Porzucić kurs Orbana raz na zawsze. Węgry wyznaczyły datę

Budapeszt deklaruje chęć wejścia do strefy euro. Rząd wyznaczył termin na rok 2030, ale na razie spełnia tylko jedno z czterech kryteriów wymaganych przez traktat z Maastricht. – Termin 2030 r. należy traktować jako cel polityczny, którego realizacja będzie uzależniona od poprawy perspektyw wzrostu gospodarczego – ocenia analityczka OSW Ilona Gizińska.

Węgry chcą przystąpić do strefy euroWęgry chcą przystąpić do strefy euro
Źródło zdjęć: © Eas | East News, Rex Features, ZipZapic.com
Robert Kędzierski

Węgierski rząd pod kierownictwem Pétera Magyara oficjalnie potwierdził plany przyjęcia wspólnej europejskiej waluty. Minister finansów András Kármán ogłosił plan dotyczący euro już w czerwcu, a kraj zobowiązuje się do spełnienia kryteriów z Maastricht do 2030 r. Oznaczałoby to ostateczne i w praktyce nieodwracalne porzucenie polityki Wiktora Orbana, który zaliczany jest do największych eurosceptyków.

Ilona Gizińska, analityczka w Zespole Środkowoeuropejskim OSW, w rozmowie z money.pl przyznaje, że przyjęcie euro w 2030 r. będzie zależało przede wszystkim od zdolności rządu do przeprowadzenia trwałej konsolidacji finansów publicznych i ustabilizowania gospodarki.

Kluczowym wyzwaniem pozostaje ograniczenie deficytu, który w 2026 r. ma przekroczyć 7 proc. PKB. Spełnienie kryteriów konwergencji wymagałoby obniżenia go poniżej 3 proc. PKB, utrzymania inflacji i długoterminowych stóp procentowych na wymaganym poziomie oraz zapewnienia co najmniej dwuletniego udziału forinta w mechanizmie ERM II bez poważnych napięć kursowych. Termin 2030 r. należy zatem traktować jako cel polityczny, którego realizacja będzie uzależniona od skali i tempa dostosowań fiskalnych oraz poprawy perspektyw wzrostu gospodarczego – wskazuje ekspertka.

DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

80 proc. Węgrów chce euro. Ale czy to się uda?

Podkreśla przy tym, że przyjęcie wspólnej waluty cieszy się szerokim poparciem społecznym – według badania Eurobarometru z 2026 r. opowiada się za nim 80 proc. Węgrów.

Nie oznacza to jednak, że większość społeczeństwa oczekuje natychmiastowej zmiany waluty; istotna część respondentów uzależnia ją od odpowiedniego przygotowania gospodarki. Z perspektywy obywateli kluczowe będzie, czy wprowadzeniu euro będzie towarzyszył wzrost realnych dochodów i siły nabywczej – podkreśla Ilona Gizińska.

Siła nabywcza jest dla Węgrów problemem, co dało się odczuć podczas mojej zeszłotygodniowej wizyty w Budapeszcie. Stolica wyraźnie odbiega poziomem od Warszawy czy Pragi. Zamiast wielkich marketów i luksusowych sklepów widoczne są przede wszystkim te mniejsze i bardziej dostępne cenowo. Poza odwiedzaną przez turystów stolicą sytuacja wygląda jeszcze gorzej – słyszałem od Węgrów, z którymi rozmawiałem podczas pobytu.

Péter Kolozsi z węgierskiego instytutu GKI Economic Research ocenia, że rynki finansowe już częściowo wyceniają sukces tego procesu, o czym świadczą spadające rentowności węgierskich obligacji. Według ekonomisty korzyści ze wspólnej waluty obejmują niższe koszty finansowania, większą stabilność systemu finansowego i eliminację ryzyka kursowego, ale ceną będzie rezygnacja z niezależnej polityki pieniężnej oraz ograniczenie możliwości reagowania na specyficzne dla Węgier wstrząsy gospodarcze.

