WAŻNE
TERAZ

Rozłam w PiS osłabi prawicę? Tak Polacy odpowiedzieli w sondażu

Chcą milionów od Ukraińców. Broni ich polski rząd. W Polsce są podejrzani o potężne oszustwa

16 milionów złotych próbowali wyłudzić od kilku miejskich spółek w Polsce prezes i wiceprezes spółki Control Process - twierdzi Prokuratura Regionalna w Łodzi. Biznesmeni mieli startować w publicznych przetargach i wygrywać je dzięki nieprawdziwym informacjom. A potem żądać nienależnych pieniędzy. W sporze z władzami Lwowa spółki bronią polscy politycy.

Firma w kilku miejscowościach stosowała podobne metodyFirma w kilku miejscowościach stosowała podobne metody
Źródło zdjęć: © WP | zdjęcie ilustracyjne
Szymon Jadczak
  • Prokuratura Regionalna w Łodzi przedstawiła władzom spółki Control Process zarzuty oszustwa na szkodę pięciu miejskich przedsiębiorstw. Według śledczych prezes i wiceprezes próbowali wyłudzić 16 mln zł.
  • Ta sama spółka spiera się o miliony euro we Lwowie. Tu broni jej polski rząd.
  • Minister energii Miłosz Motyka przyznaje, że nie wiedział o zarzutach. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie odpowiedziało, czy Radosław Sikorski i jego współpracownicy mieli taką wiedzę.
  • Control Process to rodzinna spółka z Tarnowa. Na pytania WP o kontrakty objęte zarzutami nie odpowiedziała wprost. Jak przekonuje, nie była ich stroną.

Czerwiec 2026 r., Gdańsk. Lwowski Dzień Odporności - konferencja poświęcona wsparciu dla ukraińskich miast. Mer Lwowa Andrij Sadowy ogłasza sukces: jego miasto podpisało sześć umów z zagranicznymi partnerami. Żaden z nich nie jest z Polski.

25 czerwca 2026 r. wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski komentuje to na platformie X: "Może to i lepiej, bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci, długo nie może doczekać się zapłaty".

Po geście Zełenskiego Polacy byli w szoku. Ekspert tłumaczy zmianę

Tego samego dnia głos zabiera rzecznik MSZ Maciej Wewiór: "Ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu jest niedopuszczalne". Chodzi o tę samą firmę - Control Process S.A. - i ten sam kompleks przetwarzania odpadów, którego budowę przerwały władze Lwowa.

Wiceminister spraw zagranicznych Władysław Teofil Bartoszewski idzie dalej. W rozmowie z RMF24 mówi wprost: "resort nie rekomenduje polskim firmom inwestowania we Lwowie" - zastrzegając, że chodzi konkretnie o to miasto, nie o całą Ukrainę.

Tego samego dnia, 25 czerwca 2026 r., do sprawy odnosi się też minister energii Miłosz Motyka. "Jeżeli sprawa tej firmy trafiłaby do arbitrażu, polska firma ten arbitraż wygrałaby" - mówi. Dodaje, że państwo polskie powinno stawać po stronie takich firm, gdy dochodzi do łamania zasad i że tego typu sprawy porusza na konferencjach i spotkaniach ze stroną ukraińską.

Pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy Paweł Kowal ocenia w TVN24, że mer Lwowa "odcina swoje miasto od Europy". Wcześniej w sprawę angażował się też polski chargé d’affaires w Kijowie Piotr Łukasiewicz.

Sama spółka przedstawia się w mediach jako ofiara - i jako przestroga. "Prawo jest po naszej stronie, wyroki są po naszej stronie. A mimo to nadal nic nie możemy" - mówił money.pl wiceprezes Control Process Tomasz W. Firma sugeruje, że jej historia powinna być ostrzeżeniem dla polskich przedsiębiorców.

Sadowy odpowiada: "Bardzo zła przysługa"

Mer Lwowa nie pozostaje dłużny. Dzień później, 26 czerwca 2026 r., odpowiada Sikorskiemu wprost: "Oddały Panu bardzo złą przysługę" - pisze, mając na myśli osoby, które przygotowały wicepremierowi komentarz. Kwestionuje samo istnienie wyroków arbitrażowych, na które powołuje się polska strona: to - jego zdaniem - nie prawomocne rozstrzygnięcia, tylko prywatne opinie ekspertów.

