Sklepy zarabiają na inflacji. Ty tracisz, one liczą zyski

Inflacja i coś jeszcze, tak wygląda kreowanie cen w sklepach. Te zarabiają na drożyźnie, bo wszystko tłumaczą rosnącymi kosztami produkcji i dostaw. Gdy ty łapiesz się za głowę i zastanawiasz, gdzie jest górna granica, sklepy liczą zyski.

kasaSklepy zarabiają na drożyźnie. Podnoszą ceny bardziej niż muszą
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Paweł Orlikowski

Inflacja? Dla sklepów to eldorado, cieszą się na samą myśl, że mogą podnosić ceny. Przecież nikt nie zauważy, że doliczono kilka-kilkanaście groszy więcej niż rzeczywiście wymaga tego sytuacja.

Rosną ceny mięsa, warzyw, owoców, nabiału, pieczywa i wszystkiego, co potrzebne nam w codzienności. Można wszystko zrzucać na karb inflacji, rosnących cen paliwa itd. Jednak bez wątpienia dla detalistów jest to świetna okazja do zarobienia z górką.

O takim mechanizmie pisze "CNN Business". Burt Flickinger, dyrektor zarządzający firmy konsultingowej Strategic Resource Group, zauważa, że sklepy w cenach kompensują sobie pełną stopę inflacji "plus nieco więcej". Posługuje się przykładem, jeśli cena mięsa płacona przez sklep dla dostawcy rośnie o 6 centów, sklep podniesie cenę na półce o 10 centów. To przykład zza oceanu, ale nie miejmy złudzeń, jest wykorzystywany również w kraju nad Wisłą.

Sklepy robią to z premedytacją, wiedzą, że klient może i nieco pokręci nosem, ale i tak kupi produkt, bo mieści się on w podstawowym koszyku, bez którego trudno się obejść. Po drugie, zakupy w sklepie nadal będą tańsze niż stołowanie się w restauracjach czy barach.

Płaca minimalna 3 tys. zł. Sedlak: Prosta droga do wzrostu inflacji

Według danych Departamentu Pracy Stanów Zjednoczonych, ceny żywności w restauracjach rosną szybciej niż ceny w sklepach spożywczych, co daje sklepom tym większą elastyczność w naliczaniu dodatkowych opłat.

Trudno przecież robić wielką burzę o to, że - dla zobrazowania - za litr mleka (po podwyżce) zapłacimy 3,75 zł zamiast 3,59 zł. A w ten sposób sklepy narzucają wyższą marżę, korzystając z sytuacji, w której wszystko można tłumaczyć wzrostem inflacji i napędzającą się drożyzną.

Jak powiedział Flickinger w rozmowie z CNN, inflacja jest "największym darem, jaki może otrzymać sektor handlowy". Dodał też, że od lat sklepy nie miały takich korzyści płynących ze wzrostu inflacji jak obecnie.

Z kolei Joseph Feldman, analityk w Telsey Advisory Group, zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt. Jeśli wzrost cen produktów przekroczy 4 proc., wtedy klienci mogą przestać go kupować. A to negatywnie wpłynie na sprzedaż w sklepach i sieciach handlowych.

Zwykle wzrok konsumentów w takich przypadkach sięga ku tańszym markom, ewentualnie kupują mniejsze opakowania. Sklepy są zgodne, pewien poziom inflacji jest dla nich zbawienny i sprawia, że zarabiają jeszcze więcej, ale przegięcie tego wskaźnika też nie jest dla nich komfortowe.

Wybrane dla Ciebie