Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie

PILNE:
Dane GUS o PKB. Spowolnienie w gospodarce

Ustawa PiS uderza w niepełnosprawne dzieci. Stracą terapeutów

Ustawa PiS uderza w niepełnosprawne dzieci. Stracą terapeutów

Ustawa o finansowaniu zadań oświatowych problemem dla niepełnosprawnych dzieci Fot. Adam Staskiewicz
Ustawa o finansowaniu zadań oświatowych problemem dla niepełnosprawnych dzieci

Nowa ustawa o finansowaniu zadań oświatowych budzi wiele wątpliwości. Co najgorsze, uderza w niepełnosprawne dzieci. Stracą nauczycieli i terapeutów zatrudnianych z zewnętrznych firm. Wszystko przez obowiązek zawierania umów o pracę.

Od 1 września przedszkola i szkoły, zarówno prywatne, jak i publiczne, muszą zatrudniać nauczycieli na umowy o pracę. Według resortu edukacji, ma to poprawić pracę pedagogów. Jak? Związani etatem mają być jej bardziej oddani, a jakość kształcenia ma być lepsza. Co więcej, ma to chronić nauczycieli przed wyzyskiem.

Tyle w teorii. Rzeczywistość okazuje się dużo bardziej bolesna. Nowa ustawa obowiązkiem zatrudniania na etacie obejmuje również nauczycieli wspomagających czy terapeutów. To ogromny problem w przypadku dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego.

Problemem jest to, że większość terapeutów posiada własną działalność gospodarczą bądź jest zatrudniana w zewnętrznych firmach. Nie chcą umów o pracę w danej placówce, ponieważ w ciągu dnia zmieniają je nawet kilka razy. W każdej - w skali miesiąca - pracują czasami zaledwie kilka godzin, w najlepszym przypadku kilkanaście.

Rodzice załamują ręce

W rozmowie z money.pl Agnieszka Wroczyńska, mama Mateusza z autyzmem i dyspraksją, opowiada o fatalnych skutkach nowych przepisów.

- Rodzice, którzy znaleźli spersonalizowane rozwiązania, odpowiadające rzeczywistym potrzebom niepełnosprawnych dzieci, przez nowe prawo oświatowe mają podcinane skrzydła. Szkoła, do której uczęszcza Mateusz, prowadzi edukację włączającą. To znaczy, że większość uczniów jest zdrowa. W całej szkole zaledwie dwójka ma orzeczenia o niepełnosprawności. Przez nowe przepisy, wymuszające na placówkach zatrudnianie w ramach umów o pracę, utrudniona jest realizacja orzeczenia o kształceniu specjalnym, a dzieci mają utrudniony dostęp do terapii - mówi Pani Agnieszka.

Jak dodaje, to wywołuje spore problemy dla samych szkół. Kwoty subwencji nie wzrastają, a koszty pracy owszem. Nawet przy założeniu, że uda się namówić pewnych terapeutów na umowy o pracę i tak pieniędzy nie wystarczy na tyle zajęć co do tej pory.

- Od czasu „dobrej zmiany” nie wydarzyło się nic korzystnego dla mojego dziecka – podsumowuje Pani Agnieszka.

Podaje też przykład szkoły, w której do dziecka z zespołem Aspergera na zasadzie kontraktu zatrudniona była tak zwana asystentka, czyli w rzeczywistości terapeutka. Rozliczała się przez działalność gospodarczą. Posiada ogromne doświadczenie, jest bardzo zżyta z dzieckiem. Dostała wymuszoną propozycję. Od września miałaby być zatrudniona na umowę o pracę, oczywiście w niepełnym wymiarze. Nie zgodziła się. Szkoła musi szukać kogoś na zastępstwo, kto przyjmie taką umowę. Dziecko już jest poszkodowane, straciło wieloletnią terapeutkę, przy której miało szanse na rozwój.

Zobacz też: Prezes ZNP o minister edukacji: "Antynauczycielska w swojej postawie"


Jaś bez szans na samodzielność?

Rozmawialiśmy też z Panią Marią, mamą autystycznego chłopca - Jasia. Pani Maria boi się, że od września jej syn straci możliwość rozwoju, a w przyszłości bycia samodzielnym. Jaś uczęszcza do prywatnego przedszkola. Zgodnie z lekarskim orzeczeniem, wymaga terapii z udziałem oligofrenopedagoga, psychologa i logopedy. Dwaj pierwsi specjaliści towarzyszą Jasiowi w przedszkolu. Logopeda w innej placówce. Zarówno czesne, jak i terapia opłacane są z subwencji oświatowej. Przedszkole pobiera świadczenie i opłaca z niego specjalistów. Na razie, bo jeśli dyrektorka nie będzie mogła z subwencji opłacać wystawianych przez terapeutów faktur, umowę o pobyt Jasia w placówce trzeba będzie rozwiązać.

- Jaś naprawdę ma szansę być samodzielny. W przyszłości pracować i płacić podatki, ale ta ustawa mu to odbierze. Nie będzie nas stać na dodatkowe zajęcia z własnej kieszeni. Jeśli Jaś nie będzie miał zajęć lub trafi na niedoświadczonego terapeutę, to będzie regres. W ramach tej ustawy jedynie studenci będą się godzić na pracę na dziesiętną czy setną część etatu. Na takich dzieciach jak moje będą się uczyć. Doświadczeni na to nie pójdą, boimy się o nasze niepełnosprawne dzieci – mówi zaniepokojona Pani Maria.

Mama Jasia przywołuje również problemy innych rodziców, których dzieci mają tak zwaną niepełnosprawność sprzężoną. Na przykład oprócz niepełnosprawności intelektualnej mają też tę ruchową. Pani Maria zna dzieci z orzeczeniem oligofrenopedagoga, logopedy, psychologa oraz fizjoterapeuty. Dyrektor placówki, w której kształci się takie dziecko, będzie miał obowiązek zatrudnienia każdego ze specjalistów na umowę o pracę. Inaczej nie będzie mógł ich opłacić z subwencji. Z obawy przed tym, że placówka będzie musiała finansować terapeutów z własnej kasy, część dyrektorów już rozwiązuje umowy z rodzicami niepełnosprawnych dzieci. Od września czeka je edukacja domowa. Nie wiadomo skąd wziąć pieniądze na terapię.

- Terapeuci wykonują wolny zawód. Jeżdżą po przedszkolach, szkołach, domach. Towarzyszą dzieciom, a nie danej placówce. A teraz rząd chce to ukrócić – podkreśla Pani Maria.

Niepubliczne placówki i terapeuci mogą przez to stracić pieniądze. Jednak dużo więcej do stracenia mają niepełnosprawne dzieci. Przerwa w terapii może nie tylko zahamować rozwój, ale również zaprzepaścić wszystko, co zostało wypracowane podczas leczenia.

Ponadto na forach zrzeszających zaniepokojonych rodziców i terapeutów dzieci niepełnosprawnych, pojawiają się opinie, że władze chcą w ten sposób sztucznie przykryć efekt wcześniejszych zmian w edukacji. Powrót do trybu 8-letniej podstawówki powoduje mniejszą liczbę zatrudnionych nauczycieli. Statystycznie nowa ustawa mogłaby utrzymać dotychczasową liczbę etatów w szkołach.

Czytaj także: Reforma edukacji kosztowała miliony. Miasta chcą pozwać Skarb Państwa

Co na to rząd?

Zwróciliśmy się do Ministerstwa Edukacji Narodowej z prośbą o komentarz. Minister Anna Zalewska nie mogła odnieść się do sprawy osobiście, ponieważ jest na urlopie. Przedstawiciele MEN zapewniają jednak, że kwestia poruszana w tym artykule jest im znana.

„Analizujemy tę sytuację. Jeśli będzie wymagana korekta przepisów, zmienimy je. Warto podkreślić, że MEN projektując przepisy zawsze kieruje się dobrem ucznia i zapewnieniem jego potrzeb” – czytamy w przesłanym do nas komentarzu. Problem w tym, że ustawa w życie wchodzi za niespełna miesiąc.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl


Czytaj także
Polecane galerie
Tamara
2018-08-12 22:38
Pracuję w branzy juz dlugo. Na szczęscie na etacie. Byl czas ze pracowalam na dzialalnosci. Tak w skrocie powiem: drodzy rodzice, skorzystacie na tym, ze Wasze dzieci będą prowadzone przez ludzi na etacie. Na etacie czlowiek pracuje i wykonuje swoje obowiazki. Stara sie utrzymac etat, to sie bardziej angazuje. Nie dobiera sobie uczniow, pracuje z tymi którzy jakby wypadaja z grafiku. Tym samym wlasnie stwarza sie SZANSE na edukacje uczniom wyjatkowo trudnym, agresywnym. Szkoly specjalne sa dostosowane. Maja windy dla niepelnosprawnych ruchowo. Odpowiedni sprzet do nauki. A nawet gdy nie mają przy pierwszym roku edukacji, szybciej panstwo zakupi sprzed slecjalistyczny dla szkoly specjalnej niz dla masowej. W szkolach specjalnych pracuje zespol ludzi, ktorzy opracowuja indywidualny program dla ucznia. I najwazniejsza sprawa. Wlaczanie. Niewidzaca osoba wsrod osob niewidzacych bedzie sie o 100% lepiej czula, niz wsrod widzacych. W szkolach specjalnych zawiazuja sie przyjaznie, milosci. Nie czują sie gorsi.
Groszek
2018-08-12 22:15
Wszystkich Pani Oligofrenopedagog? Z mojej wiedzy - nie wszystkich. Ma Pani w szkołach specjalnych dogoterapie? ma Pani hipoterapię? Bo nie widziałem jeszcze takiej szkoły w Polsce.
Co więcej prywatne placówki jeżeli takie są i się specjalizują w konkretnych zaburzeniach rozwijają swoją wiedzę 100 razy lepiej niż nauczyciele w szkołach specjalnych. Co więcej - dlaczego dzieci z aspergerem mają być w tej samej grupie co dzieci z innymi zespołami? Czego i od kogo ma się uczyć? Od innych zaburzeń? To ma stanowić dla nich wzór? Właśnie dlatego wymyślono i wprowadzono jednostki edukacyjne - INTEGRACYJNE. W sytuacji kiedy dzisiaj dzieci w terapii lub wymagające terapii pozbawia się możliwości powrotu do normalnego środowiska, a wiele z tych dzieci ma ogromne szanse być i żyć normalnie w przyszłości. Proszę się trochę douczyć w temacie i wtedy wygłaszać jakiekolwiek teorie. Nawet, jeżeli sa one tak odrealnione od rzeczywistości, jak to co Pani napisała.
Najpierw trzeba mieć takie dziecko i wiedzieć czego ono potrzebuje i kiedy się ono rozwija i kiedy ma postępy, a kiedy następuje regres.
Do tego proszę spojrzeć na działania w Europie - tam nie buduje się getta dla osób z zaburzeniami wkładając je do tego samego worka co dzieci niepełnosprawne. Pani jak widać wraca do czasów... lekko mówiąc zamierzchłych.
Geenam
2018-08-12 00:37
Jak można pozostawiać niepełnosprawne dzieci poza nawiasem? Trzeba uczyć zdrowe dzieci, że trzeba pomagać chorym i niepełnosprawnym od najmłodszych lat.
Pokaż wszystkie komentarze (560)