazy będą egzekwowane. Na pytanie, czy KNF podejmie czynności wobec podmiotów, które po 1 stycznia 2027 r. zastosują WIBOR w nowych umowach, urząd odpowiedział nam wprost: tak. Okres likwidacji - wyjaśnił - ma służyć wygaszaniu istniejących umów, a nie tworzeniu kolejnych.

Dociskanie

Trzecim elementem układanki jest projekt ustawy, który zamiast rozporządzenia ma umożliwić zastąpienie WIBOR-u w istniejących umowach masowym aneksowaniem - listy z banków może dostać ponad 3 mln kredytobiorców.

Ministerstwo daje bankom na przeprowadzenie operacji dziewięć miesięcy, a klientom dwa miesiące na decyzję. Aby się zgodzili na podpisanie aneksu, resort radzi bankom obniżenie marży, czyli stałego składnika oprocentowania, doliczanego do stopy bazowej.

Szkopuł w tym, że bank, zmieniając WIBOR na PolSTR (lub inny wskaźnik, bo takiej opcji nie można wykluczyć), może doliczyć do marży dodatkowe punkty procentowe (tzw. spread korygujący), aby nie stracić na reformie. Zdaniem ekspertów nie mógłby tego zrobić, gdyby do zmiany wskaźnika doszło mocą rozporządzenia ministra finansów.

Pewności, że aneksami uda się objąć wszystkie umowy, nikt jednak nie ma. Dlatego zapowiedziane w grudniu przepisy o spreadzie korygującym (mające legalizować możliwość doliczenia dodatkowej marży) również znalazły się we wspomnianym wyżej projekcie - na wszelki wypadek, gdyby rozporządzenie trzeba było kiedyś jednak wydać.

Problem: Polska nie ma odpowiednich uprawnień w tym zakresie - co sygnalizowaliśmy już jesienią 2025 r. Takie uprawnienia przysługują wyłącznie Komisji Europejskiej. Mówiąc wprost: sytuacja jest bezwyjściowa i aneksowanie to w tym momencie jedyny sposób na doliczenie spreadu korygującego do oprocentowania przy zamianie wskaźnika. Pozostaje drugie wyjście: przekonać Komisję Europejską do zmian w prawie. Niewykluczone, że nasi reformatorzy już to robią.

Nasz rozmówca znający kulisy prac nad reformą zwraca uwagę na nowy punkt w zaktualizowanej mapie drogowej, niedostępnej jednak publicznie: "zmiana krajowych i unijnych przepisów w związku z zaprzestaniem WIBOR". Rynek zakłada, że chodzi m.in. o zmiany w unijnym rozporządzeniu BMR - tak, by wprost dopuszczało ono zastosowanie spreadu korygującego i zakaz stosowania WIBOR-u.

Według naszych rozmówców sama koncepcja stopniowego aneksowania była sygnalizowana przez KNF już w marcu - zaskoczeniem miało być tempo zaproponowane przez resort finansów: dziewięć miesięcy. W ocenie części uczestników prac cel ustawy jest jeszcze jeden: utrwalić reformę tak, by kolejne rządy nie mogły się już z niej wycofać.

Jak słyszymy od osoby znającej przebieg prac nad reformą, ustawowy zakaz stosowania WIBOR-u i obowiązkowe aneksy to autorska propozycja resortu finansów. Powód? Przez najbliższą dekadę liczba umów na WIBOR będzie rosnąć, bo rynek nie jest zainteresowany nowym wskaźnikiem, a zakazy i kary sięgają tylko tam, gdzie sięga nadzór KNF. Nie każdy podmiot korzystający z WIBOR-u podlega jednak nadzorowi KNF - i tę systemową lukę ma domknąć przygotowywana przez resort finansów ustawa, kategorycznie zakazując wszelkich umów opartych na tym wskaźniku.

Ucieczka przed PolSTR-em

Wskaźnik, dla którego to wszystko się dzieje, może nigdy nie wejść do powszechnego użycia.

Wiceminister finansów Jurand Drop na początku lipca zapewniał, że reforma nie napotyka na opór ze strony sektora finansowego. Nasze ustalenia mówią co innego - banki wcale nie palą się do wdrażania nowego wskaźnika. Poza obligacjami skarbowymi produktów opartych na PolSTR praktycznie nie ma dziś na rynku - błędu z WIRON-em, gdy kredyty hipoteczne ruszyły na niesprawdzonym wskaźniku, nikt nie zamierza powtórzyć.

Do dziś PolSTR wykorzystano tylko do obligacji skarbowych (ok. 40 mld zł). Kredytów się nie doczekaliśmy. W listopadzie Pekao ogłosiło ofertę kredytu obrotowego dla firm, opartego na tym wskaźniku, ale jak dotąd nie pochwaliło się wynikami sprzedażowymi. Pytania o to pozostają bez odpowiedzi.

Swoich obaw sektor nie ukrywa, przynajmniej w rozmowach nieoficjalnych: wskaźnik jest zmienny, skomplikowany (rata aktualizowana co miesiąc według wzoru stopy składanej) i - zdaniem bankowców - obarczony ryzykiem prawnym, bo trudno będzie rzetelnie wytłumaczyć klientowi, jak działa. Jak ujął to prezes jednego z banków zaangażowanych w reformę: - PolSTR wdrożymy wyłącznie wtedy, jak zostaniemy do tego naprawdę zmuszeni.

Kołem ratunkowym ma być stopa referencyjna NBP. W kredytach gotówkowych banki mogą ją stosować już dziś, w hipotekach wymagałoby to zmiany prawa - sektor o nią zabiega, a KNF, jak potwierdziła nam pisemnie, ten kierunek popiera. Policzyliśmy niedawno, co taki wariant oznaczałby dla kredytobiorców: w naszych symulacjach był najdroższy ze wszystkich.

- Jeżeli takie przepisy wejdą w życie, PolSTR może nigdy nie zagościć na szerszą skalę w kredytach mieszkaniowych - twierdzi rozmówca znający kulisy reformy. Stopa NBP zdejmie część ryzyka prawnego z banków, ale jej ekonomiczne skutki odczują kredytobiorcy.

Dla banków to rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę, o której mówi się ciszej: za stopę NBP nie trzeba płacić administratorowi ani grosza za licencję. Ucieczka od PolSTR-u jest więc także ucieczką od kosztów i ryzyka - banki uważają, że stopa ustalana przez Radę Polityki Pieniężnej jest całkowicie bezpieczna pod względem prawnym, bo trudno ją podważyć przed sądem.

Niewykluczone, że sądy zaczną masowo kwestionować umowy kredytu hipotecznego na PolSTR. W takim scenariuszu w ciągu kilku lat możemy mieć kilka milionów hipotek zagrożonych ryzykiem prawnym. Wówczas będziemy mieli drugie kredyty frankowe, tylko na zdecydowanie większą skalę. A dzięki projektowi MF o aneksach skala roszczeń może być gigantyczna - mówi osoba z kręgów bankowych.

Od 1 stycznia 2027 r. nowe kredyty mają być udzielane już na nowym wskaźniku. Kampanii informacyjnej, która przygotowałaby na to klientów, nie prowadzi tymczasem nikt.

- Nie ma chęci reklamowania PolSTR-u i jakichkolwiek produktów na tym wskaźniku. Banki ograniczą się do minimum: konsumenci wraz z ofertą kredytu otrzymają jedynie broszurę informacyjną od administratora, tłumaczącą, czym jest stopa składana. Nie ma sensu robić więcej, skoro i tak umowa nie obroni się w sądzie. To będzie woda na młyn kancelarii prawnych - dodaje nasz rozmówca.

Ofiary uboczne. NeoWIBOR w poczekalni

Osobny problem pojawił się przy produktach, w których oprocentowanie musi być znane z góry - części leasingu i faktoringu. Dla nich powstaje koncepcja terminowej odmiany wskaźnika, PolSTR Term Rate, opartej na danych deklaratywnych banków, a nie rzeczywistych transakcjach. Na rynku zdążyła zyskać złośliwą nazwę: "neoWIBOR" - bo po czterech latach wygaszania wskaźnika opartego na deklaracjach reforma projektuje... wskaźnik oparty na niewiążących deklaracjach. KNF potwierdziła nam tę koncepcję, choć - jak przyznała - brakuje danych, by wskaźnik zbudować.

