Pomimo objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu walec zadłużenia się nie zatrzymuje i zobowiązania naszego kraju powoli, ale stale rosną. Ostatni komunikat w tej sprawie przeszedł nieco bez echa, bo samo przekroczenie "magicznego" progu wyznaczonego przez Unię Europejską sytuacji Polski nie zmienia z dnia na dzień. Faktem jest jednak, że w minionym tygodniu polski dług publiczny, liczony według metodologii ESA2010, na koniec I kwartału wyniósł 61,6 proc. PKB wobec 57,0 proc. PKB w I kw. 2025 r. i wobec 59,7 proc. PKB w IV kwartale 2025 r. - podał Eurostat. Wyrównany sezonowo deficyt sektora finansów publicznych w Polsce w I kwartale 2026 r. wyniósł 5,9 proc. PKB.
Dlaczego wartość jest ważna? Próg 60 proc. PKB to unijna wartość referencyjna długu publicznego, wpisana do traktatu z Maastricht, której państwa członkowskie nie powinny przekraczać, ponieważ jej naruszenie uruchamia procedurę nadmiernego deficytu i wymusza działania naprawcze – od przedstawienia programu obniżenia długu po ograniczenia wydatkowe.
WIDEOTrzy prace, trzy klęski. Trudne początki Patrycjusza Wyżgi II Pierwsza Praca #1
Wysoka cena pożyczonych pieniędzy
W dyskusji o skali zadłużenia Polski często pojawia się argument, że państwa Zachodu są pod względem stosunku długu do PKB w gorszej sytuacji. Samo zadłużenie to tylko jedna strona medalu, ponieważ drugą stanowią odsetki, które państwo musi regularnie spłacać. Eurostat informuje, że Polska należy o krajów Unii Europejskiej, gdzie koszt obsługi długu publicznego jest najwyższy. W ubiegłym roku wskaźnik ten wyniósł u nas 4,5 proc., co plasuje finanse publiczne pod ogromną presją.
Dla porównania warto spojrzeć na inne państwa w regionie oraz na zachodnią Europę. Wyższy koszt zadłużenia statystycy odnotowali tylko w Rumunii. Z kolei w Czechach czy we Włoszech obciążenia te są wyraźnie niższe. Najmniej za obsługę swoich zobowiązań płacą kraje takie jak Irlandia, Luksemburg oraz Holandia, gdzie wskaźniki te nie przekraczają 2 proc.
Europejski urząd zauważa, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy koszty obsługi zadłużenia w większości państw unijnych pozostawały stabilne lub nieznacznie wzrosły. Struktura walutowa również ma kolosalne znaczenie dla bezpieczeństwa państwowej kasy. W Polsce około 26 proc. długu państwo zaciągnęło w walutach obcych. W krajach strefy euro niemal całość zobowiązań denominowana jest w europejskiej walucie. Taki stan rzeczy sprawia, że widoczny koszt długu mocno obciąża budżet i ogranicza elastyczność rządu.
Eksperci: "rząd idzie w złą stronę"
Sytuacja makroekonomiczna kraju wciąż jednak posiada silne fundamenty, co pozwala na pewien optymizm w krótkim terminie. Wzrost gospodarczy i kontrolowana inflacja to czynniki, które stabilizują obecny obraz finansów publicznych.
Rzeczywiście zadłużenie, jak i deficyt rosną w stosunku do naszego PKB. Dopóki jednak mamy w ryzach inflację, przy jednoczesnym wzroście PKB to sytuacja wydaje się być opanowana - ocenia w rozmowie z money.pl Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan.
- To oczywiście nie oznacza, że rząd powinien spać spokojnie, ponieważ budżet powinien być przygotowywany na czasy niepokoju i braku stabilności. Już przy pierwszym pokazaniu średniookresowej strategii strukturalno-budżetowej (wymóg KE w procedurze nadmiernego deficytu) wskazywaliśmy, że rząd idzie w złą stronę. To znaczy próbuje zwiększyć przychody - zwiększenie podatków i parapodatków, zamiast skupić się na stronie wydatkowej - szczególnie takiej, która nie przynosi realnej korzyści naszemu PKB. Dodatkowo przy takim układzie sił politycznych w Polsce, zwiększenie wypływów, przy wetach prezydenta, jest dość wątpliwą strategią przeciwdziałania zadłużaniu – dodaje główny ekonomista Lewiatana.
Trzeba też sobie jednoznacznie powiedzieć, że wyższy deficyt rządu to więcej środków dla obywateli i przedsiębiorców. To ten deficyt napędza naszą gospodarkę obecnie. Wystarczy sobie zerknąć na to, jak zachowuje się szeroko rozumiany przemysł, wspierany zamówieniami z programu SAFE - ocenia Mariusz Zielonka.
Ekonomista: Politycy nie chcą się przyznać
Marcin Materna, ekonomista Banku Millenium w rozmowie z money.pl z rozgoryczeniem stwierdza, że przekroczenie "magicznej" bariery zadłużenia nie będzie dla rządzących żadnym zimnym prysznicem.
- Myślę, że kolejne rządy będą raczej udawały, że próbują ograniczyć deficyt, wprowadzając niewielkie w skali podatki, które jedynie nieznacznie będą wpływały na finanse publiczne. Takimi przykładami w ostatnich latach były np. podatek cukrowy, podatek od banków czy ostatnia ustawa o opodatkowaniu spółek paliwowych - wskazuje.
