Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Skarbówka nie może zastawiać pułapek i wymyślać nieistniejących podatków. Money.pl pisze do minister Teresy Czerwińskiej

Skarbówka nie może zastawiać pułapek i wymyślać nieistniejących podatków. Money.pl pisze do minister Teresy Czerwińskiej

Minister Czerwińską pytamy jak zamierza doprowadzić do zwrotu niesłusznie naliczonego i pobranego podatku od ofiar ulgi meldunkowej. Fot. Aleksandra Szmigiel/REPORTER/EAST NEWS
Minister Czerwińską pytamy jak zamierza doprowadzić do zwrotu niesłusznie naliczonego i pobranego podatku od ofiar ulgi meldunkowej.
Tysiące Polaków sprzedając mieszkania, nie płaciło podatku. Byli pewni, że nie muszą. Po latach nagle fiskus upomniał się o daninę, wraz z odsetkami. W imieniu ofiar ulgi meldunkowej pytamy minister finansów, jak jej resort zwróci ludziom niesłusznie zabrane pieniądze.

Jak już pisaliśmy w money.pl, ofiarami ulgi meldunkowej są tysiące Polaków, którzy nabyli, bądź odziedziczyli mieszkanie w latach 2007-2008, byli w nim zameldowani przez ponad rok i przed upływem 5 lat od nabycia lub odziedziczenia je sprzedali.

Kluczem do ich zguby jest fakt, że ludzie ci zostali zwiedzeni przez fiskusa. Aparat skarbowy dobrze ukrył fakt, że dodatkowym, formalnym warunkiem zwolnienia z podatku dochodowego jest złożenie oświadczenia w urzędzie skarbowym o tym, że były w tym mieszkaniu zameldowane.

Ofiary ulgi meldunkowej mówią, jak wpadły w pułapkę


 

Prawdziwie bulwersujące w całej tej sprawie jest to, że czytając prawo podatkowe np. w 2009 r., nie znajdziemy tego przepisu i dziś również już go nie ma. A nikt przecież nie ma wątpliwości, że kiedy ktoś sprzedaje mieszkanie, to szuka zasad opodatkowania w bieżących przepisach, a nie tych sprzed kilku lat.

Tymczasem oświadczenie o zameldowaniu przez co najmniej rok w sprzedawanym mieszkaniu jest warunkiem do zwolnienia z podatku zapisanym w przepisach przejściowych dla lat 2007 i 2008. Od 2009 uchylono ulgę meldunkowa i przywrócono ulgę mieszkaniową na zakup nowego mieszkania.

Ona z kolei zwalnia z podatku, jeśli pieniądze ze sprzedaży starego wydamy na nowe mieszkanie w 2 lata. Przy tej uldze nie ma nawet słowa o oświadczeniu o zameldowaniu.

Tak się hoduje odsetki

Dla absolutnej jasności posłużymy się przykładem. Kowalski dostał w spadku w 2007 r. mieszkanie, które sprzedał w 2011, żeby kupić nowe. Jako prawomyślny obywatel przeczytał ustawę o podatku dochodowym z 2011 i nie znalazł tam słowa o złożeniu oświadczenia. Nowe mieszkanie kupił miesiąc później, więc jest święcie przekonany, że podatku płacić nie musi.

Jednak w 2017 r. tuż pod koniec okresu przedawnienia należności podatkowych dostaje pismo od skarbówki, że musi zapłacić podatek i to z potężnymi odsetkami. Jak widać jest to pułapka wprost doskonała.

Jednak jak przekonuje FPP sam już brak wzoru oświadczenia decyduje o tym, że nawet czempion prawa podatkowego, który dogrzebałby się do przepisu o oświadczeniu i o nim wiedział, nie musiałby płacić podatku.

