Wielka zmiana dla milionów kredytobiorców. Urzędnicy tłumaczą się w Sejmie
Likwidacja WIBOR-u trafiła pod lupę posłów. Podczas sejmowej komisji pytali urzędników, czy PolSTR, który ma zastąpić dotychczasowy wskaźnik, oznacza tańsze kredyty dla Polaków. Odpowiedzi nie pozostawiły złudzeń.
Środa, 10 czerwca, Warszawa, ul. Wiejska. W Sejmie rozpoczyna się posiedzenie Komisji Gospodarki i Rozwoju. W porządku obrad są dwa punkty, ale posłowie zdążą zająć się tylko jednym: informacją Ministerstwa Finansów o postępach we wdrażaniu wskaźnika referencyjnego PolSTR, który ma zastąpić WIBOR.
Dyskusję otwiera wiceminister finansów Jurand Drop. Przypomina, że prace nad reformą rozpoczęły się w lipcu 2022 r. pod auspicjami Narodowej Grupy Roboczej. Zgodnie z obecnym harmonogramem wygaszanie WIBOR-u potrwa do końca 2036 r., co ma umożliwić płynne przejście na PolSTR bez administracyjnego zastępowania jednego wskaźnika drugim.
"Kolejny argument". Zalewski komentuje ustalenia WP ws. Zondacrypto
– Zależało nam, aby cały proces był uporządkowany i bezpieczny dla wszystkich uczestników rynku. Chcieliśmy, żeby była to zmiana ewolucyjna, a nie rewolucyjna, oraz by ograniczyć ryzyka prawne – mówi Drop. Jak podkreśla, rynek oparty na PolSTR już się rozwija. Według danych Ministerstwa Finansów wartość obligacji skarbowych opartych na nowym wskaźniku sięgnęła 40 mld zł.
Nie chodzi o to, by było taniej
To temat o politycznym ciężarze. Od 1 stycznia 2027 r. nowe kredyty mają być udzielane w oparciu o PolSTR, a sam 2027 r. będzie rokiem wyborczym. Nic więc dziwnego, że szybko pojawiają się pytania, czy zmiana przełoży się na niższe koszty kredytów.
Urzędników w ogniu pytań stawia posłanka Bożena Lisowska z Koalicji Obywatelskiej. Chce wiedzieć, dlaczego proces wydłużono aż do końca 2036 r., skoro pierwotnie reforma miała zakończyć się z końcem 2027 r. Pyta też, kto poinformuje obywateli o skutkach zmian i czy nowe umowy kredytowe będą dla klientów korzystniejsze. Sugeruje, że ciężar informowania klientów nie powinien spoczywać wyłącznie na bankach.
Pytania nie są przypadkowe. Gdy w 2022 r. ówczesny premier Mateusz Morawiecki zapowiadał likwidację WIBOR-u, jednym z argumentów przemawiających za reformą była perspektywa tańszych kredytów. Teraz gdy termin wygaszenia wskaźnika przesunięto o niemal dekadę, posłowie chcą wiedzieć, czy ta obietnica nadal jest aktualna.
Na deklarację o tańszych kredytach wiceminister się nie decyduje. Wręcz przeciwnie.
– Nie jest tak, że kredyty oparte na PolSTR będą tańsze. To, co staramy się osiągnąć tą reformą, to maksymalna pewność prawna kontraktów, tak aby poziom ryzyka był jak najniższy, a wraz z nim także cena tego ryzyka – mówi Jurand Drop.
Cena ryzyka, o której mówi wiceminister, jest zaszyta w marży kredytu. To właśnie marża, obok wskaźnika referencyjnego, decyduje o wysokości oprocentowania. Dla banków jednym z najistotniejszych elementów tej ceny pozostaje dziś ryzyko prawne związane z masowymi sporami sądowymi.
Zdetonować ryzyko prawne
Drop tłumaczy, że wydłużenie procesu wygaszania WIBOR-u do końca 2036 r. ma umożliwić naturalne wygaśnięcie istniejących umów. Jak wskazuje, średni okres zapadalności kontraktów wynosi około dziewięciu i pół roku, a część papierów wartościowych emitowanych przez Skarb Państwa będzie funkcjonować jeszcze przez kilka lat.
Decyzja ma jednak również istotny wymiar prawny. Gdyby WIBOR został zlikwidowany wraz z końcem 2027 r., zgodnie z wcześniejszym harmonogramem, minister finansów musiałby od 1 stycznia 2028 r. zastąpić go wskaźnikiem PolSTR w istniejących umowach. Jednocześnie do nowego wskaźnika doliczany byłby tzw. spread korygujący, który miał wyrównać różnice między WIBOR-em a PolSTR i zapobiec stratom po stronie banków.
