Atak w Arabii Saudyjskiej. Paliwo po 10 zł jest realne [OPINIA]

Czy po atakach na saudyjską infrastrukturę obudzimy się w poniedziałek w nowej rzeczywistości i czy pod koniec tygodnia cena paliwa zbliżona do 10 złotych za litr stanie się faktem? To są pytania, które w czasie tego weekendu zadaje sobie wiele osób, ale odpowiedzi nie są oczywiste. Natomiast bądźmy szczerzy – nie ma wielu powodów do optymizmu.

Dawid Czopek o skutkach polityki TrumpaDawid Czopek o skutkach polityki Trumpa
Źródło zdjęć: © East News | Associated Press, East News, Julio Cortez
Dawid Czopek

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Przede wszystkim podsumujmy, co się wydarzyło. 10 września został zaatakowany rurociąg transportujący ropę z pól naftowych Arabii Saudyjskiej do portu na Morzu Czerwonym.

Rurociąg ten, mogący transportować ok. 7 mln baryłek ropy naftowej dziennie, stanowił główne źródło obejścia zablokowanej Cieśniny Ormuz. Przed rozpoczęciem działań wojennych przez cieśninę przepływało nawet ponad 20 mln baryłek dziennie, ale około jednej trzeciej z tych transportów zawierała gotowe produkty (benzynę i olej napędowy). Zatem ok. 5 mln wolnych zdolności transportowych rurociągu pozwalało na transport nawet 35 proc. ropy, która wcześniej przepływała przez Ormuz.

Rurociąg transportował tylko ropę, ale na jego zakończeniu, oprócz portu morskiego, znajdują się również rafinerie mogące przerobić na tak potrzebne dziś paliwa nawet ponad 1 mln baryłek ropy dziennie. Wyłączenie rurociągu powoduje zatem nie tylko istotne braki na rynku ropy naftowej, ale pogarsza już i tak bardzo złą sytuację na rynku paliw płynnych.


DLA CIEBIE
Wolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2 


Zniszczenia i przerwy w dostawach

Rurociąg ma około 1200 km i w znacznej części zakopany jest pod ziemią. Jego słabym ogniwem w atakach, np. dronami, są jednak stacje, które przepompowują ropę, pozwalając jej płynąć z pól naftowych w kierunku Morza Czerwonego i wspomnianych rafinerii. Stacje te są naziemną częścią infrastruktury przesyłowej i to właśnie one zostały zaatakowane. Na chwilę pisania tego artykułu wiadomo niewiele o uszkodzeniach. W niektórych doniesieniach pojawia się informacja, że rurociąg został wyłączony zapobiegawczo, ale ze zdjęć satelitarnych bezspornie wynika, że zniszczenia są znaczne.

Nie wiadomo, jak długo potrwa naprawa. Teoretycznie pompy działające w tych urządzeniach nie leżą na półkach sklepowych, ale być może Saudyjczycy, świadomi zagrożenia, przygotowali się na podobne sytuacje i mają "coś w zapasie". Możemy mieć też do czynienia z sytuacją, gdy pełna przepustowość zostanie przywrócona po jakimś czasie, ale część ropy będzie płynęła "przepychana" pod mniejszym ciśnieniem przez pozostałą infrastrukturę.

Ropa z potężną premią. Rynek w strachu

Trudno dywagować, na pewno świat znalazł się w niełatwej sytuacji. A nie była ona łatwa już wcześniej. Ropa była notowana powyżej 100 dolarów za baryłkę nawet przed informacją o zamknięciu rurociągu.

Co więcej, w ostatnich dniach pojawiały się informacje, że w transakcjach spotowych (realizacja dostawy w ciągu kilku dni) cena ropy naftowej na Morzu Północnym sięgała 130 dolarów za baryłkę, a zatem płacono prawie 30-dolarową premię za te dostawy. Sytuacja, gdy ceny spotowe były istotnie wyższe od tych w najkrótszych kontraktach terminowych (kontrakt terminowy ma zwykle okres realizacji kilku tygodni), widziana była ostatnio zaraz po wybuchu wojny i zwykle oznacza jedno: na rynku brakuje surowca.

Co to oznacza dla Polski i cen na stacjach?

Co to wszystko oznacza dla nas? Przede wszystkim to właśnie przez ten rurociąg płynęła do Polski znaczna część dostaw ropy naftowej – średniorocznie była to nawet połowa wolumenu. Póki co Orlen uspokaja. Być może, ze względu na bliskie relacje z Saudi Aramco, ma jakieś dodatkowe informacje, które nie przedostały się jeszcze do światowych mediów.

Jeżeli Saudi Aramco, podobnie jak to miało miejsce wcześniej w przypadku Qatar Energy (dostawy gazu LNG), ogłosi siłę wyższą, polski koncern będzie musiał poszukać dostaw spotowych, czyli zapłacić wspomnianą premię. Ponieważ na pewno nie będzie jedyny, premie i ceny raczej wzrosną (maksymalna cena za dostawy w marcu 2026 r. wyniosła blisko 150 dolarów za baryłkę).

Jeżeli przepływ przez rurociąg zostanie ograniczony, priorytetem będzie zaopatrzenie arabskich rafinerii. Zatem może niekoniecznie trzeba będzie dużo więcej płacić za gotowy produkt, a zwiększone koszty zakupów Orlen będzie musiał wziąć na siebie, ograniczając swoją marżę. Tak było w drugim kwartale, gdy koszty zakupu ropy nie pozwoliły na realizację tzw. marż benchmarkowych, czyli teoretycznych różnic w cenie gotowych produktów i ropy.

Widmo kalifornijskich cen

Najgorszy scenariusz, jaki nas może spotkać, to całkowite zamknięcie rurociągu. Z rynku "wypadnie" wtedy nie tylko duża ilość ropy, ale także gotowych produktów, przez ich brak musimy płacić tak dużo za paliwo na stacjach.

Ograniczenie dostaw samej ropy też pewnie przełoży się na ceny gotowych paliw, ale już nie tak bardzo, jak w przypadku bezpośredniego braku dostaw paliw. Ropy nam raczej nie zabraknie. To, co napiszę za chwilę, jest bardzo mało polityczne, ale żyjemy na bogatym kontynencie. Europejscy konsumenci w ekstremalnym scenariuszu będą musieli po prostu konkurować o ropę (być może też gaz) z dużo biedniejszymi regionami.

Taki scenariusz oznacza jednak, że będzie drogo. Jak drogo, nie ośmielę się powiedzieć. Warto jednak zauważyć, że na czołówki amerykańskich serwisów wybijają się dziś zdjęcia pylonów stacji paliw w Kalifornii, pokazujące ceny diesla na poziomie 9,99 dolarów za galon (około 10 złotych za litr). To może za chwilę brzmieć bardzo znajomo.

Wybrane dla Ciebie