Wszystko dlatego, że przy braku wzoru każda forma poinformowania urzędu o swoim zameldowaniu jest dopuszczalna. Fiskus jednak prawo interpretuje inaczej, a MF to nie przeszkadza. Jak przekonywał w swoim głośnym liście do premiera Morawieckiego Marek Isański:

„Szczególna niegodziwość w działaniu podległej Panu Premierowi administracji polegała na tym, że nie tylko „wymyślono” nieistniejący podatek (sprzedaż mieszkania otrzymanego w spadku nie podlega podatkowi dochodowemu), ale również bezprawnie hodowano do tego nieistniejącego podatku odsetki, a gdy z tym hodowaniem odsetek fiskus przesadził i mogło dojść do przedawnienia zobowiązania to bez podstaw prawnych wszczynał postępowania karno-skarbowe i z niewinnych obywateli czynił przestępców!”

Wymyślanie podatku

A dlaczego prezes FPP pisał do premiera o wymyślaniu podatku? Z bardzo prostej przyczyny. Większość z „ulgowiczów” sprzedawało mieszkanie, które dostali w spadku lub darowiźnie. Zatem urzędnicy opodatkowując podatkiem dochodowym sprzedaż tak otrzymanego mieszkania, po prostu obchodzą i obchodzili ustawę o spadkach i darowiznach.

Wszystko dlatego, że jeśli przyjmiemy, że podatkiem dochodowym objęta jest w zasadzie cała kwota uzyskana ze sprzedaży otrzymanego w spadku mieszkania, to wówczas dochodzi w istocie do ponownego opodatkowania przychodu ze spadku i darowizny.

Najlepiej widać to na prostym przykładzie i orzeczeniu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jeśli podatnicy np. brat z siostrą wspólnie odziedziczyli mieszkanie i zaraz potem ów brat zapłacił siostrze za połowę tego mieszkania, spłacając ją tym samym - siostra podatku dochodowego nie zapłaci.

Ale przecież tak naprawdę sprzedała otrzymane w spadku pół mieszkania. Zatem zupełnie bezzasadne jest naliczanie podatku od brata, który po roku czy dwóch, zdecyduję się na sprzedaż tego mieszkania. problem w tym, że takie właśnie decyzje podejmuje skarbówka, a przecież nie powinna.

Tak też argumentował WSA w Gliwicach, w której podatnik zaskarżył decyzje skarbówki i wygrał (I SA/Gl 986/17). "... zaaprobowanie stanowiska organów podatkowych w niniejszej sprawie prowadziłoby do sytuacji, w której spłata dokonana w wyniku zniesienia współwłasności, będąca ekwiwalentem do posiadanego udziału w nieruchomości – uprzednio opodatkowanego podatkiem od spadków i darowizn - rodziłaby powtórny obowiązek podatkowy tej samej wartości.”

"To nie my oszukaliśmy, to państwo nas oszukało"

Takie podwójne opodatkowanie jest oczywiście niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa. Ofiary ulgi meldunkowej mogą czuć się zatem wyjątkowo poszkodowane. Bowiem nie tylko nie ma podatku od sprzedaży mieszkań otrzymanych w spadku, ale również sprzedaż taka zwolniona była z tego podatku z uwagi na ulgę meldunkową.

Zasadnie zatem mają głębokie poczucie tego, że ich własne państwo na nich zapolowało, ukrywając w ustawie wymyślną pułapkę z obowiązkiem oświadczenia.

- To nie my oszukaliśmy, to państwo nas oszukało. Te ludzkie dramaty spowodowała jakaś absurdalna kartka papieru zapisana w ustawie. Rzecz jednak w tym, że nie było wzoru takiego oświadczenia, nie wiedzieli o tym notariusze i urzędnicy skarbowi - mówiła w money.pl jedna z ofiar ulgi meldunkowej.

Również w money.pl wskazywaliśmy argumenty Marka Isańskiego z Fundacji Praw Podatnika, zaangażowanego w walce z urzędniczymi absurdami i także tą sprawą.

Dla niego oczywistym jest, że to oświadczenie jest zbędne, bo urząd wie, że on tam rzeczywiście mieszkał. Przyjąć można zatem, że osoby, które w terminie złożyły deklarację podatkową i nie wykazały w nich przychodu ze sprzedaży mieszkania, w którym były zameldowane, wywiązały się z wszystkich wymogów ustawowych, uprawniających do zwolnienia z podatku.

