Od lewej: Jacek Jastrzęnski, Andrzej Domański i Aleksandra Bluj © East News | Tomasz Jastrzebowski, Wojciech Strozyk, Jacek Dominski, ZipZapic.com | ZipZapic.com

Polityczne naciski i gra interesów? Ujawniamy kulisy likwidacji WIBOR-u

Karolina Wysota
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Reforma ogłoszona przez rząd PiS jako ratunek dla kredytobiorców dziś jest konsekwentnie pchana do przodu rękami KO — mimo narastających wątpliwości prawnych i ekonomicznych. Z ustaleń money.pl wynika, że projekt zmieniający zasady gry dla milionów umów kredytowych jest "dowożony" ponad politycznymi podziałami. Klient, w którego imieniu go ogłoszono, został zepchnięty na dalszy plan, a to może ostatecznie wystawić rachunek za tę operację państwu i bankom.

Reforma wskaźnika WIBOR nie jest wyłącznie efektem rynkowej ewolucji ani prostym dostosowaniem do globalnych trendów. Z rozmów z osobami znającymi kulisy procesu i uczestniczącymi w pracach nad zmianą wskaźnika referencyjnego wynika, że reforma jest prowadzona "siłowo" — wbrew sygnałom płynącym z rynku i przy pełnej świadomości ryzyk prawnych oraz ekonomicznych. W ocenie naszych źródeł ma charakter polityczny, a odpowiedzialność rozmywa się między instytucjami.

W money.pl niejednokrotnie opisywaliśmy reformę — zarówno pod kątem jej wpływu na klientów, jak i potencjalnych konsekwencji dla banków. Napotkaliśmy na problemy w dostępie do informacji oraz sugestie, że "media nie są miejscem do prowadzenia dyskusji" o reformie. Dlatego informacje pozyskane nieoficjalnie skonfrontowaliśmy z instytucjami odpowiedzialnymi za proces. Na tej podstawie powstał ten artykuł.

Poszukiwania następcy WIBOR-u

Zamknięcie WIBOR-u nie ma nic wspólnego z globalnymi tendencjami na światowych rynkach. Dyskusje o WIBOR-ze i przejściu na nowy wskaźnik toczyły się już na przełomie 2017 i 2018 roku, ale ówczesne kierownictwo Ministerstwa Finansów nie było nimi szczególnie zainteresowane. Nie dostrzegano wówczas realnych korzyści z takiej reformy – mówi money.pl osoba znająca kulisy prac nad reformą.

W tle tych rozmów wchodziło w życie unijne rozporządzenie BMR, które nałożyło na administratorów wskaźników referencyjnych — w tym WIBOR-u — nowe, rygorystyczne obowiązki. Rozważano więc różne alternatywy: m.in. wskaźniki WIRF i WRR, a nawet stopę referencyjną banku centralnego. Równolegle rząd szukał sposobu, jak ulżyć kredytobiorcom hipotecznym.

Wydaje się, że warto rozważyć rozwiązania, które prowadziłyby do zastosowania stopy referencyjnej NBP zamiast WIBOR do ustalania oprocentowania kredytów hipotecznych — powiedział "Pulsowi Biznesu" 14 lutego 2017 roku Piotr Nowak, ówczesny wiceminister finansów w rządzie Beaty Szydło.

Pomysł miał dotyczyć wyłącznie nowych umów. Wiceminister przekonywał, że stopy ustalane przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP) są bardziej stabilne i przewidywalne, więc oparcie na nich hipotek powinno ograniczać ryzyko dla klientów.

To miała być alternatywa dla hipotek o stałym oprocentowaniu "z prawdziwego zdarzenia", ale ten rynek do dziś w Polsce nie rozwinął się na masową skalę. W portfelach banków wciąż dominują kredyty oprocentowane WIBOR-em, a stała stopa pozostaje mniejszą częścią — m.in. dlatego, że jest droga i zwykle udzielana na pięć lat. Po tym czasie kredyt i tak często wraca z automatu do zmiennego oprocentowania, czyli w praktyce znów staje się "wiborowy" - chyba, że klient podpisze odpowiedni aneks.

Ostatecznie nie wdrożono koncepcji Piotra Nowaka. Zdecydowano natomiast o dostosowaniu WIBOR-u do wymogów BMR. Wskaźnik przeniesiono spod administracji ACI Polska do spółki GPW Benchmark (należącej do Giełdy Papierów Wartościowych), która dostosowała go do unijnych standardów i wystąpiła do Komisji Nadzoru Finansowego o licencję na pełnienie funkcji administratora.

Efekt był konkretny: 22 marca 2019 r. nadzorca wpisał WIBOR do wykazu wskaźników kluczowych. Oznaczało to formalne potwierdzenie, że jest to jeden z najważniejszych wskaźników referencyjnych dla polskiej gospodarki.

Polska siła robocza, zagraniczne zyski. Co zrobić, by pensje rosły szybciej? - Krzysztof Domarecki

Reforma PiS realizowana rękami KO

Dziewięć lat później reforma jest w zaawansowanej fazie. Z końcem 2027 r. WIBOR ma zostać zamknięty, a jego miejsce ma zająć POLSTR. Stawka tej zmiany jest ogromna — szacuje się, że wartość kontraktów finansowych opartych na WIBOR-ze wynosi od 7 do 10 bln zł.

Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów (MF), jakie czynniki ekonomiczne i prawne uzasadniają tak głęboką ingerencję w rynek finansowy. Resort nie odpowiada jednak wprost. W swoim stanowisku odwołuje się do globalnego trendu odchodzenia od wskaźników starszego typu i odsyła nas do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oraz GPW Benchmark.

(...) Odchodzenie od wskaźników starszego typu, czyli IBOR, i zastępowanie ich wskaźnikami bardziej nowoczesnymi, typu RFR (wskaźniki wolne od ryzyka), jest zgodne z zaleceniami organizacji międzynarodowych, takich jak IOSCO czy Financial Stability Board. Wskaźniki RFR są oparte wyłącznie na zrealizowanych transakcjach i w związku z tym stanowią najbardziej czytelne i jednoznaczne odzwierciedlenie rynku, którego pomiar jest celem danego wskaźnika — pisze resort finansów.

MF powtarza więc to, co od miesięcy mówią osoby i instytucje koordynujące reformę za pośrednictwem Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej ds. reformy wskaźników referencyjnych (KS NGR). Na jego czele stoi Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich, a funkcję zastępcy pełni Aleksandra Bluj, wiceprezes GPW Benchmark. W skład gremium wchodzą również m.in. Artur Soboń, członek zarządu NBP, Marcin Mikołajczyk, zastępca przewodniczącego KNF, oraz Jurand Drop, wiceminister finansów.

Jurand Drop jest jedyną nową osobą w tym składzie, która reprezentuje obecny rząd. Pozostali członkowie zajmują się reformą od czasu, gdy zapoczątkowano ją w okresie rządów PiS.

Money.pl rozmawiał z przewodniczącym KS NGR Tadeuszem Białkiem. Obszerny wywiad pt. "Zmiana wskaźnika, zmiana reguł gry. Co naprawdę oznacza koniec WIBOR-u" dotyczył nie tylko kulis reformy, lecz także jej podstaw, wątpliwości prawnych oraz powodów, dla których jest ona prowadzona.

Zalecenia organizacji międzynarodowych, na które powołują się decydenci, są pokłosiem globalnego kryzysu finansowego z lat 2008–2010. Kryzys, który wybuchł w Stanach Zjednoczonych na rynku kredytów hipotecznych, doprowadził do upadku banków i zachwiał fundamentami międzynarodowego systemu finansowego.

Przed kryzysem sektor działał w warunkach wysokiego zaufania. Banki bez większych obaw pożyczały sobie nawzajem pieniądze na dłuższe okresy, zapewniając płynność całemu systemowi. Instytucje z nadwyżkami lokowały środki w bankach, które ich potrzebowały. Te transakcje międzybankowe były podstawą wyznaczania wskaźników typu IBOR, do których należy m.in. WIBOR — punktu odniesienia przy wycenie kredytów czy obligacji.

Po kryzysie zaufanie między bankami, a przede wszystkim obywateli wobec banków, zostało zaburzone. Instytucje finansowe ograniczyły pożyczanie sobie środków, a rolę rynku międzybankowego zaczęły przejmować banki centralne, którym uczestnicy rynku wciąż ufali. Banki komercyjne lokowały tam nadwyżki lub zaciągały finansowanie, podczas gdy bezpośrednie transakcje między nimi stawały się coraz rzadsze i coraz krótsze. Zaczęło więc brakować transakcji, które stanowiły podstawę wyliczenia IBOR-ów. Pozostawały oferty: "po tyle pożyczę", ale chętnych do realnego pożyczania było coraz mniej.

Dodatkowym ciosem dla wiarygodności benchmarków była ujawniona w 2012 r. afera manipulacji wskaźnikiem LIBOR — kluczowym dla rynków międzynarodowych i opracowywanym dla różnych walut w londyńskim City. Polegała na celowym zaniżaniu zgłaszanych przez banki stawek, aby osiągać korzyści finansowe. Dotyczyła również EURIBOR-u. Skutkiem tych wydarzeń było przyjęcie przez Parlament Europejski w 2016 r. unijnego rozporządzenia BMR, które wprowadziło zasady nadzoru nad podmiotami odpowiedzialnymi za wyznaczanie wskaźników tak, aby były odporne na manipulacje. Większość przepisów BMR weszła w życie w 2018 r.

Równolegle na świecie zaczęły powstawać wskaźniki nowego typu. Ich podstawą są zrealizowane, jednodniowe transakcje między instytucjami finansowymi — obarczone minimalnym ryzykiem dla banków. W przeciwieństwie do nich wskaźniki IBOR opierają się na deklaratywnych ofertach banków, nie zawsze potwierdzonych transakcjami. To właśnie wskaźniki nowego typu określa się mianem RFR — "wolnych od ryzyka".

Unia Europejska uszczelniła IBOR-y, ale ich nie zakazała. Dlatego rynek europejski nie rezygnuje z nich. W strefie euro EURIBOR pozostaje kluczowym wskaźnikiem i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić w dającej się przewidzieć przyszłości. Nadal udziela się hipotek opartych na EURIBOR. W innych krajach jest podobnie. I — co najważniejsze — żaden kraj UE nie przeniósł kredytów detalicznych na wskaźniki nowego typu, do czego zmierza Polska, choć nie udowodniono manipulacji WIBOR-em.

