Pożar w fabryce paluszków Beskidzkich wybuchł w nocy z 12 na 13 lipca 2024 r. w Malcu w powiecie oświęcimskim. Według ustaleń policji najbardziej prawdopodobną przyczyną było uderzenie pioruna i zwarcie instalacji elektrycznej podczas burzy. Ogień zniszczył dwie z trzech hal. Załoga zdołała się ewakuować przed przyjazdem strażaków.
Pożar zniszczył ich fabrykę. Beskidzkie wracają z podwójną mocą
Po pożarze produkcja spadła niemal do zera, jednak firma przetrzymała ten okres bez redukcji etatów. Zarząd zapowiedział utrzymanie wszystkich miejsc pracy i wypłatę pełnych wynagrodzeń, nawet wtedy, gdy zakład nie mógł pracować w normalnym trybie. Wprowadzono natomiast system rotacyjny, by zatrzymać całą załogę.
Decyzja właściciela szybko odbiła się w mediach społecznościowych. Pojawiły się apele, by wspierać firmę przez kupowanie produktów Beskidzkich. Sklepy notowały wyraźny wzrost popytu na paluszki tej firmy.
DLA CIEBIENajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Kr24.pl podaje, że już miesiąc po pożarze zakład wrócił do pracy na poziomie dwóch trzecich mocy sprzed zniszczeń. Aksam rozpoczął też inwestycję wartą 180 mln zł w nową halę, która ma zużywać mniej energii i dawać większą produkcję niż poprzednia część fabryki. Przed pożarem firma wytwarzała 20 tys. ton przekąsek rocznie, ale po zakończeniu modernizacji, planowanym na koniec 2026 r., moce mają się podwoić.
Choć jeszcze dwa lata temu to producent paluszków walczył o przetrwanie na rynku, to teraz sam bierze udział we wsparciu, jakiego udziela Ukrainie. Fundacja Team Kraków, koordynująca udzielanie wsparcia, przekazała w fotorelacji jak organizowała transport humanitarny na Wschód. Wśród produktów widać całe palety produktów Beskidzkich.
źródło: kr24.pl, Fundacja Team Kraków