Notowania

09-05-2018 (09:39)

Skarbówka nie może zastawiać pułapek i wymyślać nieistniejących podatków. Money.pl pisze do minister Teresy Czerwińskiej

Polacy nie płacili tego podatku, bo o nim po prostu nie wiedzieli. Najczęściej po 5 latach, kiedy odsetki znacząco zwiększyły sumę, dostawali od fiskusa decyzję o konieczności zapłaty. W imieniu ofiar ulgi meldunkowej pytamy panią minister, jak jej resort ma zamiar zwrócić ludziom niesłusznie zabrane pieniądze.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Aleksandra Szmigiel/REPORTER/EAST NEWS)
Minister Czerwińską pytamy jak zamierza doprowadzić do zwrotu niesłusznie naliczonego i pobranego podatku od ofiar ulgi meldunkowej.

Tysiące Polaków sprzedając mieszkania, nie płaciło podatku. Byli pewni, że nie muszą. Po latach nagle fiskus upomniał się o daninę, wraz z odsetkami. W imieniu ofiar ulgi meldunkowej pytamy minister finansów, jak jej resort zwróci ludziom niesłusznie zabrane pieniądze.

Kluczem do ich zguby jest fakt, że ludzie ci zostali zwiedzeni przez fiskusa. Aparat skarbowy dobrze ukrył fakt, że dodatkowym, formalnym warunkiem zwolnienia z podatku dochodowego jest złożenie oświadczenia w urzędzie skarbowym o tym, że były w tym mieszkaniu zameldowane.

Ofiary ulgi meldunkowej mówią, jak wpadły w pułapkę

Prawdziwie bulwersujące w całej tej sprawie jest to, że czytając prawo podatkowe np. w 2009 r., nie znajdziemy tego przepisu i dziś również już go nie ma. A nikt przecież nie ma wątpliwości, że kiedy ktoś sprzedaje mieszkanie, to szuka zasad opodatkowania w bieżących przepisach, a nie tych sprzed kilku lat.

Tymczasem oświadczenie o zameldowaniu przez co najmniej rok w sprzedawanym mieszkaniu jest warunkiem do zwolnienia z podatku zapisanym w przepisach przejściowych dla lat 2007 i 2008. Od 2009 uchylono ulgę meldunkowa i przywrócono ulgę mieszkaniową na zakup nowego mieszkania.

Ona z kolei zwalnia z podatku, jeśli pieniądze ze sprzedaży starego wydamy na nowe mieszkanie w 2 lata. Przy tej uldze nie ma nawet słowa o oświadczeniu o zameldowaniu.

Tak się hoduje odsetki

Dla absolutnej jasności posłużymy się przykładem. Kowalski dostał w spadku w 2007 r. mieszkanie, które sprzedał w 2011, żeby kupić nowe. Jako prawomyślny obywatel przeczytał ustawę o podatku dochodowym z 2011 i nie znalazł tam słowa o złożeniu oświadczenia. Nowe mieszkanie kupił miesiąc później, więc jest święcie przekonany, że podatku płacić nie musi.

Jednak w 2017 r. tuż pod koniec okresu przedawnienia należności podatkowych dostaje pismo od skarbówki, że musi zapłacić podatek i to z potężnymi odsetkami. Jak widać jest to pułapka wprost doskonała.

Jednak jak przekonuje FPP sam już brak wzoru oświadczenia decyduje o tym, że nawet czempion prawa podatkowego, który dogrzebałby się do przepisu o oświadczeniu i o nim wiedział, nie musiałby płacić podatku.

Wszystko dlatego, że przy braku wzoru każda forma poinformowania urzędu o swoim zameldowaniu jest dopuszczalna. Fiskus jednak prawo interpretuje inaczej, a MF to nie przeszkadza. Jak przekonywał w swoim głośnym liście do premiera Morawieckiego Marek Isański:

„Szczególna niegodziwość w działaniu podległej Panu Premierowi administracji polegała na tym, że nie tylko „wymyślono” nieistniejący podatek (sprzedaż mieszkania otrzymanego w spadku nie podlega podatkowi dochodowemu), ale również bezprawnie hodowano do tego nieistniejącego podatku odsetki, a gdy z tym hodowaniem odsetek fiskus przesadził i mogło dojść do przedawnienia zobowiązania to bez podstaw prawnych wszczynał postępowania karno-skarbowe i z niewinnych obywateli czynił przestępców!”