Co więcej, państwo konsekwentnie broni WIBOR-u w sporach z klientami i kancelariami prawnymi, które próbują podważać w sądach umowy oprocentowane tym wskaźnikiem. Ten dysonans — między oficjalną obroną WIBOR-u a równoczesnym dążeniem do jego likwidacji — to on stał się jednym z kluczowych punktów sporu wokół reformy.

Harmonogram wyprzedził przesłanki

Dlaczego więc Polska idzie dalej niż Unia Europejska?

Na to pytanie money.pl próbuje uzyskać odpowiedź od miesięcy. Bezskutecznie. Ani GPW Benchmark, administrator WIBOR-u, ani KNF nie wskazują konkretnych czynników ekonomicznych czy prawnych, które uzasadniałyby zakończenie publikacji WIBOR-u 31 grudnia 2027 r. Zamiast tego dostajemy zestaw ogólników i proceduralnych formułek.

W odpowiedzi przesłanej do redakcji przez GPW Benchmark, która administruje też POLSTR-a, wskazano, że podejmuje działania mające na celu upowszechnienie stosowania nowego wskaźnika oraz że swoimi decyzjami wspiera trwającą reformę. Nie wskazała jednak ani jednej konkretnej przesłanki, która dziś uzasadniałaby likwidację WIBOR-u.

O tym, że kierunek zmian jest przesądzony, świadczy m.in. decyzja administratora, zgodnie z którą od 22 grudnia WIBOR SW (referencyjna stopa procentowa dla tygodniowych pożyczek międzybankowych) przestanie być wskaźnikiem referencyjnym. Stało się to mimo że stawka wciąż jest stosowana w umowach na rynku biznesowym. Nie została więc wygaszona, a jedynie pozbawiona statusu wskaźnika referencyjnego. O decyzji wcześniej poinformowano członków Komitetu Sterującego NGR.

– Wspomniano jedynie, że termin nie będzie już stosowany — i tyle. Innymi słowy: przestaje być wskaźnikiem, bo tak uznano, a jeśli ktoś sądzi inaczej, to trudno. Tymczasem o tym, co jest wskaźnikiem, decydują przepisy prawa, a nie decyzje administratora. Kopernik też "wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię", ale raczej nie w dosłownym sensie – mówi nasze źródło.

Urząd KNF w korespondencji z nami odwołuje się natomiast do przepisów BMR — w tym art. 21 i art. 23c — czym przyznaje, że przesłanki zaprzestania opracowywania WIBOR-u… jeszcze się nie zmaterializowały. Innymi słowy: według samego nadzorcy nie zaszły warunki, które na gruncie prawa unijnego wymuszałyby zamknięcie wskaźnika, mimo to data końca WIBOR-u została już wyznaczona.

Obecnie nie doszło jeszcze do materializacji przesłanek zaprzestania opracowywania wskaźnika referencyjnego WIBOR, które są określone w przepisach. Rozporządzenia BMR. Ze względu na to, że WIBOR to kluczowy wskaźnik referencyjny, informacja o zaistnieniu prawnie zdefiniowanych ww. przesłanek zostanie niezwłocznie przekazana przez organ nadzoru do publicznej wiadomości – informuje urząd nadzoru.

To właśnie ta luka między oficjalną narracją a faktami podtrzymuje zasadnicze pytanie: czy mamy do czynienia z reformą regulacyjną, czy z decyzją, której harmonogram wyprzedza spełnienie ustawowych warunków.

Gdyby Mateusz Morawiecki nie ogłosił tej reformy w 2022 r., dziś nie byłoby problemu. Skoro jednak została uruchomiona i wykonano już ogrom pracy, trzeba ją doprowadzić do końca – mówi bankowiec zaangażowany w prace Narodowej Grupy Roboczej.

Wybory parlamentarne 2023

Jak słyszymy nieoficjalnie od osób z kręgów politycznych Prawa i Sprawiedliwości, decyzja miała charakter odgórny, a jej komunikacyjny ciężar przerzucono na szefa rządu. Według naszych rozmówców, były premier został w tę reformę politycznie "ubrany". Trwał cykl podwyżek stóp procentowych NBP, raty kredytów gwałtownie rosły, a do wyborów było coraz bliżej. Reforma została pokazana opinii publicznej jako recepta na tańsze kredyty.

Z nieoficjalnych informacji money.pl wynika, że NBP nie chciał koordynować tej operacji. Ciężar procesu przejął Urząd KNF, któremu przewodniczy Jacek Jastrzębski — osoba z bliskiego otoczenia Mateusza Morawieckiego. To UKNF powołał Narodową Grupę Roboczą z Komitetem Sterującym na czele.

Reformę rozpoczął więc rząd Zjednoczonej Prawicy, a kontynuuje ją rząd Koalicji Obywatelskiej.

– W praktyce to KNF prowadzi tę reformę i nadaje jej kształt. Jeśli nadzorca nie zgadza się ze stanowiskami wypracowanymi w ramach grup roboczych, na poziomie KS NGR nie ma już realnej dyskusji – twierdzi osoba znająca kulisy prac nad reformą, a inni nasi rozmówcy to potwierdzają.

Według naszego informatora około 80 proc. sektora finansowego nie chce reformy w takim kształcie, jak obecnie.

