Przejęcie sytemu e-myta się komplikuje. Wpływy wiszą na włosku

Przetarg, który miał wyłonić podwykonawców odwołany. Zawiązywane konsorcja idą w rozsypkę, a państwo rzekomo nie dysponuje nawet dokumentacją, ani kodami do systemu.

Termin przejęcia systemu poboru opłat, z którego wpływy wynoszą 5,5 mln zł dziennie, zbliża się nieubłaganie.
Źródło zdjęć: © WOJCIECH STROZYK/REPORTER
Przemysław Ciszak

Przetarg, który miał wyłonić podwykonawców odwołany. Zawiązywane konsorcja idą w rozsypkę, a państwo rzekomo nie dysponuje nawet dokumentacją, ani kodami do systemu.

Termin przejęcia systemu poboru opłat, z którego wpływy wynoszą 5,5 mln zł dziennie, zbliża się nieubłaganie. Generalna Inspekcja Transportu Drogowego ma jednak problem z wyłonieniem podwykonawców – pisze"Puls Biznesu".

Przetarg w procedurze negocjacji bez ogłoszenia wzbudzał kontrowersje. Gra toczyła się o 200 mln zł. Zainteresowanych było 5 firm. Kłopot w tym, że Instytut Łączności unieważnił postępowanie.

Dlaczego? Według informatora "Pulsu Biznesu" ze względu na niemożliwą do uniknięcia wadę prawną. Zamówienie ma zostać udzielone w innym trybie.

Inspekcja Łączności zapewnia, że realizacja umowy nie jest zagrożona. Jednak czas potrzebny na wdrożenie pracowników do pracy przy systemie to co najmniej 6 miesięcy – przyznała GITD. Ale czasu jest o połowę mniej.

Jak zaznacza "Puls Biznesu", państwo potrzebuje również odpowiedniej dokumentacji i kodów źródłowych, których - według informacji dziennika – wciąż nie posiada. Dziennik sugeruje, że beneficjentami takiej sytuacji będą prywatne firmy. Grono zainteresowanych jest ogromne.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie