Notowania

śmieci
30.05.2018 15:33

"Wystarczy postawić Zenka z widłami i już mamy instalacje do recyklingu". Tak zasypuje się Polskę śmieciami

Kawałek odwodnionego terenu, niewiążąca opinia sanepidu i zgoda władz samorządowych. Tyle trzeba żebyś na każdej tonie przyjętych śmieci mógł zarobić około 200 zł. Biznes byłby mniej opłacalny gdyby trzeba było je przerabiać, ale przecież można je spalić. Nikt nie sprawdza przecież czy wiesz cokolwiek o recyklingu.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Lukasz Szelag/REPORTER)
Podpalenie odpadów daje znakomity zarobek. Jednak i bez ognia można przy lukach w prawie świetnie zarobić w tym biznesie.

Kawałek odwodnionego terenu, niewiążąca opinia sanepidu i zgoda władz samorządowych. Tyle trzeba, żebyś na każdej tonie przyjętych śmieci mógł zarobić około 200 zł. Biznes byłby mniej opłacalny, gdyby trzeba było je przerabiać, ale przecież można je spalić.

Płonące w Polsce śmieci, o których pisaliśmy w money.pl, są efektem wieloletnich zaniedbań w obszarze polityki odpadami. Wprawdzie mamy już kolorowe kubły i wielu z nas już nie wyrzuca razem szkła, plastików i resztek obiadu, to nadal dziurawe prawo czyni z rynku śmieciowego Dziki Zachód.

Żeby zacząć przyjmować do swojej instalacji recyklingu odpady od polskich gmin, zakładów czy zagranicznych producentów, trzeba tylko spełnić kilka wymogów. Definicje takiej właśnie instalacji znajdziemy w ustawie Prawo ochrony środowiska z 2001 z późniejszymi zmianami.

Dym z płonących plastików gorszy niż smog

W art. 3.pkt 6 tego dokumentu czytamy, że może to być: „a) stacjonarne urządzenie techniczne, b) zespół stacjonarnych urządzeń technicznych powiązanych technologicznie, do których tytułem prawnym dysponuje ten sam podmiot i położonych na terenie jednego zakładu, c) obiekty budowlane niebędące urządzeniami technicznymi ani ich zespołami”.

Natomiast sam obiekt budowlany zdefiniowany jest w art. 3. pkt 3 i 3a Prawa budowlanego: „Każdy obiekt budowlany niebędący budynkiem lub obiektem małej architektury, jak: obiekty liniowe, lotniska, mosty, wiadukty, estakady, tunele, przepusty, sieci techniczne, wolno stojące maszty antenowe... itd., itd.”

Widły, sito i kontener

- Jednym słowem instalacją może być praktycznie każdy odwodniony plac. Potem jeszcze organy samorządowe oceniają naszą zdolność do przetwarzania odpadów, ale ona jest deklaratywna. Tego się nie weryfikuje. Wystarczy postawić Zenka z widłami i już mamy instalacje do recyklingu. Dla świętego spokoju można jeszcze dorzucić jedno sito i kontener - mówi Hanna Marliere z Green Management Group, która zajmuje się strategicznym doradztwem w gospodarce komunalnej.

Prosty wniosek na pozwolenie przetwarzania odpadów do starostwa z wiarygodnym opisem planowanej dzielności załatwia sprawę. Musimy mieć tylko prawo własności albo użytkowania działki. Takie minimum formalności dotyczy instalacji „przerabiających” do 75 ton śmieci na dobę.

Powyżej tej ilości w grę wchodzą już europejskie normy IPTC w całości przepisane do naszego prawodawstwa. Wtedy już trzeba postarać się o pozwolenie zintegrowane na prowadzenie instalacji składowania odpadów. Formalności jest dużo więcej, a kontrola bardziej dokładna.

Powyższe procedury dotyczą jednak tylko przetwarzania, a nie magazynowania odpadów. Dla magazynowania już w ogóle nie ma żadnych szczegółowych przepisów. Wystarczy opinia z sanepidu, która nie jest wiążąca dla władz samorządowych, które wydają zgodę na podstawie prostego wniosku.

Co prawda w prawie zapisano, że magazynowanie odpadów może być prowadzone tylko w celu zgromadzenia odpowiedniej ich ilości do transportu, ale tej ilości nie doprecyzowano. Można z kolei, nie przewożąc odpadów nigdzie dalej, magazynować je przez całe 3 lata.

Tysiące magazynów odpadów

- W większości przypadków urzędnicy nie wychodzą zza biurka, a papier wszystko zniesie. Przyjmują każdy wniosek i nie sprawdzają, jak to wygląda. Najczęściej jest to jakiś zdezelowany budynek, ale to wystarcza, by dostać pozwolenie. Irytuje mnie, kiedy słyszę od samorządowców, że nie ma narzędzi prawnych do sprawdzenia takiego inwestora. Przecież wystarczy internet. Trzeba tylko chcieć – mówi Paweł Głuszyński z Towarzystwa na rzecz Ziemi.

Nasz rozmówca swoje słowa wzmacnia przykładem. Jego organizacja nagłośniła sprawę firmy działającej w Oświęcimiu. Po dokładnym przejrzeniu wpisów w KRS okazało się, że właściciel firmy ze zmienioną nazwą, już wcześniej w kilku miejscach Polski otwierał podobne „instalacje”, które w istocie niczego nie odzyskiwały z przywożonych śmieci.

Prostota procedury uruchamiania małej instalacji, łatwość zorganizowania magazynu odpadów sprawiły, że w Polsce zaroiło się od takich zakładów.

- Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że samych magazynów są tysiące. Z precyzyjnym policzeniem ich i instalacji jest spory problem. Zapisuje się je w wielu różnych rejestrach. Nie ma jednorodnej bazy dla wszystkich. Ponadto decyzje w tych sprawach wydawane są na różnych szczeblach samorządu i aparatu państwowego - wyjaśnia Marliere.

