Nie milknie dyskusja o organizacji polskiej służby zdrowia i kominach płacowych wśród lekarzy, wywołana sprawą Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza-radnego KO bez specjalizacji, który w rok miał zarobić 1,6 mln zł. W środę "Rzeczpospolita" opublikowała komentarz prof. Wojciecha Golusińskiego w tej sprawie. Golusiński jest uznanym w Polsce i Europie specjalistą otolaryngologii i chirurgii głowy i szyi.
Jak ocenia medyk, "najważniejsze w naszym zawodzie stały się pieniądze, a mało kto mówi dzisiaj o tym, co jest sensem i wartością tego zawodu". "Kompletnie zagubiono poczucie pewnej misji, zapomniano o niezbędnej empatii, szacunku wobec człowieka, o powołaniu i zasadzie primum non nocere" - pisze prof. Golusiński.
Doszedł do miliardów. Mówi, jak zarobił pierwsze pieniądze
I dodaje, że "podobno w Wielkopolsce jest już 36 milionerów wśród lekarzy, a pięciu z nich zarabia powyżej 2 mln zł". "Uważam, że to jest naganne" - ocenia. Profesor stwierdza, że naprawę systemu w ochronie zdrowia zacząłby od "ograniczenia wynagrodzeń, przede wszystkim lekarzy, tak jak w krajach Unii Europejskiej". Jego zdaniem powinna istnieć gradacja zarobków, uzależniona od wykształcenia, umiejętności i doświadczenia medyków, oraz górny limit wypłaty. "Uważam, że lekarz w Polsce nie powinien zarabiać więcej niż 50-60 tys. zł miesięcznie. I to ten z najwyższymi kwalifikacjami" - zaznacza.
"Jeżeli młody lekarz się dokształci, zda egzaminy specjalizacyjne i nabędzie doświadczenia, będzie coraz lepiej zarabiał w publicznym szpitalu. Jeżeli będzie na tyle dobry, że pacjenci mu zaufają, to poza pracą w szpitalu może dorabiać w prywatnym gabinecie. Jest wolny rynek, będziesz dobry, będziesz miał pacjentów i pieniądze" - dodaje.
"Saloniki VIP" były, są i będą?
Profesor zabiera też głos między innymi ws. tzw. saloniku VIP w Warszawskim Szpitalu Południowym. Przypomnijmy, Portal Zero podał, że w Szpitalu Południowym w Warszawie politycy Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodziny mieli korzystać ze specjalnej, nieoficjalnej ścieżki przyjęć. Dzięki temu otrzymywali szybką, kompleksową pomoc poza kolejnością i byli obsługiwani w komfortowych warunkach. Koordynatorem SOR w tym szpitalu był do niedawna radny KO Dawid Kacprzyk.
"Ja, przez tyle lat pracy jako szef kliniki, wprawdzie nie miałem saloniku, ale telefony od polityków i owszem. Z lewa, z prawa, z centrum, ze środka, opcja nie ma znaczenia…" - przyznaje w komentarzu dla "Rzeczpospolitej" prof. Golusiński. "Trzeba kogoś przyjąć, natychmiast skonsultować, pilnie zoperować. Czasami polityk dzwonił wprost do dyrektora, a dyrektor do mnie, że trzeba to absolutnie załatwić" - wylicza.
"Takie saloniki były i są w szpitalach od Gdańska po Zakopane. Co więcej, jak się zmieni władza, saloniki pozostaną, bo dyrektorzy wiedzą, że warto z politykami trzymać, w razie czego lepiej mieć ich po swojej stronie. A politycy, każdej opcji, są tego świadomi. Takie obyczaje zresztą panują w wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ale nie Europy Zachodniej" - ocenia.
Konsekwencje afery wokół lekarza-milionera
Po wybuchu afery wokół zarobków Dawida Kacprzyka prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał zarząd i radę nadzorczą szpitala. Zapowiedział też odpolitycznienie innych rad miejskich spółek.
W Szpitalu Południowym trwają kontrole prowadzone przez stołeczny ratusz i Narodowy Fundusz Zdrowia. Sprawę opisywanych w lecznicy nieprawidłowości bada prokuratura. Toczy się też postępowanie Naczelnej Izby Lekarskiej.
Prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział, że prokuratura zbada, czy Rafał Trzaskowski wiedział o nieprawidłowościach w szpitalu. Oprócz miejskich urzędników, prokuratorów i urzędników NFZ placówkę prześwietli także PIP.
W ubiegłym tygodniu minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała, że chce zlikwidować kominy płacowe. - Musimy stworzyć dialog, w którym będzie to możliwe - stwierdziła. Dodała, że faktyczne zarobki w ochronie zdrowia pomoże ustalać ustawa o weryfikacji danych o wynagrodzeniach medyków za pomocą numeru PESEL. Rząd przygotował tę ustawę w reakcji na aferę, czeka ona obecnie na podpis prezydenta.
Sobierańska-Grenda tłumaczyła też, że działania kontrolne samego ministerstwa oraz instytucji mu podległych wszczęto natychmiast po otrzymaniu informacji o nieprawidłowościach. Są w toku.
Osoby, które korzystały ze ścieżki VIP w Warszawskim Szpitalu Południowym poniosą konsekwencje polityczne - zapowiedział premier Donald Tusk. Dodał, że rząd będzie szukał rozwiązań, by ograniczyć korzystanie z publicznej służby zdrowia w sposób uprzywilejowany.