I dodaje coś jeszcze: firma - jak twierdzi Sadowy - nie dotrzymała zobowiązań także w Polsce. Wymienia cztery miejscowości: Jarocin, Koło, Starachowice, Łowicz.

Sadowy ma rację przynajmniej co do jednego: te cztery miejscowości - oraz jeszcze jedna, Międzyrzecz - są dziś przedmiotem śledztwa Prokuratury Regionalnej w Łodzi. Jak ustaliła Wirtualna Polska, prezes Control Process Wojciech W. oraz wiceprezes Tomasz W. już usłyszeli zarzuty.

O tym obrońcy spółki milczą.

Rodzinna firma z Tarnowa

Historia Control Process sięga 1991 r. Ojciec Tomasza i Wojciecha, Marian, zakłada wtedy w Tarnowie Firmę Automatyzacji i Pomiarów Control Process - jeszcze jako spółkę cywilną. W 2007 r. podmiot przekształca się w spółkę akcyjną. Rok 2011 miał być przełomowy: spółka przygotowuje z Domem Maklerskim BZ WBK prospekt emisyjny i szykuje się do debiutu na warszawskiej giełdzie w 2012 r. Do debiutu nigdy nie dochodzi. Rodzina zachowuje 100 proc. akcji.

Dziś spółka-matka, Control Process S.A., ma siedzibę w Warszawie. Marian przestał być prezesem w 2016 r. Schedę przejęli jego synowie Tomasz i Wojciech. Ojciec z grupy jednak nie zniknął - jest dziś prezesem zarządu spółki-córki Control Process EPC Environmental Protection.

Tworzenie kolejnych spółek (według Krajowego Rejestru Sądowego Control Process jest powiązany z 40 innymi podmiotami) to znak rozpoznawczy rodzinnego biznesu. Każda kolejna spółka, która startowała w kolejnym przetargu, miała ten sam adres w Krakowie (ul. Obrońców Modlina 16), tego samego jedynego udziałowca - Control Process S.A. - i naprzemiennie tych samych ludzi w zarządzie: ojca i dwóch synów.

Formalnie każdy kolejny podmiot był nowym, "czystym" wykonawcą. Bez historii. I bez obciążeń.

Jedyna taka na wschód od Amsterdamu

28 sierpnia 2017 r. Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (PWiK) w Jarocinie ogłasza przetarg na modernizację gospodarki osadowej oczyszczalni w Cielczy. To część większego projektu - "Gospodarka wodno-ściekowa w Gminie Jarocin", wartego docelowo prawie 256 mln zł, z czego 128 mln zł miała pokryć unijna dotacja.

Burmistrz Adam Pawlicki nazwie tę inwestycję "przedsięwzięciem na miarę XXI wieku". Podkreśli, że "nie ma podobnej stacji na wschód od Amsterdamu". Plan: odzysk fosforu z osadów ściekowych w postaci nawozu - do 200 ton rocznie - który gmina miała zużywać do pielęgnacji parków i terenów szkolnych. Do tego produkcja energii elektrycznej pokrywająca 60 proc. potrzeb zakładu i całość potrzeb cieplnych. Wreszcie hermetyzacja obiektów, która miała skończyć z uciążliwym odorem unoszącym się nad Cielczą.

Takie nadzieje wiązano z inwestycją. Realizacji podjęła się spółka, która w chwili otwarcia ofert jeszcze nie istniała. Ale po kolei.

Krok 1. Control Process EPC Environmental Protection 3 (CP3, Wojciech W. jest tu prezesem, Tomasz W. wiceprezesem) powstaje miesiąc po ogłoszeniu przetargu - w sierpniu 2017 r. Kapitał zakładowy: 5 tys. zł. Do Krajowego Rejestru Sądowego trafia 23 października 2017 r. - już po otwarciu ofert. Jej oferta jest w tym postępowaniu jedyną, przetarg wygrywa.

