Tysiące Polaków czekają. Sąd znalazł błąd, którego nie wskazał prawnik

Sąd w Białymstoku znalazł w umowie kredytowej naruszenie, którego nie wskazał pełnomocnik klienta. Czy powinien je uwzględnić, choć nie ma go w pozwie przeciwko bankowi? Na to pytanie ma odpowiedzieć TSUE. Money.pl dotarł do niepublikowanych opinii czterech polskich urzędów. Instytucje podzieliły się na dwa obozy.

 Ten sam wyrok, sprzeczne wnioski. Polscy kredytobiorcy mają kłopot
Źródło zdjęć: © AI | własne • Zdjęcie wygenerowane przez AI
Karolina Wysota
  • Sąd pyta TSUE, czy powinien sam szukać w umowach kredytowych naruszeń, których nie wskazali klient ani jego prawnik. Money.pl ujawnia niepublikowane opinie czterech urzędów. Instytucje podzieliły się na dwa obozy, choć powoływały się na te same wcześniejsze orzeczenia Trybunału.
  • Nie wiadomo, które stanowisko ostatecznie rząd wysłał do Luksemburga w imieniu Polski. MSZ odmawia ujawnienia pisma do czasu zakończenia sprawy.
  • Sprawdzamy, czy korzystny dla klientów wyrok rzeczywiście zmieni praktykę sądów, czy pomoże jedynie w sprawach, w których pełnomocnik pominął część naruszeń w umowie.

Błąd poza pozwem

Zaczęło się od umowy z 8 lutego 2017 r. Klient oznaczony w aktach jako K.J. wziął w banku 133 411,29 zł na 96 miesięcy. Odsetki miały wynieść 54 730,67 zł.

W marcu 2024 r. klient, za pośrednictwem pełnomocnika, wysłał do banku reklamację wraz z oświadczeniem o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego. Zarzucił bankowi, że wprowadził go w błąd co do całkowitej kwoty kredytu i rzeczywistego oprocentowania, niejasno opisał zasady naliczania odsetek oraz nie poinformował go o prawie do bezpłatnego harmonogramu spłat.

W lipcu 2024 r. pozwał bank o 43 505,96 zł — tyle zapłacił odsetek i kosztów. Bank wniósł o oddalenie pozwu. Podniósł, że roszczenie się przedawniło, oświadczenie złożono za późno, a umowa nie naruszała przepisów.

Wtedy sąd w Białymstoku dostrzegł coś, na co nie powołali się ani klient, ani jego pełnomocnik.

W umowie zasady wcześniejszej spłaty kredytu opisano jednym zdaniem - bez wskazania, kto i co ma zrobić, w jakiej kolejności oraz kiedy procedura się kończy. Zdaniem sądu również to może być naruszenie, za które grozi sankcja kredytu darmowego.

Problem w tym, że klient nie oparł na nim swojego żądania.

Trzy pytania, ale jedno może zmienić tysiące spraw

Sąd w Białymstoku skierował do TSUE trzy pytania. Pierwsze dotyczy tego, czy sąd rozpoznający pozew o sankcję kredytu darmowego powinien samodzielnie sprawdzić umowę również pod kątem błędów, których konsument nie wskazał.

Dwa kolejne dotyczą tego, jak szczegółowo bank musi opisać procedurę wcześniejszej spłaty oraz czy można odstąpić od zastosowania sankcji, gdy naruszenie nie wyrządziło klientowi szkody.

W tym tekście skupiamy się na pierwszym pytaniu. Ma ono najszersze znaczenie i może wpłynąć nie tylko na rozstrzygnięcie jednej sprawy, ale także na sposób prowadzenia tysięcy postępowań dotyczących kredytów konsumenckich.

Odpowiedź TSUE może zdecydować, czy sąd ma jedynie rozstrzygać zarzuty zapisane w pozwie, czy powinien również aktywnie chronić klienta przed naruszeniami, których ten albo jego prawnik nie wychwycił.

