Kryzys paliwowy się rozlewa. "Celem jest paraliż kraju"

Od początku czerwca ukraińskie drony trafiły pięć rosyjskich rafinerii. W ogniu stanęła m.in. ważna rafineria Gazpromnieftu pod Moskwą. Zaledwie 15 km od Kremla. - Ukraina coraz śmielej obiera cele, a uderzenia są bardzo precyzyjne - mówi money.pl dr Przemysław Zaleski, analityk Fundacji Pułaskiego. W kraju wprowadzono limity na stacjach.

Kryzys paliwoy w Rosji się rozkęcaKryzys paliwoy w Rosji się rozkęca
Źródło zdjęć: © Getty Images | ZipZapic.com
Przemysław Ciszak

Już nie tylko Krym, ale cała Rosja zmaga się z poważnym kryzysem paliwowym. Ukraińskie ataki na rafinerie sprawiły, że rosyjskie zdolności do produkcji paliw drastycznie spadły.

Uszkodzonych jest ok. 14–15 proc. możliwości rosyjskiej infrastruktury naftowej. Chodzi przede wszystkim o takie elementy jak tłocznie, kołnierze i części ropociągów, które wymagają poważnych napraw i kosztownych części zamiennych, do których Rosja ma utrudniony dostęp – zaznacza w rozmowie z money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego z Fundacji Pułaskiego.

Tylko od początku czerwca potwierdzonych zostało co najmniej pięć uderzeń w rosyjskie rafinerie. Celami stały się: Saratów, przerabiająca 7 mln ton ropy rocznie (wraz z infrastrukturą przesyłową i składem paliw), rafineria Kujbyszew w mieście Samara (odpowiadająca za rafinację 7 mln ton ropy rocznie), zakłady TANECO i TAIF-NK w Niżniekamsku i Tatarstanie (TANECO ma projektową zdolność przerobu ponad 16 mln ton rocznie) oraz Moskiewska Rafineria Ropy Naftowej należąca do Gazpromnieftu. Ta ostatnia została zaatakowana we wtorek. 

Rafineria Gazpromnieftu znajduje się zaledwie 15 km w linii prostej od Kremla. To jeden z największych zakładów tego typu w Rosji i kluczowy dostawca paliw dla stołecznego regionu. Jak informowaliśmy w money.pl, zdolności przerobowe zakładu sięgają ok. 12 mln ton ropy rocznie.

Rosyjskie władze potwierdziły atak. Reuters, powołujący się na źródła branżowe, podał, że uszkodzona została instalacja odpowiadająca za ponad połowę produkcji rafinerii.

Tego samego dnia ukraińskie drony uderzyły też w bazę paliwową we wsi Połtawskiej w Kraju Krasnodarskim. Obiekt służył do odbioru paliw z rafinerii i ich dalszej dystrybucji do stacji w Kraju Krasnodarskim oraz Adygei. Wcześniej celami były również inne składy, jak Terminal Tamanneftegaz w Temriuku, a także instalacja załadunku paliw Ust-Łabińskaja (w tym zbiorniki i dwie cysterny). Lista szybko się wydłuża i deaktualizuje, bowiem nie ma dnia, by media nie donosiły o kolejnym uderzeniu w infrastrukturę paliwową.

– Widać też, że Ukraina coraz lepiej radzi sobie z atakami na punkty transportowe i składy ropy. Coraz śmielej obiera cele. Uderzenia są coraz bardziej precyzyjne i wymierzone w infrastrukturę istotną dla rosyjskiej logistyki – mówi dr Zaleski.

Rafinerie
Rafinerie © Licencjodawca

Wstrząs paliwowy. Na stacjach limity

Problem Rosji coraz wyraźniej widać nie tylko na zdjęciach płonących instalacji, ale też przy dystrybutorach. Kryzys paliwowy nie obejmuje już tylko odciętego od dostaw okupowanego Krymu i zajętych przez Rosję części obwodów donieckiego i ługańskiego, ale właściwie już całą Rosję.

We wtorek Tatnieft, jeden z największych rosyjskich koncernów naftowo-gazowych, wprowadził ograniczenia sprzedaży benzyny i oleju napędowego na wszystkich swoich stacjach w Rosji.

Jak podała agencja Interfax, ograniczenia objęły całą sieć Tatnieftu, a za tankowanie przyjmowana była wyłącznie gotówka. Według rosyjskich mediów na stacjach koncernu w Czelabińsku kierowcy samochodów osobowych mogli kupić maksymalnie 30 litrów benzyny i 60 litrów diesla.

Tatnieft dołączył tym samym do grona rosyjskich gigantów, którzy już wcześniej zaczęli reglamentować paliwo. Na początku czerwca na stacjach Łukoila w obwodzie moskiewskim kierowcy mogli kupić maksymalnie 60 litrów benzyny i 100 litrów oleju napędowego na osobę. Spółka tłumaczyła, że to efekt "obecnej sytuacji na rynku". W tym samym czasie na stacjach Gazpromu w obwodzie moskiewskim obowiązywały limity sprzedaży diesla na poziomie 100–150 litrów na auto.

Rosja ma ropę, ale brakuje jej paliw

Rosja nadal wydobywa ogromne ilości ropy i wciąż zarabia na jej eksporcie. Problem polega jednak na tym, że coraz częściej nie jest w stanie sprawnie przerobić surowca na benzynę, diesel czy paliwo lotnicze i dostarczyć go tam, gdzie jest najbardziej potrzebny.

Według Reutersa, który powołał się na dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej, rosyjska produkcja ropy w maju wyniosła ok. 8,7 mln baryłek dziennie i była o ok. 10 proc. niższa od celu wyznaczonego na ten miesiąc. IEA wskazywała, że jednym z powodów były właśnie nasilające się ukraińskie ataki.

Moskwa próbuje łatać system administracyjnie. Ogranicza eksport części paliw, przesuwa dostawy na rynek wewnętrzny i luzuje normy jakościowe. Rosyjski dziennik "Kommiersant" informował, że część rafinerii może produkować paliwo o niższych parametrach środowiskowych, aby ograniczyć niedobory.

Kryzys paliwowy w Rosji jest efektem nałożenia się kilku czynników. Od dawna informacje wywiadowcze potwierdzały, że w kraju brakuje paliwa, że jest ono reglamentowane i kierowane przede wszystkim do największych ośrodków zaopatrzeniowych, w tym Moskwy i Petersburga – komentuje w rozmowie z money.pl dr Zaleski.

"Rosjanie obawiają się kolejnych ataków"

Ukraińska strategia jest dla Kremla szczególnie bolesna, bo uderza w infrastrukturę, której nie da się szybko odbudować. Rafineria to nie magazyn, który wystarczy posprzątać po pożarze. Część urządzeń wymaga specjalistycznych komponentów, a dostęp do nich ograniczają sankcje. Nawet punktowe uszkodzenie może więc wyłączyć całe ciągi technologiczne.

Rosjanie już nastawiają się na pesymistyczny scenariusz i obawiają się, że ukraińskie ataki będą ponawiane. Jedna z rafinerii paliła się przez cztery dni. Problemem jest brak możliwości szybkiej naprawy i wymiany poszczególnych części – wskazuje ekspert Fundacji Pułaskiego.

Jak dodaje, zniszczenia nie muszą oznaczać całkowitego wyłączenia zakładów, aby były dotkliwe.

– Instalacje Tatnieftu były kilkukrotnie atakowane. Celem tych nalotów jest doprowadzenie do gospodarczego i logistycznego paraliżu Rosji. Uderzenia te nie tylko stwarzają poważne trudności dla cywilów, ale także zaburzają dostawy paliw dla rosyjskich wojsk walczących na froncie w Ukrainie – podkreśla ekspert.

Sankcje i flota cieni

Sytuacja Rosji ponownie się komplikuje. Na problemy z rafineriami nakłada się presja sankcyjna. Podczas spotkania G7 we Francji Donald Trump miał zapowiedzieć, że jak tylko zostawi za sobą problem z Iranem, gotowy jest zwiększyć presję na Rosję, nakładając dodatkowe sankcje. – Do tego dochodzi zapowiadane zaostrzenie kontroli tzw. floty cieni. Francja i Wielka Brytania już to wprowadzają. Paliwo transportowane przez tę flotę ma być traktowane jako toksyczne, a francuskie i brytyjskie służby podejmowały już działania wobec tankowców – mówi dr Zaleski.

– To, jak bardzo dotkliwy i destrukcyjny będzie kryzys paliwowy w Rosji, zależeć będzie od tego, jak uciążliwe okażą się sankcje zapowiadane przez USA oraz dalsze naciski ze strony UE. Znaczenie będzie miała także skala kontroli przepływów tzw. floty cieni na Morzu Bałtyckim – ocenia.

Kreml ma poważny problem

Rosja nie została w pełni odcięta od paliw. Ale coraz częściej musi nimi zarządzać w trybie kryzysowym: kierować dostawy do największych miast, utrzymywać transport, zabezpieczać wojsko i jednocześnie ograniczać niezadowolenie w regionach.

Dla Kremla to problem zarówno polityczny, jak i logistyczny. Kolejki na stacjach, limity tankowania, kupony i płatności wyłącznie gotówką są widoczne dla zwykłych Rosjan. Trudniej je przykryć propagandą niż straty w statystykach eksportu.

– Jeżeli presja zostanie jeszcze bardziej zaostrzona, wzrośnie prawdopodobieństwo podjęcia rozmów – ocenia dr Zaleski.

Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie