Tak w Polsce robi się reformę wartą nawet 10 bilionów złotych. Rozmowy, które miały nie ujrzeć światła dziennego

WIBOR, od którego zależą raty milionów kredytów, znika. O tym, co go zastąpi, decyduje kilka osób na posiedzeniach za zamkniętymi drzwiami. Ujawniamy kulisy operacji wartej nawet 10 bln zł: protokoły, których nikt nie zobaczył, spotkania, których oficjalnie nie było, i urząd od ochrony konsumentów, którego nikt nie zaprosił do stołu.

Likwidacja WIBOR-u to zadanie rozpisane na kilka kadencjiLikwidacja WIBOR-u to zadanie rozpisane na kilka kadencji
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, PAP | Art Service, Paweł Supernak
Karolina Wysota

• Sześć osób wybrało pierwszy zamiennik WIBOR-u, który okazał się wadliwy. Kto był za, a kto przeciw - nie wiadomo do dziś. Protokołu z posiedzenia brak.

• Wskaźnik, który przegrał, wygrywał w ankietach rynku. Dlaczego odpadł, tłumaczą nam uczestnicy prac.

• Ośmioosobowy komitet decyduje o ratach milionów Polaków. Nie zasiada w nim nikt, kto reprezentowałby kredytobiorców.

• UOKiK miał poinformować konsumentów o zmianie. W odpowiedzi dla money.pl twierdzi, że nikt go o to nie poprosił.

• WIBOR miał zniknąć w 2027 r. Zniknie dziewięć lat później. Data nie jest przypadkowa - a Ministerstwo Finansów zaprzecza, że o nią zabiegało.

W Polsce trwa jedna z największych operacji finansowych ostatnich dekad: wymiana wskaźnika, od którego zależy oprocentowanie kredytów, obligacji i umów o wartości sięgającej bilionów złotych. Choć w pracach nad reformą uczestniczą dziesiątki osób, kluczowe decyzje podejmuje kilkuosobowe gremium, które nie ma odrębnej podstawy ustawowej - powstało decyzją administracyjną nadzoru, a protokołów z jego posiedzeń opinia publiczna nie zobaczyła.

Skutki odczują miliony kredytobiorców - od wysokości rat po treść aneksów, które w przyszłym roku mogą dostać z banków. W tym tekście pokazujemy, jak ta reforma jest prowadzona od kuchni.

Zbudowała transportowe imperium. „Najgorsze dopiero przed nami” - Agnieszka Hipś w Biznes Klasie

Rozpoczął rząd Morawieckiego, rząd Tuska kontynuuje

W reformie, prowadzonej od czterech lat, zmieniało się już wszystko: terminy, docelowe wskaźniki, przepisy, a nawet rządy. Niezmienny pozostaje sposób jej prowadzenia - dyskusje w wąskim gronie, bez protokołów i przy rosnącej presji, by rynek wart, według szacunków, od 7 do nawet 10 bln zł podporządkował się podjętym decyzjom i odszedł od WIBOR-u, najpopularniejszego wskaźnika, od którego zależą raty milionów kredytów.

Reformę rozpoczął rząd Mateusza Morawieckiego pod hasłem tańszych kredytów. Rząd Donalda Tuska kontynuuje ją pod hasłem dostosowania Polski do światowych standardów. Zmienili się politycy i uzasadnienia. Standard "przejrzystości" pozostał ten sam.

Przez ostatnie miesiące rozmawialiśmy z osobami znającymi kulisy prac - w większości ludźmi sektora finansowego, a więc stroną, która na reformie traci i której głos nie jest bezinteresowny. Dlatego każdą relację konfrontowaliśmy z dokumentami oraz z urzędami i instytucjami uczestniczącymi w reformie. Odpowiedzi nie rozwiały wątpliwości. Niektóre tylko je pogłębiły.

Protokół, którego nikt nie widział

Zacznijmy od sprawy, która najlepiej pokazuje standardy tej operacji.

Kwiecień 2024 r. Money.pl występuje w trybie dostępu do informacji publicznej o protokół z posiedzeń Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej ds. reformy wskaźników referencyjnych - wąskiego gremium, które prowadzi reformę - z 25 sierpnia i 1 września 2022 r. To wtedy sześć osób w głosowaniu wybrało WIRON (którego poprzednia nazwa to WIRD) na następcę WIBOR-u.

