Marcin Korolec, prezes Instytutu Zrównoważonej Gospodarki, minister środowiska w latach 2011–2013 oraz pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej w latach 2013-2015: w rozmowie z PAP pytany był o plany PiS, który chce Polskę wyprowadzić z ETS.
Były minister krytycznie o ETS2
Czy można wyjść z unijnej polityki klimatycznej i pozostać w UE? - pyta PAP.
- Nie można ustawą zmienić regulacji europejskich. Po prostu się nie da - odpowiada Marcin Korolec.
WIDEOReferendum Nawrockiego pod ostrzałem. "To niczego nie zmieni"
- Europejska polityka klimatyczna wymaga refleksji i korekty. I to w wielu aspektach. Uważam, że ta część regulacji, którą potocznie nazywamy ETS2, czyli nałożenie opłat za emisję gazów z silników samochodowych i ogrzewanie domów paliwami kopalnymi, jest po prostu niepotrzebna. Po pierwsze realizujemy już ogólny cel polityki klimatycznej, jakim jest dojście do neutralności klimatycznej w 2050 r. Po drugie regulacja ETS2 jest po prostu szkodliwa społecznie - dodaje były minister.
- ETS2 jest rodzajem podatku, który w dodatku nie spowoduje zmiany, jaką w założeniu miałby wymusić. Ludzie, którzy palą węglem, robią to nie dlatego, że to lubią. Przynoszenie węgla czy miału węglowego w kuble z piwnicy trudno bowiem uznać za przyjemność. Ogrzewają domy w ten sposób, bo są w trudnej sytuacji ekonomicznej. Wielu mieszkańców Mazur czy Podlasia nie stać na ocieplenie domów czy wymianę pieców węglowych na pompy ciepła - dodaje.
Były minister środowiska ocenił także inicjatywę Karola Nawrockiego ws. przeprowadzenia referendum klimatycznego.
- Zasadnicze pytanie brzmi więc, czy propozycja referendum to polityczny kapiszon, za którym nic się nie kryje, czy stoi może za nią propozycja jakichś nowych regulacji i konkretnych działań? Obawiam się niestety, że to tylko polityczny kapiszon. Coś, czym będą zajmowały się media, ale co nie ma kompletnego sensu - przekonuje Marcin Korolec.
Koszty są realne, ale obraz nie jest jednoznaczny
ETS zwiększa obciążenia części przedsiębiorstw, przede wszystkim w energetyce i przemyśle ciężkim. Dane przywoływane przez money.pl nie potwierdzają jednak prostej tezy, że system rujnuje całą polską gospodarkę.
W latach 2010–2024 realna wartość dodana w Polsce wzrosła o 64 proc., wobec niespełna 25 proc. średnio w Unii Europejskiej. W tym samym czasie Polska należała do państw szybko ograniczających emisyjność gospodarki. Nie oznacza to, że ETS nie generuje kosztów, ale pokazuje, że dekarbonizacja i szybki wzrost gospodarczy mogą zachodzić równolegle.
W latach 2015–2023 wpływy Polski z systemu ETS przekroczyły około 95 mld zł. Z kolei według wyliczeń Instytutu Reform wdrożenie ETS2 w obecnym kształcie może przynieść Polsce około 124 mld zł do 2032 r., w tym 48 mld zł ze Społecznego Funduszu Klimatycznego i 76 mld zł z krajowych aukcji uprawnień.