Zwrot ws. kluczowej reformy UE. Minister: mamy mniejszość blokującą

Polska ma coraz większe poparcie w walce o odroczenie ETS2. Minister energii Miłosz Motyka twierdzi, że udało się zbudować mniejszość blokującą. Ostrzega przed wzrostem cen i politycznymi konsekwencjami reformy. W rozmowie z TVN24 wskazał też, na jaką zmianę liczy Warszawa.

Minister energii Miłosz MotykaMinister energii Miłosz Motyka
Źródło zdjęć: © PAP | Łukasz Gągulski
Malwina Gadawa

ETS2 ma wejść w życie – zgodnie z obecnymi przepisami – w 2028 r. Będzie on oznaczać wprowadzenie opłat za tankowanie aut i ogrzewanie mieszkań. Polska zabiega albo o wprowadzenie pełnej dobrowolności w stosowaniu tego systemu lub o jego odroczenie co najmniej do 2030 r.

Polska buduje koalicję wokół ETS2

Minister energii Miłosz Motyka w piątek w programie "Jeden na jeden" pytany był, na jakim etapie jesteśmy, aby odroczyć ETS2?


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

– Mamy, myślę, że w ciągu ostatnich dni to zostało potwierdzone, mniejszość blokującą ku temu rozwiązaniu – powiedział Miłosz Motyka.

Wskazał także, jakie skutki będzie miał ETS2.

– Jeden bardzo merytoryczny może podnieść ceny i z tym szereg państw później wchodzących do Unii Europejskiej i później się transformujących ma problem, choć robi wiele w zakresie transformacji energetycznej i to jest Polska i państwa naszego regionu. Drugi jest polityczny: transformacja energetyczna nie jest dla tych państw szansą, tylko obciążeniem i doprowadzi do gigantycznych zmian i fali populizmu i zmiany w Komisji Europejskiej – mówił minister energii Miłosz Motyka w programie "Jeden na jeden" w TVN 24.

Jest szansa na zmianę podejścia Unii Europejskiej?

– Tak już to widać. Ta rewizja pierwszego ETS-u, która została przeprowadzona, to pierwsza rewizja idąca w dobrą stronę i pierwsze zmiany zmieniające na plus liczbę uprawnień i ich cenę. Natomiast na ETS2 liczymy na przesunięcie tego w czasie.

Europa chce reformy systemu, ale nie jego likwidacji

ETS reguluje handel uprawnieniami do emisji i obejmuje energetykę, przemysł energochłonny oraz lotnictwo. ETS2, który ma wejść w życie w 2028 r., obejmie sektory budowlany i transportowy. Firmy kupują na aukcjach prawa do emisji CO2, a liczba dostępnych uprawnień jest stopniowo zmniejszana. Zwolennicy wskazują, że to narzędzie, które przyspiesza modernizację energetyki i elektryfikację. Krytycy mówią, że przekłada się na wyższe koszty życia i osłabia konkurencyjność gospodarki.

Przez lata EU Emissions Trading System był podstawowym narzędziem polityki klimatycznej wspólnoty, jednak coraz częściej pojawiają się głosy, że obecne ceny uprawnień i konstrukcja systemu obciążają gospodarkę. Pod naciskiem przywódców państw członkowskich przesunięto zresztą wdrożenie nowej odsłony, czyli ETS2 z roku 2027 na 2028.

Koszty są realne, ale obraz nie jest jednoznaczny

ETS zwiększa obciążenia części przedsiębiorstw, przede wszystkim w energetyce i przemyśle ciężkim. Dane przywoływane przez money.pl nie potwierdzają jednak prostej tezy, że system rujnuje całą polską gospodarkę.

W latach 2010–2024 realna wartość dodana w Polsce wzrosła o 64 proc., wobec niespełna 25 proc. średnio w Unii Europejskiej. W tym samym czasie Polska należała do państw szybko ograniczających emisyjność gospodarki. Nie oznacza to, że ETS nie generuje kosztów, ale pokazuje, że dekarbonizacja i szybki wzrost gospodarczy mogą zachodzić równolegle.

W latach 2015–2023 wpływy Polski z systemu ETS przekroczyły około 95 mld zł. Z kolei według wyliczeń Instytutu Reform wdrożenie ETS2 w obecnym kształcie może przynieść Polsce około 124 mld zł do 2032 r., w tym 48 mld zł ze Społecznego Funduszu Klimatycznego i 76 mld zł z krajowych aukcji uprawnień.

Wybrane dla Ciebie