W Polsce większość uczestników rynku nie opowiada się za zamykaniem WIBOR-u i wolałaby poprzestać na obecnym etapie zmian. POLSTR mógłby — i powinien — pełnić jedynie rolę wskaźnika rezerwowego, stosowanego w ograniczonym zakresie i wyłącznie na rynku profesjonalnym – twierdzi nasze główne źródło.
Najchętniej niczego byśmy już nie zmieniali. Ale musimy. Wolelibyśmy skupić się na biznesie – mówi wiceprezes jednego z banków zaangażowanych w reformę.

Między młotem a kowadłem

Aby zweryfikować te deklaracje, zapytaliśmy największe banki w Polsce wprost, czy popierają zamknięcie WIBOR-u z końcem 2027 r. Odpowiedzi — w większości — nie było. Część instytucji nabrała wody w usta, inne w ogóle nie odniosły się do pytania. Te, które odpowiedziały, unikały jednoznacznego stanowiska.

Kontrolowane przez państwo PKO Bank Polski oraz Bank Pekao ograniczyły się do komunikatów zgodnych z linią decydentów. Poinformowały, że działają zgodnie z harmonogramem opisanym w "mapie drogowej" – oficjalnym dokumencie NRG. ING Bank Śląski oraz mBank odmówiły komentarza. Z kolei BNP Paribas Bank Polska poinformował, że "obserwuje toczącą się w mediach dyskusję dotyczącą reformy", zaznaczając jednocześnie, że "ostateczny kształt rozwiązań legislacyjnych ją wspierających wciąż jest w trakcie opracowywania".

Na nasze pytania nie odpowiedziały Santander, VeloBank oraz Alior Bank. Milczenie kolejnych dużych instytucji tylko pogłębia obraz sektora, który konsekwentnie unika publicznego opowiedzenia się po którejkolwiek stronie dyskusji o zamknięcie WIBOR-u.

Dla sektora finansowego to operacja o ogromnej skali i ryzyku operacyjnym. Nieprzypadkowo żaden kraj Unii Europejskiej nie zdecydował się na taki manewr — na gwałtowne przestawienie rynku na nowy wskaźnik referencyjny.

Na taki krok zdecydowały się tylko państwa poza UE. Wielka Brytania — już po Brexicie — musiała porzucić skompromitowany LIBOR, symbol manipulacji na globalnym rynku finansowym. Podobnie Szwajcaria, która również nie podlega unijnemu reżimowi regulacyjnemu i mierzyła się z problemem wiarygodności starego benchmarku.

KNF wskazuje w korespondencji z nami, że podobne zmiany wdrożono również w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Izraelu, Egipcie czy Gruzji. We wszystkich tych przypadkach — jak podkreśla nadzorca — wprowadzono wskaźniki o charakterystyce zbliżonej do RFR.

W przypadku Szwajcarii, USA i Japonii wykorzystywano wskaźniki LIBOR dla rodzimych walut — franka, dolara i jena. Co istotne, wskaźniki te były opracowywane w państwie trzecim, czyli w Wielkiej Brytanii. Decyzja o ich wygaszeniu nie oznaczała więc zamykania krajowego benchmarku, lecz dostosowanie się do zmian zachodzących poza granicami tych państw. To znacząco upraszcza proces.

Inaczej wygląda sytuacja Gruzji i Egiptu. W momencie wprowadzania wskaźników typu RFR oba kraje nie posiadały wskaźników dla swoich walut krajowych. Kredyty były tam często denominowane w dolarach i oprocentowane LIBOR-em USD. Nie doszło więc do administracyjnego wygaszania funkcjonującego, kluczowego benchmarku — lecz do budowy nowego systemu od podstaw.

Plan wdrożenia POLSTR-a a rzeczywistość

Zgodnie z harmonogramem reformy banki powinny w tym roku rozpocząć szeroką sprzedaż kredytów oprocentowanych POLSTR-em. Sektor podchodzi do tego jednak z dużą ostrożnością. Banki obawiają się konsekwencji i nie chcą powtórzyć błędów z niedawnej przeszłości.

W rozmowach z money.pl często wraca przykład ING Banku Śląskiego, który jako pierwszy zdecydował się na hipoteki oprocentowane WIRON-em — wskaźnikiem nowego typu, pierwotnie wskazywanym jako następca WIBOR-u, gdy w 2022 r. ruszały prace nad reformą. Według naszych ustaleń WIRON został wybrany pod presją polityczną i bez szerokich konsultacji. Nie przeszedł jednak próby czasuw praktyce okazał się podatny na błędy i niestabilny.

W efekcie jego metodologia została istotnie zmieniona — wyłączono z niej transakcje z przedsiębiorstwami niefinansowymi. Tak powstał POLSTR, który poddano szerszym konsultacjom. Dla banków nie jest to jednak dowód dojrzałości nowego wskaźnika, lecz raczej sygnał ostrzegawczy. Stąd niechęć do masowego oferowania kredytów opartych na benchmarku, który wciąż buduje rynkowe zaufanie.

Jak dotąd tylko Bank Pekao wprowadził do oferty kredyt dla firm "zaszyty" w rachunku obrotowym i oprocentowany nowym wskaźnikiem. Produkt jest dostępny w sprzedaży od 6 listopada, jednak bank nie chce ujawnić żadnych danych dotyczących jego wyników.

Na pytanie money.pl o skalę i dynamikę sprzedaży Pekao odpowiada wymijająco. W przesłanym stanowisku bank tłumaczy, że:

Obecnie nie jest zatem możliwe odniesienie się do dynamiki i skali sprzedaży tej formy finansowania z uwagi na specyfikę procesów sprzedażowych, jak i decyzyjność klientów w tak krótkim czasie i wyjątkowym okresie przełomu roku.

