"Pozornie krzyk przeciwko tzw. salonikom VIP w zakładach leczniczych to krzyk w obronie sprawiedliwości społecznej. Dlaczego wszyscy mają stać w tej samej kolejce skoro w bardzo różny sposób składają się na koszty jej obsługi?" - napisał w serwisie medexpress.pl prof. Wiesław Jędrzejczak. W czasie, gdy całą Polskę poruszyła afera z zarobkami 28-letniego lekarza-radnego, a zwłaszcza bezkolejkowa obsługa VIP-ów w warszawskim Szpitalu Południowym, słowa profesora podkręciły temperaturę dyskusji.
W poniedziałek 22 czerwca, widząc, jak poniósł się jego komentarz, 78-letni emerytowany onkolog zamieścił kolejny wpis na temat obsługi bezkolejkowej.
Nie pisałem nic o bogatych. Pisałem o tych, którzy płacą bardzo wysoką składkę. A to nie jest to samo. W polskim systemie są już grupy, które w oparciu o inne kryteria mają bezkolejkowy dostęp do opieki ambulatoryjnej i nie słyszałem krytyki tej sytuacji. I konstytucja też na to pozwala - podkreśla lekarz.
WIDEOPieniądze to tylko narzędzie. Filozof tłumaczy dlaczego
Jak informował niedawno portal.abczdrowie.pl, publiczne placówki w Polsce zaczynają oferować badania za pieniądze. Tak zrobił np. szpital w Lubartowie, który oficjalnie na swojej stronie internetowej zachęca do takich badań pacjentów (dotyczy to kolonoskopii i gastroskopii), by "ratować budżet". Za prywatną kolonoskopię trzeba tam zapłacić między 600 zł a 1400 zł.
"Służba zdrowia dwóch prędkości", Przestrzega przed tym, co jest w USA
Prof. Jędrzejczak to uznany specjalista w dziedzinie hematologii, transplantologii, onkologii. Jako pierwszy w Polsce w 1984 r. przeprowadził przeszczep szpiku.
W nowym wpisie wskazuje, że "podstawą utrzymania wysokiej jakości publicznej służby zdrowia jest pozostanie w niej bogatych i wpływowych, którzy swoimi pieniędzmi i wpływami wymogą tę jakość". "Inaczej, jak w Stanach Zjednoczonych będzie służba zdrowia dwóch prędkości: bogata dla bogatych i biedna dla biednych" - pisze onkolog.
Jędrzejczak już wcześniej dzielił się swoimi wyrazistymi poglądami na temat zawodu lekarza i wynagrodzeń, jakie pobiera. W tekście "Niszczenie zawodu lekarza" profesor postawił diagnozę, że zwiększanie liczby miejsc na medycynie odbywa się kosztem jakości.
"Niedouczony lekarz może oblać Lekarski Egzamin Końcowy? Co to by było nieszczęście! Trzeba to tak ułatwić, aby wszyscy zdali. Najlepiej podać im wcześniej pytania, aby się nauczyli odpowiedzi" - komentował ironicznie. Skrytykował też uruchamianie kierunków lekarskich na uczelniach bez odpowiedniego zaplecza naukowego, prosektoriów i kadry prowadzącej badania. W jego ocenie kształcenie lekarzy zaczęło przypominać "przydzielanie białego fartucha osobom wybranym losowo".
W felietonie "Kasa lekarza" z tego roku prof. Jędrzejczak stwierdził, że sam może jedynie pomarzyć o części kwot podawanych w mediach, niemniej na poziom wynagrodzenia nie narzeka. Zarazem przestrzegł przed wrzucaniem do jednego worka pensji etatowej, dyżurów, premii, kontraktów B2B oraz jednorazowego wynagrodzenia za wykonanie dużej liczby świadczeń.
Źródło: medexpress.pl.