Włochy chcą ingerować w ETS. Ale rząd Meloni nie zetnie rachunków bez zgody UE
Rzym rzuca wyzwanie unijnej polityce klimatycznej. Rząd Giorgii Meloni przyjął dekret, który ma "usunąć" część kosztów związanych z ETS. Przepisy nie wejdą jednak w życie bez zgody Brukseli. - W Polsce wdrożenie takiego projektu byłoby dużo bardziej skomplikowane - ocenia Rafał Zasuń, redaktor naczelny serwisu WysokieNapiecie.pl
Włoski rząd zdecydował się na ruch, który media na Półwyspie Apenińskim określają mianem "strukturalnego i przełomowego". Gabinet Giorgii Meloni przyjął pakiet przepisów, którego głównym celem jest obniżenie rachunków za energię dla gospodarstw domowych i firm. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie fakt, że Rzym postanowił ingerować w mechanizm unijnego systemu handlu emisjami (ETS), co może doprowadzić do bezpośredniego zwarcia z Komisją Europejską.
Jak wynika z doniesień włoskiej prasy oraz oficjalnych komunikatów rządowych, nowa strategia energetyczna Włoch opiera się na założeniu, że koszty certyfikatów węglowych nie powinny wpływać na cenę energii produkowanej ze źródeł odnawialnych. Decyzja ta wpisuje się w szerszy europejski spór o kształt polityki klimatycznej, który toczy się również w innych krajach członkowskich.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
"Dekret Rachunkowy" – co dokładnie uchwalił Rzym?
Włoski dziennik "Corriere della Sera" szczegółowo analizuje przyjęty przez włoską Radę Ministrów dekret, nazywany potocznie "Decreto Bollette" (Dekretem Rachunkowym). Jak podaje gazeta, kluczowym elementem pakietu jest bezpośrednie wsparcie finansowe dla najuboższych oraz systemowe zmiany w taryfikacji.
Gwarantujemy wprowadzenie dodatkowej zniżki na rachunek za prąd w wysokości 115 euro rocznie. Oprócz 200 euro, które już wprowadziliśmy - stwierdziła premier Giorgia Meloni, cytowana przez "Corriere".
Z oficjalnego komunikatu włoskiej Rady Ministrów dowiadujemy się, że pomoc ta jest skierowana do tak zwanych odbiorców wrażliwych - o niskich dochodach. Rządowe szacunki, na które powołuje się prasa, wskazują, że beneficjentami programu zostanie około 2,7-2,8 miliona gospodarstw domowych. Kryterium dochodowe ustalono na poziomie ISEE (włoskiego wskaźnika sytuacji ekonomicznej) do 9796 euro, a w przypadku rodzin wielodzietnych (z co najmniej czwórką dzieci) próg ten podniesiono do 20 tysięcy euro.
Minister środowiska i bezpieczeństwa energetycznego Gilberto Pichetto Fratin, w wypowiedzi przytaczanej przez dziennik, podkreślił, że dla najuboższych rodzin nowy "bon" pokryje niemal połowę rocznych kosztów energii elektrycznej.
Interweniujemy w trybie priorytetowym, by zagwarantować energię w niższych cenach zarówno dla rodzin, jak i przedsiębiorców. Rząd wybrał tę drogę, by zapewnić konkurencyjność i wzrost gospodarczy - dodał.
To jednak nie wszystko. Jak donosi "Corriere della Sera", rząd wprowadzi również mechanizm dobrowolnych rabatów dla klasy średniej. Sprzedawcy energii elektrycznej będą mogli oferować zniżkę w wysokości do 60 euro rocznie dla 4,5 miliona rodzin z dochodem poniżej 25 tysięcy euro, które nie kwalifikują się do pomocy socjalnej. Firmy energetyczne, które zdecydują się na ten krok, otrzymają specjalne certyfikaty, które będą mogły wykorzystywać w celach marketingowych i wizerunkowych.
Meloni chce odłączyć "podatek od CO2"
Największe emocje budzi jednak nie sama pomoc socjalna, ale sposób, w jaki Włochy chcą przemodelować rynek energii. Według relacji "Corriere della Sera" rząd Meloni postanowił uderzyć w mechanizm kształtowania cen na giełdzie energii, celując bezpośrednio w system ETS (Emissions Trading System).
Premier Włoch, w cytowanej przez dziennik wypowiedzi, nazwała ETS "podatkiem de facto narzuconym przez Europę", który co do zasady ma obciążać brudną energię z paliw kopalnych. Meloni argumentuje jednak, że obecny system jest niesprawiedliwy, ponieważ koszty certyfikatów emisji wpływają na cenę końcową każdej energii – również tej czystej, pochodzącej z elektrowni wodnych czy słonecznych, które żadnego CO2 nie emitują.
Plan Rzymu zakłada "odłączenie" kosztów ETS od wyceny energii z OZE. Włoski rząd chce, aby cena prądu z instalacji hydroelektrycznych i solarnych była kalkulowana bez opłaty od emisji, co ma doprowadzić do natychmiastowego spadku rachunków. Włoska prasa zauważa, że jest to próba obejścia tak zwanej zasady ceny krańcowej (merit order), gdzie najdroższe źródło (zazwyczaj gazowe, obciążone kosztami ETS) wyznacza cenę dla całego rynku.
Kto za to zapłaci? Wyższy podatek dla energetyki
Wprowadzenie ulg wymaga finansowania. Z analizy dokumentów rządowych wynika, że gabinet Meloni sięga głębiej do kieszeni samych firm energetycznych. "Corriere della Sera" informuje o podniesieniu podatku IRAP (regionalny podatek od działalności produkcyjnej) o 2 punkty procentowe.