Wymyślanie podatku

A dlaczego prezes FPP pisał do premiera o wymyślaniu podatku? Z bardzo prostej przyczyny. Większość z „ulgowiczów” sprzedawało mieszkanie, które dostali w spadku lub darowiźnie. Zatem urzędnicy opodatkowując podatkiem dochodowym sprzedaż tak otrzymanego mieszkania, po prostu obchodzą i obchodzili ustawę o spadkach i darowiznach.

Wszystko dlatego, że jeśli przyjmiemy, że podatkiem dochodowym objęta jest w zasadzie cała kwota uzyskana ze sprzedaży otrzymanego w spadku mieszkania, to wówczas dochodzi w istocie do ponownego opodatkowania przychodu ze spadku i darowizny.

Najlepiej widać to na prostym przykładzie i orzeczeniu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jeśli podatnicy np. brat z siostrą wspólnie odziedziczyli mieszkanie i zaraz potem ów brat zapłacił siostrze za połowę tego mieszkania, spłacając ją tym samym - siostra podatku dochodowego nie zapłaci.

Ale przecież tak naprawdę sprzedała otrzymane w spadku pół mieszkania. Zatem zupełnie bezzasadne jest naliczanie podatku od brata, który po roku czy dwóch, zdecyduję się na sprzedaż tego mieszkania. problem w tym, że takie właśnie decyzje podejmuje skarbówka, a przecież nie powinna.

Tak też argumentował WSA w Gliwicach, w której podatnik zaskarżył decyzje skarbówki i wygrał (I SA/Gl 986/17). "... zaaprobowanie stanowiska organów podatkowych w niniejszej sprawie prowadziłoby do sytuacji, w której spłata dokonana w wyniku zniesienia współwłasności, będąca ekwiwalentem do posiadanego udziału w nieruchomości – uprzednio opodatkowanego podatkiem od spadków i darowizn - rodziłaby powtórny obowiązek podatkowy tej samej wartości.”

"To nie my oszukaliśmy, to państwo nas oszukało"

Takie podwójne opodatkowanie jest oczywiście niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa. Ofiary ulgi meldunkowej mogą czuć się zatem wyjątkowo poszkodowane. Bowiem nie tylko nie ma podatku od sprzedaży mieszkań otrzymanych w spadku, ale również sprzedaż taka zwolniona była z tego podatku z uwagi na ulgę meldunkową.

Zasadnie zatem mają głębokie poczucie tego, że ich własne państwo na nich zapolowało, ukrywając w ustawie wymyślną pułapkę z obowiązkiem oświadczenia.

- To nie my oszukaliśmy, to państwo nas oszukało. Te ludzkie dramaty spowodowała jakaś absurdalna kartka papieru zapisana w ustawie. Rzecz jednak w tym, że nie było wzoru takiego oświadczenia, nie wiedzieli o tym notariusze i urzędnicy skarbowi - mówiła w money.pl jedna z ofiar ulgi meldunkowej.

Dla niego oczywistym jest, że to oświadczenie jest zbędne, bo urząd wie, że on tam rzeczywiście mieszkał. Przyjąć można zatem, że osoby, które w terminie złożyły deklarację podatkową i nie wykazały w nich przychodu ze sprzedaży mieszkania, w którym były zameldowane, wywiązały się z wszystkich wymogów ustawowych, uprawniających do zwolnienia z podatku.

Bezsensowny wymóg, a kara olbrzymia

Równie dobrze fiskus mógłby oczekiwać od nas pięciokrotnego obiegnięcia jego najbliższą siedziby tuż przed upływem terminu składania deklaracji podatkowej. Z tego też mógłby zrobić wymóg konieczny do skorzystania z ulgi. Wtedy jednak na pewno ktoś by zauważył, że to absurdalny warunek. Wspominane wyżej oświadczenie podatnika o zameldowaniu przez co najmniej rok też niczemu nie służy, jak i obieganie urzędu, ale łatwiej ukryć przed opinia publiczną bezsensowność tego warunku.

Nałożono na obywateli obowiązek, który do niczego nie jest przydatny, nic nie wnosi, nic nie wyjaśnia, niczemu nie służy. Jednak jego niedopełnienie urząd wycenił niewspółmiernie wysoko. Przy dużych mieszkaniach i odsetkach kwoty przekraczają nawet i kilkaset tys. zł.