Krok 2. 20 listopada 2017 r. spółka deklaruje w dokumentach współpracę ze słoweńską firmą "Institut za ekoloski inzeniring", szwajcarską Alphawasser Technik AG i belgijskim projektantem Ronnym Gerardsem. Jak później przekonywał PWiK, żadna z tych deklaracji nie miała pokrycia w wiążącej umowie. Jedna z osób, która przygotowywała ofertę, stwierdziła, że współpraca opierała się na mailowym potwierdzeniu zainteresowania uczestnictwem w tym przetargu.

Krok 3. Umowę na przeprowadzenie modernizacji podpisano 11 czerwca 2018 r. Trzy tygodnie później, 2 lipca 2018 r., wykonawca wnioskuje o zmianę głównego projektanta - Gerardsa ma zastąpić Polak przedstawiony przez CP3. PWiK odrzuca kandydaturę: nowy człowiek nie spełnia wymogów przetargu. W jego miejsce pojawia się kolejny kandydat. Według śledczych 9 października 2018 r. wiceprezes Tomasz W. osobiście poświadcza na piśmie jego doświadczenie przy pięciu projektach oczyszczalni w Chorwacji, Serbii, Rumunii i na Ukrainie. Ale mężczyzna stwierdzi później, że CP3 bez jego wiedzy przekazało dokumentację do PWiK w Jarocinie, w której wskazuje na jego udział w tych projektach.

Krok 4. Na placu budowy na zlecenie CP3 roboty wykonuje Krevox Europejskie Centrum Ekologiczne - kluczowy podwykonawca technologiczny, wskazany w ofercie CP3 i zaakceptowany przez PWiK. Jego prezes przyzna później, że CP3 zalega mu z płatnościami na ok. 2,8 mln zł plus wartość towaru w magazynach. Na wezwania do zapłaty spółka odpowiada, że to "nieuzasadnione roszczenia". Gdy CP3 przestaje płacić Krevox, korzystając z przepisu o solidarnej odpowiedzialności inwestora za dług generalnego wykonawcy, kieruje żądanie zapłaty wprost do PWiK.

Krok 5. CP3 inicjuje trwający około dwóch miesięcy spór o dane w dokumentacji technicznej. Proponuje inwestorowi zmianę lokalizacji kilku obiektów, tłumacząc to oszczędnościami. A gdy okazuje się, że problem leży po stronie błędów projektowych spółki, obarcza winą PWiK. W piśmie z 2 października 2019 r. firma wskazuje realizację prac dodatkowych, o które sama wnioskowała, jako dowód, że to zamawiający jest winny co najmniej sześciomiesięcznego opóźnienia w realizacji prac.

Krok 6. 25 sierpnia 2018 r. Tomasz W. miał napisać w mailu do prezesa Krevoxu, że "z odpowiednim pokierowaniem" działań wykonawców możliwe będzie "znaczące" i całkowicie zbędne rozszerzenie katalogu robót dodatkowych. Kończy zdaniem: "Wszystko, co uda się uzyskać, dzielimy po połowie".

Krok 7. Żeby zrozumieć, co się dzieje dalej, trzeba znać jedną zasadę prawa budowlanego. Wykonawca może zażądać od inwestora tzw. gwarancji zapłaty - formalnego zabezpieczenia, że dostanie zapłatę za prace, które ma jeszcze wykonać do końca kontraktu. W praktyce to zwykle gwarancja bankowa: dokument, który na zlecenie inwestora wystawia bank, zobowiązując się wypłacić wykonawcy żądaną kwotę. Prawo daje inwestorowi 45 dni na dostarczenie gwarancji. Jeśli nie zdąży - wykonawca może zerwać umowę, a za winnego zerwania zostaje uznany inwestor. Bez dalszych tłumaczeń.

13 września 2019 r. CP3 zażądał od PWiK takiej gwarancji - na 88,3 mln zł. PWiK odebrało pismo 16 września. Zegar zaczął tykać: 45 dni od doręczenia upływały 31 października. PWiK zgłosiło się do dwóch banków, PKO BP i Pekao, o wystawienie gwarancji bankowej. W tym samym czasie do banków wpłynęły anonimowe pisma oczerniające miejską spółkę. PKO BP bez wyjaśnienia odmówił.

