- Trzy czwarte pozwów wznoszą firmy, które odkupiły roszczenia od klientów (3189 spraw), konsumenci zaś - tylko 1038 spraw.
- Sądy zdążyły w tym czasie załatwić 449 spraw. Na kolejne miesiące przeszły 3944.
- Banki podały 21 lipca własne liczby. Od kwietnia dostały około 6,6 tys. nowych reklamacji. Na koniec marca miały ich 104 704 i 27 241 pozwów.
- Sąd Najwyższy wstrzymał się z odpowiedzią na osiem pytań o darmowy kredyt. Czeka na rozstrzygnięcia z Luksemburga.
- Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział w czerwcu specjalną ustawę, która ma opanować problem. Nasi rozmówcy w bankach oceniają, że nie powstanie.
Dane MS zawarte w tym artykule obejmują pierwszy kwartał 2026 r. - okres do 31 marca, czyli przed przełomowym wyrokiem z 23 kwietnia. Dane za drugi kwartał, które będą odzwierciedlać pierwsze trzy miesiące po wyroku Trybunału, powinny być dostępne pod koniec lipca 2026 r.
Czym jest darmowy kredyt
Zacznijmy od tego, o co toczy się gra, bo dotyczy ona milionów umów.
Polskie prawo od 2011 r. przewiduje sankcję kredytu darmowego. Działa prosto: jeśli bank naruszył obowiązki wobec klienta (np. podał nieprawdę o kosztach albo źle wyliczył oprocentowanie), klient może złożyć pisemne oświadczenie o błędach i żądać sankcji. Wtedy oddaje tylko pożyczony kapitał. Bez odsetek, bez prowizji, bez składek ubezpieczeniowych. To, co zapłacił ponad kapitał, bank powinien mu zwrócić. Ale w praktyce banki nie godzą się na to i sprawa trafia do sądu.
WIDEO"Nikt sobie nie uświadamia". Porównał Polskę i USA
Sankcja dotyczy kredytów konsumenckich, czyli przede wszystkim gotówkowych, konsolidacyjnych i ratalnych, udzielanych do kwoty 255 550 zł. Nie obejmuje kredytów hipotecznych.
Jest jedno zastrzeżenie. Oświadczenie trzeba złożyć w ciągu roku od wykonania umowy - lecz od kiedy ten rok liczy się, spierają się banki i klienci. Spór rozstrzygnąć go może Sąd Najwyższy albo Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
- Jest to spór dotyczący wykładni zwrotu "rok od dnia wykonania umowy". Sektor bankowy wskazuje, że należy go liczyć od dnia wypłaty kredytu. W takim wypadku konsument może nie mieć możliwości skorzystania z przysługującej mu ochrony, w szczególności, kiedy umowa trwa kilka lat, a konsument dowie się o wadliwości umowy po roku od dnia udzielania kredytu. Taka wykładnia przepisów stwarza pozorną ochronę konsumenta i może prowadzić do naruszenia prawa europejskiego. W drugim przeważającym stanowisku termin ten należy liczyć od spłaty kredytu przez konsumenta. Takie podejście daje konsumentowi możliwość podjęcia skutecznych działań prawnych wobec banku - mówi money.pl prawnik konsumencki Wojciech Bochenek.
Nowy licznik
Do tej pory statystyki takich spraw w Polsce nie istniały. Ministerstwo Sprawiedliwości ich nie wyodrębniało.
Od stycznia liczy. W statystykach sądowych pojawiły się trzy nowe symbole: osobny dla pozwów składanych przez konsumentów, osobny dla pozwów firm, które odkupiły roszczenia, i trzeci dla reszty.
Pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł 4375 nowych spraw.
Podział spraw między sądy rejonowe i okręgowe zależy od wysokości roszczenia. Do sądów rejonowych (rozpoznających sprawy o niższe kwoty) wpłynęło 3719 pozwów w trybie zwykłym i 348 na szybki nakaz zapłaty. Sądy okręgowe przyjęły 180 spraw o wyższe kwoty, a do drugiej instancji trafiło 128 odwołań.
Sądy załatwiły w tym czasie 449 spraw. Dziewięć spraw oddalono. 128 trafiło do rubryki "inne załatwienia", której ministerstwo nie objaśnia.
Trzy czwarte
Najmocniejsza liczba w tych danych nie dotyczy skali, tylko tego, kto idzie do sądu.
Na każdy pozew wniesiony przez konsumenta przypadają trzy wniesione przez firmę, która odkupiła jego roszczenie. W sądach rejonowych, w zwykłym trybie, ten stosunek to jeden do czterech.
Mechanizm wygląda tak. Kancelaria albo spółka windykacyjna analizuje umowę klienta, ocenia szanse i proponuje mu odkupienie roszczenia. Klient dostaje pieniądze od razu, firma bierze na siebie proces i ryzyko przegranej - i zatrzymuje całą kwotę, jeśli wygra. W sądach są już podmioty, dla których to podstawowa działalność.