Powód naszego pytania był konkretny. Trzy miesiące wcześniej, na początku 2024 r., GPW Benchmark - spółka z grupy warszawskiej giełdy, która opracowuje wskaźniki - zawiesiła publikację jednego z wariantów indeksu WIRON po wykryciu błędów w danych. Sam zawieszony indeks nie trafił do umów, ale problem dotyczył danych wykorzystywanych także w innych wariantach wskaźnika.

ING Bank Śląski sprzedawał już kredyty hipoteczne oparte na WIRON-ie, lecz rok później - w czerwcu 2024 r. - wycofał się z tej oferty. Bank tłumaczył decyzję koniecznością "ograniczenia poziomu niepewności klientów dotyczącej ostatecznego kształtu reformy wskaźników referencyjnych".

Chcieliśmy więc wiedzieć, kto i na jakiej podstawie poparł wskaźnik, który zdążył trafić do umów z konsumentami, zanim wstrzymano reformę. Nie pytaliśmy o tajemnicę bankową ani o dane klientów. Pytaliśmy o sposób głosowania sześciu osób decydujących o rynku wartym biliony złotych.

Urząd KNF odesłał nas do przewodniczącego komitetu - prezesa jednego z banków. Ten protokołu nam nie udostępnił i nie odpowiedział nawet, czy poparł WIRON, czy go odrzucił. Zamiast tego otrzymaliśmy pouczenie o "elementarnym poznaniu tematu" i ostrzeżenie przed "tanią sensacją". Protokołu nie udostępnił także jego następca, kierujący komitetem od grudnia 2022 r.

Mijają dwa lata i trzy miesiące. Protokołu nie widzieliśmy do dziś - choć wskaźnik, którego dotyczył, zdążył w tym czasie wypaść z gry o schedę po WIBOR-ze.

Z oficjalnych komunikatów można się dowiedzieć, jaka decyzja zapadła. Znacznie trudniej ustalić, dlaczego wybrano takie rozwiązanie, kto był za, kto przeciw i jakie argumenty odrzucono. Ministerstwo Finansów w korespondencji z money.pl dodało do tego własny akcent: przypomniało, że informacje o reformie inne niż oficjalne komunikaty mogą być objęte tajemnicą zawodową i ustawową, a ich ujawnienie "podlega sankcjom". Według jednego z naszych źródeł podobne przypomnienia - że informacje są poufne i mają nie trafiać do mediów - padają także na samych posiedzeniach.

Tak domyka się obieg. Nasze źródła nie mówią pod nazwiskiem, bo obawiają się konsekwencji. Instytucje podważają ich relacje, bo są anonimowe.

Częściowa poufność prac nad wskaźnikami ma swoje uzasadnienie - niektóre informacje mogą wpływać na ceny na rynku. Trudno jednak tym tłumaczyć odmowę ujawnienia, jak głosowano nad wskaźnikiem, który okazał się zbyt wadliwy, aby zastąpić WIBOR. Zwłaszcza że osoby prowadzące polską reformę same wskazują jako wzór Danię. Tyle że duński bank centralny publikuje skład grupy roboczej, porządki posiedzeń i zatwierdzone protokoły, z odnotowanymi zdaniami odrębnymi. W Polsce o posiedzeniu Komitetu Sterującego opinia publiczna dowiaduje się zwykle wtedy, gdy ukazuje się gotowa rekomendacja.

Jak wybierano następców WIBOR-u

Historia wyboru wskaźników - odtworzona z relacji naszych rozmówców - tłumaczy, dlaczego pytania o tę reformę są niewygodne.

Według naszych nieoficjalnych ustaleń wybór WIRON-u to efekt nacisków politycznych.

Osoba uczestnicząca w pracach nad reformą twierdzi, że wskaźnik pozwalał spełnić obietnicę Morawieckiego z kwietnia 2022 r. o tańszych kredytach - był najniższy ze wszystkich trzech propozycji wskaźników nowego typu, następców WIBOR-u. Sprzeciwiała się GPW Benchmark, która ostrzegała przed zmiennością WIRON-u i od początku wskazywała wariant znany dziś jako PolSTR. A mimo to wybrano WIRON - na przełomie sierpnia i września 2022 r.

Gdy WIRON okazał się wadliwy i po zmianie rządu, w 2024 r. rozpoczęła się rewizja. I wtedy - jak relacjonują nasi rozmówcy - ujawniły się interesy sektora.

