Zbyt biedni na listę Forbesa. Bycie miliarderem to już za mało

W Stanach Zjednoczonych bycie miliarderem nie gwarantuje już wejścia do elitarnego klubu najbogatszych. Z najnowszego rankingu wynika, że prawie 600 posiadaczy miliardowych fortun okazało się "zbyt biednych". Przepaść rośnie nie tylko między bogatymi a klasą średnią, ale i na samym szczycie.

A US 100 dollar banknote and Japanese yen banknotes arranged in Kyoto, Japan, on Tuesday, July 14, 2026. The Japanese government's push for pension funds and individuals to invest more in domestic markets is seen as a potential boost for the nation's bonds and currency in the long term. Photographer: Kentaro Takahashi/Bloomberg via Getty ImagesMiliarderzy w USA
Źródło zdjęć: © GETTY | Bloomberg
Robert Kędzierski

Tegoroczne zestawienie 400 najbogatszych Amerykanów, przygotowywane tradycyjnie przez magazyn "Forbes", przynosi bezprecedensowe wnioski dotyczące koncentracji kapitału w największej gospodarce świata. Jak zauważa w swoim redakcyjnym komentarzu dziennik "USA Today", amerykański sen o bogactwie zyskał zupełnie nowy, astronomiczny wymiar, w którym tradycyjne pojęcie miliardera ulega drastycznej dewaluacji.

Z najnowszych danych wynika, że aż 590 obywateli Stanów Zjednoczonych, których majątek przekracza miliard dolarów, nie zdołało zakwalifikować się do prestiżowego zestawienia. Aby w ogóle znaleźć się na liście 400 najbogatszych, trzeba było w tym roku dysponować fortuną rzędu minimum 4,4 miliarda dolarów. To próg wejścia, który jeszcze dekadę temu gwarantowałby miejsce w wyższych rejonach rankingu, a dziś stanowi zaledwie bilet wstępu do klubu najbogatszych.


DLA CIEBIE
Przetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4 

Elita wewnątrz elity, czyli pęknięcie na szczycie

Mimo tak wyśrubowanych kryteriów, na liście pojawiło się 34 zupełnie nowych miliarderów, którzy zdołali przeskoczyć barierę 4,4 mld dolarów. Jednak to nie nowe twarze budzą największe emocje analityków finansowych, a zjawisko postępującego rozwarstwienia wewnątrz samej klasy wyższej. Zwykli miliarderzy zostają daleko w tyle za wąską grupą "superbogaczy", którzy de facto kontrolują lwią część prywatnego kapitału w USA.

Statystyki płynące z tegorocznego rankingu są pod tym względem bezlitosne. Zaledwie 20 osób zajmujących najwyższe pozycje na liście "Forbesa" skupia w swoich rękach aż 50 proc. całego majątku zgromadzonego przez wszystkich 400 uwzględnionych w zestawieniu krezusów. Oznacza to, że garstka liderów technologicznych i inwestycyjnych posiada tyle samo bogactwa, co pozostałych 380 najbogatszych Amerykanów razem wziętych. To poziom koncentracji kapitału, który zmusza ekonomistów do zrewidowania dotychczasowych modeli opisujących nierówności majątkowe.

Pierwsza dziesiątka rankingu pozostaje zabetonowana. Choć wyceny ich majątków podlegają potężnym wahaniom w rytm giełdowych koniunktur, na samym szczycie od lat tasują się te same nazwiska, reprezentujące głównie sektor nowoczesnych technologii, e-commerce oraz sztucznej inteligencji.

Kosmiczna wycena i historyczny rekord Elona Muska

Niekwestionowanym królem amerykańskiego (i światowego) biznesu pozostaje Elon Musk, który zajmuje pierwsze miejsce na liście już piąty rok z rzędu. Jego pozycja uległa jednak dramatycznemu wzmocnieniu po historycznym wydarzeniu na rynkach kapitałowych – debiucie giełdowym firmy kosmicznej SpaceX.

To właśnie to IPO (Initial Public Offering) sprawiło, że Musk na krótko przekroczył niewyobrażalną barierę, stając się pierwszym w historii bilionerem (posiadaczem majątku rzędu biliona dolarów). Obecnie, w wyniku rynkowych korekt, jego fortuna wyceniana jest na około 900 miliardów dolarów, co i tak stawia go w zupełnie innej lidze niż reszta stawki.

Porównanie majątku z siłą państw

Aby uzmysłowić sobie skalę tego bogactwa, analitycy amerykańskiego "Newsweeka" zestawili majątek twórcy Tesli i SpaceX z danymi makroekonomicznymi całych państw. Z ich wyliczeń po giełdowym debiucie SpaceX wynika, że wartość aktywów kontrolowanych przez jednego człowieka jest porównywalna z rocznym Produktem Krajowym Brutto Szwajcarii – państwa będącego jednym z globalnych centrów finansowych o niezwykle wysokim standardzie życia.

Jeszcze ciekawsze wnioski płyną z porównań historycznych. Przez dekady symbolem niewyobrażalnego, monopolistycznego bogactwa był John D. Rockefeller, twórca potęgi Standard Oil. W szczytowym momencie swojej potęgi majątek Rockefellera stanowił równowartość około 1,5 proc. ówczesnego PKB Stanów Zjednoczonych. Tymczasem dzisiejsza fortuna Elona Muska jest ponad dwukrotnie większa w stosunku do wielkości gospodarki, stanowiąc równowartość ponad 3 proc. obecnego amerykańskiego PKB. To pokazuje, że współczesna gospodarka cyfrowa i kosmiczna generuje koncentrację kapitału przewyższającą nawet czasy tzw. Wieku Pozłacanego (Gilded Age) i wielkich monopoli przemysłowych z przełomu XIX i XX wieku.