Skup roszczeń i dochodzenie sankcji kredytu darmowego przez firmę to legalny biznes. Skutek uboczny jest jednak taki, że pozwy z całego kraju spływają do kilku sądów — znajdujących się tam, gdzie siedziby mają firmy skupujące wierzytelności od klientów banków.
To, czy sprzedaż roszczenia jest dobrym rozwiązaniem, zależy od konkretnego konsumenta. Jedni wolą szybko otrzymać część należności, inni decydują się samodzielnie dochodzić pełnego roszczenia. Najważniejsze, żeby był to świadomy wybór. A świadoma decyzja jest możliwa tylko wtedy, gdy konsument wie, ile wynosi pełna wartość jego roszczenia i z czego wynika proponowana cena jego sprzedaży - mówi money.pl prawnik konsumencki Wojciech Bochenek.
23 kwietnia
Statystyka ministerstwa urywa się w przełomowym momencie.
23 kwietnia 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości UE przesądził, że bank nie może naliczać odsetek od kosztów, które potrącił z kredytu. Przykład: umowa na 150 tys. zł, ale na konto wpłynęło 133 tys. - bank potrącił 17 tys. na prowizję. Wyrok mówi: odsetki liczone od 133 tys., nie od 150.
Wyrok nie tworzy nowego uprawnienia. Sankcja darmowego kredytu istnieje od 2011 r. Ale przesądza, że jedna z powszechnie stosowanych konstrukcji umownych jest sprzeczna z prawem unijnym - a orzeczenie Trybunału wiąże wszystkie polskie sądy rozpoznające podobne sprawy.
Banki od razu wskazały, że to nie koniec sporu. Mają na to podstawę w samym wyroku. Sędziowie wskazali, że bank może odzyskać te koszty inaczej: ustalając odpowiednio wyższe oprocentowanie od kwoty faktycznie wypłaconej. A więc bank może je uwzględnić w marży - stałym składniku oprocentowania, doliczanym do stopy bazowej. Sektor odczytuje to jako sygnał, że kwestionowany jest sposób liczenia, a nie samo pobieranie pieniędzy.
Co z tego wynika dla umów już podpisanych, rozstrzygają sądy krajowe.
104 tysiące reklamacji
Pierwsze liczby po wyroku sektor bankowy podał 21 lipca.
Wiceprezeska ZBP Agnieszka Wachnicka poinformowała (PAP Biznes), że od kwietnia wpłynęło ok. 6,6 tys. reklamacji, sądy wydały ok. 1,5 tys. wyroków - prawie 80 proc. korzystnych dla banków. Przed wyrokiem sektor wygrywał około 85 proc. spraw. Zdaniem wiceprezes ZBP nie widać "gwałtownego przechylenia" w orzecznictwie.
Te same dane pokazują jednak, jak duży jest problem, który narastał wcześniej. Na koniec marca banki miały 104 704 reklamacje w tej sprawie i 27 241 pozwów, z czego 23 142 wciąż nierozstrzygnięte. Na koniec 2025 r. w toku było ponad 21 tys. spraw.
Kredytowanie prowizji to nie jedyna przyczyna pozwów o darmowy kredyt. Katalog błędów banku, za które grozi sankcja, jest znacznie szerszy, ale i zamknięty, opisany w art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim.
Banki widzą problem i reagują. Prezes ZBP Tadeusz Białek powiedział Business Insiderowi na Europejskim Kongresie Finansowym, że sektor "pracuje nad odpowiednimi rozwiązaniami", żeby nie doprowadzić do masowego wpływu spraw do sądów.
A to realny scenariusz. Korzystną zmianę dla kredytobiorców widzi Wojciech Bochenek.
Odsetek spraw wygrywanych przez konsumentów, po kwietniowym wyroku TSUE, jest zdecydowanie wyższy niż wskazuje sektor bankowy. Niektóre sądy, w tym m.in. Sąd Okręgowy w Warszawie, wprost wskazały, że zmieniły swoje orzecznictwo dostosowując je do orzeczenia Trybunału - ocenia radca prawny.
Sąd Najwyższy czeka
Linia orzecznicza dopiero się kształtuje. Na kolejne rozstrzygnięcia z Luksemburga czekają też sędziowie w Warszawie.
We wrześniu 2025 r. Sąd Najwyższy zawiesił dwie sprawy. Pierwsza - z trzema pytaniami, jedno z nich dokładnie o to, co trafiło potem do Trybunału: czy bank mógł naliczać odsetki od prowizji doliczonej do kredytu. Druga - z pięcioma pytaniami.
Dopóki Sąd Najwyższy się nie wypowie, sądy w całym kraju orzekają w podobnych sprawach różnie.