Został Pekao. Bank zgodził się wystawić PWiK gwarancję na zlecenie zamawiającego. Ale żeby zadziałała, ktoś ze strony CP3 musiał ją odebrać - fizycznie, w terminie. I tu pojawia się haczyk: w ostatnim dniu 45-dniowego terminu, 31 października 2019 r., wszystkie biura firmy okazały się zamknięte. Nie było komu odebrać dokumentu.

Oficjalny powód: zbliżający się Dzień Wszystkich Świętych. Tyle że - jak ustalił pełnomocnik PWiK - firma nigdy wcześniej, od 2013 r., nie zamykała biur w tym dniu. Zamknęła je akurat raz. Dokładnie wtedy, gdy kończył się termin na dostarczenie gwarancji.

Efekt: termin minął bezskutecznie. 4 listopada 2019 r. CP3 odstąpił od umowy, obarczając winą PWiK.

Równolegle - 15 października 2019 r., już po wezwaniu do przedstawienia gwarancji, ale jeszcze przed upływem terminu na jej dostarczenie - CP3 przesyła PWiK cztery umowy na łączną kwotę ok. 8 mln zł zawarte z własną spółką matką: Control Process S.A. Ma ona być podwykonawcą.

Po obu stronach umów ci sami ludzie: Tomasz i Wojciech W. Ich treść jest niejednoznaczna: nie sposób ustalić, czy dotyczą robót budowlanych, co wymagałoby zgody PWiK, czy tylko dostaw, które zgody inwestora nie wymagają.

PWiK odrzuca umowy jako sprzeczne z wcześniejszymi ustaleniami. Pełnomocnik zamawiającego oceni je później jako przygotowanie gruntu pod przyszły pozew spółki-matki o zapłatę tych 8 mln zł na zasadzie solidarnej odpowiedzialności inwestora - dokładnie ten sam mechanizm, po którym rok wcześniej spółka-matka rzeczywiście pozwała miasto Koło na 1,3 mln zł.

Cztery miesiące, 160 pism i mała koparka

W Łowiczu ten sam wzorzec powtarza się niemal równocześnie. Konsorcjum Control Process EPC Environmental Protection 2 (CP2 - lider konsorcjum; Wojciech W. jest tu prezesem, a Tomasz W. członkiem zarządu) i krośnieńskiego Metalnaftu wygrywa w 2017 r. przetarg na przebudowę oczyszczalni ścieków wart 74 mln zł, z czego 40 mln zł to dotacja z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Po czterech miesiącach na budowie pracuje kilka osób, jedna mała koparka i samochód dostawczy. Spółka wysyła do miasta ponad 160 pism kwestionujących zakres prac i stosowane technologie. Proponuje tańsze zamienniki - na przykład kable aluminiowe zamiast miedzianych. Burmistrz Krzysztof Kaliński mówi później lokalnym mediom o "grotesce" w relacjach z wykonawcą. Miasto zrywa umowę i szuka nowego wykonawcy.

Prokuratura zarzuca dziś władzom spółki złożenie w tym przetargu fałszywych oświadczeń o współpracy z firmami z Turcji, Holandii i Rumunii. Po podpisaniu umowy spółka miała też zdaniem śledczych usiłować wyłudzić 1 783 500 zł na podstawie faktury za niewykonane roboty - w tym za fikcyjną wycinkę drzew. Do tego doszedł zarzut podrobienia dokumentu.

Zarzuty, pięć gmin, 16 mln zł

Jak przekazał nam rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi, śledztwo w sprawie działań menedżerów Control Process dotyczy "usiłowania doprowadzenia jednostek samorządu terytorialnego oraz innych podmiotów korzystających ze środków z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014-2020 do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez zamieszczenie w przedstawianych w toku postępowań prowadzonych w trybie zamówień publicznych ofertach wprowadzających w błąd informacji (...) w następstwie czego dochodziło do zawarcia umów dotyczących zaprojektowania i wybudowania obiektów, które nie zostały wykonane".

Pierwsze zarzuty jeszcze w lipcu 2022 r. postawiła Tomaszowi W. Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim. 4 marca 2026 r. prokurator z Prokuratury Regionalnej w Łodzi stawia mężczyźnie kolejne. Pięć czynów, analogiczny schemat: spółka z grupy Control Process składa w przetargu finansowanym z unijnego Programu Infrastruktura i Środowisko fałszywe oświadczenia o dysponowaniu wykwalifikowanym personelem i podwykonawcami. Wygrywa przetarg, a potem usiłuje wyłudzić zapłatę za prace, których nie wykonała.

