Skuteczność i liczba celnych ukraińskich ataków na rafinerie, porty i składy paliwowe ponownie doprowadziły Rosję na skraj najpoważniejszego kryzysu. Według ostatnich szacunków Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy unieruchomiono 42,74 proc. całkowitej mocy przerobowej ropy naftowej w Rosji.
- Jeśli Rosjanie mają zakłóconą infrastrukturę naftową, rafinerie, rurociągi, magazyny paliwowe płoną, a sankcje utrudniają zakup niezbędnych części do napraw, to prowadzi do głębokiego kryzysu - stwierdza w rozmowie z money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego, analityk Fundacji Pułaskiego oraz wykładowca Politechniki Wrocławskiej.
Jak podkreśla, jego skala jest bardzo poważna. Poważniejsza niż ta z jesieni 2025 r., kiedy Rosja zmuszona była sięgnąć po rezerwy i ratować się awaryjnym importem. Rosyjscy analitycy starali się wówczas przekonać opinię publiczną, że ma do czynienia z \"wyimaginowanymi\" niedoborami paliwa. Teraz sam Władymir Putin przyznał, że problem jest, a \"Rosja musi zminimalizować skutki ukraińskich ataków na infrastrukturę naftową, które przyczyniają się do niedoborów\".
Kryzys jest bardzo poważny. Kreml już nie jest w stanie ukrywać problemów - podkreśla dr Zaleski.
Jak podkreśla dochodzą do tego coraz bardziej ograniczone możliwości prowadzenia napraw. - Około 48 proc. produkcji rafinerii pod Moskwą będzie nieczynna do końca roku. Ze swoich źródeł wiem, że Rosjanie nie mogą znaleźć części do jej naprawy. Są próby ominięcia sankcji dla sprawdzenia elementów instalacji, zaworów i głowic. Są nietypowe, założone prawdopodobnie jeszcze przez brytyjską firmę. Brytyjczycy odmówili pomocy technicznej i dostaw ze względu na sankcje. Inne rafinerie również, mimo napraw, zgłaszają błędy i problemy. Problem postępuje - dodaje analityk.
Presja coraz większa
Ukraina nie odpuszcza. W sobotę celem stał się terminal naftowy w Petersburgu. To brama dla eksportu rosyjskiej ropy naftowej i paliw oraz jeden z największych rosyjskich obiektów magazynowania. Tu znajdowało się 21 zbiorników do obsługi portu o przepustowości ok. 12,5 mln ton rocznie. Atak na Petersburg to element większej układanki.
W czerwcu ukraińskie drony atakowały nie tylko rafinerie, ale spowodowały zniszczenie ponad 60 zbiorników. Według raportu ukraińskich sił 58 proc. z nich zawierało produkty ropopochodne, a 42 proc. ropę naftową. Łączne straty rosyjskiego przemysłu naftowego od sierpnia ub.r. szacuje się na 13,5 mld dol.
Produkcja benzyny w Rosji spadła o ok. 25 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku - wskazują niezależne rosyjskie media. Reuters ocenia, że po czerwcowych ukraińskich atakach na rafinerie w Moskwie, Niżniekamsku, Tiumeni i Wołgogradzie produkcja paliw pozostaje niższa od zapotrzebowania o ok. 20-25 proc.
Moment oderwania się pokrywy zbiornika paliwa w moskiewskiej rafinerii podczas ataku dronowego:
- Putin przyznał, że Rosja zaczęła korzystać z rezerw i w trybie awaryjnym sprowadza paliwo zza granicy - przypomina analityk.
Przywódca Rosji uspokajał, że zapasy benzyny wynoszą 1,7 mln ton i są "tylko o 4 proc. niższe niż rok wcześniej". Problem w tym, że jedynie suche dane. Braki powstają w różnych miejscach kraju i nie ma możliwości szybkiego transportu w odległe miejsca. Ukraińska strategia ma nie tylko wywołać paraliż w kraju, ale podkopać zaufanie do władzy i ograniczyć możliwości prowadzenia aktywnej wojny.
- Są bardzo duże niedobory paliw lotniczych, tylko niektóre lotniska otrzymują wsparcie, część połączeń już jest wyłączanych. Podobnie z transportem drogowym - wylicza dr Zaleski.
