"Krzyki, wyzwiska, obelgi". Kontroluje polskie firmy. Mówi, z czym się spotyka

Jak wyglądają kontrole w polskich firmach? Inspektorzy muszą czasem mierzyć się z nieukrywaną niechęcią, utrudnianiem im pracy, a zdarza się, że słyszą wyzwiska. "Poziom frustracji wśród obywateli w ogóle jest dziś ogromny. Pracodawcy często pokazują, że niewiele sobie robią z inspektora pracy" - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Renata Pięta, inspektorka PIP.

PIPPIP przeprowadza kontrole we wszystkich branżach. Zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Agencja Wyborcza.pl, GETTY | Kuba Atys, Tomasz Warszewski, Thomas Barwick
Marta Bellon

8 lipca weszła w życie duża reforma Państwowej Inspekcji Pracy, a wraz z nią przepisy nadające inspekcji uprawnienia do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę. Przypomnijmy: w przypadku wykrycia nieprawidłowości w pierwszej kolejności PIP ma wydawać polecenia usunięcia naruszeń. W sytuacji, kiedy nie zostanie ono wykonane, inspektor PIP może złożyć wniosek do Okręgowego Inspektora Pracy o wydanie decyzji przekształcającej nieprawidłowo zawartą umowę w umowę o pracę.

W ostatnich miesiącach możliwość przekształcania umów przez PIP wzbudzała szerokie dyskusje, a wcześniej - spory w koalicji rządzącej. O wzmocnienie kompetencji inspekcji apelowały związki zawodowe, a resort pracy, na czele z ministrą Agnieszką Dziemianowicz-Bąk przekonywał, że celem zmian jest większa ochrona pracowników i walka z tzw. śmieciowym zatrudnieniem.

Szybko pojawiły się pytania o to, czy z wdrożeniem reformy poradzą sobie kontrolerzy PIP i czy Inspekcja Pracy jest do tego odpowiednio przygotowana. O tym, jak wygląda praca inspektorów opowiada w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Renata Pięta, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Państwowej Inspekcji Pracy. Tłumaczy, że PIP przeprowadza kontrole we wszystkich branżach - czy to energetyka, hutnictwo, ochrona zdrowia czy osławione IT.


WIDEO
Zmiana na umowę o pracę. Szef PIP: tak będziemy działać do końca roku


"Poziom frustracji jest ogromny

"Firmy z branży IT kontrolujemy każdego dnia. Tam pojawiają się po prostu nowoczesne zagrożenia. Występuje mobbing, stres, zacieranie się norm czasu w pracy zdalnej, ciągła dyspozycyjność ze względu np. na międzynarodowy charakter firmy, problemy z nadgodzinami, praca osób na B2B, które chcą zarobić 'tu i teraz'" - mówi w rozmowie z "GW" Pięta.

Przyznaje, że kontrole nie zawsze przebiegają bezproblemowo. "To, że duża korporacja mieści się w pięknym biurowcu i eleganckich pomieszczeniach, wcale nie znaczy, że jest miło i przyjemnie, ponieważ to zależy od ludzi" - mówi inspektorka PIP.

Jej zdaniem "poziom frustracji obywateli jest dziś ogromny", a pracodawcy bywają niegrzeczni, nieuprzejmi i pokazują, że dla inspektorów nie mają czasu.


WIDEO
"Nowa era bezrobocia". Ekonomista mówi, co się dzieje na rynku


Gdy wchodzimy do firmy, nie wiemy, kogo tam zastaniemy - czy ten ktoś działa zgodnie z prawem, czy nie i dokąd może się posunąć, jeśli poczuje się zagrożony. Są firmy, które starają się działać zgodnie z przepisami, gdzie nieprawidłowości są wynikiem błędu ludzkiego, ale także takie podmioty, które systemowo omijają przepisy. Zdarzają się niebezpieczne sytuacje, krzyki, wyzwiska, obelgi i zastraszanie. Na szczęście są to nadal wyjątki

- mówi Renata Pięta w rozmowie z "GW".