Pięć inwestycji, którymi zajęła się prokuratura:

  • Koło (2017-2018) - Control Process EPC Environmental Protection, kontrakt wart 34,4 mln zł netto. Prokuratura podejrzewa fałszywe oświadczenia dot. greckiej firmy Karkanias Environmental Technology i kilku innych podmiotów. Usiłowanie wyłudzenia 8 548 500 zł.
  • Łowicz (2017-2018) - Control Process EPC Environmental Protection 2, kontrakt wart 60,59 mln zł. Prokuratura podejrzewa usiłowanie wyłudzenia 1 783 500 zł plus podrobienie dokumentu.
  • Jarocin/Cielcza (2017) - Control Process EPC Environmental Protection 3, kontrakt wart według prokuratury 115 mln zł (89,6 mln zł netto dla samej części projektowo-budowlanej, wg PWiK). Usiłowanie wyłudzenia: 6 mln zł.
  • Święty Wojciech/Międzyrzecz (2017-2021) - konsorcjum Control Process Silesia i Control Process S.A. Jedyny przypadek, w którym zamawiający nabrał podejrzeń co do prawdziwości oświadczeń jeszcze przed podpisaniem umowy. Do wyłudzenia nie doszło.
  • Starachowice (2017-2018) - zdaniem prokuratury Control Process EPC Environmental Protection 4 fałszywie wskazało kierownika budowy i turecką firmę Arbiogaz Cerve Teknolojileri jako podwykonawcę. Żadne z nich faktycznie nie uczestniczyło w projekcie.

Suma z zarzutów o usiłowanie wyłudzenia to 16,3 mln zł. Prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi:

"Prezes zarządu spółek, (...) usłyszał zarzuty dotyczące złożenia (...) nierzetelnych pisemnych oświadczeń (...), zaś wiceprezes tych spółek w trzech przypadkach również usłyszał zarzuty usiłowania doprowadzenia zamawiających do niekorzystnego rozporządzenia mieniem".

Do tego dochodzą procesy cywilne, w których gminne spółki walczą o odzyskanie pieniędzy od Control Process. W samym Jarocinie chodzi o ok. 102,5 mln zł.

W sprawie z Koła status pokrzywdzonego ma Miejski Zakład Wodociągów i Kanalizacji. To MZWiK, nie Control Process, odstąpił od umowy - z wyłącznej winy wykonawcy. Zapłacił firmie dokładnie 0 zł tytułem wynagrodzenia. Control Process domaga się od Koła 14,16 mln zł oraz kolejnych 1,38 mln zł. Oczyszczalnię trzeba było zbudować od nowa - przetarg powtórzono, inwestycję skończono z opóźnieniem w czerwcu 2023 r.

Również w Kole spółka zgłosiła jako podwykonawcę własną spółkę-matkę, Control Process S.A., ale tu MZWiK wyraził na to zgodę. Gdy miasto z powodu wad nie odebrało wykonanych prac, spółka-matka pozwała MZWiK o zapłatę, powołując się na solidarną odpowiedzialność inwestora wobec podwykonawcy. Dokładnie ten sam manewr CP3 próbowało wykonać w Jarocinie trzy tygodnie przed zerwaniem kontraktu - tam jednak PWiK zdążyło go zablokować.

W Międzyrzeczu spółka miejska nie dochodzi żadnych roszczeń od Control Process - bo oszustwo wykryto, zanim doszło do podpisania kontraktu. Trzeba jednak było trzech kolejnych przetargów, zanim w 2021 r. inwestycję powierzono innemu konsorcjum. W odpowiedzi dla WP międzyrzeckie przedsiębiorstwo pisze wprost: składane przez Control Process Silesia i Control Process S.A. oświadczenia "nie w każdym obszarze okazywały się prawdziwe".

"To nie my"

26 czerwca 2026 r Wirtualna Polska wysyła do Control Process S.A. oraz do Wojciecha i Tomasza W. osiem szczegółowych pytań: czy potwierdzają zarzuty, których gmin dokładnie dotyczą, jakich podwykonawców wskazywano w ofertach, czy zawarto z nimi umowy, dlaczego inwestycje nie zostały ukończone, czy kwestionują kwotę ponad 16 mln zł.