Sankcja kredytu darmowego jest w polskim prawie od 2011 r. Jeśli bank przy zawieraniu umowy naruszył określone obowiązki wobec klienta, konsument może złożyć pisemne oświadczenie i oddać sam pożyczony kapitał — bez odsetek i innych kosztów. To, co zapłacił ponad kapitał, bank powinien zwrócić.

Dla sektora finansowego to coraz większy problem. Od stycznia do czerwca 2026 r. do sądów wpłynęło 11 247 nowych spraw o tę sankcję. W samym drugim kwartale było ich 6872 - o 57 proc. więcej niż w pierwszym.

W kwietniu Trybunał wydał przełomowy wyrok w polskiej sprawie z Włodawy. Orzekł, że bank nie może naliczać odsetek od kosztów doliczonych do kwoty kredytu. Wtedy również okazało się, że większość polskich urzędów przekonywała sędziów do stanowiska korzystnego dla banku.

Sama ta jedna praktyka — naliczanie odsetek od kredytowanych kosztów — może oznaczać nie jeden błąd, lecz kilka naruszeń jednocześnie.

— Zakwestionowana przez TSUE praktyka pobierania odsetek od kredytowanych kosztów kredytu prowadzi do co najmniej czterech naruszeń: błędnego wskazania całkowitej kwoty kredytu, całkowitego kosztu kredytu i RRSO oraz nieprawidłowego stosowania stopy oprocentowania. Każde z tych naruszeń może stanowić samodzielną podstawę zastosowania sankcji kredytu darmowego — mówi money.pl radca prawny Wojciech Bochenek, reprezentujący kredytobiorców w sporach z bankami.

Katalog naruszeń objętych sankcją kredytu darmowego jest jednak znacznie szerszy. Sprawa białostocka dotyczy już innego problemu. Nie tego, jak bank policzył koszty kredytu, lecz tego, kto ma znaleźć pozostałe błędy w umowie i jakie konsekwencje powinien z nich wyciągnąć sąd.

Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono, więc nie wiadomo, kiedy zapadnie wyrok. Stanowiska polskich urzędów powstały jednak już w lutym 2025 r.

Państwo dzieli się na dwa obozy

Gdy polski sąd kieruje pytania do Trybunału, każde państwo Unii może przedstawić sędziom swoje stanowisko. Polska regularnie korzysta z tej możliwości.

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów rozsyła pytania do urzędów, których dotyczy sprawa, i prosi o opinie. Na ich podstawie powstają założenia procesowe, a następnie pełnomocnik rządu wysyła do Trybunału oficjalne stanowisko w imieniu Rzeczypospolitej.

Opinie urzędów oraz pismo przekazane do Luksemburga nie są publicznie dostępne w trakcie postępowania. Money.pl dotarła jednak do stanowisk czterech instytucji w sprawie białostockiej. Na pytanie, czy sąd ma obowiązek sam szukać w umowie naruszeń, których klient nie wskazał, urzędy odpowiedziały zupełnie inaczej. Ministerstwo Sprawiedliwości i Komisja Nadzoru Finansowego uznały, że sąd nie musi wychodzić poza zarzuty klienta.

Prezes UOKiK i Rzecznik Finansowy stanęli po przeciwnej stronie. Ich zdaniem sąd powinien z własnej inicjatywy sprawdzić, czy bank nie naruszył także innych przepisów, oraz wyciągnąć z tego konsekwencje.

Ten sam wyrok, sprzeczne wnioski

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło swoje stanowisko w piśmie z 27 lutego 2025 r., podpisanym przez ówczesnego szefa resortu Adama Bodnara.

Resort przyznał, że z orzecznictwa Trybunału wynika obowiązek sprawdzania przez sąd z urzędu, czy przestrzegane są przepisy chroniące konsumenta. Powołał się przy tym na wyrok TSUE z 21 kwietnia 2016 r. dotyczący czeskiego rynku kredytowego.

To samo orzeczenie pojawiło się już w poprzedniej sprawie opisanej przez money.pl — dotyczącej naliczania odsetek od tej części kredytu, której klient faktycznie nie otrzymał.

