Putin zastawił na Gruzję groźną pułapkę. "Z czegoś musimy żyć"

Na razie Gruzja zarabia krocie na uciekinierach z Rosji. Ich gospodarka rośnie. PKB miało wynieść nawet o 10 proc. więcej, ale to "znaczone pieniądze". Prędzej czy później Putin pod pretekstem ochrony swoich obywateli może ponownie wkroczyć tam z wojskiem. Zwłaszcza że herbaciane pola Batumi zastąpiły pola ropo- i gazonośne.

Władimir PutinOd czasu wybuchu wojny w Ukrainie w Gruzji pojawiło się 112 tysięcy rosyjskich uciekinierów
Źródło zdjęć: © GETTY | Contributor

Na każdej ulicy Tbilisi czy Batumi można dziś usłyszeć język rosyjski. - Z czegoś musimy żyć. Lepiej, żeby byli u nas niż w Ukrainie - mówią pytani o stosunek do Rosjan Gruzini.

Od czasu najazdu Rosji na Ukrainę w liczącej ledwie 3,8 mln mieszkańców małej kaukaskiej republice pojawiło się 112 tysięcy rosyjskich uciekinierów z 1,4 miliardem dolarów, które ulokowali w gruzińskich bankach.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Inflacja nie podoba się Polakom, ale nie są nią jeszcze zmęczeni

Ich obecność dla Gruzji to duża szansa gospodarcza, ale kto wie, czy nie jeszcze większe zagrożenie.

- Obecnie Rosjanie stanowią 3-proc. mniejszość narodową w Gruzji. Na razie Gruzini traktują Rosjan jak turystów, z których można dobrze żyć, lecz może się to później zmienić i dojść do konfrontacji na tle narodowościowym, a wówczas Rosja będzie miała pretekst, by pod pozorem ochrony swoich obywateli tam wkroczyć – uważa Wojciech Górecki, główny specjalista w Zespole Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej w Ośrodku Studiów Wschodnich.

Rosjanie w Gruzji
© WP | Money

Gospodarka dostała zastrzyk gotówki

TBILISI, GEORGIA - MAY 05: People gather to stage a demonstration in support of former Georgian President Mikhail Saakashvili, detained on October 1, 2021, demanding transferring Saakashvili to a suitable hospital abroad due to allegedly deterioration of his health in front of government building in Tbilisi, Georgia on May 05, 2022. (Photo by Davit Kachkachishvili/Anadolu Agency via Getty Images)
(Photo by Davit Kachkachishvili/Anadolu Agency via Getty Images) © GETTY | Anadolu Agency

Na razie konsekwencje napływu – głównie do dużych miast – rzeszy Rosjan są tam takie, że wzrosły ceny nieruchomości, najmu oraz opłaty.

Według gruzińskiego banku TBC, ceny nieruchomości w stolicy Tbilisi wzrosły we wrześniu o 20 proc. rok do roku, a transakcje o 30 proc. Czynsze z kolei wzrosły o 74 proc. w ciągu roku. – Doszło do tego, że gruzińskich studentów nie stać już na wynajmowanie w stolicy mieszkań – opowiada Wojciech Górecki, który trzy tygodnie temu wrócił z Gruzji.

Poza studentami i zagranicznymi turystami, którzy sporo dziś tracą na wymianie dolarów na bardzo mocnego lari (jednostka walutowa Gruzji), powodów do narzekań z powodu Rosjan raczej nie ma.

Napływ dwóch potężnych fal Rosjan miał ogromny wpływ na gruzińską gospodarkę – która już odnotowała wzrost po spowolnieniu wywołanym pandemią – oraz na gruzińską walutę, która podrożała o 15 proc. w stosunku do dolara amerykańskiego.

Z kolei według gruzińskiego Narodowego Urzędu Statystycznego od stycznia do listopada 2022 roku w Gruzji zarejestrowano 12 tys. nowych rosyjskich firm. To ponad 13 razy więcej niż w 2021 r.

Gruzja przyciąga Rosjan m.in. możliwością optymalizacji opodatkowania i swobodnym wejściem produktów z oznaczeniem "Made in Georgia" na rynki Europy i Chin.