2 lipca biuro spółki - w imieniu Pawła Bargiela z tarnowskiego oddziału - prosi o 5-7 dodatkowych dni na odpowiedź. Powód: "bardzo szczegółowy charakter pytań" i "okres wakacyjny".

Odpowiedź przychodzi 21 lipca. Jedno zdanie: przesłane pytania odnoszą się do kontraktów "z lat 2016-2017, których stroną nie była Control Process S.A.". I drugie: spółka "nie potwierdza pozostałych informacji ani założeń zawartych w przesłanych pytaniach", zastrzegając, że "brak odniesienia się do poszczególnych twierdzeń nie może być interpretowany jako potwierdzenie ich prawdziwości".

To prawda - i jednocześnie unik. Stroną tamtych kontraktów rzeczywiście nie była spółka-matka, tylko jej spółki-córki: kolejne odsłony Control Process EPC Environmental Protection i Control Process Silesia. Tyle że - jak pokazują odpisy KRS - to te same osoby: Wojciech i Tomasz W. występują naprzemiennie jako prezesi i wiceprezesi każdej z nich. A zarzuty, o które pyta WP, dotyczą wprost Tomasza W. - wiceprezesa spółki-matki, tego samego, który dziś w jej imieniu prowadzi spór ze Lwowem.

Na żadne z ośmiu szczegółowych pytań - o konkretnych podwykonawców, konkretne kwoty, konkretne dokumenty - spółka nie odpowiedziała.

Jak wynika z informacji Wirtualnej Polski, w zarządzie Control Process za kontrakty z obszaru ochrony środowiska - czyli dokładnie tę kategorię inwestycji, którymi interesują się śledczy w Kole, Łowiczu, Jarocinie, Międzyrzeczu, Starachowicach - odpowiadał wiceprezes Tomasz W. Według prokuratury to on polecił opracowanie i przedłożenie fałszywych oświadczeń zamawiającemu, gdy nie miał zamiaru wykonania zamówienia.

Scenariusz lwowski

Maj 2021 r. Control Process S.A. wygrywa przetarg na budowę kompleksu przetwarzania odpadów komunalnych we Lwowie. Wartość kontraktu to 36,6 mln euro. Inwestorzy: Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz miasto. Zamawiający: komunalna spółka "Zielone Miasto". Pierwotny termin ukończenia: koniec 2023 r., przesunięty potem na październik 2025 r.

Marzec 2026 r. "Zielone Miasto" rozwiązuje umowę. Zarzuca Control Process niedokończenie dokumentacji projektowej i odmowę jej przekazania. Zakład - jak twierdzi Control Process - był gotowy w 95 procentach.

Spółka przekonuje, że to Lwów nie wykonał swojej części - sieci, dróg dojazdowych, przyłączy energetycznych, bez których zakład i tak nie mógłby ruszyć. Wykonawca domaga się ponad 10 mln euro zaległej zapłaty, a także kolejnych kilku milionów euro z gwarancji bankowych, które miasto - zdaniem spółki bezpodstawnie - już ściągnęło. Kwota zajętej przez Lwów gwarancji różni się w zależności od źródła: 3,6 mln euro według wiosennych doniesień prasowych, 4,6 mln euro według lipcowego raportu due diligence.

Firma podkreśla, że wygrała już 75 decyzji rozjemczych - w ramach procedury przewidzianej kontraktem - w siedmiu sporach z Lwowem. Twierdzi też, że Międzynarodowa Izba Handlowa w Paryżu miała w maju 2026 r. uznać zerwanie kontraktu przez Lwów za niezgodne z umową. Mer Lwowa temu zaprzecza. Przekonuje, że żadnego prawomocnego wyroku międzynarodowego arbitrażu w tej sprawie nie ma - to, na co powołuje się polska strona, nazywa "prywatnymi opiniami ekspertów".

Jak poinformował Wirtualną Polskę Oleksandr Yehorov, dyrektor "Zielonego Miasta", 17 lipca 2026 r. otrzymali oni pismo z Sekretariatu Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego ICC w Paryżu. Sekretariat potwierdza w nim, że między "Zielonym Miastem" a Control Process S.A. toczy się jedno postępowanie arbitrażowe i że na dzień 17 lipca 2026 r.