Moim zdaniem dominuje podejście, do którego jednak politycy nie chcą się oficjalnie przyznać, że dług w stosunku do PKB mamy jeszcze niski na tle wielu bardziej rozwiniętych krajów Europy, więc "istnieje przestrzeń", aby go dalej zwiększać bez większych konsekwencji. Oczywiście problem z takim myśleniem jest taki, że nasz dług jest droższy niż w większości krajów zachodniej Europy, ale póki jest popyt na polskie obligacje, problem długu nie wydaje się palący - podkreśla Marcin Materna.
Ekonomista przypomina, że od lat znane są sposoby na ograniczenie w długim terminie deficytu budżetowego. - To m.in. odebranie czy przynajmniej zmniejszenie ogromnych przywilejów, które są udziałem wielu grup społecznych - emerytalnych czy podatkowych, często przyznanych jeszcze w PRL i niemających obecnie absolutnie żadnego uzasadnienia. Oraz ograniczenie wydatków socjalnych, na które budżetu zwyczajnie nie stać - mówi.
- Niestety w obecnej sytuacji politycznej jest to niemożliwe. Nad politykami wisi groźba przegranych wyborów, opozycja oczywiście będzie przeciw cięciom, zmiany może zablokować też weto prezydenta - dodaje.
Jaskrawym przypadkiem nieuzasadnionego przywileju jest np. rozdźwięk pomiędzy opodatkowaniem pracy na etacie a w formie JDG (co można traktować jako przywilej podatkowy JDG czy dyskryminację pracy na etacie w zależności od punktu widzenia), czy obciążenia składką zdrowotną różnych form zarobkowania (szczytem nieuzasadnionego przywileju jest górny i ustawiony na i tak niskim poziomie maksymalnej składki zdrowotnej dla rozliczających się ryczałtem wobec pozostałych form zarobkowania, które nie dość, że oddają znacznie więcej dochodu w ten sposób, to jeszcze ustalonego bez górnego limitu). Niestety chętnych do zmiany tego stanu rzeczy nie ma i moim zdaniem nie będzie - wylicza Mariusz Materna.
Dług przekroczył próg? Można zmienić próg
Ekonomista Banku Millennium prognozuje, że politycy mogą rozwiązać problem w sposób, do jakiego nas przyzwyczaili. Zmieniając reguły gry.
- Jedyna zmiana, jakiej bym oczekiwał to próba zlikwidowania czy podniesienia konstytucyjnego limitu długu publicznego do PKB (60 proc. ), który i tak dzięki umiejętnemu i kreatywnemu księgowaniu wielu pożyczek powoli przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. I dzięki temu problem rosnącego długu – przynajmniej z punktu widzenia wskaźnika – zostanie oddalony - ocenia ekspert.
- Jeszcze przez kilka lat pozwoli to na jako takie funkcjonowanie państwa, dopóki nie będziemy świadkami problemów, które dziś są udziałem wspomnianych krajów Zachodniej Europy (spadek bezpieczeństwa, jeszcze dłuższe oczekiwanie na wizytę u lekarza czy rozwiązanie sprawy w sądzie, spadek jakości infrastruktury – dróg, energetyki, brak środków na inwestycje np. kolejowe, zbrojeniowe itp.). Z części wydatków państwo będzie musiało niestety zrezygnować i raczej nie będą to wydatki bezpośrednio uderzające w obywateli (np. odebranie 800 plus) - ostrzega.
Bruksela patrzy w przyszłość. I widzi czarne chmury nad Polską
Podobne obawy co do długoterminowych trendów wyraża Komisja Europejska. W swoim raporcie o stabilności fiskalnej unijni urzędnicy przeanalizowali kondycję polskich finansów w trzech różnych perspektywach czasowych. W krótkim okresie, który obejmuje najbliższe dwa lata, sytuacja pozostaje pod kontrolą, a rynki finansowe nadal traktują nasz kraj jako wiarygodnego partnera.
Schody zaczynają się, gdy spojrzymy na prognozy średnioterminowe. Scenariusz bazowy zakłada, że relacja długu do PKB będzie systematycznie rosnąć. Główna przyczyna to strukturalny deficyt pierwotny. Urzędnicy przewidują, że wydatki państwa będą trwale przewyższać dochody, jeśli polityka fiskalna nie ulegnie zmianie.
Starzenie się społeczeństwa zwiększy wydatki
Zjawisko starzenia się społeczeństwa to proces, który nieuchronnie transformuje strukturę wydatków budżetowych. Z każdym kolejnym rokiem państwo musi przeznaczać coraz większe pule pieniędzy na system ochrony zdrowia oraz opiekę długoterminową. Eksperci unijni zauważają, że wcześniejsze reformy systemu emerytalnego w pewnym stopniu zamortyzują ten szok, jednak presja na państwową kasę będzie rosła. To bezpośrednio przełoży się na konieczność poszukiwania dodatkowego kapitału na rynkach.
Analitycy z Brukseli nie poprzestali na podstawowych prognozach i sprawdzili, jak polskie finanse zareagują na sytuacje kryzysowe. Tak zwane testy warunków skrajnych przyniosły jednoznaczne wnioski i pokazały, że nawet niewielkie pogorszenie relacji między tempem wzrostu a kosztami obsługi długu wywinduje zadłużenie. Z kolei scenariusz, w którym politycy zdecydowaliby się na powrót do historycznej średniej i wprowadziliby bardziej restrykcyjną politykę budżetową, pozwoliłby na wyraźną redukcję tego balastu.
Mimo ostrzeżeń z Brukseli, nie brakuje głosów, które tonują nastroje i przypominają o mechanizmach makroekonomicznych. Wyższe wydatki państwa pełnią określoną funkcję w krwioobiegu gospodarczym i stymulują rynek.