"Akt sabotażu". Władze Brandenburgii o ładunkach wybuchowych przy elektrowni

Podłożenie ładunków wybuchowych w pobliżu elektrowni węglowej Jaenschwalde na wschodzie Niemiec było aktem sabotażu - oświadczył minister spraw wewnętrznych Brandenburgii Jan Redmann. Incydent doprowadził do awarii stacji transformatorowej i samoczynnego wyłączenia jednego z bloków.

Police officers block the road leading to a power substation in Turnow-Preilack, Germany, 01 September 2026. Several improvised explosive devices were found at a substation, damaging several power lines, according to police and a grid operator. The facility is an important hub in the Lausitz power grid and is connected to the nearby Janschwalde coal-fired power plant. EPA/CLEMENS BILAN Dostawca: PAP/EPA.Policyjny radiowóz na drodze prowadzącej do elektrowni Jaenschwalde na wschodzie Niemiec, przy granicy z Polską
Źródło zdjęć: © PAP | PAP/EPA/CLEMENS BILAN
Marcin Walków

Redmann mówił we wtorek na miejscu zdarzenia, że sprawcy próbowali przy użyciu ładunków wybuchowych wprowadzić materiał przewodzący do linii najwyższych napięć. – W kilku przypadkach im się to udało – powiedział.

Co wiadomo o ataku przy stacji transformatorowej w Turnow-Preilack

Szef MSW Brandenburgii przekazał, że celem działania sprawców miała być destabilizacja sieci elektroenergetycznej oraz dostaw energii, jednak - jak podkreślił - nie doszło do przerwy w zasilaniu. Redmann ocenił, że Brandenburgia "wyszła z tego obronną ręką", biorąc pod uwagę liczbę znalezionych urządzeń oraz fakt, że dostawy prądu utrzymano.

Minister potwierdził też wcześniejsze doniesienia mediów o tym, że do sabotażu doszło w bezpośrednim sąsiedztwie stacji transformatorowej elektrowni Jaenschwalde. Na razie nie ma informacji o motywach sprawców. Służby nadal szukają kolejnych ładunków wybuchowych.


WIDEO
Rosja podpala, testuje i straszy. Chodzi o psychologiczną presję


Leag: awaria bloku B o mocy 500 megawatów

Operator elektrowni, koncern Leag, poinformował, że atak na stację transformatorową doprowadził do awarii bloku B o mocy 500 megawatów, który samoczynnie się wyłączył. Operator sieci przesyłowej przekazał natomiast, że wystąpiła krótkotrwała przerwa w zasilaniu, ale zapewnił, że wszystkie linie już pracują.

Premier Brandenburgii Dietmar Woidke wskazał, że w ataku nikt nie ucierpiał. – Mimo to bardzo poważnie traktujemy ataki na naszą infrastrukturę krytyczną. Zatrważająco wysoka częstotliwość takich zdarzeń pokazuje, że musimy zdecydowanie chronić naszą infrastrukturę – powiedział.

Ładunki znaleziono we wtorek rano przy stacji transformatorowej w gminie Turnow-Preilack w Brandenburgii, niedaleko elektrowni Jaenschwalde. Według operatora siłowni były to samodzielnie skonstruowane urządzenia pirotechniczne.

"Z dotychczasowych ustaleń wynika, że próba zniszczenia mienia została podjęta przy użyciu samodzielnie skonstruowanych pocisków, które przypominają dostępne w handlu rakiety sylwestrowe" – poinformował operator. Na miejscu znaleziono również kolejne pociski, które nie zostały wystrzelone. Śledztwo w sprawie incydentu przejął Urząd Kryminalny Brandenburgii.

Dlaczego okolice Preilack są kluczowe dla zasilania regionu

W stacji transformatorowej Preilack w powiecie Spree-Neisse - w pobliżu granicy Brandenburgii z Saksonią i ok. 20 km od granicy z Polską - rozdziela się ponadregionalnie i regionalnie prąd wytwarzany w elektrowni Jaenschwalde.

Elektrownia Jaenschwalde powstała w latach 1976–1989 jako ostatnia elektrownia budowana w NRD. Położona pod Chociebużem siłownia jest największą elektrownią węglową w Brandenburgii. Z pierwotnych sześciu bloków pracują już tylko dwa lub trzy, ale nadal odpowiadają za dużą część zasilania regionu; wyłączenie elektrowni jest planowane na 2028 r.

W kontekście incydentu brandenburskiego media przypomniały też atak na linie wysokiego napięcia w Berlinie z stycznia, który przez kilka dni pozbawił prądu tysiące gospodarstw domowych. Do podpalenia przyznała się wtedy skrajnie lewicowa, anarchistyczna Grupa Wulkan.

Źródło: PAP

Wybrane dla Ciebie