Tymczasem w prawie przepisy przecież muszą mieć jakiś sens. Tu jednak najtęższe głowy wskazać go nie mogą. Nie mogą, bo nie istnieje takie uzasadnienie. Urząd doskonale wie, gdzie i kiedy mieszkaliśmy i mieszkamy.

Tak zresztą dwukrotnie zawyrokował Naczelny Sąd Administracyjny. W grudniu 2017 (II FSK 3378/15) orzekł, że wobec braku wzoru oświadczenia można je złożyć w różny sposób, np. przez zeznanie podatkowe, o którym mówił Isański.

W kwietniu po raz kolejny NSA orzekł na rzecz ofiary ulgi meldunkowej (II FSK 1960/17). Jak już pisaliśmy w money.pl sąd w sprawie emeryta z Lublina zdecydował, że Henryk Błasik złożył do fiskusa oświadczenie o zameldowaniu w sprzedanym mieszkaniu. On jednak również nie złożył oddzielnego oświadczenia, a adres zameldowania wskazał w treści kilku aktów notarialnych: z roku 2007 (wykup mieszkania ze spółdzielni), a także w dwóch kolejnych z 2011 r. (sprzedaż mieszkania na 4 piętrze) oraz miesiąc później, nabycie mieszkania na parterze.

Na kolejnej stronie przeczytasz, o co pytamy minister Czerwińską

Ministerstwo wie, ale nie powie

Mimo tych oczywistych wątpliwości na temat ulgi meldunkowej i wyroków skarbówka w twórczy sposób korzysta z tej pułapki i domaga się od "ulgowiczów" zapłaty podatku z odsetkami.

Do premiera i MF w tej sprawie pisał już prezes FPP Marek Isański i Rzecznik Praw Obywatelskich. FPP udało się zmienić podejście organów skarbowych do tego jakie muszą być spełnione warunki, by można było wszczynać postępowania karne skarbowe. Udało się też uzyskać deklaracje ministra o wzmocnieniu nadzoru procesowego w sprawach karnych skarbowych. RPO jednak nic nie wskórało.

O bulwersującej odpowiedzi resortu pisaliśmy już w money.pl. W odpowiedzi MF podtrzymuje, że wszystko jest w porządku. Czytając dokument można odnieść wrażenie, że resort nie widzi niczego niewłaściwego w sposobie traktowania "ulgowiczów".

Co więcej MF w swojej odpowiedzi przekonuje, że nie ma danych statystycznych na temat liczby wszczętych postępowań karnych skarbowych wobec ofiar ulgi meldunkowej, z uwzględnieniem informacji, czy sprawy te są w toku czy zostały zakończone. Oczywiście trudno zaakceptować taką odpowiedź, bo wystarczy jedna prośba ministra, by podległe mu jednostki zgromadziły takie informacje.

Tym bardziej, że kwestia ta jest szczególnie ważna wobec wyroku w sprawie, o której pisaliśmy w money.pl i w który zaangażowała się FPP. W grudniu 2017 po raz pierwszy sąd zdecydował, że skarbówka nie może przez lata ścigać ofiar tzw. ulgi meldunkowej, wszczynając przeciwko nim sprawy karne.

Pytania do minister Czerwińskiej

Ze wszystkich powyższych powodów pytamy zatem panią minister Teresę Czerwińską (dane prosimy przedstawić osobno na te dotyczące: podatku dochodowego, akcyzowego, VAT):

- Ile wszczęto postępowań karnych skarbowych w trzech ostatnich latach?

- Ile postępowań karnych skarbowych wszczętych zostało w ostatnim roku/kwartale przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego?

- W ilu z tych postępowań postawiono zarzuty karne skarbowe?

- Ile postępowań zostało przez finansowe organy postępowania przygotowawczego umorzone?

- Ile postępowań zostało ponownie przeanalizowane zgodnie z powyżej powołanymi wytycznymi ministra finansów, po liście prezesa FPP?

- Czy i ewentualnie ile postępowań zostało umorzonych z powodu braku podstaw do ich wszczęcia?

- Czy i ewentualnie jakie konsekwencje służbowe i do ilu pracowników aparatu zostały wyciągnięte w związku z bezpodstawnie wszczynanymi postępowaniami karnymi skarbowymi?

