Notowania

Bruksela obala mity o pracownikach delegowanych. Cios w politykę Macrona

Mitem jest, że zabierają pracę droższym pracownikom UE i pochodzą gównie z krajów o niskich zarobkach.

Podziel się
Dodaj komentarz
(REUTERS)

W Unii europejskiej pracuje 2 mln pracowników delegowanych. To nawet nie jeden procent całkowitego zatrudnienia. Tak więc ich wpływ na rynek jest znikomy. Mitem jest też to, że pracownicy ci pochodzą głównie z krajów o niskich zarobkach oraz, że nieuczciwie zabierają pracę droższym pracownikom UE.

Polska jest największym krajem wysyłającym swoich pracowników na rynki europejskie. Blisko co czwarty (22,8 proc.) pracownik delegowany w UE pochodzi z Polski. Ale również Niemcy (11,7 proc.) i Francuzi (6,9 proc.) znajdują się w czołówce krajów delegujących – wskazuje raport brukselskiego Instytutu Bruegla.

Już samo to obala mit, jakoby pracownicy delegowani pochodzili z krajów o niskich zarobkach. W sceptycznej względem pracowników delegowanych Francji aż 44 proc. z nich pochodzi z krajów o wysokich zarobkach, a zaledwie 23 proc. z biedniejszych – podaje "Dziennik Gazeta Prawna".

Transfer pracowników trafia głównie do Niemiec, Francji i Belgii, co - jak tłumaczą eksperci Instytutu Bruegla - oznacza, że pracownikami wymieniają się kraje znacznie od Polski bogatsze i z lepiej zarabiającymi pracownikami.

Liczba pracowników delegowanych z poszczególnych krajów na unijnym rynku:

Źródło: Analiza Instytutu Bruegla EU posted workers: separating facts and fiction

Choć aż 41,6 proc to pracownicy budowlani, nie brakuje również dobrze zarabiających specjalistów z branż IT, lekarzy czy też kadry kierowniczej tak średniego jak i wyższego szczebla.

Polski dumping

Badacze brukselskiego Instytutu Bruegla rozprawili się również z jednym z czołowych argumentów prezydenta Francji, mówiący o dumpingu socjalnym. Chodzi między innymi o przekonanie, że pracownicy z takich krajów, jak Polska, pracują po zaniżonych stawkach.

To założenie leży u podstaw twierdzenia, że mieliby oni stanowić nieuczciwą konkurencję dla droższych pracowników delegowanych z Francji czy Niemiec.

Jednak,jak wskazują w raporcie naukowcy, wynagrodzenie reguluje unijna dyrektywa z 1996 roku, nowelizowana w 2014 roku. Z jej zapisów wynika, że żaden pracownik delegowany nie może pracować poniżej minimalnego wynagrodzenia ustalonego przez kraj przyjmujący.

Mało tego, z badań Instytutu Bruegla wynika, że Polacy pracują na stawka przewyższających minimalną. Nasi pracownicy delegowani zarabiają średnio 10 euro netto za godzinę pracy.

**Kontrowersyjne przepisy uderzają w Polskę**

Jako, że Niemcy są drugim co wielkości eksporterem pracowników a Francja trzecim, może tłumaczyć zawziętość z jaką te dwa kraje konkurują z Polską. Jak pisaliśmy w money.pl, Francuski prezydent Emmanuel Macron już zawiązuje koalicję, w której kwestia pracowników delegowanych jest również istotna.

Mimo że za oręż przyjął kwestię pracowników delegowanych w Unii, badacze instytutu dowodzą, jak mało istotny jest ich udział i wpływ na europejski rynek pracy. Z badań wynika, że stanowią oni zaledwie 0,9 proc. całkowitego zatrudnienia i 0,63 proc siły roboczej Wspólnoty, czyli wszystkich potencjalnych, zdolnych do pracy pracowników.

Spięcie pomiędzy premier Szydło a prezydentem Macronem:

Macron od pewnego czasu walczy o poważną nowelizację dyrektywy, jej przekreślenie nie leży w interesie Francji.

Sprawy pracowników delegowanych i kierowców łączą się, choć propozycje zostały przedstawione w różnym czasie. Projekt odnoszący się do pracowników delegowanych został zaprezentowany w ubiegłym roku, a ten dotyczący transportu - w maju. Oba są trudne do zaakceptowania dla naszego kraju.

Największe kontrowersje w projekcie o pracownikach delegowanych wywołuje propozycja wynagradzania ich w taki sam sposób, jak pracowników państwa przyjmującego. Ma mu przysługiwać nie tylko płaca minimalna, jak jest obecnie, lecz także inne obowiązkowe składniki wynagrodzenia, takie jak premie czy dodatki urlopowe.

Gdy okres delegowania przekroczy dwa lata, pracownik delegowany - zgodnie z propozycją KE - byłby objęty prawem pracy państwa goszczącego. Dla polskich firm, które delegują prawie 0,5 mln pracowników, to skrajnie niekorzystne zapisy.

Okres korzystania ze statusu pracownika delegowanego miałby być ograniczony do 24 miesięcy. Francja, wspierana przez kilka innych zachodnich krajów, forsuje ograniczenie delegowania do 12 miesięcy.

Jak pisaliśmy w money.pl, nowe regulacje dotyczące płacy minimalnej najmocniej uderzają w polskie firmy transportowe. - Chyba nie tylko po to powstała UE, żeby zdobyć nasz rynek i ręce do pracy, ale żebyśmy też mogli konkurować gospodarczo. W tej chwili jednak bogatsze kraje Unii chcą nam to utrudnić i wypchnąć z rynku - mówi Piotr Ozimek, właściciel firmy spedycyjnej.

Tagi: pracownicy delegowani, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
06-09-2017

...Makaron nawijany na uszy się próbuje awanturować. Niech patrzy jak mu spada poparcie we Francji.

06-09-2017

wertMakron to taki prezydent na chwilkę ma 24%poparcia prawdziwym prezydentem Republiki islamskiej (dawnej Francji) będzie Ahmed Nasrullah

06-09-2017

RobolTe naciski to sztuczne wymysły ,zeby Targowica w Polsce wróciła do koryt.Targowica czyli PO zrobią wszystko co im kaze zagranica.W zsmian:bezkarność w … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (161)