Czekanie może się przedłużyć, bo w Luksemburgu wisi jeszcze jedna polska sprawa. Sąd Rejonowy w Białymstoku pyta, czy sąd rozpoznający pozew o darmowy kredyt ma sam z siebie sprawdzić całą umowę - także pod kątem błędów, na które klient się nie powołał. Odpowiedź przesądzi, czy klient traci prawo do sankcji tylko dlatego, że jego pełnomocnik czegoś w umowie nie wypatrzył.
11 czerwca opinię w tej sprawie przedstawił doradca Trybunału. Zaproponował sędziom odpowiedź korzystną dla klientów: sąd ma taki obowiązek. Opinia nie wiąże Trybunału, ale wyznacza punkt wyjścia do wyroku. Terminu jego ogłoszenia jeszcze nie ma.
Okrągły stół
Na Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie (początek czerwca) minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział ustawę o sankcji darmowego kredytu. Jego obawy były drastyczne.
Jeden z moich współpracowników powiedział mi, że SKD może wygenerować w pesymistycznym wariancie 58 mln spraw. Zakładając, że będzie to 1/10, to my musimy już dzisiaj na to przygotować - mówił.
Minister zaproponował okrągły stół i wyraził nadzieję, że za rok ustawa będzie gotowa.
- Czy jesteśmy w stanie uniknąć tego ryzyka, czy puścimy to na żywioł w sądach, co może nam zabić system, bo on jest na granicy wytrzymałości albo już dawno przekroczyliśmy tę granicę - wskazał kierunek rozmów.
Skąd wzięła się liczba 58 mln spraw, nie wiadomo. Dla porównania: to wielokrotnie więcej niż wszystkie aktywne kredyty konsumenckie w Polsce łącznie.
Zapytaliśmy Ministerstwo Sprawiedliwości o stan prac nad ustawą o sankcji kredytu darmowego. A także o to, skąd wzięła się liczba 58 mln. Odpowiedzi nie dostaliśmy.
Według naszych ustaleń sektor finansowy był zaskoczony i obecnością ministra na kongresie, i samą zapowiedzią. Nasi rozmówcy w bankach oceniają dziś, że ustawy nie będzie. Podają dwa powody: obawę przed powtórką z ustawą frankową i rok wyborczy 2027.
Poza zapowiedziami resort zrobił jedno konkretne posunięcie. W kwietniu skierował do konsultacji projekt, który zmienia zasady ustalania, do którego sądu trafiają takie pozwy. Ma to rozłożyć sprawy na cały kraj, zamiast zalewać nimi kilka sądów w kraju.
Wojna o ustawę
Druga rozgrywka toczy się o nową ustawę o kredycie konsumenckim, którą Polska musi uchwalić do 20 listopada, żeby wdrożyć unijne przepisy.
Projekt przygotowywał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (główny państwowy urząd do spraw praw konsumenta). Prezes UOKiK Tomasz Chróstny otrzymał upoważnienie od premiera w kwietnia 2024 r. Pierwsza wersja projektu ukazała się w lipcu 2025 r., poprawiona - w marcu 2026 r.
Projekt szedł dalej niż obowiązujące przepisy. Rozszerzał listę błędów banku, za które grozi darmowy kredyt. Znosił górny limit kwoty kredytu (255 550 zł), którego sankcja dotyczy. Dla najcięższych przypadków, jak udzielenie kredytu bez zgody klienta, przewidywał sankcję jeszcze ostrzejszą.
Przeciw wystąpiły banki i Komisja Nadzoru Finansowego. Zarzut był jeden: przepisy wychodzą poza to, czego wymaga Bruksela. Najbardziej sporny punkt to właśnie sankcja.
22 kwietnia - dzień przed wyrokiem TSUE - projekt trafił do uzgodnień w rządowym komitecie europejskim. Miesiąc później było po nim.
18 maja premier odebrał prezesowi UOKiK upoważnienie. Projekt wycofano. Minister nadzorujący prace rządu Maciej Berek ogłosił, że wszystko zacznie się od nowa, a celem jest uniknięcie nadmiernej regulacji.
Od wyroku Trybunału minęły wtedy niecałe cztery tygodnie.
- To ja wystąpiłem do premiera pisemnie z wnioskiem o pozbawienie pana Chróstnego uprawnień do prowadzenia prac nad tą ustawą, gdyż postępują one w sposób dalece niesatysfakcjonujący - powiedział Berek "Rzeczpospolitej". Jako powód podał tempo prac.
Ustawę pisze teraz Ministerstwo Sprawiedliwości przy wsparciu Ministerstwa Finansów. Według naszych nieoficjalnych informacji banki zabiegały o to, by projekt trafił do resortu finansów, i skierowanie go do sprawiedliwości je zaskoczyło.
Według naszych informacji w Ministerstwie Sprawiedliwości rozważana jest ścieżka poselska, czyli wniesienie projektu przez grupę posłów, co pozwala pominąć część rządowej procedury i konsultacji. Zapytaliśmy o to ministerstwo, ale odpowiedzi nie dostaliśmy.