Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Powietrzna walka - jonizacja, która likwiduje koronawirusa w zaledwie godzinę

Jak twierdzą specjaliści, koronawirus najbardziej niebezpieczny jest w zamkniętych pomieszczeniach, czyli tam, gdzie są największe skupiska ludzi. Właśnie z tego powodu nosimy dziś maseczki, a i tak nie mamy pewności czy się nie zarazimy. Tymczasem amerykańscy naukowcy stworzyli technologię, która uzdatnia powietrze i jednocześnie zabija wszystko to, co nam szkodzi i zagraża (w tym COVID-19).

Podziel się
Dodaj komentarz

Materiał powstał we współpracy z DABROwent

Badania wskazują, że średnio 90 proc. swojego życia spędzamy w budynkach. Tymczasem powietrze w zamkniętych pomieszczeniach może być niekorzystne dla naszego zdrowia. Nie tylko ze względu na patogeny, grzyby, bakterie, ale także na groźne wirusy, w tym SARS-CoV-2, który wywołuje chorobę COVID-19. To właśnie one rozprzestrzeniają się najszybciej – przez dotyk powierzchni już zakażonych, a także drogą kropelkową – przez kichanie, kaszel, a nawet rozmowę.

Amerykańcy naukowcy znaleźli sposób na pozbycie się groźnego wroga z zamkniętej przestrzeni. Jaki? Wprowadzili na rynek dwubiegunową technologię jonizacji. Czym dokładnie jest, o tym nieco dalej.

Co ciekawe,technologia jonizacji nie jest zupełnie nowa. Pojawiała się w USA już w latach 70. i służyła początkowo jako narzędzie do kontroli patogenów w produkcji żywności. Wówczas nie wykorzystano do końca jej możliwości. Dwie dekady później ponownie do niej powrócono, gdy ludzkości zaczęły zagrażać SARS, norowirusy i różne szczepy grypy. Zauważono bowiem jej dużą skuteczność.

Dziś unowocześniona jonizacja wraca po raz kolejny, by tym razem zmierzyć się z ostrą chorobą zakaźną wywołaną przez wirus SARS-CoV-2. Najnowsze badania nad koronawirusem wskazują bowiem, że zmodyfikowane jego szczepy są w stanie przetrwać w powietrzu dłużej, niż uważano i rozprzestrzeniać się dalej, niż sądzono.

By pandemia nie przybrała na sile

Jak mówią badania i dane z WHO – powietrze w zamkniętym pomieszczeniu jest gorsze, niż to na zewnątrz. To właśnie w nim znajdują się zanieczyszczenia chemiczne, a także mikroorganizmy, w tym wirusy. Tych ostatnich w dobie pandemii boimy się najbardziej. Z nosicielami wirusa jesteśmy narażeni na kontakt w galeriach, szpitalach, kościołach, marketach, restauracjach czy komunikacji miejskiej, czyli tam, gdzie są największe skupiska ludzi.

Eksperci przyznają, że aktywne oczyszczanie powietrza w takich miejscach miałoby zbawienne skutki - przede wszystkim prewencyjne. A połączone z reżimem sanitarnym mogłoby doprowadzić do ograniczeń zachorowalności. Tym bardziej, że jak przewidują lekarze – pandemia może wkrótce przybrać na sile. Nie wyklucza się także jej powrotu każdego roku jako zakaźnej choroby sezonowej.

Nowa technologia w kraju nad Wisłą

Nowoczesna opatentowana technologia dwubiegunowej igłowej jonizacji, o której mówimy to GPS lub NPBI. Należy do amerykańskiego systemu Global Plasma Solution. Już od kilku lat powodzeniem spełnia swoją rolę w wielu placówkach i instytucjach w USA – w Białym Domu, siedzibach Google, w szpitalach, centrach medycznych, halach sportowych czy hotelach. Instalacje powstają lub powstały także na lotniskach – LaGuardia w Nowym Jorku, O’Hare w Chicago, LAX w Los Angeles, a także w porcie lotniczym San Francisco. System GPI jest coraz popularniejszy także w Emiratach Arabskich.