Trybunał arbitrażowy w tej sprawie nie został jeszcze powołany - nie zapadła więc żadna decyzja co do meritum sporu ani ostateczne orzeczenie arbitrażowe, na które powołują się Polacy.

Jak relacjonuje Yehorov, ICC potwierdza też, że w sprawie rozpatrzono dotąd dwa wnioski o środki tymczasowe: pierwszego nie przyjęto do rozpoznania, a w sprawie drugiego arbiter nadzwyczajny 16 maja 2026 r. odrzucił wszystkie roszczenia i wnioski Control Process, w tym żądanie zakazu rozwiązania umowy - i nakazał polskiej spółce pokrycie kosztów administracyjnych ICC, honorarium i wydatków arbitra nadzwyczajnego oraz zwrot części kosztów prawnych poniesionych przez "Zielone Miasto".

Dokumenty ukraińskich instytucji nie dowodzą, że Control Process złożyła w przetargu na Lwów fałszywe oświadczenia albo wystawiła fakturę za pracę, której nie wykonała - tak, jak zarzuca to polska prokuratura w sprawach Jarocina i Koła. Ale pojawiają się tu te same wątki, co w Polsce: spór o zakres i jakość robót, obarczanie winą zamawiającego, operowanie instrumentem gwarancji.

Pozytywy też są

Nie wszystko w historii Control Process to spory i zarzuty. Cała grupa kapitałowa zatrudnia 400-500 osób, dysponuje flotą ok. 100 samochodów, własnym sprzętem budowlanym i laboratorium, a rocznie składa od 100 do 150 ofert w przetargach publicznych - w trzech obszarach: ochrona środowiska, energetyka oraz ropa i gaz. Firma ma za sobą duże kontrakty inżynieryjne zrealizowane bez podobnych konfliktów - i to dla poważnych, wymagających klientów.

  • Październik 2025 r. - oddanie do użytku instalacji kogeneracyjnej dla PGNiG w Dębnie/Różańsku, wartej ponad 340 mln zł.
  • Maj 2025 r. - umowa z Tauron Ciepło na budowę układu kogeneracyjnego w Czechowicach-Dziedzicach, warta 287 mln zł netto, z planowanym zakończeniem w IV kwartale 2027 r.
  • Rozbudowa tłoczni gazu Kościan-Brońsko dla PGNiG, warta ponad 150 mln zł.
  • Gazociąg łączący systemy Polski i Słowacji w Strachocinie dla Gaz-Systemu, ukończony w październiku 2021 r.

Kompetencje techniczne spółki w tych przypadkach nie budzą wątpliwości.

Ze sprawozdań, które Control Process złożył do Krajowego Rejestru Sądowego za 2024 r. wynika, że przychody grupy spadły z 852,6 mln zł w 2023 r. do 589,8 mln zł - o 30,8 proc. W 2025 r. przychody częściowo odbiły, do 614,7 mln zł. W najnowszym, złożonym w lipcu 2026 r. sprawozdaniu za 2025 r., spółka odnotowuje spór ze Lwowem jako "zdarzenie po dacie bilansu" - z zastrzeżeniem, że jego wynik jest "niemożliwy do wiarygodnego oszacowania".

Politycy nie wiedzieli

Wirtualna Polska zapytała MSZ wprost: czy w chwili publikowania stanowisk broniących Control Process - w tym wpisów Radosława Sikorskiego i jego rzecznika Macieja Wewióra z 25-26 czerwca 2026 r. - resort wiedział, że prezes i wiceprezes spółek tej grupy usłyszeli poważne zarzuty? A jeśli nie - czy przed zajęciem oficjalnego stanowiska ktokolwiek w MSZ weryfikował status prawny wykonawcy w Polsce?

Pytanie wysłaliśmy 26 czerwca 2026 r. Do dziś MSZ nie odpowiedziało.

Ministerstwo Energii poinformowało natomiast, że minister Miłosz Motyka nie miał wiedzy na temat tych postępowań.

Napisz do autora: szymon.jadczak@grupawp.pl

Wybrane dla Ciebie