Specjalne przepisy umożliwiające taką operację zostały już uchwalone. Problem w tym, że eksperci pytani przez money.pl jeszcze siedem miesięcy temu wskazywali na możliwą niezgodność tych rozwiązań z Konstytucją oraz unijnym rozporządzeniem BMR. Wydłużenie procesu wygaszania WIBOR-u sprawia, że konieczność zastosowania tych przepisów staje się znacznie mniej prawdopodobna.
Sam Drop podkreśla przy tym, że zmiana wskaźnika nie jest próbą administracyjnego obniżenia kosztów kredytów. Jego zdaniem wskaźniki referencyjne mają odzwierciedlać sytuację na rynku finansowym, zależną przede wszystkim od stóp procentowych NBP, ale także od płynności rynku i aktywności jego uczestników. Dodaje, że PolSTR opiera się na rzeczywistych transakcjach, a nie deklaracjach banków, dzięki czemu lepiej odzwierciedla rynkowy koszt pieniądza.
Pytany o kampanię informacyjną dla kredytobiorców, Drop wskazuje, że ciężar komunikacji powinien spoczywać przede wszystkim na sektorze finansowym. Jak stwierdza, "w dużej mierze to jest interes instytucji finansowych", aby wyjaśnić klientom zasady funkcjonowania nowego wskaźnika.
Do dyskusji włącza się również Michał Kruszka z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Przekonuje, że konsumenci hipoteczni zostali już boleśnie doświadczeni przez gwałtowny wzrost stóp procentowych w ostatnich latach i dzięki temu lepiej rozumieją ryzyko związane z kredytami.
– Nic tak dobrze nie nauczyło polskiego konsumenta, czym jest ryzyko stopy procentowej, jak fakty, które dotarły do niego przez własną kieszeń i budżet domowy – mówi przedstawiciel UKNF.
Jak dodaje, wzrost świadomości klientów zbiegł się z obowiązkiem oferowania kredytów o okresowo stałym oprocentowaniu. Efekt? Dziś 65–70 proc. sprzedawanych kredytów hipotecznych stanowią właśnie takie produkty.
Najdroższe kredyty w Europie
Posłanka Lisowska nie odpuszcza tematu drogich kredytów. Przekonuje, że ograniczanie ryzyka prawnego to za mało, jeśli efektem reformy nie będzie realne obniżenie kosztów finansowania dla gospodarstw domowych i firm.
Pyta wprost, dlaczego Polacy wciąż należą do europejskiej czołówki pod względem oprocentowania kredytów i co należy zrobić, by sytuację zmienić. Zwraca uwagę, że wysokie koszty finansowania osłabiają konkurencyjność polskich przedsiębiorców na tle firm ze strefy euro.
Jurand Drop odpowiada, że źródła problemu są znacznie głębsze niż sam wskaźnik referencyjny. Jak tłumaczy, koszt pieniądza zależy od wielu czynników, w tym poziomu stóp procentowych, waluty, wiarygodności banku centralnego oraz postrzeganego ryzyka danego rynku.
– Jednym z najważniejszych czynników stóp procentowych i tego, po ile podmioty finansowe pożyczają na danym rynku, jest ryzyko. Staramy się zmniejszać ryzyko prawne. Dlatego lepiej likwidować WIBOR przez 10 lat niż zrobić to nagle – argumentuje wiceminister.
Wtóruje mu Michał Kruszka. Wyjaśnia, że stopa referencyjna NBP wyznacza podstawowy koszt pieniądza w gospodarce, a kredyt dla klienta musi być droższy, ponieważ bank bierze na siebie dodatkowe ryzyko. To właśnie ono znajduje odzwierciedlenie w marży doliczanej do stopy bazowej.
Cierpliwość popłaca
Głos zabiera również poseł PiS Michał Zubowski. Zwraca uwagę, że kredytobiorcy sami będą kalkulować, co jest dla nich korzystniejsze, i pyta wprost, czy po 1 stycznia 2027 r. można spodziewać się fali refinansowania kredytów z WIBOR-u na PolSTR.
Michał Kruszka z UKNF nie odpowiada jednak bezpośrednio na to pytanie. Zamiast prognozować zachowania klientów po wejściu nowego wskaźnika, wskazuje, że refinansowanie jest już obecne na rynku.
– Zjawisko refinansowania jest obserwowane na naszym rynku od co najmniej dwóch lat. Spodziewamy się fali refinansowania. Nie będzie to zaskoczeniem. Banki są przygotowane – mówi przedstawiciel nadzoru.
Nie wyjaśnia jednak, czy spodziewana fala refinansowania będzie związana z przechodzeniem klientów z WIBOR-u na PolSTR, czy też będzie wynikać z innych czynników obserwowanych obecnie na rynku kredytowym.
W kolejnych publikacjach sprawdzimy, ile mogą kosztować kredyty oparte na PolSTR, i ujawnimy kulisy reformy, która miała zlikwidować WIBOR do końca 2027 r., a potrwa niemal dekadę dłużej.