Technologiczna dominacja w pierwszej dziesiątce

Za plecami Muska toczy się walka o kolejne pozycje, w której uczestniczą wyłącznie giganci branży tech i jeden legendarny inwestor. Drugie miejsce przypadło założycielowi Amazona, Jeffowi Bezosowi, którego majątek szacowany jest na 378 miliardów dolarów. Choć to ogromna kwota, jest ona ponad dwukrotnie mniejsza od wyceny aktywów lidera rankingu.

Kolejne miejsca to demonstracja siły Doliny Krzemowej i firm czerpiących zyski z rewolucji cyfrowej, chmury obliczeniowej oraz boomu na sztuczną inteligencję. Trzecią pozycję zajmuje współzałożyciel Google'a, Larry Page (278 mld dolarów), a tuż za nim plasuje się Michael Dell, twórca Dell Technologies (263 mld). Piąta lokata należy do drugiego z ojców Google'a, Sergeya Brina (256 mld).

Szóste miejsce zajmuje Mark Zuckerberg, twórca Facebooka i szef konglomeratu Meta, z majątkiem wycenianym na 212 miliardów dolarów. Siódmy jest Larry Ellison, współzałożyciel giganta oprogramowania Oracle (204 mld). Na ósmym miejscu znalazł się Jensen Huang (199 mld) – szef i twórca firmy Nvidia, która w ostatnich latach stała się głównym beneficjentem i motorem napędowym globalnej gorączki związanej z rozwojem sztucznej inteligencji. Dziewiątą pozycję okupuje były dyrektor wykonawczy Microsoftu, Steve Ballmer (156 mld).

Pierwszą dziesiątkę zamyka jedyny w tym gronie reprezentant tradycyjnego podejścia do rynków finansowych – legendarny inwestor z Omaha i wieloletni szef konglomeratu Berkshire Hathaway, Warren Buffett. Jego majątek wyceniono w tym roku na 144 miliardy dolarów.

Ostrzeżenia ekonomistów i zagrożenie dla demokracji

Tak potężna akumulacja kapitału w rękach zaledwie kilkunastu osób wywołuje coraz głośniejsze dyskusje w świecie akademickim i politycznym. Skala nierówności przestała być wyłącznie problemem ekonomicznym, a stała się kwestią ustrojową. Głos w tej sprawie zabrał niedawno wybitny makroekonomista i laureat Nagrody Nobla, prof. Paul Krugman.

W obszernej analizie opublikowanej na platformie Substack noblista zwrócił uwagę na bezprecedensowy charakter obecnej sytuacji. Według niego nigdy wcześniej w historii Stanów Zjednoczonych wąska grupa miliarderów nie dysponowała tak gigantycznymi środkami finansowymi, które bezpośrednio przekładają się na realną władzę. Krugman wskazuje szczególnie na rosnące wpływy superbogaczy w sektorze mediów i komunikacji, co daje im narzędzia do kształtowania opinii publicznej na niespotykaną dotąd skalę.

– To ekstremalne bogactwo zagraża demokracji – ostrzega prof. Paul Krugman, podkreślając, że system demokratyczny opiera się na równowadze sił, która w obliczu tak potężnych dysproporcji finansowych ulega całkowitemu zachwianiu.

Społeczna przepaść nie do wyobrażenia

Z kolei na łamach dziennika "New York Times", po wspomnianym debiucie giełdowym SpaceX, głos zabrał David Lay Williams, profesor politologii specjalizujący się w badaniach nad nierównościami społecznymi. Naukowiec wyliczył, że obecny majątek Elona Muska jest aż 5 milionów razy większy niż średnia wartość majątku przeciętnej amerykańskiej rodziny. To przepaść, która wymyka się standardowym ramom percepcji przeciętnego obywatela, zarabiającego na życie pracą najemną.

Aby pomóc opinii publicznej wyobrazić sobie abstrakcyjną kwotę biliona dolarów, do której zbliżył się (i którą na moment przekroczył) lider rankingu, badacze sięgają po obrazowe porównania fizyczne.

– Gdyby ułożyć stos studolarowych banknotów wart bilion, to miałby on blisko 1093 km wysokości – zauważa David Lay Williams. Dla porównania, umowna granica kosmosu (tzw. linia Karmana) znajduje się na wysokości zaledwie 100 kilometrów nad poziomem morza. Oznacza to, że wieża ułożona z gotówki najbogatszego człowieka świata sięgałaby głęboko w przestrzeń kosmiczną, do której latają rakiety jego własnej firmy.

Tegoroczny ranking "Forbesa" nie jest więc tylko kolejnym zestawieniem najbogatszych ludzi na planecie. To dobitny dowód na to, że globalna gospodarka weszła w fazę, w której zyski z innowacji technologicznych i rynków finansowych są prywatyzowane przez ekstremalnie wąską grupę jednostek. W sytuacji, gdy niemal 600 miliarderów jest "zbyt biednych", by aspirować do miana elity, tradycyjne definicje bogactwa i sukcesu gospodarczego wymagają napisania na nowo.

Źródło: PAP

Wybrane dla Ciebie