Na przełomie lutego i marca 2024 r. przedstawiciele niektórych instytucji sektora bankowego mieli zwrócić się do Ministerstwa Finansów w dwóch sprawach. Chcieli zmiany przepisów w ustawie o kredycie hipotecznym, tak by do liczenia oprocentowania tych kredytów można było brać stopę referencyjną NBP. Mieli też zabiegać o wybór WRR-a jako docelowego następcy WIBOR-u.

WRR to jeden z trzech wskaźników rozpatrywanych na następcę WIBOR-u. Odzwierciedla średnie oprocentowanie, po jakim banki i inne instytucje finansowe pożyczają sobie pieniądze na jeden dzień, dając w zastaw obligacje skarbowe. Z punktu widzenia banków to najbezpieczniejszy wybór, bo z całej trójki - WIRON, PolSTR, WRR - najmniej podatny na ryzyko błędów w liczeniu. A to dlatego, że obliczany jest na podstawie transakcji zabezpieczonych i już zweryfikowanych. Nie da się go jednak opracować bez zaangażowania NBP, który tego tematu unika.

- Niektórzy w zmianie wskaźnika z jednoczesnym przejściem na stopę NBP w hipotekach widzieli szansę na zminimalizowanie ryzyka prawnego, gdyby polskie sądy zakwestionowały umowy na WIBOR - mówi osoba z sektora bankowego.

- Liczyli, że przechytrzą pozostałych uczestników rynku, którzy woleli wstrzymać reformę i zostać przy WIBOR-ze - twierdzi inny rozmówca uczestniczący w pracach nad reformą.

Dyskusje nad wyborem WRR-a na następcę WIBOR-u toczyły się od marca do września 2024 r. Choć dominował on w ankietach, rynek finansowy go nie dostał. Według naszych informatorów zdecydowały brak chęci po stronie NBP oraz obawy polityczne - WRR notował na projekcjach najwyższe wartości ze wszystkich rozważanych wariantów, a chciano uniknąć zarzutu, że Morawiecki dał kredytobiorcom wskaźnik najniższy, a Tusk - najwyższy. Ostatecznie stanęło więc na PolSTR-ze, czyli bezpieczniejszej wersji WIRON-u - mniej podatnej na błędy, bo liczonej na węższym zestawie transakcji, ale dla sektora i tak gorszej od WRR-a.

- W dodatkowej turze konsultacji znalazły się same WIRF-y (robocza nazwa PolSTR -red.). Można było wybrać dowolny wariant, czyli wskaźnik najlepszy z najgorszych - relacjonuje jeden z naszych rozmówców.

Tyle że to rozwiązanie uderza w podstawowy cel reformy, jakim było przejście na wskaźniki jak najbardziej transakcyjne, oparte na jak największej liczbie danych. Im węższa baza, tym większe ryzyko, że któregoś dnia zabraknie transakcji i PolSTR nie będzie można wyznaczyć. Czteroletnie poszukiwania następcy WIBOR-u pokazały w praktyce jedno: wskaźnika, który byłby jednocześnie w pełni transakcyjny i stabilny, zbudować się nie udało.

Wybór PolSTR-u zamiast WRR-a doprowadził - jak relacjonują nasi rozmówcy - do wielkiej schizmy w Narodowej Grupie Roboczej. Zwolennicy WRR-a obrazili się na pozostałych uczestników rynku o to, że zamiast walczyć razem z nimi o ten wskaźnik, posłusznie wykonywali polecenia. Od tamtego momentu - jak słyszymy - o wspólnym froncie sektora nie ma już mowy: każdy gra wyłącznie o własne interesy.

Zaklęty krąg i oaza dla lobbystów

W pracach nad reformą uczestniczą dziesiątki przedstawicieli sektora finansowego w podgrupach. Formalne decyzje zapadają jednak na poziomie Komitetu Sterującego - wąskiego grona, oficjalnie liczącego osiem osób. Zasiadają w nim przedstawiciele Ministerstwa Finansów, KNF, NBP, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, GPW Benchmark i sektora bankowego. Samo gremium nie ma odrębnej podstawy ustawowej - powstało decyzją administracyjną KNF. Według naszych rozmówców to właśnie nadzór i administrator wskaźników mają w praktyce największy wpływ na kierunek reformy.