Rzecznik Finansowy powoływał się wtedy na wyrok z 2016 r., argumentując, że bank nie może naliczać odsetek od kredytowanych kosztów, takich jak prowizja lub składka ubezpieczeniowa. Państwo nie uwzględniło jednak tej argumentacji w oficjalnym stanowisku wysłanym do TSUE w sprawie włodawskiej. Opowiedziało się za wykładnią korzystną dla banku.

W sprawie białostockiej ten sam wyrok z 2016 r. ponownie posłużył polskim urzędom – tym razem do obrony sprzecznych stanowisk. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało, że z orzeczenia wynika ogólny obowiązek aktywnego działania sądu, ale następnie ten obowiązek ograniczyło.

Zdaniem resortu znaczenie ma to, kto wszczyna postępowanie i czy korzysta z pomocy zawodowego prawnika.

Trudno natomiast znaleźć uzasadnienie dla takiego obowiązku w przypadku, gdy to konsument jest stroną powodową, a w szczególności kiedy jest reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika - napisało Ministerstwo Sprawiedliwości.

Komisja Nadzoru Finansowego doszła do tego samego wniosku, ale użyła innych argumentów.

Pismo nadzoru podpisał przewodniczący KNF Jacek Jastrzębski. Urząd nadzoru stwierdził, że art. 23 unijnej dyrektywy, na którym opiera się polska sankcja, pozostawia państwom członkowskim swobodę w kształtowaniu kar. Zdaniem nadzoru wcześniejsze orzeczenia TSUE wiązały obowiązek badania sprawy z urzędu z przepisami dotyczącymi wymogów informacyjnych (art. 10 ust. 2 dyrektywy), a nie samym art. 23, który służy raczej do oceny proporcjonalności kar. 

UKNF przywołał również argument samego sądu z Białegostoku, który we wniosku do Trybunału napisał, że ochrona konsumenta "nie doznaje uszczerbku", jeśli sąd oceni tylko naruszenia wskazane przez niego samego.

Dwa urzędy, ten sam wniosek, dwa różne uzasadnienia.

Trzy dni wcześniej, 24 lutego 2025 r., do ministra do spraw Unii Europejskiej trafiło pismo prezesa UOKiK Tomasza Chróstnego.

W sprawie białostockiej urząd zajął jednak stanowisko dokładnie przeciwne opinii MS i KNF.

Prezes UOKiK uznał, że sąd ma obowiązek z urzędu sprawdzić, czy bank naruszył również przepisy, których klient nie wskazał, oraz wyciągnąć z tego wszystkie konsekwencje. Bez względu na to, czy konsument jest powodem, czy pozwanym, i czy reprezentuje go prawnik.

"Odpowiedź na to pytanie wynika już jednoznacznie z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości" - napisał Chróstny.

Powołał się na ten sam wyrok TSUE z 21 kwietnia 2016 r., którego wcześniej użyło Ministerstwo Sprawiedliwości. UOKiK wyciągnął jednak z niego przeciwny wniosek.

"Skuteczna ochrona konsumenta nie mogłaby zostać osiągnięta, gdyby sąd krajowy nie miał kompetencji do dokonania z urzędu oceny poszanowania wymogów wynikających z norm prawa Unii obowiązujących w dziedzinie ochrony konsumentów" - podkreślił urząd.

Przeciwnego zdania niż resort sprawiedliwości i KNF był również Rzecznik Finansowy. W piśmie z 24 lutego 2025 r. dr Michał Ziemiak napisał, że obowiązek badania umowy z urzędu jest "środkiem niezbędnym" do zapewnienia ochrony wymaganej przez dyrektywę.

Rzecznik nie uzależnił tego obowiązku ani od tego, kto wniósł pozew, ani od udziału zawodowego pełnomocnika.