W praktyce oznacza to, że nawet jedyny bank, który realnie wprowadził produkt oparty na nowym wskaźniku, nie ujawnia, czy rynek w ogóle jest zainteresowany nowym produktem.

W hipotekach banki są dopiero na etapie przygotowań — i wcale się z tym nie spieszą. Z odpowiedzi udzielonej money.pl przez PKO Bank Polski wynika, że kredyty mieszkaniowe oparte na nowym wskaźniku nie są dziś priorytetem.

"W pierwszej kolejności planujemy rozpocząć oferowanie wybranych produktów opartych na wskaźnikach referencyjnych z rodziny POLSTR dla klientów instytucjonalnych. Udostępnienie produktów hipotecznych opartych na POLSTR planowane jest na IV kwartał tego roku" — informuje bank.

Tymczasem oficjalna "mapa drogowa" reformy zakłada znacznie szybsze tempo. Zgodnie z nią już od drugiego kwartału 2026 r. banki powinny rozpocząć sprzedaż produktów kredytowych — dla klientów indywidualnych, korporacyjnych i instytucjonalnych — oprocentowanych według stopy składanej wyznaczanej na podstawie POLSTR. Dokument wprost wskazuje także na wprowadzanie do oferty kredytów mieszkaniowych opartych na POLSTR-ze, przy jednoczesnym rozwoju rynku hipotek o stałej lub okresowo stałej stopie procentowej.

Rozbieżność między planem regulatorów a realnymi deklaracjami największych banków pokazuje, że reforma na papierze wyprzedza gotowość rynku. I to właśnie sektor, który ma ją wdrożyć w praktyce, sygnalizuje dziś, że harmonogram jest — delikatnie mówiąc — zbyt ambitny.

Bez mocnego ruchu ze strony nadzorcy reforma może utknąć w martwym punkcie. Według nieoficjalnych informacji, do których dotarło money.pl, KNF rozważa oficjalne ogłoszenie daty zamknięcia WIBOR-u na przełomie marca i kwietnia tego roku. To będzie "pocałunek śmierci" dla WIBOR-u.

Rynek postawiony pod ścianą

Zapytaliśmy UKNF, kiedy planowane jest ogłoszenie daty zaprzestania publikacji WIBOR-u i czy prawdziwe są krążące w sektorze informacje o terminie na przełomie marca i kwietnia.

Nadzorca nie potwierdził, ale też nie zdementował tych doniesień. W odpowiedzi UKNF ponownie odwołał się wyłącznie do formalnych przesłanek prawnych wynikających z BMR. To ta sama linia argumentacji, którą instytucja prezentowała wcześniej — wskazując na art. 21 i 23c BMR, a jednocześnie przyznając, że przesłanki zaprzestania opracowywania WIBOR-u nie zmaterializowały się.

Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, banki planują wystąpić o odroczenie reformy o kolejne dwa lata. Wnioski w tej sprawie mają zostać złożone jeszcze w lutym. Oznaczałoby to kolejne przesunięcie harmonogramu, który od początku okazuje się trudny do utrzymania.

Nie byłby to pierwszy taki przypadek. Gdy reforma była zapowiadana w 2022 r., decydenci zakładali, że uda się ją przeprowadzić w ciągu zaledwie roku. Już wtedy część rynku wskazywała, że to założenie jest oderwane od realiów.

– W Wielkiej Brytanii proces ten zajął pięć–sześć lat. U nas harmonogram prac jest o wiele bardziej ambitny. Mówi się o roku 2023 – mówił Zbigniew Minda, prezes GPW Benchmark, w rozmowie z money.pl 19 maja 2022 r. Nadal kieruje spółką.

Ostatecznie w październiku 2023 r. decydenci odroczyli reformę o trzy lata, zapewniając jednocześnie, że dalszych przesunięć już nie będzie.

Jeśli nie przeprowadzimy chirurgicznego cięcia, nie zbudujemy nowego rynku. Utrzymywanie kilku wskaźników jednocześnie to chaos — bałagan, który będzie ciągnął się latami. W praktyce oznaczałoby to reformowanie rynku przez 30 lat, bo na taki okres udzielane są dziś kredyty hipoteczne – mówi bankowiec zaangażowany w przygotowania do reformy.

Wzorowanie się na USA, Japonii, Szwajcarii czy nawet Wielkiej Brytanii jest — zdaniem części rozmówców — dyskusyjne. To rynki kulturowo i prawnie odmienne od polskiego, o innej architekturze sektora finansowego, w którym banki w znacznie większym stopniu pozostają w rękach prywatnych.

Problem polega więc na tym, że to nie WIBOR trzeba zamknąć, lecz samą reformę — uważa osoba znająca kulisy prac nad reformą.

Tykająca bomba prawna

W 2024 r. WIBOR znalazł się na celowniku kancelarii konsumenckich, które chciałyby powtórzyć sukces ze sporów frankowych i wykazać, że umowy oparte na tym wskaźniku są wadliwe prawnie. Jak dotąd ich działania przynoszą jednak ograniczone efekty. Pojawiają się pojedyncze wyroki sądów powszechnych, w których kwestionowane są nie sam mechanizm WIBOR-u, lecz nieprawidłowości po stronie banków — głównie w zakresie obowiązków informacyjnych wobec klientów.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 12 lutego nie pogrążył WIBOR-u. Przeciwnie – w praktyce wzmocnił jego pozycję, potwierdzając, że sam mechanizm wskaźnika nie może być podważany przez sądy krajowe.