Według naszych informacji danych nie brakuje przypadkiem: banki nie chcą ich przekazywać do nowego wskaźnika i postawiły zaporowe warunki jego utworzenia.

Również banki spółdzielcze mają kłopot. Działają w zrzeszeniach i finansują się w oparciu o bank zrzeszający: gdy mają nadwyżkę płynności, lokują ją w banku zrzeszającym - a oprocentowanie takiej lokaty wyznacza stawka WIBID, czyli depozytowa siostra WIBOR-u, wygaszana razem z nim.

Gdy same potrzebują pieniędzy, pożyczają je z banku zrzeszającego po stawce opartej na WIBOR-ze. Po 1 stycznia 2027 r. z żadnego z tych wskaźników nie będą mogły korzystać w nowych umowach i kapitał trzeba będzie wyceniać inaczej: na stopie NBP albo na krótkoterminowej stopie stałej.

- Według mojej wiedzy próbowały podjąć dialog z KNF, ale ze strony nadzoru nie było żadnego zainteresowania - zasugerowano, że stawek WIBID i WIBOR nie można stosować po 1 stycznia 2027 r. Stosowanie PolSTR oznaczałoby zaś powolną śmierć sektora banków spółdzielczych z przyczyn operacyjnych i kosztowych - wskazuje nasz rozmówca znający kulisy prac nad reformą.

Problem dotknie także samorządy, które wyemitowały obligacje oparte na WIBOR-ze o terminach zapadalności sięgających nawet 2042 r. Jeśli nic się nie zmieni, gminy będą musiały wykupić je przed terminem - a to cios dla lokalnych budżetów.

Na zamknięciu WIBOR-u i przymusie stosowania PolSTR-u stracą też firmy. Kredyty mogą być droższe i bardziej skomplikowane. Dodatkowo, jak wskazuje nasz główny rozmówca, nowy wskaźnik nie pozwala na określenie oprocentowania z wyprzedzeniem. Utrudnia to oszacowanie kosztów emisji obligacji; skomplikowana matematyka naliczania odsetek podnosi zaś koszty operacyjne.

- Nikogo już nie obchodzi, jak problem zniknięcia WIBOR-u rozwiążą sobie inne podmioty - mówi.

W sektorze finansowym mało kto wierzy dziś w powodzenie tej operacji. Niechęć do PolSTR-u wynika przede wszystkim z tego, że sektor dostrzega ogrom ryzyka i brak realnych korzyści. Siłowe wdrażanie tego wskaźnika, według naszych rozmówców, stoi w poprzek interesów właścicieli banków. Jak wskazuje nasz główny rozmówca, jedynym rozwiązaniem w obecnej sytuacji - zaproponowanym przez rynek w lutym - jest tzw. wariant europejski, czyli równoczesne funkcjonowanie WIBOR-u i PolSTR-u. Można przy tym rozważać powolne, stopniowe wdrażanie PolSTR-u wyłącznie na rynku profesjonalnym. Ten wariant wymaga jednak chęci do kompromisu ze strony decydentów, zwłaszcza KNF.

- Jest również rozwiązanie alternatywne, które doprowadziłoby do zamknięcia reformy. Banki mogą wycofać się z przekazywania danych do PolSTR-u, jeśli zarekomendują to rady nadzorcze, biorąc pod uwagę poważne ryzyka prawne, ekonomiczne i reputacyjne. Odnoszę tylko wrażenie, że rady nadzorcze nie są świadome zagrożeń związanych z reformą i nowym wskaźnikiem - dodaje nasz rozmówca.

Tak po czterech latach wygląda reforma ogłoszona w imię przejrzystości: wskaźnik, którego nikt nie chce stosować, harmonogram skrojony pod obligacje skarbowe i decyzje, o których opinia publiczna wie tyle, ile wycieknie zza zamkniętych drzwi.

Wybrane dla Ciebie