Rosyjska Federalna Służba Celna podała, że 15 i 16 sierpnia w kierunku Gruzji przejeżdżało dziennie ponad 19 tys. osób, a 18 sierpnia liczba ta przekroczyła 20 tys. Natężenie ruchu jest wyraźnie większe niż w analogicznym okresie poprzednich lat, a po rosyjskiej stronie granicy tworzą się korki, jak podała "Rzeczpospolita".
Skok liczby wyjazdów wiązany jest przede wszystkim z krążącymi od miesięcy informacjami o ewentualnym ogłoszeniu mobilizacji. Wierchnij Łars był już wąskim gardłem we wrześniu 2022 r., gdy po decyzji o częściowej mobilizacji część podróżnych spędzała w kolejce nawet kilka dni.
Niepewność widać również na rynku nieruchomości w regionie. Niezależne rosyjskie media informowały o rosnącym zainteresowaniu wynajmem mieszkań w Erywaniu, gdzie według relacji jednego z armeńskich pośredników czynsze miały wzrosnąć o ok. 30 proc., a dostępność ofert spadać. Część osób ma też szukać współdzielenia najmu z nieznajomymi.
WIDEOMiał 22 lata i 2 miliony euro grantu. Dziś jego firma jest warta miliardy
Wielkie straty Rosji
- Społeczeństwo rosyjskie żyje obecnie w dużej mierze w oczekiwaniu na zbliżającą się katastrofę - powiedział w lipcu Dienis Kapustin, założyciel walczącego po stronie Ukrainy Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego.
- Nie jest tajemnicą, że Rosja żyje w oczekiwaniu na totalną mobilizację, ponieważ model kontraktowy stopniowo się wyczerpał. Głównym źródłem kontraktowców były regiony, a mieszkańcy dużych miast, takich jak Moskwa czy Petersburg, delikatnie mówiąc, niechętnie idą na wojnę - dodał.
Jego zdaniem dotychczasowy model oparty na żołnierzach kontraktowych przestaje działać. Tymczasem na froncie ginie więcej rosyjskich żołnierzy, niż Kreml jest w stanie zwerbować.