Bezsensowny wymóg, a kara olbrzymia

Równie dobrze fiskus mógłby oczekiwać od nas pięciokrotnego obiegnięcia jego najbliższą siedziby tuż przed upływem terminu składania deklaracji podatkowej. Z tego też mógłby zrobić wymóg konieczny do skorzystania z ulgi. Wtedy jednak na pewno ktoś by zauważył, że to absurdalny warunek. Wspominane wyżej oświadczenie podatnika o zameldowaniu przez co najmniej rok też niczemu nie służy, jak i obieganie urzędu, ale łatwiej ukryć przed opinia publiczną bezsensowność tego warunku.

Nałożono na obywateli obowiązek, który do niczego nie jest przydatny, nic nie wnosi, nic nie wyjaśnia, niczemu nie służy. Jednak jego niedopełnienie urząd wycenił niewspółmiernie wysoko. Przy dużych mieszkaniach i odsetkach kwoty przekraczają nawet i kilkaset tys. zł.

Tymczasem w prawie przepisy przecież muszą mieć jakiś sens. Tu jednak najtęższe głowy wskazać go nie mogą. Nie mogą, bo nie istnieje takie uzasadnienie. Urząd doskonale wie, gdzie i kiedy mieszkaliśmy i mieszkamy.

Tak zresztą dwukrotnie zawyrokował Naczelny Sąd Administracyjny. W grudniu 2017 (II FSK 3378/15) orzekł, że wobec braku wzoru oświadczenia można je złożyć w różny sposób, np. przez zeznanie podatkowe, o którym mówił Isański.

W kwietniu po raz kolejny NSA orzekł na rzecz ofiary ulgi meldunkowej (II FSK 1960/17). Jak już pisaliśmy w money.pl sąd w sprawie emeryta z Lublina zdecydował, że Henryk Błasik złożył do fiskusa oświadczenie o zameldowaniu w sprzedanym mieszkaniu. On jednak również nie złożył oddzielnego oświadczenia, a adres zameldowania wskazał w treści kilku aktów notarialnych: z roku 2007 (wykup mieszkania ze spółdzielni), a także w dwóch kolejnych z 2011 r. (sprzedaż mieszkania na 4 piętrze) oraz miesiąc później, nabycie mieszkania na parterze.

Na kolejnej stronie przeczytasz, o co pytamy minister Czerwińską

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Czytaj także
Polecane galerie
@#(@#
2018-05-11 19:29
Zauważam, że w Polsce z przestrzeganiem prawa jest "na bakier". Ocena co jest ważne, nieważne czy też głupie w przepisach prawa - nie należy do konsumentów tego prawa. Przepisy takie czy inne - należy przestrzegać, a nie póżniej "płakać". Zapytajcie o to Niemców, jak oni szanują prawo. Dlatego nie mają tego rodzaju póżniej kłopotów. Pola co trzeci zna się na medycynie, a co drugi na prawie. Tego rodzaju są póżniej kłopoty.
@#(@#
2018-05-11 19:21
Jeśli był taki wymóg /z przepisu prawa/, to nie rozumię obecnego lamentu. Zauważam, że to nie "skarbówka" sobie to wymyśliła, która jest zobowiązana / z mocy prawa/ tylko do kontroli przestrzegania prawa stanowionego przez władze i posłów. Byłem w takiej sytuacji i przestrzegałem prawa /jota w jotę/ i jak dotąd nie mam żadnych problemów. Prawa nie należy "olewać" w/g zasady "jakoś to będzie".
Kilkenny
2018-05-11 18:21
Partia rządząca okrada i kłamie naród by mieć kasę na kupowanie głosów. Każdego dnia wydajemy coraz więcej za zakupy, inflacja rośnie ale tzw. politykom ciągle mało. Ile jeszcze?
Pokaż wszystkie komentarze (260)