Na polski rynek - wspomnianą amerykańską jonizację powietrza wprowadza właśnie DABROwent - znany w kraju z systemów wentylacyjnych, który stworzył nową markę „Czysty nawiew”. DABROwent zdobył także wyłączność na dystrybucję systemu GPS w Polsce. Celem technologii jest stworzenie zdrowego środowiska w pomieszczeniach, w których przebywają ludzie.

Co najważniejsze – system nie generuje ozonu ani innych produktów ubocznych, co oznacza, że jest całkowicie bezpieczny.
Działa 24 godziny na dobę i zapewnia ciągłą dezynfekcję. Według specjalistów z nowojorskiej School of Medicine, dzięki jonom możemy zmniejszyć ilość drobnoustrojów nawet o 99,9% proc.

Jonizacja wyłapuje i filtruje

Dwubiegunowa jonizacja jest zintegrowana z systemami HVAC (skrót od - ogrzewanie, wentylacja i klimatyzacja). Wykorzystuje system rurek, które pobierają cząsteczki tlenu z powietrza. Te z kolei przekształcają się w naładowane atomy skupiające się wokół mikrocząstek pleśni, wirusów, bakterii, zapachów i patogenów. Otaczają je i powiększają, by łatwiej było je złapać w filtry.

Także wydychane przez człowieka drobinki i cząsteczki pyłu, które mogą przenosić wirusy są „atakowane” przez mikrocząsteczki powstające dzięki jonizacji. Dodatkowym plusem jest to, że technologia oszczędza nawet 30 proc. energii dzięki zmniejszeniu zapotrzebowania na powietrze zewnętrzne. Zmniejsza także ślad węglowy poprzez zmniejszenie poboru powietrza z zewnątrz do 75%.

Duże moce dla dużych skupisk

Ktoś zapyta – dlaczego akurat ten jonizator jest wyjątkowy, skoro na rynku jest wiele innych tego typu urządzeń?

Bo – po pierwsze posiada certyfikaty UL (Underwriters Laboratories) i CE (który daje gwarancję, że wyrób przeszedł pozytywnie specjalistyczne badania i spełnia przewidziane dla niego podstawowe normy jakości i bezpieczeństwa). Po drugie zaś – adresowany jest głównie do większych powierzchni i pomieszczeń - galerii handlowych, hoteli, szpitali, klinik, biurowców, basenów, gabinetów stomatologicznych, a także środków transportu, choćby pociągów czy środków komunikacji miejskiej. Jednak – w związku z tym, że system dwubiegunowej jonizacji powietrza nie jest drogim rozwiązaniem, z powodzeniem można go zainstalować także w domu. Warunek jest jeden – musi posiadać rekuperację lub klimatyzację.

Technologia i ostrożność – recepta na wirusa

Myli się jednak ten, kto myśli, że z jonizator zapewnia nam bezpieczeństwo nawet wtedy, gdy sami nie dbamy o nie. Co z tego, że wrócimy ze sklepu, do domu, w którym pracuje jonizator, kiedy od razu siadamy w fotelu i brudnymi rękami przecieramy oczy? Albo wtedy, gdy jesteśmy w pracy, wchodzi z pokoju obok kichająca koleżanka i wpycha nam ciasteczka do ręki?

W obu przypadkach – złamania podstawowych zasad bezpieczeństwa nie naprawi nawet najlepszy oczyszczacz świata. Jonizator nie jest w stanie w tak krótkim czasie wyeliminować ryzyka zakażenia. Według badań amerykańskiego niezależnego instytutu EMSL Analytical - system zwalcza unoszące się w powietrzu bakterie E. coli w 15 minut, Legionelle w pół godziny, zaś z wirusem SARS CoV-2 jest w stanie poradzić sobie w około 60 minut (badanie ALG).

Musimy być więc nadal ostrożni i pamiętać, że odpowiednia odległość, maseczki i rękawice wraz z dwubiegunową technologią jonizacyjną – mogą więcej.

Powyższy materiał powstał we współpracy z DABROwent

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
23-06-2020

goscAlez chamska reklama

23-06-2020

BarbaraW Polsce była dezynfekcja z samolotów dwutlenkiem siarki Stąd ten nalot żółty wszędzie był

23-06-2020

CzyzbyDekoronawirusator?

Rozwiń komentarze (16)