Pytaliśmy o te liczby w Ministerstwie Środowiska, ale do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy żadnych odpowiedzi.

Pożar, ucieczka albo bankructwo

- Ta liczba dynamicznie się zmienia. Nie jestem w stanie jej oszacować. Jedno jest pewne: ten chory system zarządzania odpadami musi być zmieniony. Nie możemy dalej produkować odpadów z odpadów. Trzeba wreszcie zacząć je segregować i przerabiać - mówi Głuszyński.

Problem w tym, że tu radzimy sobie dużo gorzej. Według ekspertki z Green Management Group prawdziwym recyklingiem, czyli wytwarzaniem z odpadów gotowych produktów, zajmuje się zaledwie około 100 zakładów w kraju. Są to: huty szkła, metali, kompostownie i instalacje przerabiające butelki PET.

Ale co z hałdami śmieci ma zrobić „przedsiębiorca” skuszony wcale nie śmieciowymi zarobkami w odpadowym biznesie, który nie ma pojęcia o recyklingu? Poza podpaleniem hałdy w grę wchodzi jeszcze ucieczka. Wcale też nie trzeba tego robić pod osłoną nocy.

- Jeżeli to była spółka z.o.o., to wystarczy ją rozwiązać i w przypadku dzierżawienia terenu posprzątać będzie musiał właściciel, a jeżeli nie uda się go znaleźć, to obowiązek ten spadnie na samorząd - tłumaczy Hanna Marliere.

Dlatego dość powszechną zabawą w tym biznesie jest zabawa w chowanego. Firmy bankrutują, rozwiązują się albo po prostu znikają i kto inny musi po nich posprzątać. Tak było np. w przypadku 5 tys. ton w starym magazynie w centrum Poznania. Na nic przyszło nakładanie grzywien na firmę, która zgromadziła śmieci, bo jak się okazało, przedsiębiorca nie ma żadnych pieniędzy ani majątku.

Zgierz nie ma szczęścia do śmieci

W tym samym Zgierzu, w którym jeszcze dymią śmieci po ostatnim majowym pożarze, podobnie jak w Poznaniu nie można było ukarać właściciela wysypiska, który przez dwa lata ignorował zakaz składowania odpadów.

Robił to bardzo efektownie, dorzucając codziennie do istniejącej już góry odpadów trzydzieści ton na godzinę. Wprawdzie ostatecznie został skazany, ale za sprzątanie terenu nie zapłaci, bo właściciel tego śmieciowego biznesu oczywiście nie ma ani grosza, a rekultywację terenu i usuniecie odpadów wyceniono na kilkanaście mln zł.

Można jeszcze inaczej grać na nosie samorządowcom i okolicznym mieszkańcom, trzeba tylko do tego wsparcia dobrze zaprawionych w boju prawników. Wałbrzyskie składowisko Mo-Bruk regularnie dostarcza swoim sąsiadom wątpliwych atrakcji.

W lokalnej prasie nazwa zakładu bardzo często trafia na czołówki, ale inaczej być nie może, skoro - jak informuje walbrzych.dlawas.info - między 2002 a końcem 2017 r. na jego terenie wybuchły aż 34 pożary.

Firma nadal działa, choć już bez zgody samorządu. Na mocy decyzji marszałka województwa dolnośląskiego z września 2016 r. cofnięto jej pozwolenie zintegrowane na prowadzenie instalacji składowania odpadów. Jednak firma odwołała się od tej decyzji do Ministra Środowiska i po dziś dzień trwa batalia prawna w tej sprawie.

Pozwolenie cofnięte, ale było odwołanie

Zapytaliśmy wojewodę i marszałka dolnośląskiego o przyczyny takiej przewlekłości postępowania, ale do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi w tej sprawie. Z kolei firma Mo-Bruk przesłała nam oświadczenie w tej sprawie i wyjaśnienia dotyczące tak częstych pożarów.

„Obecna sytuacja, jaka ma miejsce na wielu instalacjach związanych ze składowaniem lub przetwarzaniem odpadów nie odnosi się do instalacji Mo-BRUK S.A. Dokładamy wszelkich starań, aby na naszych instalacjach pożary nie wystąpiły. W przeszłości tego typu zdarzenia miały miejsce, jednak podjęliśmy działania minimalizujące prawdopodobieństwo ich wystąpienia”.

A co z legalnością działania składowiska?

„Zakład Recyklingu Odpadów i Składowisko Odpadów Przemysłowych działają zgodnie z ważnymi pozwoleniami. Odnosząc się do kwestii cofnięcia pozwolenia zintegrowanego należy zaznaczyć, że Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie postanowieniem z dnia 17 lipca 2017 roku wstrzymał wykonalność decyzji w zakresie cofnięcia pozwolenia zintegrowanego, a wyrokiem z dnia 17 listopada 2017 roku, decyzja została uchylona.

Z kolei pozwolenie na użytkowanie nie zostało cofnięte, ale wygaszone, a Naczelny Sąd Administracyjny w dniu 28 kwietnia 2017 r. wstrzymał wykonalność decyzji w zakresie wygaszenia pozwolenia na użytkowanie składowiska” - czytamy w oświadczeniu firmy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: śmieci, odpady, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
30-05-2018

MirekTe przepisy to kolejne cudowne dziecko rządów POlszewików

30-05-2018

maroKarać tych pseudo właścicieli.Co robia urzędnicy? Dzielą sie kasą z cwaniakami.

30-05-2018

korbutWażniejsze jest dla władzy uchwalanie wolnych niedziel i nowych świąt kościelnych.

Rozwiń komentarze (38)