To ostatnie jest szczególnie istotne dla obywateli rosyjskich, ponieważ jurysdykcja gruzińska pomaga im uniknąć sankcji i pozwala na bezcłowy handel z krajami UE.

Ponadto Gruzja posiada Wolne Strefy Przemysłowe, w których można rejestrować podmioty z korzyściami, unikaniem podatków i dalszą minimalizacją wydatków.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy podwyższył prognozę wzrostu Gruzji na 2022 r. z 3 do 10 proc.

Dzięki rosyjskim inwestycjom gospodarka Gruzji o wartości 19 mld dol. wyprzedziła takie rynki wschodzące jak Wietnam czy Kuwejt.

Robiąc interesy z wrogiem

Gruzja nie przyłączyła się do sankcji gospodarczych nałożonych przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone na Rosję, chociaż większość Gruzinów doskonale pamięta sierpień 2008 r., kiedy Rosjanie wjechali do Gruzji pod pretekstem obrony własnych obywateli, czyli Abchazów i Osetyńców.

Mimo że oficjalna wersja jest taka, że to Gruzini zaatakowali jako pierwsi Osetyńców, to Putinowi bardzo zależało na wywołaniu tego konfliktu m.in. po to, aby zatrzymać Gruzję w jej drodze do NATO i Unii Europejskiej.

I to mu się wówczas udało. Do dziś Gruzja – która twierdzi, że wypełniła wszystkie 12 warunków postawionych jej przez Komisję Europejską – nie jest nawet kandydatem, a jedynie krajem aspirującym do wejścia do Unii. Wniosek o członkostwo złożyła w marcu, po inwazji Rosji na Ukrainę.

– Gruzini doskonale zdają sobie sprawę, że ich proces integracji z Unią zajmie długie lata, a nawet dziesięciolecia. Ponad 70 proc. społeczeństwa chce, by ich kraj należał do UE, ale mówią też, że wyszli z pandemii zbyt osłabieni, by móc pozwolić sobie na kolejne chude lata – opowiada Wojciech Górecki i dodaje:

Robią więc teraz biznesy z Rosją, bo lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu.

Jak podkreśla nasz rozmówca, Gruzinom kulturowo bliżej jest do Rosjan niż do Zachodu. I nie chodzi tylko o wspólnie wyznawaną religię – prawosławie.

Do 2006 r. – kiedy to Rosjanie nałożyli embargo na gruzińskie towary – byli oni głównym odbiorcą ich produktów eksportowych. I tak jest zresztą teraz. Do Rosji trafia lwia część eksportu słynnej gruzińskiej wody mineralnej Bordżomi, koniaków czy win.

Pola herbaciane a pola naftowe

Jednak najweselszy barak w byłym obozie socjalistycznych republik się zmienia. Herbaciane pola – które Rosjanie kazali Gruzinom (wbrew ich woli) uprawiać jeszcze w ramach specjalizacji każdej ze swoich republik – poszły w zapomnienie. Za to pojawiły się nowe pola współpracy - głównie naftowe i gazowe.

"Nadużywanie uzależnienia energetycznego jest w Rosji powszechną praktyką (od 2006 r.), co dodatkowo pogłębia problem. Rosja aktywnie wykorzystuje zasoby energetyczne, zwłaszcza gaz, do realizacji własnego programu politycznego na arenie międzynarodowej" - czytamy w raporcie Instytutu Rozwoju Wolności Informacji (IDFI), organizacji non-profit z siedzibą w Tbilisi.

IDFI zwraca uwagę, że Rosja stała się głównym partnerem importowym Gruzji w zakresie ropy naftowej i produktów rafinacji ropy naftowej, podczas gdy w poprzednim roku połowa importu benzyny i oleju napędowego pochodziła z Unii Europejskiej.

Jeśli w 2021 r. 15 proc. gruzińskiej benzyny pochodziło z Rosji, to w pierwszej połowie tego roku (2022 r. - red.) odsetek ten sięgnął już 39 proc. i analogicznie, podczas gdy w 2021 r. 24 proc. oleju napędowego pochodziło z Rosji, to w tym roku (2022 r. - red.) jest to już 34 proc. – czytamy w raporcie IDFI.