Rosja szuka ratunku
Kreml interwencyjnie sprowadza paliwo zza granicy. W czerwcu rekordowe 141 tys. ton zostało przywiezione z Białorusi. Jak wskazywały "Wiedomosti", to 2,5 raza więcej niż w maju. Co najmniej 60 tys. ton paliw Rosja kupiła z Indii, do tego sprowadziła 30–40 tys. ton ropy na dwóch tankowcach. Z kolei według źródeł Reutersa Kazachstan zgodził się na dostawy jako "pomoc humanitarna". To około 50 tys. ton. Paliwo dla Rosji ma pochodzić z dwóch rafinerii: Pawłodar i Kondensat i zostać dostarczone na przełomie lipca i sierpnia.
- Benzyna jest ostatnio przewożona głównie z Kazachstanu. Rosja zakontraktowała również dostawy z Indii. Między Mińskiem a Moskwą pojawiają się napięcia, ale również na tym kierunku zaordynowano rekordowe dostawy. Żeby zasypać dziurę, Rosja kupuje paliwo, skąd tylko może, wstrzymuje eksport, wprowadza reglamentację. Robi wszystko, aby ograniczyć skutki, ale braki są widoczne, nie bez powodu pojawił się czarny rynek - wylicza dr Zaleski.
Według Reutersa Moskwa zamierza sprowadzać nawet 400 tys. ton benzyny miesięcznie z różnych krajów. To mniej niż szacowana na ok. 600 tys. ton miesięcznie luka.
Dlatego też konieczne są również radykalne ruchy. Rosja już ograniczyła eksport benzyny i paliwa lotniczego, a rozważała pełny zakaz eksportu diesla. Wprowadzona została reglamentacja na stacjach benzynowych. Do tego dopuszczono do sprzedaży gorszego rodzaju paliw standardu Euro-2, o wyższej zawartości siarki, zakazanych od 2013 r.
Ile paliwa trafia na front?
- Kryzys paliwowy uderza nie tylko w cywilną administrację państwa, w obywateli i gospodarkę, ale zwłaszcza w administrację wojskową - ocenia ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego.
Ile dokładnie paliwa przeznacza Rosja na działania na froncie, nie sposób obliczyć. Można jedynie opierać się o szacunki. S&P szacował, że sama operacja w Donbasie na początku wojny pochłaniała 350 tys. ton miesięcznie. To według Bloomberga mogłoby wskazywać na ok. 2–4 mln ton rocznie wszystkich paliw potrzebnych armii.
Branżowy portal Defense Express wyliczał, że Rosja zużyła w maju ok. 545 tys. litrów benzyny tylko na same Shahedy i wabiki Gerbera, a w pierwszych 26 dniach czerwca ok. 350 tys. litrów. Według ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fedorowa Rosjanie już teraz mają problemy z paliwem dla agregatów używanych przez operatorów dronów - pisał dziennik "Ukrinska Pravda".
Wraz z coraz większym kryzysem, przekierowywaniem paliw na potrzeby rolnictwa i kluczowego zaopatrzenia, ofensywa Rosji w Ukrainie osłabła. Putin znalazł się pod ścianą. Musi zabezpieczać kraj, zarządzając kryzysem gospodarczym, a jednocześnie utrzymywać kosztowną wojnę. - Paliwa dziś wysyła się do jednostek, które nie tyle atakują Ukrainę, co bronią Rosji przed dronowym ostrzałem - sugeruje dr Zaleski.
Poparcie dla tzw. specjalnej operacji spada, notowania samego Władimira Putina również zniżkują. Przywódca Rosji staje coraz bardziej zdesperowany, bo problemu nie da się już ukryć. W wielu regionach kraju brakuje benzyny dla odbiorców prywatnych.
Na stacjach tworzą się wielogodzinne kolejki, a władze zmuszone są wprowadzać do ich ochrony Rosgwardię (rosyjską gwardię narodową). To już nie tylko odcięty od dostaw Krym, Syberia czy dalekie rubieże rozległej Rosji. Rosjanie widzą skutki wojny w głównych metropoliach, w tym samej Moskwie.