Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Przemysław Ciszak
Przemysław Ciszak
|
aktualizacja

Tusk szykuje wiatrakową rewolucję. Znamy kolejne szczegóły

479
Podziel się:

Polska posiada jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących odległości, w jakiej od zabudowań mogą powstawać farmy wiatrowe. Wprowadzone przez Zjednoczoną Prawicę przepisy sparaliżowały ich rozwój. Donald Tusk zamierza to zmienić. Znamy szczegóły planowanej reformy.

Tusk szykuje wiatrakową rewolucję. Znamy kolejne szczegóły
Wiatraki bliżej domów? Ekipa Donalda Tuska zapowiada zmiany (East News, Andrzej Iwanczuk, Wojciech Strozyk)

Jedną z pierwszych decyzji nowej większości parlamentarnej pod wodzą Donalda Tuska ma być zmiana tzw. ustawy wiatrakowej. Projekt ustawy w tej sprawie został złożony podczas trwającego posiedzenia Sejmu.

Koalicja Obywatelska zapowiadała to już w swoich "100 konkretach na 100 dni". Także Polska 2050 oraz Lewica jednoznacznie opowiadały się za odblokowaniem rozwoju lądowej energetyki wiatrowej. Odpowiednie zapisy znalazły się w ustawie mrożącej ceny energii na 2024 r.

Wiatraki bliżej domów

Według założeń koalicji minimalna odległość, w jakiej mogłyby powstawać farmy wiatrowe, zostanie zmniejszona z 700 do 500 metrów. Okazuje się, że 200 metrów ma kluczowe znacznie.

Jest to bowiem powrót do kompromisu wypracowanego jeszcze w 2022 r., kiedy rząd Mateusza Morawieckiego po sześciu latach obowiązywania drakońskiej zasady 10H (określającej minimalną odległość między budynkiem mieszkalnym a elektrownią wiatrową jako dziesięciokrotność wysokości instalacji) miał zliberalizować przepisy.

Zapowiadana przez PiS "odwilż" skończyła się buntem Solidarnej Polski i przeforsowaniem wyższego limitu - na poziomie 700 m. Eksperci przekonywali, że to jedynie kosmetyczne zmiana, która nie spowoduje odblokowania energetyki wiatrowej w Polsce. W efekcie nasz kraj ma najbardziej restrykcyjne przepisy w tej sprawie w Europie.

Liberalizacja przepisów do 500 metrów zakwalifikowałaby nasz kraj do grona najbardziej liberalnych, na co wskazywał raport brytyjskiego think-tanku Ember-Climate.

200 metrów ma znacznie

Jak pokazują analizy firmy Ember, dzięki zmianie przepisów w Polsce mogłoby powstać 10 GW nowych mocy wiatrakowych do 2030 r. Przy obecnych 700 metrach - 4 GW.

200 metrów stanowi diametralną różnicę. Zwiększa tempo rozwoju lądowej energetyki wiatrowej, bowiem niemal wszystkie inwestycje były przygotowywane na 400-600 metrów. Zmniejszenie odległości do 500 m może dać nawet 5-7 lat przyśpieszenia inwestycji. 200 metrów to niby niewiele, ale patrząc na zagospodarowanie przestrzenne i rozproszoną zabudowę w Polsce, ma kluczowe znacznie - mówi money.pl Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Potwierdzają to również wyliczenia polskiej izby doradczej Ambiens, działającej w branży OZE. Według nich obniżenie wymaganego dystansu o 200 m spowoduje zmniejszenie tzw. wykluczonego obszaru (takiego, w którym zgodnie z przepisami nie może powstać farma wiatrowa) o 44 proc. w skali całej Polski.

Według PSEW zmniejszenie minimalnej odległości do 500 m pozwoliłoby zwiększyć obszar zajmowany przez wiatraki z 0,28 proc. do 7,08 proc. powierzchni kraju.

Nie pozwolą "zawiatrakować" całej gminy

Czy jednak zmniejszenie odległości od zabudowań nie będzie oznaczało konfliktu z mieszkańcami gmin, w których mają powstać farmy? To właśnie na niezadowolenie społecznie powoływała się Solidarna Polska w 2022 r., bojkotując liberalizację przepisów.

- Strona społeczna już dwa lata temu wypowiedziała się, że limit 500 m zabezpiecza ich interesy. Kompromis został wypracowany. To była fałszywa narracja. Ludzie chcą zielonej energii i korzyści, jakie daje tańszy prąd - przekonuje prezes Gajowiecki.

Podobnego zdania jest Grzegorz Onichimowski, jeden z doradców Koalicji Obywatelskiej i były prezes Towarowej Giełdy Energii. - Świadomość społeczna znacznie się zmieniła. Oczywiście zawsze znajdą się osoby, które będą miały obawy i będą wyrażać niezadowolenie z powodu budowy elektrowni wiatrowych w pobliżu ich miejsca zamieszkania. Będzie się je wykorzystywać politycznie, ale dla większości uwolnienie energii wiatrowej będzie z korzyścią - przekonuje.

Zapytaliśmy o tę kwestię wójt gminy Kostomłoty na Dolnym Śląsku, gdzie Polenergia zbudowała dużą farmę wiatrową i planuje budowę kolejnej, tym razem bliżej zabudowań.

- Wiatraki są u nas bardzo wysokie, widać je z autostrady A4. Na początku, jak powstawała fama, były pewne obawy mieszkańców, sama byłam sceptyczna. Ale powstała, nie ma negatywnych sygnałów. Dziś Polenergia rozmawia o drugiej farmie w mniejszej odległości, ludzie są raczej przychylni – mówi nam Janina Gawlik.

Wójt podkreśla jednak, że choć budowa wiatraków nie budzi już emocji, to jednak ma swoje konsekwencje. Przede wszystkim ogranicza teren pod indywidualną zabudowę. - Są jednak prowadzone rozmowy. Nowa ustawa, mająca przekazać 10 proc. energii dla mieszkańców (po 2025 r. - przyp. red.), to dobra zachęta. Ludzie muszą mieć poczucie, że partycypują w korzyściach płynących z obecności farmy.

Jak podkreśla, zmniejszenie odległości od zabudowań może być z pewnych względów niekorzystne dla gmin, "ale można się z firmami dogadać".

Raczej nie ma protestów, jest pełne zrozumienie. Mamy duże poparcie dla odnawialnych źródeł energii. Ale nie łudźmy się, że samorządy pozwolą sobie "zawiatrakować" całe tereny - zaznacza dodaje wójt Kostomłotów.

Nadgonić stracone lata

Jak przekonuje Grzegorz Onichimowski, kwestia odległości od zabudowań to tylko jeden z aspektów, które ma wprowadzić ''nowa ustawa wiatrakowa".

- Sednem tej ustawy nie jest właściwie sztywna odległość od zabudowań, ale oddziaływanie hałasu. Dla niektórych, większych turbin, to będzie więcej niż 500 m, dla nielicznych, małych może być mniej niż 500 metrów, ale nie bliżej niż 300 m. Pomysł bazuje na projekcie Polski 2050 - zaznacza doradca KO.

Jak mówi Onichimowski, firmy budujące farmy wiatrowe będą mogły dzielić się produkowaną energią albo uiszczać specjalną opłatę (30 zł od kilowata) na rzecz lokalnych społeczności.

To rozwiązanie budzi jednak sprzeciw branży wiatrowej. - To zbyt dużo. Już dziś płacimy specjalny podatek od nieruchomości. Nikt tego z nami nie konsultował. Obarczanie branży dodatkową opłatą nie jest dobrym rozwiązaniem - zaznacza Gajowiecki.

Grzegorz Onichimowski zwraca uwagę, że zmiany mają dotyczyć jednak nie tylko nowych elektrowni wiatrowych, ale również dać możliwość modernizacji tych, które od lat pracują.

- Potencjał polskiej energetyki wiatrowej można zwiększyć, wprowadzając daleko idące uproszenia dla modernizacji farm. Dziś te, które stoją w najbardziej wietrznych rejonach, mają moc od 800 MW do 1 GW, ale standardem są już instalacje 5 GW. Polska potrzebuje tych zmian, aby nadgonić stracone lata - podsumowuje były prezes Towarowej Giełdy Energii.

Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(479)
Lexhman
4 miesiące temu
Jeżeli rząd Tuska chce ,żeby wiatraki, które produkują znikomą ilosć energii powstawały 500m od zabudowań niech już dzisiaj poda się do dymisji.Namniej 1km od budynków albo 1500 m tak jak w Bawarii.A co z paktem migracyjnym, który Tusk podpisał w Brukseli i? Wiatraki powinne zostać zlikwidowane.
Pan Polak
4 miesiące temu
A co jest lepsze wiatraki, ktòre produkują prąd elektryczny z wiatru, ktòry jest za darmo, czy węgiel z rosji za miliardy. Pisuary straciły lata za ktòre my płacimy najwyższymi cenami w europie, wieć po co gadać i marnować czas ??? zamiast tego zacząć inwestować w wiatraki i zarabiać by utrzymać te całe 500/800+ i inne programy
Lemingowo
4 miesiące temu
Co to ma znaczyć, że 500 metrów. Wiatraki mają być zaraz przy zabudowaniach. Nie wolno zawieść Niemców i Pana Donalda.
Robert
4 miesiące temu
Zlom z Niemiec a potem co?
Stańczyk
4 miesiące temu
Pierwsza wzorcowa farma wiatrowa musi powstać w rejonie Sopotu, niech udowodni jej przyjazność dla mieszkańców - proste
...
Następna strona