Gruzińscy ekonomiści twierdzą, że Gruzja jest zbyt biedna, by pozyskiwać gaz czy ropę poza Rosją, która sprzedaje jej te surowce po "preferencyjnych, zaniżonych stawkach". Zwracają jednak uwagę, że są podejmowane próby uniezależnienia się od potężnego sąsiada.

Według danych Saxstat w 2021 r. Gruzja wydobyła 35,5 tys. ton ropy naftowej, co oznacza roczny wzrost o 13,4 proc., oraz 16 mln m sześc. gazu ziemnego (tj. 1,8 razy więcej niż w 2020 r.).

I jest szansa na zwiększenie tej produkcji, gdyż - jak donosi koncern naftowy Block Energy z Wielkiej Brytanii - we wschodniej części kraju, Patardzeuli, odkryto nowe złoża ropy naftowej.

Ostatni etap testowania odwiertów rozpoczął się 9 grudnia. Wydobycie ropy na tym obszarze wynosi 45 baryłek dziennie. Kiedy Gruzja była jeszcze częścią składową ZSSR – na obszarze tym wydobyto w latach 1975-1985 aż 98 mln baryłek ropy.

Z kolei w lipcu odkryto w Gruzji złoże gazu o objętości 16 mld sześciennych. Jego wydobyciem zajmuje się również koncern brytyjski Block Energy. Gruzińskie władze nie potwierdziły jednak publicznie tych ustaleń.

Jak ostrzega Mikheil Kukava, szef polityki gospodarczej i społecznej w IDFI, oby te umizgi do wielkiego sąsiada nie skończyły się jak w przypadku Armenii.

Kilka dni temu rząd w Erywaniu oficjalnie poinformował, że jest zmuszany do przystąpienia do "państwa związkowego" Białorusi i Rosji. Takie oświadczenie złożył publicznie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Armenii Armen Grigaryan.

Katarzyna Bartman, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie
Umowa UE z Mercosurem podpisana. Polski minister: to nie koniec walki
Umowa UE z Mercosurem podpisana. Polski minister: to nie koniec walki
"Najlepsza praca na świecie". Przez 60 lat był dyrektorem
"Najlepsza praca na świecie". Przez 60 lat był dyrektorem
Trump grozi cłami ośmiu europejskim państwom. Za postawę wobec Grenlandii
Trump grozi cłami ośmiu europejskim państwom. Za postawę wobec Grenlandii
Awantura wokół Jantar Unity. Rząd reaguje na krytykę
Awantura wokół Jantar Unity. Rząd reaguje na krytykę
"Jasny sygnał dla świata". Umowa UE z Mercosurem podpisana
"Jasny sygnał dla świata". Umowa UE z Mercosurem podpisana
Nowy obowiązek dla wszystkich firm. Już od lutego
Nowy obowiązek dla wszystkich firm. Już od lutego
Kanada i Chiny resetują relacje. Cła na elektryki i rzepak w dół
Kanada i Chiny resetują relacje. Cła na elektryki i rzepak w dół
Musk żąda miliardów od OpenAI i Microsoftu. Sprawa trafi przed ławę przysięgłych
Musk żąda miliardów od OpenAI i Microsoftu. Sprawa trafi przed ławę przysięgłych
Musk kupi Ryanaira? Kłótnia z prezesem krąży po sieci
Musk kupi Ryanaira? Kłótnia z prezesem krąży po sieci
Prawie 4 mld zł do spłaty. Pekao wzywa spółkę od Polimerów Police
Prawie 4 mld zł do spłaty. Pekao wzywa spółkę od Polimerów Police
"Nie straszmy rolników". Ważny apel ws. Mercosur
"Nie straszmy rolników". Ważny apel ws. Mercosur
Brzoska zamieścił triumfalny wpis. Wskazał kraj. "Podwajamy liczbę"
Brzoska zamieścił triumfalny wpis. Wskazał kraj. "Podwajamy liczbę"