Stanowisko Polski za zamkniętymi drzwiami

Polska wysłała do Luksemburga oficjalne stanowisko — wynika to z dokumentów Trybunału. Nie znamy jednak jego treści. Nie wiadomo więc, które z czterech opinii ostatecznie przeważyły i jakiego rozstrzygnięcia rząd zażądał od TSUE w imieniu Polski. Poprosiliśmy o pismo Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które reprezentuje Rzeczpospolitą przed Trybunałem. Resort odmówił.

Wyjaśnił, że sprawa jest w toku, a "w interesie prawidłowego przebiegu postępowania dokumenty procesowe nie mogą być publikowane ani przekazywane osobom trzecim, dopóki sprawa się nie zakończy".

UOKiK traci ustawę

Gdy prezes UOKiK pisał swoją opinię w sprawie białostockiej, był jednocześnie gospodarzem projektu nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Upoważnienie do prowadzenia prac dostał od premiera w kwietniu 2024 r.

Projekt szedł dalej niż obowiązujące przepisy. Rozszerzał listę błędów banku, za które grozi sankcja kredytu darmowego, i znosił górny limit kwoty kredytu objętego sankcją. Sprzeciwiały się temu banki i Komisja Nadzoru Finansowego.

18 maja 2026 r. premier odebrał Chróstnemu upoważnienie. Projekt wycofano, a minister nadzorujący prace rządu Maciej Berek jako oficjalny powód wskazał tempo przygotowań. Ustawą zajmuje się obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Według nieoficjalnych informacji money.pl problem był jednak szerszy. Nasi rozmówcy wskazują, że UOKiK nie uwzględniał uwag zgłaszanych przez inne instytucje, między innymi Rzecznika Finansowego i Komisję Nadzoru Finansowego. Sposób prowadzenia uzgodnień i brak gotowości do przyjmowania części uwag miały być jednym z powodów odebrania urzędowi projektu. Stało się to niespełna cztery tygodnie po wyroku TSUE w sprawie włodawskiej.

Rzecznik generalny: adwokat niczego nie zmienia

11 czerwca 2026 r. sprawą białostocką zajął się rzecznik generalny Trybunału Dean Spielmann. Rzecznik generalny jest niezależnym prawnikiem TSUE, który przed wyrokiem przedstawia sędziom propozycję rozstrzygnięcia wraz z uzasadnieniem. Jego opinia nie wiąże Trybunału.

Spielmann zajął się pierwszym pytaniem - o obowiązek sprawdzenia umowy z własnej inicjatywy sądu. Zaproponował odpowiedź: taki obowiązek istnieje i obejmuje wszystkie informacje, które muszą znaleźć się w umowie kredytowej, także te, na które klient się nie powołał.

Uzasadnił to podobnie jak wcześniej UOKiK. Prawo unijne wymaga od sądu aktywności tam, gdzie bez niej ochrona konsumenta mogłaby okazać się pozorna — ponieważ klient może nie znać swoich praw albo nie umieć z nich skorzystać. Rzecznik generalny odniósł się wprost do argumentu, na którym oparło się polskie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Okoliczność, że postępowanie wszczął konsument reprezentowany przez adwokata — napisał Spielmann — nie uzasadnia odmiennego wniosku.

Zakres obowiązków sądu jest według niego kwestią ogólną i powinien być rozstrzygany niezależnie od okoliczności konkretnej sprawy. Rzecznik przyznał, że argument przeciwny nie jest pozbawiony podstaw. Co do zasady prawo unijne nie nakazuje sądom wychodzić poza zakres sporu wyznaczony przez strony. W sprawach konsumenckich w grę wchodzi jednak również interes publiczny - i zdaniem Spielmanna to on przeważa.

Bank przekonywał, że pierwsze pytanie w ogóle nie powinno trafić na wokandę. Rzecznik generalny uznał je za dopuszczalne. Z opinii wynika również, że stanowiska w sprawie przedstawili klient, bank, Komisja Europejska i polski rząd. Spielmann nie ujawnił, co napisała Polska.

Sprawa nadal czeka na wyrok.