Co istotne, o ile WIBOR — po blisko trzydziestu latach funkcjonowania — generuje dziś ograniczone ryzyka prawne, o tyle POLSTR dopiero buduje swoją pozycję rynkową. Mimo to już pojawiają się pytania o skutki prawne i ekonomiczne jego administracyjnego wprowadzenia do milionów istniejących umów. W tym sensie reforma może otworzyć nowy spór — potencjalnie na znacznie większą skalę.

Zdaniem części ekspertów nie można arbitralnie, w drodze rozporządzenia wydanego na podstawie blankietowej delegacji ustawowej — nazywanej przez nich "wrzutką" legislacyjną — ingerować w umowy zawarte z konsumentami. Taka delegacja, jak argumentują, nie określa żadnych przesłanek i daje pełną swobodę regulacyjną. Tymczasem klienci korzystają ze szczególnej ochrony prawnej. Zmiana z dnia na dzień WIBOR-u na wskaźnik zupełnie innego typu w milionach umów mogłaby — ich zdaniem — naruszać konstytucyjne zasady ochrony praw nabytych oraz pewności prawa.

Ministerstwo Finansów odpiera te zarzuty. W przesłanym stanowisku podkreśla, że przepisy zostały "gruntownie przemyślane" i nie stanowiły "wrzutki". Jak wskazuje resort, analizowano różne warianty procedury, w tym rozwiązanie ustawowe. Ostatecznie uznano jednak, że mogłoby ono rodzić poważne wątpliwości prawne, w szczególności w kontekście art. 23c ust. 1 rozporządzenia BMR, który mówi o wyznaczeniu zamiennika przez "krajowy właściwy organ państwa członkowskiego". Zdaniem resortu trudno byłoby w takim trybie jednoznacznie wskazać organ uprawniony do tej decyzji. Dodatkowo proces legislacyjny — obejmujący prace parlamentarne i podpis prezydenta — jest wieloetapowy i mniej przewidywalny czasowo. W ocenie ministerstwa, w tak newralgicznej kwestii kluczowa jest stabilność i szybkość działania, dlatego zdecydowano się na wyznaczenie zamiennika w drodze rozporządzenia ministra finansów i gospodarki.

Nawet w PRL ingerencję w kredyty przeprowadzano ustawą, a nie rozporządzeniem — wystarczy przypomnieć ustawę z 1989 r. o uporządkowaniu stosunków kredytowych. U schyłku komunizmu ekipa Balcerowicza traktowała przedsiębiorców i obywateli poważniej niż dzisiejsza władza. Dzisiaj nikt nie ma już żadnych wątpliwości, że ta reforma prowadzona jest z naruszeniem prawa. Nie ma żadnych argumentów, które podważyły by opinie ekspertów. Zamiast tego wygłasza się pobożne życzenia — uważa osoba znająca kulisy prac nad reformą.

Wybory parlamentarne 2027

Rozporządzenie zmieniające wskaźnik ma zostać wydane przez ministra finansów i gospodarki na podstawie opinii Komitetu Stabilności Finansowej. Z ustaleń money.pl wynika, że projekt może trafić do konsultacji publicznych nawet sześć miesięcy przed planowanym zakończeniem publikacji WIBOR-u.

Rok 2027 jest rokiem wyborczym — jesienią Polacy pójdą do urn w wyborach parlamentarnych. To oznacza, że decyzje o fundamentalnym znaczeniu dla milionów umów kredytowych mogą zapaść w okresie silnej presji politycznej, co tylko wzmacnia pytania o motywacje, tryb i tempo reformy.

Na miejscu ministra finansów nie podpisałbym tego rozporządzenia. Minister bierze na siebie osobiste ryzyko odpowiedzialności, bo — w mojej ocenie — nie ma do tego wystarczających uprawnień. W skrajnym scenariuszu taka decyzja mogłaby oznaczać odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu – mówi inna osoba uczestnicząca w pracach NGR.

Z informacji money.pl wynika, że Ministerstwo Finansów szuka dziś wyjścia awaryjnego. Zapytaliśmy resort, czy rozważa dobrowolną konwersję długu publicznego opartego na WIBOR-ze lub przygotowanie odrębnej ustawy, która regulowałaby tę kwestię i pozwoliła uniknąć potencjalnego zarzutu niekonstytucyjności.

W odpowiedzi resort nie odnosi się do sedna pytania o tryb i podstawy prawne ingerencji w już obowiązujące zobowiązania. Ogranicza się do zapowiedzi stopniowego wygaszania emisji obligacji skarbowych opartych na WIBOR-ze i zastępowania ich papierami opartymi na POLSTR-ze. Pilotażową emisję obligacji (NZ0928) ma już za sobą, a od stycznia oferuje benchmarkową, pięcioletnią serię NZ0331.

Banki nie chcą stracić na reformie

Kolejne wątpliwości dotyczą tzw. spreadu korygującego, który miałby zostać doliczony do nowego wskaźnika w momencie odejścia od WIBOR-u. Jego celem jest zachowanie neutralności ekonomicznej reformy — tak, aby klienci nie odczuli ani wzrostu, ani spadku oprocentowania tylko dlatego, że zmienił się benchmark.

Niektórzy eksperci od prawa europejskiego uważają jednak, że Polska nie ma kompetencji do samodzielnego ustanowienia takiego spreadu. Zgodnie z ich interpretacją uprawnienie to przysługuje wyłącznie Komisji Europejskiej — i to jedynie w odniesieniu do wskaźników transgranicznych. Problem polega na tym, że WIBOR jest wskaźnikiem krajowym, co — w ocenie prawników — wyklucza zaangażowanie KE, a jednocześnie pozbawia państwo podstaw do samodzielnego wyznaczenia spreadu korygującego.

Banki obawiają się tego scenariusza. Dlatego — jak słyszymy nieoficjalnie — jeśli projekt ma zostać "dowieziony", nie może być obarczony istotnym ryzykiem prawnym. W przeciwnym razie zamiast stabilizacji przyniesie falę nowych sporów sądowych.

Problem w tym, że nawet najlepiej zaprojektowana reforma nie ma wpływu na jedno: niezawisłość sądów. A w sporach tego typu, w reżimie prawa europejskiego, nadrzędną wartością pozostaje ochrona konsumenta. Ostateczną ocenę legalności przyjętych rozwiązań i tak wydadzą więc sądy — niezależnie od intencji regulatorów, harmonogramów i zapewnień o "neutralności ekonomicznej".

Próby zainicjowania merytorycznej dyskusji na temat zarzutów, które mogą pojawić się w związku z reformą, podejmowano wielokrotnie. Za każdym razem kończyło się to zakrzykiwaniem osób zadających niewygodne pytania podczas prac KS NGR, zwłaszcza przez przedstawicieli KNF, oraz stawianiem im zarzutu torpedowania "najważniejszego projektu dla polskiego rynku finansowego" – mówi osoba znająca kulisy prac nad reformą, uczestnicy NGR to potwierdzają.

Zapytaliśmy o to UKNF. Interesowało nas również, dlaczego nadzorca nie podjął merytorycznego dialogu w sprawie zgłaszanych wątpliwości dotyczących legalności reformy oraz podstaw prawnych zakończenia publikacji WIBOR-u.

W odpowiedzi UKNF stwierdza, że "nie dostrzega zasadności angażowania się w bezpośrednią, medialną polemikę inspirowaną przez osoby o nie do końca jasnych motywacjach, kierujące się być może osobistymi względami biznesowymi". Działania te urząd uznaje za "szkodliwe" i "podkopujące zaufanie obywateli do polskiego systemu finansowego".

Do otwartej polemiki nie garną się również banki. Oficjalnie "nie komentują" sprawy, a nieoficjalnie — jak wynika z rozmów money.pl — unikają konfrontacji z nadzorcą. W sektorze panuje przekonanie, że trudno wchodzić w spór z instytucją, która zatwierdza prezesów i kluczowych członków zarządów nadzorowanych podmiotów oraz ma wpływ na politykę dywidendową. Otwartej wojny z regulatorem nikt dziś nie chce.

Plan B

Alternatywą dla administracyjnej zmiany wskaźnika w istniejących umowach byłoby refinansowanie: zaciągnięcie nowego kredytu opartego na POLSTR-ze, aby spłacić zobowiązanie oprocentowane WIBOR-em. W normalnych warunkach klienci przenoszą kredyt między bankami, by obniżyć ratę. Tu ten mechanizm może jednak nie zadziałać.

Jak pisaliśmy w money.pl, kredyty oparte na POLSTR-ze — przynajmniej w początkowej fazie — mogą być droższe. Banki wyceniają bowiem wyższe ryzyko prawne i operacyjne związane z nowym wskaźnikiem, a koszt tego ryzyka wbudowują w marżę. To oznacza, że refinansowanie niekoniecznie przyniesie realne oszczędności.

Wyższe koszty mogą ponieść również ci kredytobiorcy, którym wskaźnik zostanie zmieniony odgórnie w obowiązujących umowach. Wzrost rat może wynikać z doliczenia spreadu korygującego — mechanizmu, który ma zapewnić "neutralność ekonomiczną". W praktyce neutralność może okazać się pozorna.

Naiwne jest przekonanie, że sama zmiana wskaźnika automatycznie obniży oprocentowanie kredytów. To populizm w czystej postaci. Kredyty oparte na POLSTR-ze nie tylko nie muszą być tańsze, ale mogą okazać się droższe od obecnych kredytów na WIBOR-ze. Wpływ na to będą miały m.in. wyższe koszty ryzyka oraz podwyżka CIT – mówi osoba posiadająca wiedzę o pracach nad reformą.

Według naszych szacunków doliczanie spreadu korygującego do nowego wskaźnika może kosztować przeciętnego kredytobiorcę nawet 25 tys. zł w całym okresie spłaty hipoteki. To wydatek rozłożony w czasie, często niewidoczny w pojedynczej racie, ale realny w całkowitym koszcie kredytu. To koszt reformy, którego klient nie zobaczy wprost, ale prawdopodobnie zapłaci w długim horyzoncie.

– W praktyce ta reforma może nie przynieść konsumentom żadnych wymiernych korzyści. Standardem stanie się kredyt oparty na jednomiesięcznej stopie składanej, a więc zmiennej i aktualizowanej nawet 12 razy w roku. Sama metoda naliczania odsetek jest przy tym znacznie bardziej skomplikowana niż w przypadku WIBOR-u – mówi nasz rozmówca.