Instytut GKI wskazuje też czynniki ryzyka wykraczające poza formalne kryteria unijne. Wśród głównych zagrożeń wymienia niestabilne otoczenie geopolityczne, słabą produktywność gospodarki, wysoką zależność od niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego oraz trudną sytuację budżetu, który według prognoz ma odnotować w tym roku deficyt na poziomie 7,5 proc. PKB i dług publiczny sięgający 77,5 proc. PKB.

Węgry przyjmą euro? Cztery ryzyka i główna korzyść

Przyjęcie euro wiąże się z ryzykiem, które według ekspertów GKI dotyczy czterech obszarów. Należą do nich sytuacja geopolityczna, problemy strukturalne gospodarki, stan budżetu państwa oraz optymalna strategia polityki pieniężnej. A główna korzyść? Samo przyjęcie euro ma przynieść krajowi trwale niższe stopy procentowe i wyeliminować zmienność kursu walutowego.

Analitycy z think tanku UniCredit The Investment Institute wyliczają inne korzyści z wejścia do unii walutowej. Obsługa długu ma być lżejsza. Węgierski rząd zakłada oszczędności na wydatkach odsetkowych rzędu co najmniej 1 proc. PKB do 2030 r. Wynika to z faktu, że koszty długoterminowego finansowania w walucie lokalnej są w krajach regionu o 140-300 punktów bazowych wyższe niż w państwach strefy euro o podobnym ratingu.

Ceną za te korzyści będzie utrata niezależnej polityki monetarnej. Węgry stracą możliwość reagowania na specyficzne dla swojego kraju szoki gospodarcze.

16 lat rządów Orbana. Węgry doszły do ściany

To, czy Węgry będą zdolne dołączyć do strefy euro, nie jest pewne. Poza spełnionym już kryterium inflacyjnym Węgry muszą spełnić jeszcze trzy dodatkowe warunki. Poza inflacją Węgry muszą spełnić jeszcze trzy kryteria. Po pierwsze, utrzymać zdrowe finanse publiczne, czyli ograniczyć deficyt budżetowy i zadłużenie państwa.

Po drugie, przez co najmniej dwa lata utrzymywać stabilny kurs forinta w unijnym mechanizmie ERM II, bez silnych wahań i dewaluacji waluty.

Po trzecie, zapewnić niskie długoterminowe stopy procentowe, co jest uznawane za dowód zaufania rynków do stabilności gospodarki. Dopiero spełnienie wszystkich tych warunków otwiera drogę do przyjęcia euro.

Węgierska gospodarka w ciągu ostatniej półtorej dekady rosła dzięki angażowaniu w produkcję coraz większej ilości pracy i kapitału, a nie dzięki temu, że stawała się bardziej wydajna. Ten model się wyczerpał i dziś przyznaje to już nawet sam rząd. –Pytanie na nadchodzące lata brzmi, czy kapitał rzeczywiście popłynie do efektywnych przedsiębiorstw, ponieważ trwała konwergencja może wynikać tylko z produktywności – mówi w rozmowie z money.pl dr Hannya Nimer.

Ilona Gizińska określa obecny stan węgierskiej gospodarki mianem "stabilnej stagnacji". Zwraca uwagę, że po 16 latach nieprzerwanych rządów Viktora Orbana wyczerpał się dotychczasowy model wzrostu. Opierał się on na napływie kapitału zagranicznego, taniej sile roboczej oraz ekspansywnej polityce budżetowej.

Dane makroekonomiczne potwierdzają te wnioski. Między końcem 2022 a 2025 rokiem węgierska gospodarka praktycznie znajdowała się w stagnacji. W 2023 r. PKB spadł o 0,8 proc. Z kolei w 2025 r. realny wzrost gospodarczy wyniósł zaledwie 0,3 proc. Inwestycje wyhamowały, a branża budowlana notuje głębokie spadki.

Węgry borykają się z problemem niskiej produktywności. Wydajność pracy, po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej, pozostaje na poziomie o 30 proc. niższym od średniej unijnej. Gospodarka jest silnie uzależniona od niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Sektor ten odpowiada za około 25 proc. węgierskiego eksportu. Wysoka koncentracja sprawia, że kraj jest bardzo wrażliwy na wahania koniunktury w jednej branży.

