Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Nowe prawo wodne będzie nas słono kosztować. Mimo ustępstw w kontrowersyjnej ustawie

Nowe prawo wodne będzie nas słono kosztować. Mimo ustępstw w kontrowersyjnej ustawie

Fot. Jon Doe / Flickr (CC BY-ND 2.0)
Nim pod koniec kwietnia projekt nowego prawa wodnego trafił do Sejmu, ustawodawcy narazili się żeglarzom, właścicielom marin czy producentom napojów. Szaremu Kowalskiemu też, bo nowe przepisy podwyższały ceny piwa. Nic dziwnego, że w sprawie prawa wodnego interweniowała premier, a Ministerstwo Środowiska złagodziło ustawę. Nadal oznacza ona jednak podwyżki.

- Sytuacja jest tragiczna. Gospodarka wodna jest niedoinwestowana, musi być finansowana na podstawie nowych obciążeń – przekonywał Jan Szyszko w październiku ubiegłego roku, kiedy projekt nowego prawa wodnego miał trafić pod obrady Rady Ministrów.

Prace nad nowym ustawodawstwem trwają już od ponad roku i dopiero 26 kwietnia kolejna wersja kontrowersyjnej ustawy została skierowana do Sejmu. Nowe prawo ma w pełni wdrażać unijną ramową Dyrektywę Wodną, w tym kontrowersyjny art. 9, mówiący o tzw. zwrocie kosztów usług wodnych.

Opłatami za pobór wody mają zostać objęci m.in. rolnicy, branża energetyczna, hodowcy ryb czy przedsiębiorcy, którzy wykorzystują duże ilości wody do produkcji. Polskę upomniano za niepełne wdrożenie prawa europejskiego w tej sprawie. Jeżeli Prawo wodne nie zostanie przyjęte do końca czerwca, to Komisja Europejska będzie mogła zawiesić refundację środków z tego obszaru. Gra toczy się aż o 3,5 mld euro.

Będą podwyżki

O kontrowersjach w kolejnych wersjach ustawy pisaliśmy wielokrotnie w money.pl. Ostatni projekt ustawy również nie pozostawia złudzeń – za wodę przyjdzie nam płacić znacznie więcej. I choć w sprawie podwyżek interweniowała premier Beata Szydło, te nas nie ominą.

Wprawdzie z zapowiedzi resortu środowiska wynika, że do 2018 r. opłaty miały pozostać na poziomie z 2016 r., czyli 6,8 grosza i 4 grosze za odpowiednio: metr sześcienny wody podziemnej i powierzchniowej, to - jak zauważa Dorota Jakuta, prezes Izby Gospodarczej "Wodociągi Polskie" cytowana przez PAP - takich zapisów brakuje w nowej wersji projektu.

Czy to oznacza podwyżki z dniem wejścia w życie ustawy? Nawet jeśli nie, to i tak już od 2019 r. stawki wzrosną. Według projektu, będą one zależne od wielkości aglomeracji. Ile będziemy więc płacić za metr sześcienny? Maksymalnie od 15 gr w miejscowościach do 50 tys. mieszkańców do 40 groszy w większych miastach.

- Zgodnie z obecną wersją projektu od 1 lipca 2017 r. wprowadzona zostanie opłata stała za pobór wód i opłata stała za wprowadzanie ścieków do wód lub do ziemi. Wzrost, jaki spowoduje ta opłata, to około 2 proc. - zarówno na cenie wody, jak i na cenie ścieków - średnio dla trzyosobowej rodziny będzie to kwota około 20 zł rocznie - oszacowała prezes IGWP.

Browary ocalone?

O zagrożeniu, jakie niesie nowa ustawa dla producentów napojów i browarów informowaliśmy w lipcu. I w tym wypadku ustawodawcy ugięli się pod presją i wyrównali szansę tych branż z producentami np. artykułów spożywczych.

Jeszcze pół roku temu projekt zakładał, że zarówno browary, jak i producenci soków, napojów gazowanych i innych zapłacą znacznie wyższą stawkę niż objęty około 30-proc. rabatem przemysł spożywczy, rolnictwo i hodowcy ryb.

Dorota Liszka z Maspexu, właściciela marek Tymbark, Kubuś czy Włocławek, tak skomentowała wówczas na łamach money.pl propozycje resortu: "Projekt ustawy prowadzi do dyskryminacji branży sokowej i napojowej w rażącym stopniu, niczym nieusprawiedliwionej, nieracjonalnej i niezgodnej z zasadą proporcjonalności. W zmienionym projekcie obniżono istotnie opłaty za korzystanie z wód w przemyśle spożywczym, a przy produkcji napojów pozostawiono stawki na kosmicznym poziomie".

Guillaume Duverdier, prezes Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, liczył na opamiętanie rządu. - Liczymy, że rząd rozważy zastosowanie podobnych reguł w stosunku do wszystkich branż, co pozwoli na zastosowanie takich stawek dla producentów napojów, jak ma to miejsce w przypadku branży spożywczej – mówił dla money.pl.

Szczęśliwie zarówno dla pokrzywdzonej branży, jak i dla konsumentów, na których koszty zostałyby przerzucone, w nowej wersji ustawy producenci napojów zostali uwzględnieni. Wcześniej proponowane podwyżki stawki za wodę zmniejszą się im jedenastokrotnie - z 8,2 zł do 0,7 zł za metr sześcienny.

Obniżenie "podatku dennego"

Ustawodawcy w trakcie prac legislacyjnych narazili się również żeglarzom, właścicielom marin i klubów żeglarskich. A tych, według GUS, jest około 42 i zrzeszają ponad 3 tys. osób. Chodzi o opłaty za użytkowanie gruntów porytych wodami, czyli o tzw. podatek denny.

Jak alarmowaliśmy na łamach money.pl, nowa opłata nakładana na właścicieli portów mogła przyczynić się do zwiększenia zanieczyszczenia mazurskich jezior. Pomysł tzw. "opłaty dennej" albo inaczej "podatku dennego" zakłada, że właściciele portów, przystani i marin śródlądowych będą musieli płacić za każdy metr kwadratowy dna, który zajmuje ich infrastruktura.

Do tej pory z opłaty zwolnione były "stowarzyszenia, fundacje oraz przedsiębiorstwa, które prowadzą działalność z zakresu rekreacji, turystyki, sportów wodnych oraz amatorskiego połowu ryb". Koszt miał być spory i wynosić 8,90 zł za metr zajętego dna. Tak wysoka stawka wpłynęłaby nie tylko na rozwój turystyki wodnej, ale również na zanieczyszczenie akwenów.

Rozmówcy money.pl przewidywali, że wzrost cen za postój spowoduje zwiększenie dzikich postojów. - Ludzie zamiast płacić będą cumować łodzie "na dziko" w trzcinie. Tam wyrzucą śmieci i załatwią potrzeby. Tylko czekać, aż Mazury zamienią się w jedno wielkie szambo – przekonywał Tomasz Durkiewicz, prezes Grupy Amax. Jego firma prowadzi m.in. wioskę żeglarską w Mikołajkach.

Jak szacował, ceny pójdą w górę o co najmniej połowę. - W tej chwili za dobę postoju trzeba zapłacić u mnie 35 zł. Po zmianach trzeba będzie podnieść cenę o połowę, do przynajmniej 50 zł – wyliczał Durkiewicz. - Bogatszym żeglarzom bardziej opłaci się pojechać na południe, np. do Chorwacji czy Grecji.

Protesty i argumenty żeglarzy w końcu zostały wzięte pod uwagę. Rząd co prawda nie wycofał się z wprowadzenia "podatku dennego", ale znacznie ustąpił w kwestii jego wysokości. O ile? Aż dziesięciokrotnie.

Według ostatniej wersji projektu stawka opłaty za użytkowanie gruntów pokrytych wodami ma wynieść 89 groszy. Jak przyznał zastępca dyrektora Departamentu Zasobów Wodnych w Ministerstwie Środowiska Andrzej Kulon, ministerstwo zdało sobie sprawę, iż zaniepokojenie wzbudził projekt rozporządzenia dotyczący jednostkowych stawek opłat i wobec uwag branży zdecydował o zmniejszeniu stawki.

Na kościoły deszcz wciąż nie napada

Równie duże kontrowersje wzbudza tak zwany podatek od deszczu, czyli wprowadzenie opłaty "za zmniejszenie naturalnej retencji". Jak informowaliśmy w money.pl, pierwotnie planowano, by nowa opłata objęła wszystkich. Szacowano, że właściciel domku jednorodzinnego będzie musiał wydać około 10 zł miesięcznie. Taka opłata obowiązuje już np. we Wrocławiu. Samorząd wprowadził ją z własnej inicjatywy i rocznie zbiera z tego tytułu około 5 mln zł.

W aktualnym projekcie daniną objęte mają być wskazane przez gminę tereny. Płacić więc będą musieli właściciele nieruchomości o powierzchni ponad 3500 mkw. oraz ci, którzy zabudowali swoją działkę w co najmniej 70 proc., a w okolicy brakuje kanalizacji deszczowej.

Opłata dotyczyć może więc przede wszystkim magazynów, sklepów wielkopowierzchniowych, biurowców, ale także spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych. W praktyce każdego większego budynku. Każdego oprócz kościołów i związków wyznaniowych.

Mimo sprzeciwu samorządów, które wskazały, że takie prawo otwiera furtkę do optymalizacji podatkowej, PiS w najnowszym projekcie wyłączenie utrzymuje. Tak więc, w myśl ustawy, deszcz na kościoły nie pada. - Z punktu widzenia deszczówki, to każdy budynek wygląda tak samo. Nie ma więc znaczenia, czy deszcz pada na kościół czy supermarket. Woda nie wsiąka przez nie w grunt i tyle - komentował w rozmowie z money.pl Maciej Lorek, szef wydziału środowiska w Gdańsku.

Mało tego, według pytanych przez money.pl prawników zapis ten pozwoli uniknąć płacenia podatku nie tyko świątyniom, ale i innym budynkom należącym do kościoła lub innej gminy wyznaniowej. Co to oznacza? Tej składki nie zapłaci przykładowo ojciec Tadeusz Rydzyk za planowany przez niego kompleks spa Termy Toruńskie. Na zwolnienie liczyć może też Archidiecezja Warszawska za wieżowiec Roma Tower czy zakon pijarów za krakowski biurowiec Astris.

Z całej reszty podatek zostanie ściągnięty. Do samorządów ma trafić 10 proc. tej daniny. "Wody Polskie", o których niżej, mają za to zyskać zastrzyk gotówki rzędu 300-400 mln zł. rocznie.

Kolejna instytucja

Nowe przepisy powołają też nową instytucję zarządzającą wodami w Polsce - Państwowe Gospodarstwo Wodne "Wody Polskie". Będzie ono odpowiadać za ochronę przeciwpowodziową i przed suszą, a także za inwestycje.

Odpowiedzialność za drogi wodne o znaczeniu transportowym przejąć ma Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Będzie ono odpowiadało za inwestycje dotyczące żeglugi śródlądowej, m.in. utrzymanie śluz czy torów wodnych dla statków.

podatek, kościół, deszcz, zwolnienie, prawo wodne, podatek od deszczówki, podatek denny
Czytaj także
Polecane galerie
Zb
2017-05-08 07:45
"Obiektywny" artykuł. Chyba na zamówienie.
Barbara
2017-05-07 12:33
Cóż , Szyszko to przecież minister Rydzyka, jak byłoby to możliwe, żeby przyjaciel takie koszty ponosił.
Vs
2017-05-07 11:45
To prawo miało być wprowadzone za PO ale PO odwlekało ze względu na wybory i to zgniłe jajo pozostało dla PIS .
Pokaż wszystkie komentarze (366)