Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Kiwanie skarbówki trwa w najlepsze. Zagraniczni bukmacherzy nic nie robią sobie z przepisów

Kiwanie skarbówki trwa w najlepsze. Zagraniczni bukmacherzy nic nie robią sobie z przepisów

Zagraniczne firmy bukmacherskie znalazły prosty sposób na omijanie polskich przepisów. Ryzykują za to klienci Fot. Piotr Kamionka/REPORTER; EastNews
Zagraniczne firmy bukmacherskie znalazły prosty sposób na omijanie polskich przepisów. Ryzykują za to klienci

Jak wykiwać urzędników administracji skarbowej? Wystarczy jedna cyferka. Tak przepisy nad Wisłą omijają nielegalne firmy bukmacherskie. Zmieniają stronę internetową i przekonują Polaków, że wszystko jest zgodne z prawem. Nie jest. A urzędnicy nie mają sposobu, by wygrać tę walkę.

Do Polaków w ostatnim czasie wydzwaniają przedstawiciele bukmacherów bez licencji - wynika z informacji money.pl. I przekonują, że gra u nich jest bezpieczna. Nie jest. To na graczach spoczywa ryzyko. Zgodnie z przepisami karze pieniężnej podlega również uczestnik nielegalnych zakładów. A kara może być bolesna - to nawet do 250 tys. zł.

Ministerstwo Finansów od roku walczy z nielegalnymi firmami bukmacherskimi. W tym celu stworzyło rejestr stron zakazanych - tam trafiają adresy internetowe nielegalnych podmiotów. I w teorii gracze z Polski nie powinni się już z nimi łączyć. Dlaczego tylko w teorii?

Zobacz także: Warunki, jakie muszą spełnić bukmacherzy, którzy chcą prowadzić działalność w Polsce

Bo bukmacherzy bez problemu rejestr omijają. Dodają jedną cyferkę do adresu strony internetowej (zamiast np. SuperZakładyBukmacherskie.pl jest SuperZakładyBukmacherskie-2.pl) i działają w najlepsze. I tak w kółko. A urzędnicy taki manewr wyłapują dopiero po czasie. Resort finansów w odpowiedzi na pytania money.pl przyznaje wprost - tak było i niestety będzie dalej. - To jedynie odwleka zablokowanie strony w czasie, ale wiemy doskonale o takich praktykach - mówi jeden z przedstawicieli resortu. I Ministerstwo Finansów nic z tą wiedzą nie robi. Kiwanie polskiej skarbówki na razie się nie zakończy. Uszczelnienie przepisów przyniosłoby ponad pół miliarda złotych do budżetu.

O co chodzi?

Jak ujawniliśmy w money.pl, zagraniczne firmy bukmacherskie uaktywniły w ostatnim czasie promocje dla polskich graczy. Dzwonią, przekonują, namawiają. Jak? A na przykład darmową stówką, taką w ramach bonusu. Warunek? Wystarczy wrócić do gry, a dodatkowe pieniądze na zakłady się szybko znajdą.

Fragment rozmowy konsultantki firmy bukmacherskiej otrzymaliśmy od jednego z czytelników - pana Przemysława - za pośrednictwem formularza dziejesie.wp.pl. Publikowaliśmy rozmowę w materiale pt. "Dziurawy jak ustawa hazardowa. Zagraniczni bukmacherzy wydzwaniają do polskich graczy".

Przemysław: To jest legalne wszystko?

Konsultantka: Tak. Panie Przemysławie, niestety ta sytuacja nie jest do końca jednoznaczna. (...) Większość konkurencji w ogóle wycofała się z rynku polskiego, bo tutaj to dostanie licencji no nie jest, nie jest takie proste. (...) Staramy się o licencję. Na ten moment jej nie mamy, przy czym cały czas działamy. Nie mamy żadnych informacji, żeby działo się coś złego. Po chwili konsultantka bez problemu przyznaje, że dzwoni wprost z Malty.

W ten sposób o polskich klientów walczy m.in. międzynarodowa firma Unibet. To jeden z ważniejszych graczy na światowym rynku zakładów. W ofercie ma też internetowe kasyno, pokera, zdrapki, bingo i automaty do gry. Liczba aktywnych graczy przekracza 1,5 mln.

W rozmowie nie byłoby nic złego, gdyby nie fakt, że Unibet nie ma polskiej licencji. A ta jest niezbędna, by zgodnie z prawem (i wprowadzoną w 2017 roku ustawą hazardową) prowadzić na terenie naszego kraju zakłady wzajemne. W tej chwili na liście legalnych firm działających w sieci jest tylko 10 podmiotów. To: Fortuna, Milenium, Star Typ Sport (STS), Totolotek, E-Toto, forBET, LV Bet, Totalbet, Cherry Online i BEM Operations Limited. Licencje na działanie w punktach stacjonarnych ma z kolei też: Superbet i Traf.

Część zagranicznych firm z Polski się po prostu wycofała. Zrobił tak np. gigant internetowych zakładów bet365. Poza tym zniknęło np. Rivalo, Betano, WilliamHill, 888sport. Exodus bukmacherów liczył kilkadziesiąt podmiotów. Niektórzy jednak działają dalej. I nic sobie z przepisów nie robią. Unibet w rozmowach z klientami wspomina, że stara się o licencję.

Zobacz także: Polski bukmacher chce podbić Afrykę. "Miliony ludzi i bogacące się społeczeństwo"

- Firma Unibet i Kindred Group (czyli właściciel bukmachera - red.) nie posiadają zezwolenia na przyjmowanie zakładów wzajemnych przez internet i nie znajduje się na liście takich podmiotów publikowanej na stronie MF - informuje money.pl Ministerstwo Finansów. To odpowiedź na nasz pierwszy materiał i szereg pytań, które wysłaliśmy do resortu.

- Należy wskazać, że firma Unibet nie złożyła wniosku o udzielenie zezwolenia na przyjmowanie zakładów wzajemnych przez sieć internet. W roku 2017 z wnioskiem takim zwrócił się natomiast podmiot zagraniczny, zależny od Kindred Group. Powyższy wniosek został pozostawiony bez rozpatrzenia z powodu braków formalnych - dodaje resort. I potwierdza, że staranie się o licencje i tak nie uprawnia nikogo do prowadzenia legalnych zakładów w Polsce.

Podobnie zresztą resort ocenia działalność reklamową Unibet na terenie kraju. Nie ma licencji, nie może się reklamować. I co w związku z tym? Niewiele. Resort zachęca do wysyłania do organów skarbowych zgłoszeń o naruszeniu takich przepisów. Wtedy urzędnicy zadziałają szybciej.

"Na bieżąco", czyli "za jakiś czas"

Krajowa Administracja Skarbowa monitoruje internet i wyłapuje naruszenia przepisów. W efekcie do rejestru nielegalnych domen trafiło już 3,5 tys. stron. Ministerstwo Finansów zapewnia, że skarbówka robi to na bieżąco. Wystarczy jednak spojrzeć w rejestr i spróbować połączyć się z nielegalnymi bukmacherami, by wiedzieć, że "bieżąco" znaczy "po jakimś czasie". Z wchodzeniem na strony nielegalnych firm nie ma najmniejszego problemu. Dlaczego? Bo wystarczy zmienić nazwę strony, by działać dalej. Zanim urzędnicy ją znajdą i zablokują, można zmienić stronę kolejny raz. I widać to w rejestrze. Większość bukmacherów już teraz ma dodatkową cyferkę przy adresie i kilkadziesiąt zablokowanych stron. A i tak działają w Polsce.

Zobacz także: Nowych bukmacherów nie przybywa. MF cofa wnioski i czeka

Unibet nie komentuje sprawy i informacji o własnej licencji. Na pytania money.pl firma nie odpowiedziała. Zastrzegła jedynie, że czeka na rozstrzygnięcia międzynarodowych sądów. W ten sposób odpowiedziała na polskie przepisy i sama chce z nimi walczyć.

Ale to niejedyna firma, która w ostatnim czasie stara się o rodzimych graczy. E-maile z propozycjami współpracy dostali też ci, którzy mieli konta w serwisie bet-at-home. Tu z kolei oferta dotyczy byłych współpracowników - tych, którzy pomagali przyciągnąć klientów. Z informacji money.pl wynika, że mieli otrzymać darmowe kody dla potencjalnych klientów.

"Uwaga! Strona internetowa, z którą podjęto próbę połączenia, jest wykorzystywana do nielegalnego oferowania gier hazardowych" (pisownia oryg.) - tak wygląda początek komunikatu, który wyświetla się na niezarejestrowanych w naszym kraju serwisach hazardowych.

Wspomniany Unibet jest w rejestrze na 38 pozycjach. Część adresów jest z Polski, część ma zagraniczne końcówki. Jedna z nich to Unibet-2. W tej chwili gracze bez problemu korzystają z usług serwisu za pośrednictwem strony Unibet-3. Inny przykład? Polscy gracze z serwisem Betsson łączą się przez adres Betsson-8. Na liście jest też bet-at-home. I również w adresie dodaje cyferki. W niektórych już nawet trzy.

- Sytuacja jest wysoce niebezpieczna, gdyż nieświadomi klienci są jawnie wprowadzani w błąd. Kontaktuje się z nimi polska obsługa klienta, która korzysta z polskiego prefixu, co uwiarygadnia, że działa na terytorium Polski legalnie. Ponadto pracownik dodatkowo wyjaśnia potencjalnemu klientowi, że w zakresie korzystania z usług firmy Unibet nic się nie zmieniło. De facto jest wprost zachęcany do łamania polskiego prawa. Tymczasem w rzeczywistości graczowi grozi odpowiedzialność karnoskarbowa, a co za tym idzie - wysokie kary - tak sytuację oceniał w rozmowie z money.pl Łukasz Borkowski ze stowarzyszenia Graj Legalnie.

Rynek wart walki

- Szara strefa w zakładach bukmacherskich nadal jest bardzo duża i sięga 60 proc. wartości całego rynku. Oznacza to, że polski budżet stracił tylko w zeszłym roku niemal 600 mln złotych z tytułu podatku od gier - tłumaczył Borkowski. I żalił się, że czas reakcji urzędników jest po prostu zbyt długi. Bardzo często zgłoszenia o nielegalnych podmiotach wysyłają legalni przedstawiciele branży. I wcale się z tym nie kryją. Dla nich to biznesowa konieczność. Szacuje się, że polski rynek e-bukmacherski wart jest ok. 5-6 mld zł.

3,3 mld zł - tyle wyniosły w 2017 r. obroty bukmacherów legalnie działających w Polsce. Rok wcześniej było to "zaledwie" 1,7 mld. To efekt zmian w przepisach, Skarb Państwa wzbogacił się o 396 mln zł. Z szacunków "Graj Legalnie" wynika, że całkowita likwidacja tych "nielegalnych" bukmacherów przyniosłaby dodatkowe 594 mln zł. Więcej jest jeszcze do zgarnięcia, niż udało się uszczelnić.

Kolejną gorzką do przełknięcia w Ministerstwie Finansów pigułką jest fakt, że zagraniczni operatorzy nie postanowili rejestrować swojej działalności w Polsce, na co liczyli urzędnicy ze Świętokrzyskiej. Z klasycznych bukmacherskich rajów podatkowych - takich jak Malta i Cypr - zarejestrowała się w Polsce tylko jedna firma. Do wchodzenia na nasze podwórko nie zachęca stawka podatku. W Austrii ten podatek to 2 proc., w Irlandii 1 proc., na Słowacji 5,5 proc., a w Niemczech 5 proc. U nas 12 proc.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
true
2018-10-14 11:44
Z firm zagranicznych ktore uzyskaly licencje sa juz dwie, jest to szwedzka firma cherry online (pzbuk) oraz BEM (Betclic), superbet rowniez nie jest polska firma a rumunska choc narazie licencji na gre online nie maja to dzialaja przeciez na rynku naziemnym. Nie zmienia to faktu jednak ze gdyby zmienic model opodatkowania z obrotowego 12%, na podatek od zysku firmy GGR (jak w Danii) nawet mogloby to byc 25% to odrazu wnioski o licencje zlozyloby ze 20-30 zagranicznych firm, jednak wiadomo ze polskie firmy takie rozwiazanie beda blokowac bo nie wytrzymalyby konkurencji z takimi gigantami jak unibet czy bet365. Obecnie praktycznie STS i fortuna maja monopol - jakies 80% rynku wiec im to pasuje
mika
2018-10-13 01:41
Lotto przez internet jest zakazane (serio!!!) w zimbabwe, korei płn., bangladeszu no i w Polsce!
Koko
2018-10-12 15:17
Kiedy bedzie mini lotto za 1 zl ???
Czemu jeszcze maszyny dzialaja w lokalach dla znajomych ???
Pokaż wszystkie komentarze (29)