Profesor o szpitalach: dlaczego mam siedzieć w tej samej kolejce?
Pozornie krzyk przeciwko tzw. "salonikom VIP" w zakładach leczniczych to krzyk w obronie sprawiedliwości społecznej. Pozornie. Dlaczego wszyscy mają stać w tej samej kolejce skoro w bardzo różny sposób składają się na koszty jej obsługi? - zastanawia się w serwisie medexpress.pl prof. Wiesław Jędrzejczak, onkolog kliniczny i transplantolog.
Prof. Jędrzejczak w swoim komentarzu odnosi się do sytuacji w Szpitalu Południowym, gdzie miał funkcjonować "salonik VIP", gdzie poza kolejnością przyjmowano polityków KO oraz członków ich rodzin. Koordynatorem SOR w tym czasie był ówczesny radny KO Dawid Kacprzyk, który jako lekarz bez specjalizacji - według oświadczenia majątkowego - zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Kacprzyk zwrócił szpitalowi 500 tys. zł.
Jednocześnie do informacji Portalu Zero ws. "saloniku VIP" odniósł się stołeczny ratusz, który w opublikowanym komunikacie podkreślił, że "Szpitalny Oddział Ratunkowy Warszawskiego Szpitala Południowego nie dysponuje specjalnym pokojem VIP". Lekarz miał korzystać z innego pomieszczenia.
Wnioski z wojny z Iranem. Prezes producenta satelitów zabiera głos
"Z dotychczasowych ustaleń wynika, że Dawid Kacprzyk miał dostęp do pomieszczenia, które należało do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa. Wynika z nich także, że lekarz wykorzystywał je samowolnie. Ten wątek także jest badany w ramach audytu. Urzędnicy weryfikują funkcjonowanie i wykorzystanie pomieszczenia i oceniają mechanizmy dokumentowania i nadzoru nad jego użytkowaniem. Ustalenie, kto fizycznie i kiedy przebywał w pomieszczeniu to już domena prokuratury, która korzysta z metod śledczych".
Wszyscy równi?
Sprawa Dawida Kacprzyka jest punktem wyjścia do rozważań prof. Jędrzejczaka z Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prof. Jędrzejczak to uznany specjalista w dziedzinie hematologii, transplantologii, onkologii. Jako pierwszy w Polsce w 1984 r. przeprowadził przeszczep szpiku.
Pozornie krzyk przeciwko tzw. "salonikom VIP" w zakładach leczniczych to krzyk w obronie sprawiedliwości społecznej. Pozornie. Dlaczego wszyscy mają stać w tej samej kolejce skoro w bardzo różny sposób składają się na koszty jej obsługi? I sprawiedliwości tu nie ma żadnej nawet takiej, aby było jednakowe (w sensie procentowym, a nie bezwzględnym) obciążenie składką - pisze prof. Jędrzejczak na stronie medexpress.pl.
Lekarz dodaje, że w swoich rozważaniach odsuwa na bok względy medyczne, gdyż osoba z podejrzeniem białaczki musi zostać przyjęta przed pacjentem z przeziębieniem.
Medyk zwraca uwagę, że różne grupy zawodowe wywalczyły przywileje składkowe. Jednocześnie tych przywilejów nie mają inni. I wszystkich obowiązuje jednak kolejka do lekarza.
79-letni prof. Jędrzejczak wyjaśnia, że "płaci trzy różne składki zdrowotne: od emerytury, od umowy o pracę i od działalności gospodarczej". "Ale mam siedzieć w takiej samej kolejce, jak ci moi równolatkowie, dla których pójście do lekarza jest główną atrakcją towarzyską danego dnia, gdyż już zakończyli wszelką aktywność zawodową. Co więcej, jeśli ja czekam to na mnie czekają. W okresie, który bezczynnie spędzam w kolejce mógłbym innym skrócić czas czekania do mnie" - pisze.
Dlatego prof. zastanawia się, czy osoba zarządzająca dużą firmą i milionami złotych powinna znajdować się w takiej samej kolejce, co pacjent, który "nie ma nic do roboty".
Rozwiązaniem może być tzw. złota karta, którą otrzymywaliby pacjenci płacący odpowiednią wysokość składek na ubezpieczenie.
Źródło: medexpress.pl