Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Wszystkie autostrady w Polsce będą płatne? Owszem, kiedyś

Nie wykluczamy poboru opłat za wszystkie autostrady od listopada 2018 r. - interpelacja z takim komentarzem obiega internet. W tym przypadku jednak nie należy się denerwować. Wyjaśniamy dlaczego.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PIOTR KAMIONKA/REPORTER)

"Minist Infrastruktury: Nie wykluczamy od XI 2018 poboru opłat za wszystkie autostrady w Polsce" (pisownia org. - red.) - tweet o takiej treści obiega internet. Na dowód podana jest odpowiedź na interpelację poselską, podpisana przez wiceministra infrastruktury Jerzego Szmita. Tyle że te słowa wcale w przytaczanej odpowiedzi nie padły.

Można się oburzać, że rząd szuka pieniędzy w kieszeni kierowców. Głośny w tym tygodniu pomysł z wprowadzeniem opłaty paliwowej wydaje się taką tezę potwierdzać. Tyle że akurat w przypadku opłat za autostrady trudno mówić o pazerności rządu czy drenowaniu portfeli kierowców. Dlaczego? Bo wszystkie drogi najwyższej kategorii są z założenia w Polsce płatne.

Wskazuje to ustawa o wiele mówiącym tytule "o autostradach płatnych". Można w niej wyczytać, że "za przejazd autostradą, po dostosowaniu jej do poboru opłat, pobierane są opłaty za przejazd". Czyli jeżeli jeździmy w naszym kraju autostradą za darmo, to nie jest to reguła, ale właśnie wyjątek od niej.

Zobacz też: Nowe drogi w Polsce. 397 km bez autostrad

Takie wyjątki mamy w naszym kraju trzy. To A1 od Strykowa do Torunia, A2 ze Strykowa do Warszawy oraz A4 od Krakowa do granicy z Ukrainą. Tam kierowcy aut osobowych nie płacą. Co jakiś czas opinię publiczną rozpala informacja, że pojawią się tam bramki. Do tej pory jednak żadna z tych informacji się nie potwierdziła.

Największy problem jest z A2 między Strykowem a Konotopą. Mówiąc po polsku, a nie w języku drogowców: między Łodzią a Warszawą. Droga powstała na Euro 2012 i od tej pory jeździmy nią za darmo. To oznacza, że parametrów autostrady nie spełnia już ponad pięć lat.

I niezbyt wiadomo, co z tym fantem zrobić, bo to główne i bardzo popularne połączenie drogowe między stolicą a Łodzią. Wiele osób jeździ tamtędy codziennie do pracy. Postawienie bramek byłoby bardzo niepopularną decyzją, nie mówiąc już o tym, że ruch rozlałby się na pobliskie drogi przez mniejsze miejscowości. Tego nikt nie chce. Stan prowizorki jak trwał, tak trwa.

Nie ma oficjalnych deklaracji rządu, kiedy za przejazd tymi trzema odcinkami trzeba będzie płacić. Zapytał więc o to były minister infrastruktury, a obecnie poseł PO Cezary Grabarczyk. Skierował do ministerstwa infrastruktury interpelację w tej sprawie. Niestety, odpowiedzi konkretnej nie otrzymał.

- "Nie został jeszcze uzgodniony końcowy scenariusz działań, a ostateczne decyzje w tym zakresie dotąd nie zapadły. Z uwagi na powyższe na obecnym etapie nie jest możliwe odniesienie się do pytań o szczegóły docelowej koncepcji w szczególności objęcie systemem opłat odcinków autostrad wymienionych przez Pana Posła, tj; A1 (Stryków – Toruń), A2 (Stryków –Warszawa) oraz A4 (Kraków – granica z Ukrainą)" - odpisał wiceminister Szmit.

Skoro więc decyzje nie zapadły, to skąd data listopada przyszłego roku? To bardzo proste. Wtedy kończy się umowa z operatorem e-myta, czyli austriacką firmą Kapsch. Ważą się losy tego, jak pobór opłaty za przejazd będzie wyglądał w przyszłości.

Do listopada tego roku rząd powinien się zdecydować, czy nadal chce utrzymać radiowy system poboru, jaki mamy teraz, czy zdecyduje się na zmianę technologii na satelitarną. Obie mają swoje plusy i minusy.Jeśli zdecyduje się wybrać w przetargu inną firmę, niż Kapsch, to musi wybrać ją szybko, by miała rok na przejęcie systemu.

Nadal jednak nie wiadomo, na co zdecyduje się rząd: bramownice czy satelity. I o tym obszernie informuje wiceminister Szmit. - "Minister Infrastruktury i Budownictwa w celu intensyfikacji prac powołał Zespół do spraw przygotowania nowego systemu poboru opłat, jego zadaniem jest w szczególności analiza i podsumowanie wyników dotychczasowych prac oraz zdefiniowanie głównych założeń funkcjonowania nowego mechanizmu poboru opłat" - pisze. Streścić to można w czterech słowach: ministerstwo nad tym pracuje.

Pamiętajmy jednak, że chodzi o e-myto. Opłatę, która dotyczy pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony i autobusów. Nie samochodów osobowych.

Rzeczywiście, nie można wykluczyć, że od listopada 2018 r. na wszystkich autostradach staną wreszcie bramki. Ale - jak już wspomnieliśmy - i tak nas to czeka. No, chyba że Sejm zmieni ustawę o autostradach płatnych. Idąc tym tropem rozumowania, nie można wykluczyć, że cała A1, A2 i A4 będą płatne za miesiąc albo za dwa. Za rok albo za dziesięć lat.

Tagi: autostrady w polsce, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
16-07-2017

veliciraptor[QUOTE] że od listopada 2018 r. na wszystkich autostradach [/QUOTE] jak zwrócą do UNII wszystkie dotacje do zbudowanych autostrad, to sprywatyzują i … Czytaj całość

15-07-2017

OldJakie autostrady ??, te dwupasmowe ekspresowki nazywacie autostradami ??? Smiechu warte !!

16-07-2017

aqaA pamiętacie jak minister Mucha zapłaciła Madonnie 20 mln złotych z 2,5 godzinny koncert ? 20 Polskich szpitali można by było doinwestowac za takie … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (31)