Podwyżka ma dotyczyć producentów i dystrybutorów energii elektrycznej i wejdzie w życie w okresach podatkowych po 2025 roku. Według wyliczeń przedstawionych w komunikacie Rady Ministrów ten ruch fiskalny ma przynieść budżetowi 431,5 miliona euro w 2026 roku, ponad 500 milionów w 2027 roku oraz 68 milionów w 2028 roku.
Zgromadzone w ten sposób środki mają zostać redystrybuowane w formie obniżek dla innych przedsiębiorstw. Rządowy komunikat precyzuje, że pieniądze z podwyższonego IRAP-u posłużą do sfinansowania redukcji opłat systemowych (związanych ze wsparciem OZE) dla użytkowników niebędących gospodarstwami domowymi. W praktyce oznacza to, że sektor energetyczny zrzuci się na tańszy prąd dla reszty włoskiego przemysłu i usług.
Ekspert: to nie takie proste
Rafał Zasuń, redaktor naczelny eksperckiego serwisu WysokieNapiecie.pl wyjaśnia w rozmowie z money.pl, że wbrew narracji, na którą można natknąć się w mediach społecznościowych, "włoski rząd bynajmniej nie likwiduje ETS".
- Chce wprowadzić ulgę dla elektrowni gazowych, ponieważ to one wyznaczają ceny energii na rynku hurtowym, a koszty uprawnień ETS podnoszą te ceny - wskazuje.
Rząd proponuje, żeby włoski odpowiednik URE co miesiąc wyznaczał przy pomocy specjalnego wzoru, jaką część uprawnień do emisji elektrownie mają kupić, tak żeby cena energii była niższa. Wzór obejmuje maksymalną cenę energii, którą gazówka może zaoferować na rynku - tłumaczy.
Jak dodaje dziennikarz, system, który proponują Włosi, jest niezwykle skomplikowany. - Ale i tak nie ruszy bez zgody Komisji Europejskiej, która w najbliższych tygodniach ma przedstawić własne pomysły reformy ETS - podkreśla.
Zapytaliśmy też o to, czy włoskie rozwiązanie można by przenieść na polski grunt.
Musimy poczekać do momentu, gdy UE zareaguje na plany Włoch, przedstawiając własny projekt zmian. Wówczas faktycznie można by się nad tym zastanowić. Tyle że w Polsce wdrożenie takiego projektu byłoby dużo bardziej skomplikowane. Mamy bowiem zarówno elektrownie gazowe, jak i węglowe, które wręcz ze sobą konkurują. We Włoszech sektora elektrowni węglowych już nie ma - wyjaśnia Rafał Zasuń.
Bruksela mówi "sprawdzam"
Jednostronne ingerowanie w mechanizmy unijnego rynku energii natychmiast wywołało reakcję w Brukseli. Jak podają źródła unijne, Komisja Europejska podchodzi do włoskiego dekretu z dużą rezerwą. Rzeczniczka KE ds. energii, Anna Kaisa Itkonen, cytowana przez agencje prasowe, poinformowała, że unijni eksperci przystąpili do analizy aktów prawnych przyjętych przez Rzym.
Komisja zapowiada "pełny przegląd" nowych przepisów pod kątem ich zgodności z prawem wspólnotowym. Głównym punktem zapalnym jest kwestia, czy państwo członkowskie może samodzielnie wyłączać składnik ETS z ceny energii odnawialnej, co de facto narusza jednolitość unijnego rynku.
Noblista pisze do rządu
Przeciwko rządowym planom osłabienia systemu ETS protestuje włoskie środowisko naukowe. Dziennik "Il Sole 24 Ore" opublikował treść listu otwartego, podpisanego przez 150 czołowych włoskich naukowców i ekonomistów.
Wśród sygnatariuszy znalazł się Giorgio Parisi, laureat Nagrody Nobla z fizyki w 2021 roku, a także znany ekonomista Carlo Carraro oraz fizyk klimatu Antonello Pasini. Autorzy listu apelują do premier Meloni o niewyłamywanie się z europejskiego frontu dekarbonizacji. Naukowcy, cytowani przez gazetę, uznają za błąd brak pełnego poparcia rządu dla narzędzi takich jak ETS. Wskazują oni, że system ten – przyjmowany obecnie nawet przez Chiny – udowodnił swoją skuteczność w redukcji emisji w sektorach nim objętych.
Jak działa system, który Włochy chcą ominąć?
Aby zrozumieć istotę sporu między Rzymem a Brukselą, warto przyjrzeć się mechanizmom działania samego systemu ETS. Jak wyjaśniają analitycy think-tanku Forum Energii w swoich opracowaniach, EU-ETS (Emissions Trading System) został wprowadzony w 2005 roku jako kluczowe narzędzie do realizacji Protokołu z Kioto, a obecnie służy osiągnięciu celu redukcji emisji o 55 proc. do 2030 roku.
Zasada działania jest prosta: "zanieczyszczający płaci". Emitenci (elektrownie, ciepłownie, przemysł energochłonny, lotnictwo) muszą kupować i umarzać uprawnienia do emisji CO2 (EUA). Pula dostępnych na rynku uprawnień kurczy się z roku na rok, co wymusza wzrost ich ceny i – w teorii – zachęca do inwestycji w czyste technologie.
Państwa członkowskie sprzedają uprawnienia na aukcjach, a uzyskane w ten sposób miliardy euro zasilają ich budżety. Dyrektywa ETS nakazuje, by co najmniej połowa tych środków była przeznaczana na cele klimatyczne.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl