Ustawa o osobistych kontach inwestycyjnych (OKI) wyszła z parlamentu do podpisu prezydenta Karola Nawrockiego. I autor ustawy, minister finansów Andrzej Domański, liczy, że nie będzie z tym problemu.
Moją rolą jako ministra jest dostarczyć optymalne rozwiązanie. Myślę, że to potężne poparcie w Sejmie pokazało, że to bardzo dobrze dopracowany produkt. Prace trochę trwały, chcieliśmy, by wszedł w życie wcześniej, ale pokazały się kolejne propozycje i uwagi, które po dyskusji z zainteresowanymi stronami uwzględniliśmy. Nie widzę żadnych podstaw do wetowania tego projektu – mówił minister na czwartkowym spotkaniu z dziennikarzami w Giełdzie Papierów Wartościowych.
Ale, jak wynika z informacji money.pl, niekoniecznie jest to przesądzone.
Czy będzie podpis?
Może być decyzja za, chociaż uważam, że jest najmniej prawdopodobna. Jest dosyć dużo argumentów, że to słaby pomysł – słyszymy z Pałacu.
Te argumenty to m.in. to, że fiskalny koszt ustawy nie jest ukierunkowany na konkretny cel, dlatego zdaniem naszego rozmówcy błędem jest ulga na obligacje i lokaty. Bo jeśli celem miało być upowszechnienie oszczędzania na rynku kapitałowym, to preferencyjne traktowanie zwykłych lokat bankowych jego zdaniem temu przeczy. W jego opinii konstrukcja ustawy powoduje, że jej ograniczenia będzie można obchodzić, tworząc odpowiednie produkty.
WIDEOBitwa o próg podatkowy. Minister finansów uderza w prezydenta
– Można sobie zrobić taką strukturę, która jest traktowana jako bardziej zmienna, czyli ryzykowna, w której ma się 90 proc. obligacji i 10 proc. akcji, i już jako zmienna jest wyłączana z limitu na obligacje i lokaty – podkreśla (więcej o mechanizmie ustawy piszemy w dalszej części tekstu). Punktuje też obowiązek codziennej wyceny aktywów przy tym produkcie.
Inne zarzuty podnosi inny rozmówca z Pałacu.
Ta ustawa to jest przede wszystkim ustawa o trzymaniu pieniędzy w tradycyjnych instytucjach finansowych. Zamiast tego, co obiecywali, czyli ulgi czy kwoty wolnej w podatku Belki, mamy jakiegoś potworka – mówi.
Ale jak wynika z naszych informacji, na razie ostatecznej decyzji nie ma. Do końca tygodnia mają spłynąć opinie od prezydenckich ekspertów gospodarczych, a na polityczny szczebel decyzyjny w kancelarii ustawa trafi w przyszłym tygodniu. Zaletą i jednocześnie wadą ustawy jest to, że jej polityczna waga jest niewielka. Samo OKI nie jest powszechnie znane, a krąg potencjalnie zainteresowanych na razie nie jest duży. – Ale to zarówno może być argument, że weto nie będzie kosztowne, jak i to, że nie ma sensu wstrzymywać tej ustawy – zauważa rozmówca z Pałacu Prezydenckiego. Zdaniem innej osoby z Pałacu dziś bliżej jest do podpisu, ale nic nie jest przesądzone.
"Zarzuty niedużego kalibru"
Nasz rozmówca z rządzącej koalicji uważa, że zarzuty z Pałacu nie są dużego kalibru.
Wygląda jak szukanie zarzutów na siłę. Tylko że ewentualne zablokowanie ustawy będzie miało swoje koszty, bo będzie miało negatywny wpływ – dla prezydenta to setki tysięcy Polaków, którzy ewentualną blokadę uznają za absurdalną – słyszymy od rozmówcy z koalicji.
OKI jako rozwiązanie oszczędnościowe nie budziło do tej pory większych emocji, a jeśli już, to raczej pozytywne, czego dowodem było głosowanie tej ustawy w Sejmie. Za przyjęciem projektu głosowało 427 posłów, tylko 5 było przeciw, a 1 wstrzymał się od głosu.
Źródłem pomysłu była kampanijna obietnica KO zniesienia podatku Belki dla oszczędności do 100 tys. zł. Ostatecznie resort finansów stworzył konstrukcję, która jest alternatywą. Bo ustawa wprowadza dobrowolne konta inwestycyjne z kwotą wolną do 100 tys. zł dla aktywów inwestycyjnych i 25 tys. zł dla oszczędnościowych. Aktywa powyżej tych kwot mają być opodatkowane stawką o wysokości 19 proc. stopy referencyjnej NBP, co oznacza, że w 2027 r. będzie to 0,85 proc.