Sądy rzadko szukają same

Gdyby Trybunał poszedł za opinią rzecznika generalnego, nie zwolniłoby to prawników kredytobiorców z obowiązku dokładnego przygotowania pozwu.

- Nie będzie to zwalniało kancelarii z obowiązku przedstawiania wszystkich istotnych naruszeń występujących w umowie, które mogą prowadzić do zastosowania wobec banku sankcji. Strategia oparta na minimalizmie może być ryzykowna dla konsumenta - mówi money.pl Wojciech Bochenek, prawnik reprezentujący kredytobiorców w sporach z bankami.

Nawet gdyby sąd miał obowiązek badać umowę z urzędu, pełnomocnik konsumenta nadal powinien wskazać każdy błąd, który znajdzie. Poleganie na tym, że sąd sam dostrzeże pozostałe naruszenia, byłoby ryzykowną taktyką.

Z praktyki wynika bowiem, że sądy robią to rzadko.

- Sądy nie podejmują z urzędu działań w zakresie weryfikacji umowy kredytu konsumenckiego. Mówimy raczej o wyjątkowych sytuacjach niż o regule - ocenia Bochenek.

Sprawa z Białegostoku ma przesądzić, czy takie działanie powinno pozostać wyjątkiem.

Wyrok TSUE nie gwarantuje jednolitej praktyki

Osobnym problemem jest to, jak polskie sądy stosują już wydane orzeczenia Trybunału.

Kwietniową wykładnię TSUE dotyczącą odsetek od kredytowanych kosztów powinny uwzględniać sądy rozpoznające podobne sprawy. Co najmniej jeden polski sąd otwarcie jednak zakwestionował stanowisko Trybunału. Sąd Okręgowy w Warszawie 27 kwietnia 2026 r. oddalił powództwo w całości i obciążył powódkę kosztami procesu. W uzasadnieniu wyroku o sygnaturze II C 277/25 napisał:

Tutejszy Sąd ma świadomość, że w omawianym zakresie w ostatnim czasie pojawił się pogląd odmienny, zaprezentowany w orzeczeniu TSUE wydanym w (sprawie - przyp. red.) C-744/24. Stanowiska tego tut. Sąd nie podziela, opowiadając się po stronie stanowiska prezentowanego w przytoczonych wcześniej orzeczeniach.

Wyrok Trybunału zapadł cztery dni wcześniej. Ten sąd już zdążył się z nim nie zgodzić.

To nie jest bezpośrednio sprawa o obowiązek samodzielnego badania całej umowy. Pokazuje jednak, że nawet jednoznaczne rozstrzygnięcie TSUE nie musi natychmiast doprowadzić do jednolitej praktyki polskich sądów.

Wyrok może niewiele zmienić

Zdaniem Tobiasza Nowakowskiego, eksperta z zakresu prawa cywilnego i autora ponad 100 publikacji naukowych, praktyczne znaczenie wyroku w sprawie białostockiej może być ograniczone.

— Zawodowi pełnomocnicy specjalizujący się w sankcji kredytu darmowego już dziś wskazują w pozwach wszystkie potencjalne naruszenia. Wyrok TSUE niczego w takich sprawach nie zmieni — ocenia Nowakowski.

Znaczenie orzeczenia byłoby większe przede wszystkim w sprawach wytoczonych bezpośrednio przez konsumentów, w których pełnomocnik nie wskazał wszystkich możliwych naruszeń albo wadliwie skonstruował pozew. Coraz częściej klienci sprzedają jednak roszczenia wynikające z sankcji kredytu darmowego wyspecjalizowanym podmiotom, nazywanym kancelariami odszkodowawczymi. Po zawarciu takiej umowy bank pozywa już nie konsument, lecz firma, która nabyła jego roszczenie.

— W praktyce wyrok mógłby pomóc głównie tam, gdzie pełnomocnik pominął część naruszeń. Może jednak pojawić się opór części sądów, ponieważ orzeczenie nałożyłoby na sędziów dodatkowe obowiązki — podsumowuje Nowakowski.

Wybrane dla Ciebie