PiS chce budować atom. Inaczej ceny prądu wzrosną dwukrotnie

Zapowiedzi o tym, kiedy dowiemy się o losie programu budowy polskiej elektrowni jądrowej, słyszeliśmy wielokrotnie. Kolejna padła z ust ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego. - Sprawa rozstrzygnie się w tym miesiącu - mówił.

Krzysztof Tchórzewski chce polskiego atomu
Źródło zdjęć: © Adam Stepien / Agencja Gazeta
Marcin Lis

O wiarygodności politycznych zapowiedzi dotyczących budowy elektrowni jądrowej świadczy fakt, że słyszymy je przynajmniej raz na kilka miesięcy. Jeszcze w 2009 r. będący u władzy politycy Platformy Obywatelskiej przekonywali, że energia atomowa wytwarzana w Polsce jest priorytetem rządu (pojawiła się nawet w oficjalnym rządowym dokumencie – red.). Przez kilka lat niewiele się wydarzyło – kierunkową decyzję podjęto w 2012 r., ale przez kolejne lata niewiele się w temacie działo.

Po dojściu PiS do władzy perspektywa się zmieniła - powstało Ministerstwo Energii, ale pierwsze dwa lata rządów nie przyniosły przełomu. Przyniosły chaos informacyjny. Wystarczy wspomnieć, że w grudniu ubiegłego roku zapowiadano, iż decyzja ws. budowy zapadnie w styczniu tego roku, w styczniu informowano, iż bloki atomowe będą budowane, choć z zastrzeżeniem, że decyzja zostanie podjęta do końca pierwszej połowy roku. Można było się się zgubić w gąszczu tych sprzecznych informacji. Za światełko w tunelu uznano dopiero zapowiedź połączenia Orlenu z Lotosem. Gigant energetyczny może zostać wykorzystany do zbudowania elektrowni.

Kilka tygodni później szef resortu energii podał nową datę podjęcia ostatecznej decyzji o realizacji projektu. - W tym miesiącu, mam nadzieję, rozstrzygnie się sprawa budowy elektrowni jądrowej - z tego względu, że jest zeroemisyjna i najnowsze technologie są bezpieczne. Wszystkie nasze badania wskazują, że w tym kierunku powinniśmy podążać - powiedział Krzysztof Tchórzewski podczas konferencji XXV Welconomy w Toruniu. Deklaracja wydaje się jasna, ale jeśli spojrzymy na przytoczone wcześniej zapowiedzi i obietnice, perspektywa się zmienia.

Za główny argument przemawiający za inwestycją w technologię jądrową minister energii wskazał jej niskoemisyjność oraz unijne wymogi środowiskowe. Jak wyjaśnił, brak elektrowni może oznaczać nawet dwukrotny wzrost cen prądu dla jego odbiorców.

Zobacz też, jak rząd ograniczył wolność Polaków:

Wybrane dla Ciebie