- Czy ze względu na wyraźną linię orzeczniczą NSA (II FSK 3378/15, II FSK 1960/17) potwierdzającą, że podatnicy spełniają kryteria zwolnienia z podatku mimo niezłożenia określonego w ustawie oświadczenia, nie należałoby przyjąć dla wszystkich takich spraw, że osoby, które w terminie złożyły deklaracje podatkową i nie wykazały w nich przychodu ze sprzedaży mieszkania, w którym były zameldowane, wywiązały się z wszystkich wymogów ustawowych uprawniających do zwolnienia z podatku?

- Czy Pani minister ma pomysł, jak rozwiązać problem tych Polaków, którzy zapłacili nienależnie podatek, a nie mogą go odzyskać, bo błędne decyzje podatkowe są prawomocne?

Wyroki potwierdzają że nie można nakładać tego podatku, za brak oświadczenia ale z drugiej strony większość „ofiar ulgi meldunkowej” to ludzie , którzy go już zapłacili, albo nadal płacą, bo został on im rozłożony na raty.

- Co Pani minister ma zamiar zrobić z ewidentnie instrumentalnym wszczynaniem postępowań karnych skarbowych? Z danych FPP dotyczących ofiar ulgi meldunkowej wynika, że wszystkie one były wszczynane jedynie w drugiej połowie ostatniego roku terminu przedawnienia.

Natomiast w stosunku do tych „ulgowiczów”, którzy nie zbliżyli się jeszcze do terminu przedawniania, nie wszczęto ani jednego takiego postępowania. Widać tu zatem brak konsekwencji aparatu skarbowego, albo nawet można mieć podejrzenia o zaniechanie obowiązków służbowych przez urzędników. Bo przecież sytuacja wszystkich „ulgowiczów” jest niemalże identyczna.

Zatem albo wszyscy powinni być podejrzani, albo niemalże nikt. Tu jednak widać tylko schemat związany ze zbliżającym się przedawnieniem, które fiskus przerywa wszczynając postępowania żeby móc przykryć swoją opieszałość, albo co gorsza hodując na obywatelach odsetki w sposób świadomy i zaplanowany.

- Co Pani minister ma zamiar zrobić z procederem naliczania podatku dochodowego ze sprzedaży otrzymanego w spadku mieszkania. Czy nie oczywistym jest wniosek, że mamy tu do czynienia z ponownym opodatkowaniem przychodu ze spadku i darowizny? Wątpliwości nie miał tu WSA (I SA/Gl 986/17).

- Czy podatnicy mogą liczyć na to, że w związku z powyższymi argumentami Pani minister bezzwłocznie zleci podległym urzędnikom natychmiastowe umorzenie wszystkich bezzasadnie wszczętych postępowań karnoskarbowych w stosunku do ofiar ulgi meldunkowej wobec oczywistego braku podstaw do ich wszczęcia?

- W jaki sposób Pani minister zamierza doprowadzić do zwrotu niesłusznie naliczonego i pobranego podatku od tych osób? Przecież zdecydowana większość z ofiar ulgi meldunkowej sprzedawało mieszkanie otrzymane w spadku lub darowiźnie. Trudno nam uwierzyć, aby urzędnicy fiskusa nie wiedzieli, że opodatkowując podatkiem dochodowym sprzedaży takiej nieruchomości, nie wiedzieli, że obchodzą ustawę o spadkach i darowiznach.

Pytania do minister Teresy Czerwińskiej przesłaliśmy również mailem i pocztą tradycyjną.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: fiskus, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
09-05-2018

Jak w rzeszyW III Rzeszy za nie płacenie podatków była kulka albo obóz - jedynym, który był oficjalnie zwolniony z tego obowiązku był Adof. U nas nie tylko … Czytaj całość

09-05-2018

buhahaA pani minister i skarbówka ma wszystkich tam gdzie słońce nie dochodzi !!!! Przecież wszelkimi sposobami trzeba napełnić koryto !!!!

09-05-2018

500+Gonić Januszy meldunkowych! Nie złożyli papierów to niech bulą! PiS ani kroku w tył! Widziały gały co sprzedawały! Malwersanci!

Rozwiń komentarze (260)

Wybrane dla Ciebie