Kolejnym wyzwaniem jest poziom wynagrodzeń. Węgry należą do państw o najniższych zarobkach w całej Unii Europejskiej. W 2024 r. średnie roczne wynagrodzenie brutto wyniosło tam 18,5 tys. euro. Płaca minimalna to zaledwie 727 euro. Kraj notuje również systematyczny spadek udziału płac w PKB. Świadczy to o ograniczonej redystrybucji efektów wzrostu gospodarczego na rzecz gospodarstw domowych.

Nakłady na innowacje i edukację pozostają niskie. Wydatki na badania i rozwój wynoszą około 1,5-1,7 proc. PKB, podczas gdy unijna średnia to 2,2 proc. Dodatkowo system zamówień publicznych i oligarchizacja gospodarki osłabiają otwartą konkurencję rynkową. Kapitał krajowy jest faworyzowany w usługach, podczas gdy zagraniczne koncerny dominują w przemyśle wytwórczym.

Wyzwania budżetowe i inflacyjne

Kluczowym warunkiem udanej akcesji do strefy euro jest wiarygodna konsolidacja fiskalna. Obecny stan finansów publicznych Węgier stanowi poważną przeszkodę. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych szacowany jest w tym roku na 7,5 proc. PKB. Z kolei dług publiczny ma sięgnąć 77,5 proc. PKB.

Sytuację komplikuje zamrożenie części środków unijnych. Komisja Europejska wstrzymuje wypłatę około 8,4 mld euro z Funduszu Spójności oraz 9,5 mld euro z Funduszu Odbudowy. Zablokowanie tych funduszy pozbawiło Budapeszt ważnej dźwigni wzrostu gospodarczego. Rząd próbuje kompensować te braki pożyczkami z Chin, co jednak zwiększa ryzyka fiskalne.

Co z Polską? Perspektywy dla innych państw regionu

Raport UniCredit analizuje również sytuację w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Rumunia, podobnie jak Węgry, wykazuje wysokie poparcie społeczne dla euro, sięgające 65 proc. W lipcu prezydent Nicușor Dan określił przyjęcie wspólnej waluty jako strategiczny cel narodowy. Bukareszt nie podał jednak konkretnej daty.

Rumuńska gospodarka ma jeszcze większe problemy niż węgierska i zdaniem ekspertów wymaga głębokiej korekty makroekonomicznej. Relacja długu publicznego do PKB ma przekroczyć 65 proc. w 2027 r. Niestabilność polityczna w kraju sprawia, że wieloletni plan dostosowania fiskalnego jest obarczony dużym ryzykiem. Utrzymanie niezależnej polityki pieniężnej jest tam obecnie kluczowe dla zarządzania nierównowagą zewnętrzną.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Czechach. Kraj ten najlepiej spełnia nominalne i realne kryteria konwergencji, ale poparcie dla euro wynosi tam zaledwie 42 proc. Czesi mają duże zaufanie do swojego banku centralnego. Decydenci w Pradze odłożyli wyznaczenie daty wejścia do strefy euro, obawiając się wysokiego zadłużenia państw południa Europy oraz niepewności wokół unii bankowej.

W Polsce temat przyjęcia wspólnej waluty pozostaje poza główną agendą polityczną. Poparcie społeczne dla euro nad Wisłą wynosi około 42 proc. Solidne wyniki gospodarcze i mniejszy stopień otwarcia gospodarki osłabiają argumenty za szybką integracją walutową. Dodatkową barierą jest brak większości konstytucyjnej w parlamencie, niezbędnej do przeprowadzenia odpowiednich zmian w prawie.

Analitycy UniCredit zauważają jednak pewne ryzyka dla Polski w dłuższym terminie. Rosnące obciążenie długiem publicznym i groźba obniżenia ratingów kredytowych mogą z czasem zmienić kalkulacje polityczne. Koszty obsługi zadłużenia rosną. Jeśli Węgry i Rumunia poczynią realne postępy na drodze do strefy euro, zyskując tańsze finansowanie, presja na Warszawę może wzrosnąć w kolejnym cyklu wyborczym.

Wybrane dla Ciebie