Taka konstrukcja ustawy miała być kompromisem między preferowanymi inwestycjami na rynku kapitałowym a zachowaniem pewnych preferencji dla najbardziej popularnej formy oszczędzania, czyli lokat i obligacji.
Jak tłumaczy minister Domański, mamy w Polsce niekorzystną z punktu widzenia gospodarstw domowych i gospodarki strukturę oszczędności. Niski odsetek oszczędności jest w instrumentach udziałowych, za to mamy potężny udział gotówki i depozytów, co w czasie wysokiej inflacji sprawiło, że realna wartość oszczędności Polaków w pewnych okresach spadała.
OKI to dobrowolne rozwiązanie pozwalające wyraźnie obniżyć podatek. Do tej pory w systemie nie było takiego rozwiązania. To daje inwestycje do 100 tys. zł bez podatku, a w przypadku małżeństw- do 200 tys. zł. Chcemy, żeby OKI było narzędziem elastycznym, dostosowanym do potrzeb Polaków i uzupełniało portfel rozwiązań, gdzie mamy IKE, IKZE, PPK itd. – mówił Andrzej Domański na czwartkowym spotkaniu z dziennikarzami, przypominając, że polskie OKI oparte jest na rozwiązaniu, które od lat działa w Szwecji.
Przy okazji resort finansów chce walczyć z niektórymi narracjami, jakie pojawiły się wokół OKI w medialnej dyskusji, że jest to nowy podatek. – Nie wprowadzamy żadnego nowego podatku, nie można o tym mówić, gdy jest rozwiązanie dobrowolne. Kto chce, ten skorzysta, kto nie chce, nie skorzysta – zapewniał w czwartek Domański.
Jakie efekty ma dać OKI
Resort liczy, że nowy instrument sprawi, iż dodatkowa część oszczędności zostanie przekierowana na rynek kapitałowy. A przez to wzmocni gospodarkę. Ekonomiści pokazują szacunki wpływu OKI na te sfery.
– Sukces tego programu zależy od wielu czynników, natomiast jeśli uda się wypromować kulturę inwestowania długoterminowego w aktywa bardziej ryzykowne i wygenerować dodatkowy flow na rynek akcji, to skutki będą bardzo pozytywne, jeśli chodzi o głębokość, płynność polskiej giełdy, dostępność kapitału, szczególnie dla mniejszych, średnich firm, które dzisiaj mają z tym większy kłopot – podkreśla Kamil Kliszcz z biura maklerskiego PKO BP.
- W dłuższym terminie jest szansa, że "ugiełdowienie" polskiej gospodarki może wpłynąć na obniżenie premii za ryzyko i niższe koszty kapitału, zwiększenie jakości alokacji nadwyżek kapitałowych, co docelowo powinno się przekładać na nieco wyższy wzrost gospodarczy – dodaje.
Ekonomiści PKO BP liczbę nowych kont szacują na ok. 800 tys. rocznie w ciągu dwóch pierwszych lat, a następnie około 500 tys. rocznie w kolejnych dwóch latach. Jest to pochodna stosunkowo niewielkiej liczby aktualnych inwestorów – niecałe 3 mln osób aktywnie uczestniczy w rynkach kapitałowych lub posiada rachunki w funduszach inwestycyjnych, podczas gdy liczba osób zatrudnionych wynosi ponad 16 mln, a liczba emerytów – około 6,5 mln. Jak zakładają, po 2030 r. program osiągnie stan równowagi, liczba nowych rachunków będzie wynosić około 200 tys. rocznie, a średnie saldo na rachunku będzie rosło o 10 tys. PLN rocznie.
Według naszych szacunków napływ brutto w ciągu najbliższych kilku lat może wynieść ponad 20 miliardów złotych, a po unettowieniu, czyli uwzględnieniu tego, że część tych pieniędzy będzie pochodziła z konwersji z istniejących rachunków maklerskich, to będzie kilkanaście miliardów złotych. To będzie już istotny strumień, który będzie budował te przepływy na polskim rynku – podkreśla Kamil Kliszcz.
Jak szacuje PKO BP, przy przyjętych założeniach, w ciągu trzech lat aktywa OKI mogłyby przekroczyć 100 mld zł, a roczny napływ środków wyniósłby ok. 0,8 proc. PKB.