Masło zaskakującym bohaterem prekampanii. Wiemy, skąd ten rajd cen [OPINIA]

W ostatnich dniach masło stało się tematem politycznym. Prawo i Sprawiedliwość wybrało je na symbol drożyzny i uderza nim w obecny rząd. Wyjaśniamy, skąd bierze się kolejny rajd cenowy tego produktu i czy ma jakikolwiek związek z wydarzeniami w polskiej polityce.

Donald Tusk, Jarosław Kaczyński "Masło w sejfie to ponury symbol tego rządu" - taki wpis pojawił się na profilu Jarosława Kaczyńskiego na X
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, PAP | Albert Zawada, KPRM, tycoon101
Jakub Olipra

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Rekordowe ceny masła w obliczu zbliżających się świąt Bożego Narodzenia nieoczekiwanie stały się w ostatnich dniach istotnym elementem debaty politycznej. Politycy nie tylko starają się tłumaczyć przyczyny wzrostu cen, ale również podejmują próby ich prognozowania w zależności od wyników przyszłorocznych wyborów prezydenckich.

Dlaczego w tegoroczne święta zapłacimy za masło średnio o ponad 20 proc. więcej niż przed rokiem? Wyjaśnijmy.

Splot niefortunnych zdarzeń

Na obserwowany obecnie wzrost cen masła złożyły się trzy czynniki. Po pierwsze, zbyt wolno rośnie podaż mleka wśród największych światowych eksporterów produktów mlecznych. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj Nowa Zelandia, która odpowiada za połowę światowego eksportu masła. Dostawy mleka w tym kraju spadają już od trzech lat. Głównie za sprawą niekorzystnych warunków pogodowych. Obecny sezon dopiero wszedł tam w decydującą fazę (w Nowej Zelandii rozpoczyna się on w czerwcu) i choć zaczął się on wyjątkowo dobrze, jest zbyt wcześnie, by oczekiwać, że przyniesie on wyraźnie wyższą produkcję mleka.

Po drugie, masło jest bardzo "mlekochłonnym" produktem. Aby je wyprodukować, potrzeba tłuszczu mlecznego. Zawartość tłuszczu w mleku to ok. 4 proc. Z kolei masło musi zawierać przynajmniej 80 proc. tłuszczu. Zatem aby wyprodukować 1 kg masła, musimy zużyć aż 20 litrów mleka. Odtłuszczone mleko, które powstaje w procesie produkcji masła, przerabia się na odtłuszczone mleko w proszku. Jego cena jest obecnie niska, m.in. dlatego, że Chiny silnie ograniczyły jego import. W konsekwencji mleczarnie zarabiają na maśle, a tracą na odtłuszczonym mleku w proszku. Tym samym bardziej opłaca im się produkować sery, do których wytworzenia nie potrzebują aż tyle mleka i uzyskują na nich wyższą marżę.

Po trzecie, światowe spożycie masła w ostatnich latach rośnie. Jest to trend obserwowany w wielu krajach, w tym w Polsce. Występuje dodatnia zależność pomiędzy poziomem zamożności a spożyciem masła (przy czym należy zauważyć, że zależność ta jest słabsza w przypadku krajów śródziemnomorskich, gdzie dominuje spożycie oliwy).

W tym czasie produkcja mleka wśród kluczowych światowych eksporterów produktów mlecznych na świecie (EU, Nowa Zelandia, USA, Australia i Argentyna) jest relatywnie stabilna. W konsekwencji nie nadąża ona za wzrostem spożycia masła, do produkcji którego potrzeba najwięcej mleka. Z tego powodu ceny masła oderwały się w ostatnich latach w górę od cen pozostałych produktów mlecznych.

Czy już zawsze będziemy płacić 10 zł za kostkę masła?

Dobrą wiadomością dla konsumentów jest to, że rynek mleka jest rynkiem cyklicznym. Wynika to z opóźnienia, z jakim producenci mleka reagują na wzrost opłacalności produkcji. Produkcja mleka jest uzależniona od liczby krów, stąd nie da się jej szybko istotnie zwiększyć. Oznacza to, że po okresie wysokich cen, wraz ze wzrostem podaży mleka przyjdzie czas, kiedy ceny masła się obniżą. To jednak nie będzie zależało ani od decyzji polityków, ani banku centralnego, lecz od mechanizmów rynkowych.

Kolejną dobrą informacją dla konsumentów jest to, że sieci handlowe rywalizują o konsumenta często właśnie ceną kostki masła. Są one dość podobne i mają wystandaryzowane parametry, stąd łatwo porównać ich ceny pomiędzy sklepami. Z tego powodu sieci handlowe - wprowadzając promocje na masło - chcą zachęcić konsumentów do zakupu masła, a przy okazji pozostałych zakupów właśnie w swoich sklepach.

Stąd i w tym roku konsumenci mogą liczyć na promocyjne ceny masła przed świętami. Robiąc zakupy, należy jednak wspomnieć słowa amerykańskiego noblisty Miltona Friedmana, że "nie ma darmowych obiadów" i promocje te mogą być okupione wyższymi cenami pozostałych produktów.

Jakub Olipra, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polska

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
"Będzie rosnąć najszybciej w UE". Oto najnowsza prognoza dla Polski
"Będzie rosnąć najszybciej w UE". Oto najnowsza prognoza dla Polski
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Nocleg dla 12 tys. osób. To będzie największy plac budowy w Polsce
Nocleg dla 12 tys. osób. To będzie największy plac budowy w Polsce
Rekordowy wzrost rejestracji samochodów elektrycznych w Polsce
Rekordowy wzrost rejestracji samochodów elektrycznych w Polsce
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Jeden z najpoważniejszych kryzysów. "Grenlandia staje się pretekstem" [OPINIA]
Jeden z najpoważniejszych kryzysów. "Grenlandia staje się pretekstem" [OPINIA]
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu