Miliony kredytobiorców mogą dostać listy z banków. Tak resort chce przyspieszyć koniec WIBOR-u

To jeszcze nie jest prawo, lecz legislacyjna zapowiedź burzy. Rządowy projekt ustawy dopiero trafił do konsultacji, ale jeśli przepisy wejdą w życie w obecnym kształcie, miliony kredytobiorców mogą dostać z banków oferty zmiany oprocentowania kredytów. Na odpowiedź będą mieli dwa miesiące. Brak reakcji nie zatrzyma reformy.

Andrzej Domański, minister finansów i gospodarkiRząd chce przyjąć projekt ustawy jeszcze w trzecim kwartale 2026 roku
Źródło zdjęć: © PAP | Radek Pietruszka, fotomontaż
Karolina Wysota

W przyszłym roku do skrzynki kredytobiorcy może trafić list z banku. W środku - propozycja zmiany oprocentowania kredytu po WIBOR-ze. Klient dostanie wybór: stała stopa albo nowy sposób ustalania zmiennego oprocentowania. Oferta ma wiązać bank przez dwa miesiące.

Na pierwszy rzut oka pismo może wyglądać jak zwykła propozycja zmiany warunków umowy. Być może nawet korzystna, jeśli bank zaproponuje niższą marżę. Klient będzie musiał zdecydować: "podpisuję" albo "nie". W praktyce rząd próbuje jednak znaleźć sposób, by w ekspresowym tempie - bo w terminie dziewięciu miesięcy od wejścia w życie przepisów - przeprowadzić reformę wskaźników referencyjnych przez umowy kredytowe. Najpierw aneksami. A jeśli to się nie uda, w dalszej kolejności ustawowym zamiennikiem.

To ważne, bo mówimy o jednej z największych zmian na rynku kredytowym od lat. WIBOR, na którym oparto oprocentowanie milionów umów, ma być stopniowo wygaszany. W jego miejsce ma wejść nowy wskaźnik - PolSTR. Reforma od miesięcy budzi jednak coraz większe kontrowersje. Po kolejnych publikacjach krytycznych opiniach ekspertów i zmianach harmonogramu coraz bardziej przypomina konstrukcję, którą trzeba podtrzymywać z każdej strony, żeby się nie rozsypała.

"Przelej pieniądze od razu". Ekspert zdradza prosty trik

Dwa miesiące dla klienta, dziewięć miesięcy dla banku

Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu rozwoju rynku finansowego oraz zwiększenia stabilności finansowej zakłada, że banki będą miały dziewięć miesięcy na przedstawienie klientom ofert zmiany sposobu oprocentowania kredytu. Chodzi o umowy ze zmiennym oprocentowaniem, w których zastosowano kluczowy wskaźnik referencyjny, czyli w praktyce WIBOR. To od niego zależy dziś wysokość oprocentowania milionów kredytów.

Prace nad rządowym projektem pilotuje Ministerstwo Finansów. Właśnie trwają konsultacje publiczne. Projekt opublikowano na rządowych stronach w czerwcu, a rząd planuje przyjąć go już w trzecim kwartale tego roku. To kolejny pakiet zmian w przepisach, który ma umożliwić przejście z WIBOR-u na nowy wskaźnik.

Zgodnie z projektem oferta banku ma zawierać co najmniej dwie propozycje: przejście na stałe oprocentowanie albo nowy sposób ustalania zmiennego oprocentowania. Bank nie będzie mógł przy tej okazji podnieść marży. Klient dostanie dwa miesiące na odpowiedź. Brak odpowiedzi albo odmowa przyjęcia oferty nie pozwolą bankowi wypowiedzieć umowy, zażądać wcześniejszej spłaty kredytu ani zmienić pozostałych warunków umowy, w tym wysokości marży.

Brzmi bezpiecznie. Ale tylko do momentu, w którym spojrzymy na całą konstrukcję.

Projekt przewiduje bowiem nie tylko ścieżkę aneksową. Równolegle pojawia się mechanizm ustawowego zamiennika. To znaczy, że jeśli dla WIBOR-u zostanie wskazany następca, to w umowach kredytu hipotecznego dotychczasowy wskaźnik ma zostać zastąpiony nowym. Do tego może dojść tzw. korekta spreadu, czyli dodatkowy element mający wyrównać różnicę między starym a nowym wskaźnikiem.

Ten drugi scenariusz jest jednak mało prawdopodobny. Wiceminister finansów Jurand Drop 5 lipca w rozmowie z PAP mówił, że wydanie rozporządzenia nie będzie konieczne, bo to instytucje finansowe mają proponować klientom przejście z jednego wskaźnika na drugi. - Ci klienci, którzy nie będą chcieli przechodzić (...), przez 10 lat będą mogli korzystać z WIBOR-u - podsumował. 

Założenie jest więc proste: przez najbliższe 10 lat banki mają przekonywać klientów do przejścia z WIBOR-u na PolSTR aneksami, a reszta kredytów opartych na WIBOR-ze ma się po prostu stopniowo spłacać. Tyle w teorii. W praktyce problem może wrócić, bo na rynku są kredyty z terminem spłaty sięgającym 2050 r. 

Państwo podpowiada bankom, jak sprzedać reformę

Najciekawszy fragment nie znajduje się jednak w samych przepisach, lecz w uzasadnieniu projektu. Ministerstwo Finansów tłumaczy tam, że oferta dla klienta nie może skutkować wzrostem marży. Ale marża może zostać obniżona, żeby - jak zapisano - zwiększyć atrakcyjność oferty i powodzenie akcji dostosowania umów. 

To wiele mówi o prawdziwym problemie reformy.

Po politycznych zapowiedziach, że koniec WIBOR-u przyniesie tańsze kredyty, i dementi banków, że reforma nie jest po to, by było taniej, państwo dochodzi do punktu, w którym sukces operacji może zależeć od tego, czy bank sam zrezygnuje z części zarobku. Innymi słowy: może być taniej, jeśli bank łaskawie obniży marżę, a może to zrobić po to, żeby klient chciał podpisać aneks.

Prof. Lesław Góral i Tobiasz Nowakowski, autorzy książki "Kontrola abuzywności klauzuli zmiennego oprocentowania w umowie kredytu zawieranej z konsumentem", z którymi rozmawia money.pl, oceniają to ostro.

- Twierdzenie w uzasadnieniu projektu, że można zachęcać klientów do zgody na zmianę warunków umowy przez obniżenie marży, to nie ponury żart, lecz skandal - mówią.

Ich zdaniem po kilku latach zapowiedzi tańszych kredytów po likwidacji WIBOR-u politycy przerzucają ciężar na negocjacje między klientem a bankiem. W praktyce obywatel może usłyszeć: jeśli chcesz mieć niższą ratę, spróbuj wynegocjować niższą marżę.

- Z rozbawieniem przeczytaliśmy opinię jednego z przedstawicieli sektora twierdzącego, że zainteresowanie klienta aneksami się zwiększy, gdy kredytobiorca zobaczy korzyść w postaci raty niższej o kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych. Cóż, można powiedzieć: klient głupi wszystko kupi. Kiedyś była to zasada nieuczciwych handlarzy, dziś niestety postawa niektórych instytucji państwa wobec obywateli - dodają.

Czy po zmianie będzie taniej?

To najważniejsze pytanie z punktu widzenia kredytobiorcy. Projekt ustawy tego nie gwarantuje, a eksperci wskazują, że przejście na PolSTR nie musi oznaczać realnej korzyści dla konsumenta.

Nie będzie taniej tylko dlatego, że zmieni się nazwa wskaźnika. Przy zamianie WIBOR-u na PolSTR aneksem bank może doliczyć spread korygujący, czyli dodatkowe punkty procentowe, które mają wyrównać różnicę pomiędzy nimi po to, żeby bank nie stracił na reformie i miał możliwość zabezpieczenia kredytu instrumentami pochodnymi - wskazują Góral i Nowakowski.

Dodają, że bank może też pobrać dodatkowe wynagrodzenie za zawarcie takiej umowy - projekt ustawy tego nie zabrania. A to, ich zdaniem, nie jedyna rzecz, o której powinien wiedzieć klient banku przed podpisaniem aneksu.

Jak podkreślają eksperci, WIBOR 3M albo 6M pozwala ustalić oprocentowanie na kilka miesięcy. Kredytobiorca wie, że rata będzie obowiązywać przez określony czas. PolSTR jest wskaźnikiem opartym na stawkach jednodniowych. W praktyce oznacza to częstsze aktualizacje oprocentowania i większą zmienność raty.

Nasi rozmówcy tłumaczą, że przy PolSTR oprocentowanie może zmieniać się co miesiąc, a klient może poznać wysokość raty dopiero krótko przed jej zapłatą. Ich zdaniem nawet jeśli rata spadnie o kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych, ta korzyść może nie wystarczyć, by zrekompensować większą zmienność i bardziej skomplikowane zasady liczenia oprocentowania. 

Wielka akcja na ponad 3 mln umów

Skala operacji będzie ogromna. W uzasadnieniu projektu wskazano, że według danych UKNF na koniec 2024 r. chodziło o ok. 1,664 mln umów kredytu hipotecznego oraz ok. 1,475 mln umów kredytu konsumenckiego z zastosowaniem WIBOR 1M, 3M oraz 6M. Łącznie to ponad 3,1 mln umów.

Rząd uznał, że dziewięć miesięcy to odpowiedni termin na przygotowanie i przeprowadzenie takiej akcji. Banki miałyby w tym czasie przygotować dokumentację, zweryfikować ją i wysłać klientom.

Eksperci są sceptyczni.

- Wszystko zależy od liczby umów w konkretnym banku. Dla małego banku spółdzielczego, który ma kilkaset umów, taki termin może być realny. Dla dużych banków komercyjnych, mających dziesiątki tysięcy umów albo więcej, już nie - uważają Góral i Nowakowski.

Nie chodzi tylko o wysłanie milionów listów. Za każdą ofertą stoi konkretna umowa, konkretne gospodarstwo domowe i konkretne pieniądze. Bank będzie musiał jasno wyjaśnić klientowi, co się zmienia, jak może to wpłynąć na ratę i czym różnią się metody naliczania odsetek na WIBOR i POLSTR oraz wyjaśnić konsekwencje tych różnic.

Jeśli zrobi to źle, zdaniem ekspertów, problem wróci w sądzie.

Skąd ten pośpiech, skoro WIBOR ma znikać do 2036 r.?

Pierwotnie reforma miała przebiegać znacznie szybciej. WIBOR miał zniknąć z nowych i istniejących umów z końcem 2027 r., a państwo zakładało, że umowy zostaną przestawione na nowy wskaźnik rozporządzeniem ministra finansów. Jednak w maju tego roku harmonogram wygaszania WIBOR-u wydłużono aż do końca 2036 r.

Skoro więc proces ma trwać latami, dlaczego banki miałyby w dziewięć miesięcy przeprowadzić masową akcję ofert dla klientów?

Nasi rozmówcy widzą w tym próbę zabetonowania reformy. Ich zdaniem po masowym wysłaniu ofert do kredytobiorców z całej operacji znacznie trudniej będzie się politycznie wycofać. Jeśli zaś pojawi się społeczne niezadowolenie, rachunek polityczny może zapłacić już kolejna ekipa rządząca.

Drugi powód ma być jeszcze ważniejszy.

- Najpierw próbowano zmienić umowy rozporządzeniem i przerzucić ryzyko prawne m.in. na kredytobiorców, którzy mogliby to kwestionować w sądzie, ponieważ naruszałoby to konstytucyjne prawo do swobody zawierania umów. Teraz rząd próbuje dodatkowo przerzucić ryzyko prawne również na banki - oceniają rozmówcy money.pl.

Jak wyjaśniają, jeśli zmiana następuje ustawowo, odpowiedzialność polityczna i prawna ciąży przede wszystkim na państwie. Jeśli jednak klient podpisuje aneks z bankiem, spór może przenieść się na linię klient - bank. A wtedy to bank, zdaniem ekspertów, będzie musiał wykazać, że klient wiedział, co podpisuje.

Prawne miny pod reformą

W ocenie ekspertów projekt ma także inne wady prawne. Zarzuty dotyczą przede wszystkim relacji krajowych przepisów z unijnym rozporządzeniem BMR, które reguluje stosowanie wskaźników referencyjnych w Unii Europejskiej.

Rozmówcy money.pl twierdzą, że państwo członkowskie nie może dowolnie zakazywać stosowania kluczowego wskaźnika referencyjnego. Problem polega na tym, że od stycznia banki mają oferować kredyty oparte na nowym wskaźniku, a nie na WIBOR-ze, choć sam WIBOR ma być opracowywany aż do końca 2036 r.

Państwo - zdaniem ekspertów - nie może też samodzielnie nadawać sobie kompetencji do ustalania spreadu korygującego i zmian dostosowawczych, jeśli nie wynika to wprost z prawa unijnego. Ta zasada mogłaby zostać naruszona, gdyby zamiany wskaźników w umowach kredytowych dokonano rozporządzeniem ministra finansów, doliczając do PolSTR spread.

I właśnie dlatego tak duże znaczenie mają aneksy. Jeśli klient sam zgodzi się na zmianę umowy, ryzyko prawne wygląda inaczej niż w sytuacji, gdy państwo zmienia wskaźnik odgórnie rozporządzeniem.

Góral i Nowakowski tłumaczą, że państwo nie może samo dopisać sobie uprawnień, których nie ma w unijnym rozporządzeniu. Jeśli dana sprawa została uregulowana na poziomie UE, krajowy ustawodawca nie może dowolnie tworzyć własnych zasad.

- Kompetencji państwa członkowskiego nie można na gruncie rozporządzeń unijnych domniemywać. Muszą wynikać wprost z przepisów danego rozporządzenia - mówią.

Eksperci wskazują też inne słabe strony projektu: nieprecyzyjne pojęcia, potoczne sformułowania i błędne założenia dotyczące tego, czym jest aneks czy kredyt hipoteczny. Według nich projektowane przepisy "stoją na żenująco niskim poziomie legislacyjnym". To może mieć bardzo praktyczne skutki. Jeżeli przepisy zostaną uchwalone w obecnym kształcie, a później sądy uznają mechanizm za wadliwy, rynek może czekać kolejna fala sporów klientów z bankami.

Osobnym problemem jest obowiązek informacyjny. Przy zmianie warunków umowy bank powinien poinformować klienta równie starannie jak przy zawieraniu pierwotnej umowy. Musiałby więc wyjaśnić, jak nowe oprocentowanie może wpłynąć na ratę, jakie ryzyka wiążą się ze zmiennością wskaźnika, jak będzie działać klauzula zmiennego oprocentowania i jakie konsekwencje niesie podpisanie aneksu. Przy PolSTR - oceniają nasi rozmówcy - może być to szczególnie trudne. 

- Biorąc pod uwagę skomplikowanie stosowania PolSTR, obowiązek informacyjny wymagany przez orzecznictwo TSUE może być w praktyce niemożliwy do spełnienia - oceniają.

Ich zdaniem, jeśli państwo chce masowej zmiany warunków oprocentowania, powinno wziąć na siebie odpowiedzialność za ryzyko prawne tej operacji. Powinno też jasno wskazać, jak banki mają informować klientów o skutkach podpisania aneksu. Tyle że wtedy, w razie zakwestionowania reformy przez sądy, banki i klienci mogliby kierować roszczenia wobec państwa.

Wybrane dla Ciebie