Nasi rozmówcy twierdzą, że na posiedzeniach nie przeprowadzono podstawowej dyskusji o celach reformy i sensowności całkowitej rezygnacji z WIBOR-u, a wątpliwości ignorowano. W pracach uczestniczyli zagraniczni goście - od przedstawicieli EBOR po specjalistów rynków finansowych angażujących się we wdrażanie podobnych reform w innych krajach. Wszyscy byli zainteresowani tym, by podobny rynek powstał również w Polsce.

Zagraniczni uczestnicy spotkań mieli przekonywać, że bez tej zmiany polski rynek "nie dołączy do światowej elity". Problem z tą logiką jest prosty: kraje euro wciąż stosują EURIBOR i nikt nie podważa ich solidności. Jak sprawdziliśmy, żaden kraj Unii Europejskiej nie przeniósł kredytów detalicznych na wskaźnik nowego typu. Wskaźniki nowego typu pełnią tam rolę rezerwowych i jeśli są stosowane, to na rynku profesjonalnym.

A gdy rynek nie wykazuje entuzjazmu, nadzór wkracza.

Jeden z przedstawicieli KNF był wyraźnie zniechęcony ostrożnościową postawą banków, miał powiedzieć: jeśli sądy zaczną kwestionować umowy na nowym wskaźniku, on nie będzie bronił PolSTR-u w tych postępowaniach. Powodem - brak woli jego wdrażania już na tym etapie - relacjonuje nasz rozmówca znający kulisy reformy.

Wypowiedź padła w marcu 2025 r., podczas posiedzenia NGR dotyczącego aktualizacji mapy drogowej. Przypomnijmy, że ten wskaźnik wybrano 10 grudnia 2024 r., a 25 stycznia 2025 r. nadano mu nazwę PolSTR. GPW Benchmark ruszyła z jego publikacją 2 czerwca 2025 r., udostępniając dane historyczne sięgające początku 2021 r.

W celu weryfikacji tej relacji zwróciliśmy się do Urzędu KNF. Nadzór uznał relację za fałszywą, pozbawioną podstaw merytorycznych i sensu, i oczekiwał ujawnienia tożsamości informatora. W dalszej korespondencji dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej UKNF Jacek Barszczewski stwierdził, że nadzór zna osoby "nieprzychylne" reformie i ich motywacje. Nie wskazał jednak, jakie to motywacje, ani nikogo z imienia i nazwiska.

Konsumenta przy stole nie ma i nigdy nie było

W ośmioosobowym komitecie decydującym o wskaźniku dla milionów umów kredytowych nie zasiada nikt, kto reprezentowałby klientów detalicznych.

"Prezes UOKiK nie otrzymał od Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej ani działających w jego ramach grup roboczych prośby o zajęcie stanowiska w sprawie projektów rekomendacji dotyczących segmentu konsumenckiego. Nie deklarował też wsparcia dla działań komunikacyjnych ani kampanii medialnej prowadzonej wspólnie z sektorem bankowym w związku z reformą wskaźników referencyjnych i wprowadzeniem nowego wskaźnika" - informuje biuro prasowe UOKiK, odpowiadając na pytania money.pl.

W lutym przewodniczący KS NGR Tadeusz Białek w wywiadzie dla money.pl powiedział, że do poszczególnych podgrup włączono m.in. UOKiK. Według naszych źródeł wśród uczestników NGR panowało przekonanie, że urząd uczestniczy w pracach nad reformą, że otrzymuje do opiniowania projekty rekomendacji wydawanych przez NGR, a jego bierny udział to wynik "braku uwag".

Ale to nie koniec niespodzianek.

Jednym z kamieni milowych reformy miała być również wspólna kampania informacyjna banków i urzędu. Od nowego roku wskaźnik pojawi się w kredytach, a kampanii nie ma nawet w planach. Żadnej - ani wspólnej, ani bankowej.

Z Rzecznikiem Finansowym przedstawiciele grupy roboczej spotkali się dwukrotnie, jesienią 2025 r. - jak przyznało nam wówczas biuro Rzecznika, spotkania "zbiegły się w czasie" z publikacjami money.pl o niekorzystnych skutkach reformy dla klientów i miały charakter wyłącznie informacyjny, nie konsultacyjny.

Gra o obligacje, czyli jak WIBOR dostał dekadę życia

Kluczowy rozdział tej historii rozegrał się między listopadem 2025 r. a czerwcem 2026 r. Prześledźmy go krok po kroku, bo tu najwyraźniej widać, jak w tej reformie naprawdę zapadają decyzje.

