WAŻNE
TERAZ

Morawiecki szykuje kolejne wydarzenie. "Jarosław się wkurzy"

Rewolucja ws. B2B? Równie dobrze może nie zmienić się nic [OPINIA]

Prezydent złożył podpis pod nowelizacją ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy i skierował ją do następczej oceny Trybunału Konstytucyjnego. Nowe prawo otwiera możliwość wyeliminowania ciągnących się od lat patologii. Czy rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z rewolucją na rynku? Wiele zależy od praktyki – pisze w opinii dla money.pl Kamil Fejfer.

Agnieszka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny i pracy, prezydent Karol Nawrocki
Źródło zdjęć: © GETTY, PAP | Marcin Bielecki, Adam Warżawa, ZipZapic.com
Kamil Fejfer
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, jednocześnie kierując ją do następczej oceny Trybunału Konstytucyjnego. Wcześniej ustawa przeszła przez Senat bez poprawek. Przypomnijmy, że pierwotna, bardziej radykalna, wersja prawa została utrącona przez premiera Donalda Tuska w styczniu. Mówił on wtedy, że nowe przepisy dają "przesadną władzę urzędnikom", która mogłaby być "destrukcyjna dla bardzo wielu firm" oraz że "mogłaby oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi".

Czy więc nowe, ugładzone przepisy mogą coś zmienić? To zależy od praktyki. Jeżeli jednak byłaby wola polityczno-instytucjonalna, to regulacje mogą wyraźnie ograniczyć, jeśli nie zlikwidować, dwie największe bolączki polskiego rynku pracy: uśmieciowienie i fikcyjne zatrudnienie.

Karol Nawrocki na platformie X po podpisaniu ustawy mówił, że nowe prawo "uderza w patologie rynku pracy, w praktyki, które wszyscy znamy: wymuszone umowy śmieciowe, fikcyjne samozatrudnienie, brak stabilności". "Państwo nie może być obojętne, gdy praca przestaje dawać bezpieczeństwo. Praca to nie tylko pieniądze, to również godność, to stabilność. To fundament decyzji o założeniu rodziny. Jeżeli młody człowiek nie ma pewności jutra, nie będzie miał odwagi budować przyszłości" – stwierdził prezydent, wyraźnie puszczając oko do lewej strony sceny politycznej. Głowa państwa stwierdziła również, że ustawa ma aspekt prodemograficzny.

Motyka o paliwach. "Nie wiem, co będzie jutro"

O co chodzi w nowym prawie?

Najważniejszą zmianą jest umożliwienie okręgowym inspektorom pracy przekształcania umów cywilnoprawnych czy fikcyjnego zatrudnienia na etaty mocą decyzji administracyjnej.

We wcześniejszej wersji ustawy decyzję taką mógł już podjąć inspektor podczas kontroli pracodawcy. Sprawa więc została przeniesiona o stopień wyżej. Między innymi ta kwestia niepokoiła Donalda Tuska.

Ale dlaczego inspektor w ogóle miałby ingerować w sposób zatrudnienia? Sprawa jest prosta – w Polsce obowiązuje Kodeks pracy, a ten w art. 22. § 1 precyzuje, kiedy mamy do czynienia z etatem. Kiedy praca jest wykonywana na rzecz pracodawcy, pod jego nadzorem oraz w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym, to powinien być etat. Koniec, kropka. W przepisach nie ma mowy na temat "woli" stron zawierających umowę.

Przez lata przepis ten był obchodzony z dwóch stron. Było to robione przez pracodawców, których uwierał Kodeks pracy i którzy mogli – powiedzmy to sobie wprost – wyzyskiwać swoich pracowników z uwagi na ich trudne położenie. Właśnie tutaj mieliśmy do czynienia ze stosowaniem umów-zlecenia czy umów o dzieło, zamiast etatów. To z kolei oznaczało brak płatnych urlopów, okresów wypowiedzenia czy chorobowego.

Z drugiej strony, prawo obchodzili specjaliści i eksperci, którzy de facto wykonywali pracę etatową, ale formalnie "współpracowali" ze swoimi zleceniodawcami jako jednoosobowe działalności gospodarcze. Dzięki takiej formie zatrudnienia mogli oni obniżać efektywne opodatkowanie. W tym przypadku nie mieliśmy do czynienia z wyzyskiem – programiści i eksperci od prawa podatkowego mogli wynegocjować w ramach umów ze "zleceniodawcami" zarówno urlopy, jak i chorobowe. Stratne na tym procederze było jednak państwo.

