Wielkie apetyty budżetowych "świętych krów". Będą cięcia

Mimo około 3-proc. inflacji przyszłoroczne budżety takich instytucji jak Kancelarie Sejmu, Senatu i Prezydenta czy Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich mają wzrosnąć średnio o 18 proc. W Sejmie już słychać zapowiedzi, że nie ma szans na podwyżki o takiej skali, dlatego posłowie przytną te oczekiwania. Dylematem wciąż pozostaje budżet Trybunału Konstytucyjnego.

Zarządzane przez nich instytucje muszą się liczyć z weryfikacją Budżetowy wyścig po pieniądze
Źródło zdjęć: © East News, Getty Images | Artur Szczepanski, NurPhoto, Pawel Wodzynski
Tomasz ŻółciakGrzegorz Osiecki

Kancelaria Sejmu - ponad 1 mld zł (wzrost o 20 proc.). Kancelaria Senatu - 310 mln zł (również wzrost o 20 proc.). Kancelaria Prezydenta - prawie 360 mln zł (wzrost o 15 proc.). Rzecznik Praw Obywatelskich - ponad 101 mln zł (wzrost o 20 proc.).

To tylko przykłady oczekiwań tzw. świętych krów budżetowych dotyczących potrzeb finansowych na przyszły rok, zgłoszonych przy okazji prac nad budżetem państwa na 2027 r. "Święte krowy" to potoczna nazwa najważniejszych instytucji, które mogą same zgłaszać propozycje swoich budżetów na kolejny rok. Rząd, opracowując projekt ustawy budżetowej, nie ma prawa ingerować w te wyliczenia. To może się stać dopiero na etapie prac sejmowych nad budżetem.

Na obecnym etapie widać, jak duże są apetyty "świętych krów". Jeśli weźmiemy pod uwagę średni oczekiwany wzrost pieniędzy dla każdej z tych instytucji, to wychodzi ponad 18 proc. więcej w stosunku do roku obecnego. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę średnią ważoną (łączny budżet 2027 vs. łączny budżet 2026 wszystkich tych samych instytucji), to oczekiwany wzrost wyniósłby 8,5 proc.


WIDEO
Berek w TK? "Nie zagłosowałabym za jego kandydaturą"


Jak tłumaczą wzrosty

Zapytaliśmy, z czego wynika tak duże oczekiwanie - tym bardziej że projektowana na przyszły rok średnioroczna inflacja ma wynieść 2,8 proc.

Budżety tzw. świętych krów.
Budżety tzw. świętych krów © MF, ustawy budżetowe | Redakcja WP

Kancelaria Sejmu przekonuje, że tak duży wzrost wydatków nie wynika z prostego zwiększenia dotychczasowych kosztów o wskaźnik inflacji. "Jest związany przede wszystkim z dodatkowymi wydatkami przypadającymi na rok zmiany kadencji Sejmu, realizacją nowych obowiązków w zakresie cyberbezpieczeństwa, bezpieczeństwa fizycznego oraz zaplanowanymi inwestycjami i pracami remontowymi" - czytamy w odpowiedzi biura prasowego KS.

Rok 2027 będzie rokiem zakończenia obecnej i rozpoczęcia nowej kadencji Sejmu. Wiąże się to z kosztami, które nie występują w takiej skali w pozostałych latach kadencji. Obejmują one m.in. likwidację dotychczasowych i organizację nowych biur poselskich oraz biur klubów i kół poselskich i parlamentarnych, a także wypłatę odpraw parlamentarnych. Zwiększone wydatki z tego tytułu są charakterystyczne dla każdego roku, w którym odbywają się wybory parlamentarne - podkreśla Kancelaria Sejmu.

Dodatkowo planowane są remonty części budynków sejmowych, inwestycje zwiększające bezpieczeństwo (w tym dotyczące ochrony przed zagrożeniami związanymi z wykorzystaniem dronów) czy zatrudnienie dodatkowych specjalistów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo teleinformatyczne. "W przypadku podstawowych, powtarzalnych kategorii wydatków, takich jak wynagrodzenia, uposażenia i diety poselskie oraz środki na działalność biur poselskich, klubów i kół poselskich i parlamentarnych, w projekcie budżetu przyjęto wzrost o 3 proc., a więc na poziomie zbliżonym do prognozowanej inflacji" - zapewnia Kancelaria Sejmu.

Na podobny aspekt - związany z zakończeniem obecnej kadencji i rozpoczęciem kolejnej - wskazuje Kancelaria Senatu. Ale przywołuje też ustawowe zadanie dotyczące pomocy Polonii i Polakom za granicą. Dotacje celowe dla organizacji pozarządowych wykonujących te zadania na zlecenie Senatu mają wynieść 100 mln zł i ich kwota jest wyższa o prawie 40 proc. w stosunku do roku bieżącego.

W biurze Rzecznika Prawo Obywatelskich, którym od niedawna kieruje Sylwia Gregorczyk-Abram, słyszymy jeszcze inne powody. Biuro wskazuje, że planowany wzrost wydatków nie wynika z prognoz inflacyjnych, lecz ma "charakter stabilizacyjny".

Jest on bezpośrednią konsekwencją nałożenia na RPO nowych obowiązków ustawowych oraz konieczności powstrzymania kryzysu kadrowego, który zagraża sprawnemu wykonywaniu zadań konstytucyjnych - tłumaczy dyrektor generalny w Biurze RPO Tomasz Bzukała.