Konsument na marginesie reformy

Jak słyszymy, w pracach NGR wątek ochrony konsumenta — mówiąc delikatnie — nie jest szczególnie eksponowany. Dominują kwestie techniczne i operacyjne, a perspektywa klientów schodzi na dalszy plan.

Co istotne, w pracach NGR nie uczestniczą przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów ani Rzecznik Finansowy. To oznacza, że przy stole, przy którym zapadają decyzje o przyszłości oprocentowania milionów umów, brakuje instytucji ustawowo powołanych do ochrony konsumentów.

Jak ustaliło money.pl, we wrześniu i październiku odbyły się dwa spotkania przedstawicieli Narodowej Grupy Roboczej z Rzecznikiem Finansowym. Zbiegły się w czasie z publikacją naszych tekstów o reformie i jej potencjalnie niekorzystnych skutkach dla konsumentów.

Jak poinformowało nas biuro prasowe RF, celem tych spotkań było "przekazanie przez członków grupy bieżących informacji m.in. na temat statusu prac, treści rekomendacji dotyczących zasad i sposobu stosowania POLSTR w produktach bankowych, leasingu i faktoringu oraz działań informacyjnych".

Z przekazanych informacji wynika, że miały one charakter informacyjny, a nie konsultacyjny. Nie dotyczyły formalnego włączenia instytucji stojącej na straży interesów klientów w proces współdecydowania o kształcie reformy.

O komentarz poprosiliśmy również UOKiK. Z punktu widzenia urzędu kluczowe znaczenie dla konsumentów ma nie tyle sam wybór wskaźnika, ile sposób jego zastosowania w umowach.

W przesłanym stanowisku UOKiK podkreśla, że "prezes UOKiK konsekwentnie wskazuje, iż kredytodawcy muszą formułować zasady ustalania i zmiany oprocentowania w sposób jasny i zrozumiały, a nieprecyzyjne lub nieuczciwe mechanizmy będą kwestionowane". Jak informuje urząd, ewentualne przejście z WIBOR-u na nowy wskaźnik będzie oceniane przede wszystkim przez pryzmat przejrzystości oraz ochrony interesów konsumentów.

Stanowisko UOKiK nie rozstrzyga sporu o zasadność samej reformy, ale sygnalizuje, że sposób jej wdrożenia — zwłaszcza w istniejących umowach — może stać się przedmiotem kontroli i ewentualnych postępowań.

Czarny scenariusz

Znacznie ostrzej sytuację ocenia jeden z uczestników rynku, z którym rozmawialiśmy nieoficjalnie.

– Jeżeli nie przyjdzie otrzeźwienie, to cała ta reforma skończy się tak samo jak kredyty frankowe. Sektor ponownie popełni identyczny błąd, tylko na zdecydowanie większą skalę. Pójdzie pytanie do TSUE, parę osób wygłosi tyradę na rozprawie, że wyrok Trybunału zdemoluje nam system finansowy, sędziowie się pośmieją i tyle z tego będzie. A po wydaniu orzeczenia wszyscy nagle otworzą oczy ze zdumienia i zapytają, jak to się w ogóle stało, i zacznie się przerzucanie odpowiedzialności. To ja odpowiem: tak się dzieje, gdy ambicje osobiste pojedynczych osób są ważniejsze niż racjonalność. A za błędy na końcu zapłacą podatnicy, bo nagle okaże się, że sektor potrzebuje pakietu pomocowego ze środków publicznych – ocenia nasz rozmówca.

Na koniec III kwartału 2025 roku liczba czynnych umów o kredyt mieszkaniowy w Polsce wynosiła ok. 2,16 mln.

Karolina Wysota, dziennikarka money.pl

Wybrane dla Ciebie
Rafineria Ilskij podpalona. Pożar objął ponad 700 m kw. terenu
Rafineria Ilskij podpalona. Pożar objął ponad 700 m kw. terenu
Blik rozważa IPO na GPW. Wycena może sięgnąć 8 mld zł
Blik rozważa IPO na GPW. Wycena może sięgnąć 8 mld zł
To już dziś. Zmiany na zakupach. Nowy obowiązek wchodzi do sklepów
To już dziś. Zmiany na zakupach. Nowy obowiązek wchodzi do sklepów
Polska kluczowym łącznikiem w Arktyce. "Oczekuje się zaangażowania"
Polska kluczowym łącznikiem w Arktyce. "Oczekuje się zaangażowania"
Ropa z Rosji przestała płynąć. Węgierski gigant zwrócił się do rządu
Ropa z Rosji przestała płynąć. Węgierski gigant zwrócił się do rządu
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 17.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 17.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 17.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 17.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 17.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 17.02.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 17.02.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 17.02.2026
Rosyjski eksport przez Bałtyk sparaliżowany. Zatoka Fińska skuta lodem
Rosyjski eksport przez Bałtyk sparaliżowany. Zatoka Fińska skuta lodem
Kanada bliżej Europy. Carney chce stworzyć nowy, niezależny od USA sojusz
Kanada bliżej Europy. Carney chce stworzyć nowy, niezależny od USA sojusz
Nawrocki apeluje do Czarzastego. Marszałek: skąd pan weźmie 50 mld zł?
Nawrocki apeluje do Czarzastego. Marszałek: skąd pan weźmie 50 mld zł?