W niedzielę 30 sierpnia spłonęła hala magazynowa zakładu JFG Composites w Lublinie, producenta komponentów dla przemysłu lotniczego. Pod wpływem wysokiej temperatury budynek o powierzchni ok. 2 tys. mkw. zapadł się do środka.
Akcja gaśnicza trwała ok. 7 godz. Spłonęły elementy kompozytowe do budowy obiektów latających. Jak podała prokuratura, pokrzywdzony wstępnie oszacował szkody na ok. 30 mln zł.
Z pogorzeliska zabezpieczono serwer z nadzieją na odtworzenie zapisu z kamer, ale wstępna próba odzyskania danych w Lublinie zakończyła się niepowodzeniem. Nośnik przekazano do centrali w Warszawie – informuje "Rzeczpospolita".
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Jedno ze źródeł dziennika ocenia, że "szanse na wydobycie danych są znikome, bo serwer uległ awarii wskutek pożaru oraz akcji ratowniczej". Ryszard Grosset, były zastępca komendanta głównego PSP, podkreśla, że przy takim zdarzeniu temperatura mogła sięgać ok. tysiąca stopni i więcej.
Pożar zgłoszono o godz. 14.37, a pierwsze zastępy straży pożarnej dotarły na miejsce o 14.45. Według relacji już wtedy ogień obejmował całą powierzchnię hali, wypełnionej elementami do produkcji śmigłowców i samolotów, a konstrukcja obiektu szybko zaczęła stwarzać zagrożenie zawaleniem.
Ryszard Grosset zwracał uwagę na charakter rozwoju ognia w całym obiekcie, co może sugerować więcej niż jedno ognisko zapłonu. Brak odczytu monitoringu oznacza, że śledczy będą musieli opierać się na innych dowodach - czytamy w "Rz".
Prokuratura bada dwie hipotezy
Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Lublinie w kierunku "sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach".
Rozważane są dwie hipotezy: celowe podpalenie oraz awaria techniczna. – Na chwilę obecną dowodów, że było to podpalenie, nie mamy – mówi w rozmowie z dziennikiem prok. Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Oględziny wnętrza hali mają ruszyć dopiero po wyburzeniu ścian i zabezpieczeniu obiektu tak, by możliwe było wejście do środka z prokuratorem i biegłym ds. pożarnictwa.
Źródło: "Rzeczpospolita"