Przepis był martwy

Wcześniej możliwość zamiany śmieciówki, czy też B2B, na etat teoretycznie istniała, ale w praktyce łączyła się z długimi procesami sądowymi. Przepis był więc w dużej części martwy. Nic więc dziwnego, że na rynku wytworzyły się nisze (na przykład w dziennikarstwie, branży kreatywnej, kulturalnej, gastronomii, hotelarstwie, na budowach czy w IT), gdzie Kodeks pracy był niczym więcej niż zbiorem niezobowiązujących sugestii.

Inspektorzy dostają do ręki nowe narzędzia

Na to też zwraca uwagę resort pracy – nie mamy do czynienia z tworzeniem nowych obowiązków po stronie pracowników lub pracodawców. Przepisy mają tylko i wyłącznie dać możliwość egzekwowania już istniejącego prawa.

Zupełnie teoretycznie więc nowe prawo otwiera możliwość wyeliminowania tych ciągnących się od lat patologii. Zwłaszcza, że inspektorzy dostają do ręki nowe narzędzia analityczne oraz możliwość przeprowadzania kontroli zdalnych, jak również kontroli niezapowiedzianych. Wszystko to utrudnia "wymiganie" się nieuczciwym pracodawcom. Prawdopodobnie zresztą już w wielu firmach właściciele zastanawiają się nad "uetatowieniem" prac, które od początku powinny być etatami.

Czy rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z rewolucją na rynku? Jak napisałem – wiele zależy od praktyki. Przepisy już istnieją, ale na końcu sprawy będą zależeć od tego, jak będzie po pierwsze wyglądać zatrudnienie w samej Inspekcji (reforma ma zwiększyć liczbę etatów oraz dorzucić pieniędzy inspektorom) oraz jaki będzie klimat wokół kontroli. Możliwe, że pracownicy PIP, pomimo narzędzi, które otrzymali, zostaną "na miękko" poinstruowani, żeby nie stosować twardej polityki wobec nieuczciwych pracodawców. W takim wariancie niewiele się zmieni.

Autorem jest Kamil Fejfer, dziennikarz piszący o gospodarce, współtwórca podcastu i kanału na YouTube "Ekonomia i cała reszta".

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Paliwa w Niemczech dalej drożeją. Ceny biją rekordy
Paliwa w Niemczech dalej drożeją. Ceny biją rekordy
Agencja przy ONZ: dłuższa wojna z Iranem może podbić ceny żywności na świecie
Agencja przy ONZ: dłuższa wojna z Iranem może podbić ceny żywności na świecie
Rząd z planem na repolonizację gospodarki. Minister zapowiada
Rząd z planem na repolonizację gospodarki. Minister zapowiada
Rejestracje aut w marcu 2026 wyraźnie w górę. Osobowe z rekordowym wynikiem
Rejestracje aut w marcu 2026 wyraźnie w górę. Osobowe z rekordowym wynikiem
Po ataku Iranu wstrzymano pracę największego zakładu przetwarzania gazu w ZEA
Po ataku Iranu wstrzymano pracę największego zakładu przetwarzania gazu w ZEA
Animacja pokazuje, co się dzieje w cieśninie Ormuz. Całkowita cisza? Niekoniecznie
Animacja pokazuje, co się dzieje w cieśninie Ormuz. Całkowita cisza? Niekoniecznie
Wysokie ceny energii. Bruksela nie pozostawia złudzeń
Wysokie ceny energii. Bruksela nie pozostawia złudzeń
Francja się zbroi. Nawet 400 proc. więcej
Francja się zbroi. Nawet 400 proc. więcej
Pierwszy raz od wybuchu wojny. Zachodni statek przepłynął Ormuz
Pierwszy raz od wybuchu wojny. Zachodni statek przepłynął Ormuz
Korea Płd. i Francja zacieśnią współpracę. Chodzi m.in. o cieśninę Ormuz
Korea Płd. i Francja zacieśnią współpracę. Chodzi m.in. o cieśninę Ormuz
Chiński smok złapał zadyszkę. Pekin ma problem z tymi danymi
Chiński smok złapał zadyszkę. Pekin ma problem z tymi danymi
Wraca widmo 8 zł za litr diesla. Pakiet "CPN" nie zatrzyma podwyżek cen paliw
Wraca widmo 8 zł za litr diesla. Pakiet "CPN" nie zatrzyma podwyżek cen paliw