Ukraina chce więcej wysyłać do UE. Polscy rolnicy obawiają się powtórki kryzysu

Ukraina chce zwiększyć dostęp swoich produktów rolnych do rynku Unii Europejskiej. Na liście, oprócz pszenicy, znalazły się m.in. cukier, sok jabłkowy i etanol. Polscy rolnicy obawiają się kolejnego napływu taniej żywności, ale eksperci wskazują, że rozwiązaniem nie jest zamknięcie granic - podaje biznes.interia.pl.

Ukraina chce więcej wysyłać do UE. Polscy rolnicy obawiają się powtórki kryzysuUkraina chce więcej wysyłać do UE. Polscy rolnicy obawiają się powtórki kryzysu
Źródło zdjęć: © Getty Images | Volodymyr Tarasov
Magda Żugier

Ukraina ponownie chce zwiększyć limity eksportowe do Unii Europejskiej. Rozmowy początkowo dotyczyły pszenicy, ale Kijów rozszerzył listę także o cukier, sok jabłkowy, bioetanol i etanol. Komisja Europejska wcześniej nie zgodziła się na zwiększenie limitu dla pszenicy.

Plany budzą obawy polskich rolników, którzy pamiętają kryzys związany z napływem ukraińskich produktów w latach 2022–2023. Michał Kołodziejczak uważa, że Polska powinna zdecydowanie sprzeciwić się zwiększeniu możliwości importu z Ukrainy. – My powinniśmy dzisiaj postawić jasne weto i powiedzieć Ukraińcom, że coś takiego w ogóle nie będzie miało miejsca – mówi poseł, rolnik i założyciel Agrounii.

Polska nadal utrzymuje embargo na ukraińskie produkty rolne, mimo nacisków Komisji Europejskiej. Jednocześnie Ukraina chce zwiększyć tranzyt produktów rolnych przez Polskę z 300 tys. do 600 tys. ton miesięcznie.

Stefan Krajewski podkreśla, że najważniejsze jest niedopuszczenie do pozostawania ukraińskich towarów w Polsce.

Robimy wszystko, żeby zboże do Polski nie wjechało, a tranzyt musi być ustalony na właściwych zasadach - tak jak w tej chwili to się działo pod nadzorem KAS-u - tak, żeby żaden kilogram nie został w Polsce – mówił minister rolnictwa.

WIDEO
Ustawa o kryptowalutach. Weto? "Nie liczcie na zmianę stanowiska"


Ukraiński eksport już zmienia rynek

Ukraińska konkurencja dla polskiego rolnictwa nie ogranicza się do zbóż. Ukraina nakłada 10-proc. cło na eksport rzepaku, soi i słonecznika, tłumacząc to potrzebą ochrony krajowego przetwórstwa. W sezonie 2025/2026 eksport rzepaku spadł jednak o prawie 39 proc., do 1,9 mln ton, czyli najniższego poziomu od dziewięciu lat.

Jednocześnie Ukraina zwiększa sprzedaż przetworzonych produktów. Od początku sezonu 2026/2027 do UE trafiło ponad 24 tys. ton oleju rzepakowego, co stanowiło 55,7 proc. unijnego importu tego produktu w okresie od 1 lipca do 23 sierpnia. Kijów rozwija także eksport biometanu do Niemiec – rozpoczął go w 2025 r., a obecnie w Ukrainie działa siedem biometanowni.

Michał Kołodziejczak uważa, że polska debata zbyt mało uwagi poświęca rosnącej obecności ukraińskiego rolnictwa na unijnym rynku. Jego zdaniem większym problemem dla Polski niż umowa Mercosur może okazać się właśnie konkurencja ze strony Ukrainy. – W Polsce mówiło się o Mercosurze, który będzie miał znikomy wpływ na produkcję żywności w Polsce i w Unii Europejskiej w porównaniu do tego, co zaserwuje nam Ukraina – ocenia w rozmowie

Rolnicy boją się kolejnego spadku cen

Ryszard Borys, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej, obawia się powtórki kryzysu z lat 2022–2023, kiedy do Polski napływały ukraińskie produkty zbożowe, w tym tzw. zboże techniczne. Jego zdaniem kluczowe jest dopilnowanie, aby towary kierowane przez Polskę tranzytem rzeczywiście opuszczały kraj, ponieważ ich pozostawanie na polskim rynku może dodatkowo obniżać ceny.

– Boimy się, że napływ tego zboża jeszcze obniży ceny. To będzie dla naszych rolników katastrofalna sytuacja, a już nie jesteśmy w najlepszej - te wszystkie anomalie pogodowe dały nam się we znaki. Plony mamy niezbyt duże, w większości przynajmniej - rolnicy mają o ok. 30-40 proc. mniejsze plony.

Borys nie postuluje jednak całkowitego zamknięcia granicy. Zwraca uwagę, że Polska mogłaby wówczas narazić się na podobne ograniczenia ze strony innych państw, co uderzyłoby w krajowy eksport rolno-spożywczy, którego wartość w 2025 r. wyniosła 58,4 mld euro. Jego zdaniem potrzebne jest rozwiązanie, które ochroni polskich producentów, ale nie zamknie im dostępu do zagranicznych rynków.

Kontrola zamiast zamykania granicy

Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa, uważa, że kwestia ukraińskiego eksportu powinna być rozwiązywana na poziomie całej UE, a nie wyłącznie w relacjach Polski z Ukrainą. Przypomina, że już w latach 90. ostrzegał przed sytuacją, w której Ukraina i Rosja rozwiną własną produkcję żywności – przez lata były one odbiorcami polskich nadwyżek, ale dziś relacja zaczyna się odwracać.

Janiszewski proponuje, by jednym z podstawowych narzędzi ochrony polskiego rynku była kontrola jakości. Jego zdaniem produkty niespełniające unijnych standardów powinny być zawracane do kraju pochodzenia, a skuteczniejsze kontrole wymagałyby większej liczby inspektorów weterynaryjnych i fitosanitarnych oraz dodatkowych laboratoriów.

Zrobiłbym największy wysiłek, żeby problem importu - legalnego czy nielegalnego - żywności z Ukrainy na teren Polski był problemem Unii Europejskiej, a nie problemem Polski – podkreśla.

Michał Kołodziejczak zwraca natomiast uwagę na szerszy problem niepewności, z jaką mierzą się rolnicy. Jego zdaniem gospodarstwa powinny być lepiej przygotowane na wahania rynkowe i kryzysy, a podstawą wsparcia nie powinny być wyłącznie dopłaty państwa, lecz możliwość uzyskania godziwej ceny za wyprodukowaną żywność.

Wybrane dla Ciebie