Opierając się na informacjach uzyskanych od przedstawiciela europejskich służb bezpieczeństwa, agencja Bloomberga napisała, że Rosja przygotowuje się do powołania do armii dodatkowych 300 tys. rekrutów przed końcem roku.
Jednak w przeciwieństwie do mobilizacji z września 2022 r., która wywołała falę niepokoju społecznego i skłoniła dziesiątki tysięcy osób do ucieczki z kraju, tym razem może nie zostać ona oficjalnie ogłoszona. Kreml po cichu stworzył cyfrową infrastrukturę umożliwiającą wzywanie ludzi do wojska i jednoczesne blokowanie im potencjalnych dróg ucieczki.
Pułapka na poborowych. Pełna inwigilacja
Rosja ponosi ogromne straty, osiągając przy tym niewielkie postępy na polu bitwy w Ukrainie, gdzie – według słów Władimira Putina – rozmieszczono ok. 700 tys. żołnierzy. Kreml musi co roku pozyskiwać ok. 400 tys., tymczasem w piątym roku wojny widać oznaki, że pula ochotników zaczyna się wyczerpywać - oceniła agencja.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
O ile poprzednia mobilizacja opierała się na doręczaniu poborowym papierowych wezwań, o tyle rosyjski cyfrowy Jednolity Rejestr Wojskowy jest obecnie automatycznie powiązany z urzędami skarbowymi, bazami danych policji, dokumentacją medyczną, rejestrami nieruchomości oraz systemami kontroli granicznej.
Zgodnie ze zaktualizowanymi przepisami elektroniczne wezwanie uznaje się za skutecznie doręczone siedem dni po jego zamieszczeniu w portalu internetowym, niezależnie od tego, czy adresat je otworzy.
Z chwilą opublikowania zawiadomienia na przejściach granicznych automatycznie aktywowany jest zakaz wyjazdu, mający uniemożliwić opuszczenie Rosji. W przypadku osób, które nie stawią się w komisji uzupełnień w ciągu 20 dni, automatyczne sankcje blokują dostęp do usług publicznych, w tym rejestracji pojazdów, transakcji na rynku nieruchomości, zaciągania kredytów oraz prowadzenia działalności gospodarczej.
Bezrobotni na front
Z dokumentów, do których dotarł Bloomberg, wynika, że niektórzy urzędnicy obawiają się, iż redukcje zatrudnienia w rosyjskich regionach, sięgające nawet 15 proc. i będące efektem cięć budżetowych zarządzonych na początku roku, mogą skutkować wysłaniem zwolnionych pracowników na front.
Według przedstawicieli władz europejskich nic nie wskazuje jednak na to, by Kreml miał obecnie takie plany.
Mimo to pogłoski o nadchodzącej mobilizacji ponownie budzą niepokój; napływają doniesienia o rosnącej liczbie Rosjan przekraczających granice z sąsiednimi państwami, takimi jak Gruzja czy Armenia, jeszcze przed wyborami. W sierpniu Moskwa zarzuciła władzom Armenii wygłaszanie "prowokacyjnych" oświadczeń, gdy Erywań zasygnalizował gotowość przyjęcia Rosjan uchylających się od służby wojskowej.
Źródło: Bloomberg, PAP