Jeden z przytaczanych argumentów dotyczy wieloletniej luki płacowej. - Biuro RPO konkuruje o tych samych prawników, legislatorów, ekspertów, informatyków i analityków z ministerstwami i urzędami centralnymi, oferując stawki rażąco niekonkurencyjne - wskazuje rozmówca. I tak przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto (z uwzględnieniem 13. pensji) w Biurze RPO wynosiło ponad 12,6 tys. zł, podczas gdy np. w Kancelarii Premiera to ok. 17,5 tys. zł, w Kancelarii Sejmu - 16,8 tys. zł, a w Biurze Rzecznika Praw Dziecka - 13,3 tys. zł.

Do czasu publikacji Kancelaria Prezydenta RP nie odpowiedziała na nasze pytania.

Będą cięcia

Projekt ustawy przez najbliższy miesiąc będzie konsultowany z partnerami społecznymi, a następnie zostanie skierowany do Sejmu. Dopiero tam mogą nastąpić ewentualne korekty budżetów proponowanych przez "święte krowy". A, jak słyszymy, ograniczenie apetytów tych instytucji jest nieuniknione.

Mam wrażenie, że te propozycje budżetowe to swoista gra, w której instytucje te z góry zakładają, że ich propozycje zostaną przez nas przycięte, w związku z czym zgłaszają zapotrzebowanie z dużą górką - ocenia szef sejmowej komisji finansów publicznych Janusz Cichoń (KO).

- Na pewno będziemy wnikliwie się tym propozycjom przyglądać, biorąc pod uwagę kondycję budżetu państwa - zastrzega.

Z reguły faktycznie propozycje "świętych krów" są istotnie przycinane w Sejmie. Przykładowo, projekt budżetu państwa na 2026 r. zakładał, że Kancelaria Sejmu otrzyma ponad 900 mln zł. Finalnie skończyło się na ok. 883 mln zł, czyli o ok. 4 proc. więcej niż w roku 2025.

Zapewne też, jak co roku, będzie toczyć się gra wokół budżetów instytucji, które nie są w kręgu oddziaływania aktualnej władzy. - Aż kusi, by przeliczyć niektóre z budżetów, np. Kancelarii Prezydenta, porównując budżety sprzed lat, np. kancelarii prezydenta Komorowskiego z ostatniego roku jego urzędowania, z uwzględnieniem inflacji i zobaczyć, jaka jest skala wzrostów przez te lata, a więc czy tegoroczna propozycja kancelarii Nawrockiego nie odbiega od dotychczasowych trendów - przyznaje nasz rozmówca z koalicji.

Dylemat trybunalski

Jak pisaliśmy, projekt ustawy budżetowej na 2027 r. nie przewiduje żadnych pieniędzy na Trybunał Konstytucyjny. Resort finansów uznał, że prezes TK Bogdan Święczkowski nie dostarczył mu skutecznie planu finansowego trybunału na kolejny rok. Rządzący podkreślają, że Święczkowski zrobił to z pominięciem Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK, które zgodnie z ustawą powinno taki plan zaakceptować przed wysłaniem go do resortu. Sam Trybunał w oświadczeniu twierdzi, że projekt dochodów i wydatków TK na 2027 r., przygotowany przez dyrektora kancelarii TK, został przekazany 30 lipca i że "przekazanie projektu budżetu w tym trybie jest zgodne z 30-letnią praktyką Trybunału". Tyle że z oświadczenia na stronie internetowej TK nie wynika, by plan wcześniej został przedłożony Zgromadzeniu Ogólnemu.

Minister finansów Andrzej Domański uznał więc, że nie ma podstawy prawnej, by zaplanować choćby złotówkę dla TK w ustawie budżetowej. W grę nie wchodziło też wpisanie TK z kwotą 0 zł. - System informatyczny tego nie zaakceptuje. A wpisanie choćby 1 zł powoduje naruszenie prawa przez ministra - wskazuje rządowy rozmówca i tłumaczy, że właśnie z tych powodów zdecydowano się w ogóle nie uwzględniać TK w projekcie ustawy. Czy to się jeszcze może zmienić, skoro budżet państwa może być przyjęty nawet w styczniu, a układ sił w samym TK do tego czasu może ulec zmianie? Z jednej strony nasz rozmówca niczego nie wyklucza, ale z drugiej przekonuje, że rząd na tym etapie już nic zrobić nie może. - Dopiero Sejm może wprowadzić zmiany, jakie chce - wskazuje.

Ale takie stawianie sprawy nie podoba się naszym rozmówcom z Sejmu. - My możemy dokonywać zmian w budżecie, ale trudno sobie wyobrazić, że jeśli TK nie będzie tam w ogóle, to posłowie będą generować nowe pozycje budżetowe poprzez dopisanie pozycji "Trybunał Konstytucyjny" wraz z kwotą. Nie mamy do tego prawnej legitymacji. To są poważne środki, a skoro ich nie ma w budżecie, to pytanie, skąd je wziąć. Sejm nie może swoimi decyzjami zwiększyć deficytu - protestuje jeden z posłów koalicji. Liczy, że mimo wszystko do Sejmu pod koniec września finalnie trafi projekt uwzględniający TK w jakimś zakresie, przez co posłowie będą mieli ułatwione zadanie, jeśli trzeba będzie dokonać korekt w tym zakresie.

Wybrane dla Ciebie