"Bywa naprawdę ostro i nieprzyjemnie"

Inspektorka tłumaczy, że trudne kontrole mogą skończyć się skierowaniem zawiadomienia do prokuratury, wniosku o ukaranie czy nałożeniem mandatu wobec osób, które je utrudniają.

"Ekstremalnych przypadków w skali kraju na szczęście nie było zbyt wiele, ale bywa naprawdę ostro i nieprzyjemnie. Były przypadki zastraszania inspektorów, członków ich rodzin, a nawet rękoczyny" - mówi inspektorka.

Dodaje, że pracownicy PIP nie mają takich możliwości jak policja, a większość kontroli prowadzi jedna osoba. "Kiedy kontrolujemy np. legalność zatrudnienia na dużej budowie, robimy to w składzie dwuosobowym, ale dwóch inspektorów na duży teren inwestycji to i tak jest żadna siła" - wskazuje.

Mierzymy się na co dzień z wieloma problemami, związanymi nie tylko z fizycznym poczuciem zagrożenia, ale także z tym, że nasze kontrole to coraz większe wyzwania związane z podejściem pracodawców do kontroli

- dodaje w rozmowie z "Wyborczą".

O jakie podejście chodzi? Renata Pięta wyjaśnia, że firmy mają sztaby prawników, wyspecjalizowanych ekspertów, którzy składają zastrzeżenia do protokołów kontroli i kwestionują ustalenia inspektora pracy.

O tym, jak inspektorzy PIP będą wdrażać nowe przepisy, mówił niedawno w wywiadzie dla money.pl nowy szef tej instytucji - Janusz Krasoń. - Nie robimy żadnych "dywanowych nalotów" na te umowy, uspokajam branże i przedsiębiorców. Dziś będziemy reagowali głównie na skargi. Tak będzie do końca roku. Od nowego roku, ponieważ PIP będzie miała możliwość wymiany danych z ZUS i KAS, będziemy mogli, poprzez analizę danych zawartych w bazach, typować miejsca, gdzie rzeczywiście istnieje wysokie ryzyko omijania prawa - tłumaczył.

Prezydent wysłał ustawę do TK, ale przepisy już działają

Przypomnijmy, że prezydent co prawda złożył podpis pod ustawą reformującą Państwową Inspekcję Pracy na początku kwietnia, ale w lipcu - w trybie tzw. kontroli następczej - skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem prezydenta rządowa reforma poszła za daleko, bo państwo przyznało urzędnikom zbyt szerokie kompetencje. Nie oznacza to jednak, że przepisy zostały zawieszone. Skierowanie ich do Trybunału nie sprawia, że przestają obowiązywać.

Karol Nawrocki zakwestionował dwa przepisy. Pierwszy z nich dotyczy wspomnianych na początku tekstu nowych uprawnień inspektorów do zamiany umów cywilnoprawnych w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej, drugi - podwyższenia kar finansowych. W niektórych przypadkach górna granica grzywny została zwiększona z 30 do nawet 60 tys. zł.

Państwowa Inspekcja Pracy potwierdziła money.pl, że korzysta już z nowych uprawnień: od początku lipca przyjmuje skargi od pracowników i przeprowadza kontrole w przedsiębiorstwach. Jak udało nam się dowiedzieć, prezydencki wniosek do TK nie będzie miał na razie żadnego wpływu na toczące się lub zaplanowane postępowania PIP.

- Do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości pana prezydenta przez Trybunał Konstytucyjny zakwestionowane przepisy korzystają z domniemania konstytucyjności. Obecnie nie ma podstaw do tego aby Państwowa Inspekcja Pracy miała ograniczać ich stosowanie - poinformował nas Mateusz Rzemek, rzecznik prasowy w Głównym Inspektoracie Pracy.

Źródło: "Gazeta Wyborcza", money.pl

Wybrane dla Ciebie