WIBOR miał zniknąć z końcem 2027 r. Do zamiany wskaźnika w istniejących umowach - w tym w obligacjach skarbowych - minister finansów miał wydać rozporządzenie. Problem w tym, że prawnicy publicznie kwestionowali podstawę prawną takiego rozporządzenia, wprowadzoną w 2022 r. poselską poprawką do zupełnie innej ustawy. Administracyjna ingerencja w zawarte kontrakty mogłaby wywołać spory o zgodność z Konstytucją i prawem UE - a w przypadku obligacji skarbowych roszczenia inwestorów wobec państwa. Stawka: papiery o wartości, którą wiceminister finansów szacował publicznie na 322 mld zł.

W listopadzie 2025 r. - jak wynika z relacji naszych rozmówców - na spotkaniu z bankami resort finansów przekonywał, że analizuje artykuły prasowe, ale argumentów o wadliwości podstawy prawnej nie przyjmuje. Miesiąc później zapowiedział jednak zmiany w przepisach o kredytach hipotecznych. Chodzi o ograniczenie ryzyka kwestionowania spreadu korygującego - dodatkowych punktów procentowych, które bank będzie mógł doliczyć. Miałoby to pozwolić wyrównać ewentualne różnice po zamianie wskaźników i nie stracić na rozporządzeniu ministra. Projekt jest na etapie konsultacji.

17 lutego 2026 r. money.pl opublikował tekst o kulisach likwidacji WIBOR-u. Według naszych ustaleń kilka dni później doszło do spotkania przedstawicieli Ministerstwa Finansów i KNF w sprawie znalezienia rozwiązania, które pozwoliłoby rozporządzenia nie wydawać. 14 kwietnia, na zdalnym spotkaniu z KNF, prezesów banków poinformowano o scenariuszu wydłużenia życia WIBOR-u.

18 maja GPW Benchmark ogłosiła: WIBOR będzie publikowany do końca 2036 r. - dziewięć lat dłużej, niż zakładał plan. Akurat tyle, by wskaźnik przeżył wykup ostatnich obligacji skarbowych na WIBOR, przypadający w 2033 r. A 19 czerwca układanka się domknęła: Komitet Stabilności Finansowej ogłosił, że ponad dziesięcioletni okres wygaszania "powinien być wystarczający" i "nie ma potrzeby wyznaczenia zamiennika". Rozporządzenia, o którego legalność toczył się spór, nie trzeba już wydawać.

W sektorze panuje przekonanie, że powodem wydłużenia życia WIBOR-u była chęć doczekania naturalnego wygaśnięcia obligacji skarbowych. Potwierdzał to również nasz niezależny informator. Pierwotnie jako datę finalnej likwidacji wskaźnika wskazywano 2034 r., ostatecznie przedłużono ją do 2036 r. - co częściowo uwzględniało zgłaszany przez rynek postulat co najmniej dziesięcioletniego okresu wygaszania WIBOR-u.

Ministerstwo Finansów zaprzecza. W odpowiedzi dla money.pl stwierdziło, że "nie zabiegało o wydłużenie okresu likwidacji, aby uniknąć konieczności wydania rozporządzenia", a decyzje o likwidacji wskaźnika "były wynikiem niezależnych prac i ustaleń" GPW Benchmark oraz KNF. Do opisanych przez nas spotkań resort się nie odniósł - informacje na ich temat uznał za "spekulacyjne". Przyznał natomiast, że nie zamawiał odrębnej opinii eksperckiej o zgodności kluczowych przepisów reformy z Konstytucją i prawem UE. Opiera się na opinii z procesu legislacyjnego - z maja 2022 r.

Część kredytów na WIBOR ma terminy spłaty do 2050 r.; samorządy wyemitowały obligacje spadające w 2042 r. Tymczasem WIBOR przestanie istnieć w 2036 r. Minister finansów zostawia ten problem swoim następcom - ocenia nasz rozmówca.

Ale to dopiero połowa tej historii - bo likwidację WIBOR-u, której rynek się sprzeciwia, trzeba jeszcze komuś narzucić. O tym, jak się to robi i kto za to zapłaci, w drugiej części, którą opublikujemy we wtorek, 28 lipca.

Wybrane dla Ciebie