ETS rujnuje polską gospodarkę? Dane mówią co innego [ANALIZA]

Polska należała w ostatnich latach do liderów Unii Europejskiej pod względem tempa ograniczania emisyjności gospodarki. Jednocześnie była jednym z najszybciej rozwijających się państw Europy. Choć unijna polityka klimatyczna, symbolizowana przez system ETS, bez wątpienia szkodzi niektórym branżom, trudno dostrzec jej negatywny wpływ na całą polską gospodarkę.

ETS szkodzi wzrostowi gospodarczemu? Dane zaprzeczająETS rujnuje polską gospodarkę? Dane mówią co innego [ANALIZA]
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Getty Images, Nur Photo | Beata Zawrzel
Grzegorz Siemionczyk
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Polscy politycy w niewielu kwestiach zgadzają się tak, jak w ocenie europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla (ETS). Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek zapowiada, że "zdemontuje to świństwo", mając na myśli bezemisyjne panele fotowoltaiczne na dachu swojego domu. Prezydent Karol Nawrocki twierdzi zaś, że jeśli Polska nie może z ETS wyjść, to powinna zabiegać o to, aby w całej UE system został zlikwidowany.

- Unia Europejska powinna rozpocząć drogę wychodzenia z ETS, ponieważ jest on głównym powodem tego, że nie tylko mamy wysokie rachunki, ale większość przemysłu i gospodarki wycofuje się nie tylko z Polski, ale również z Europy - mówił kilka dni temu prezydencki minister Karol Rabenda.

Premier Donald Tusk w krytyce ETS nie idzie tak daleko, ale opowiada się za jego znaczącą rewizją. W ostatni piątek, po zakończeniu posiedzenia Rady Europejskiej poświęconego energetyce, szef polskiego rządu odtrąbił sukces. W ciągu kilku miesięcy Komisja Europejska ma przedstawić szczegółowe propozycje zmian w sposobie działania ETS, aby wspierał transformację energetyczną Europy, ale nie tłumił przy tym konkurencyjności przemysłu.

Wyniki tego szczytu sugerują, że choć przywódcy państw UE są skłonni system handlu emisjami poprawiać, nie zamierzają wyrzucać go do kosza. W Brukseli wciąż dominuje pogląd, że jeśli Europa chce myśleć o niezależności energetycznej, ETS jest niezbędnym narzędziem. W tej optyce system ten jest raczej elementem polityki energetycznej niż klimatycznej.

- ETS działa. Radykalnie obniżył nasze zapotrzebowanie na gaz. Dzięki temu zmniejszył nasze uzależnienie od importu paliw kopalnych i naszą wrażliwość (na szoki na rynkach tych paliw - red.). Był też kołem zamachowym inwestycji w energię z niskoemisyjnych źródeł, jak OZE i atom, której nie musimy importować i która daje nam niezależność - mówiła po piątkowym posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Dlaczego energia w Polsce jest droga?

W chwili, gdy główne surowce energetyczne mocno podrożały z powodu wojny w Iranie, a ich dostępność stanęła pod znakiem zapytania, trudno jest polemizować z argumentem, że UE musi przyspieszyć transformację energetyczną.

W tych krajach, których energetyka już przed szokami surowcowymi z ostatnich lat była w mniejszym stopniu oparta na węglowodorach, a w większym - na odnawialnych źródłach i atomie, zwyżki cen energii były mniejsze. Przejawiało się to pozornym paradoksem, widocznym na poniższym wykresie. W latach 2017-2025 w UE zmiana udziału OZE w miksie energetycznym była dodatnio skorelowana ze zmianą cen energii elektrycznej. Przeciwników ETS utwierdza to w przekonaniu, że dekarbonizacja jest kosztowna. W rzeczywistości jest odwrotnie: kosztowne było opóźnianie transformacji energetycznej. Udział OZE szybciej rósł tam, gdzie wcześniej był niski i właśnie to było przyczyną silniejszego wzrostu cen energii.

Kraje, które szybciej zwiększały udział OZE w miksie energetyczn
Kraje, które szybciej zwiększały udział OZE w miksie energetycznym, doświadczyły większych zwyżek cen energii. To tylko pozorny paradoks. Udział OZE rósł szybciej tam, gdzie był niski w punkcie wyjścia. © money.pl | Wojciech Kozioł

Przemysław Czarnek i inni zdeklarowani przeciwnicy ETS twierdzą jednak, że Polska różni się od większości innych państw UE tym, że dysponuje złożami węgla, które mogłyby nam zapewnić niezależność energetyczną. Przeszkodą ma być właśnie system handlu uprawnieniami do emisji CO2, który sprawia, że energia z węgla jest droga.

O tym, że wysokie koszty produkcji energii z węgla tylko w części wynikają z ETS, a złoża tego surowca nie są wystarczające, aby zapewnić Polsce samowystarczalność energetyczną, już w money.pl pisaliśmy. Spowolnienie albo zahamowanie odchodzenia od węgla i innych węglowodorów oznaczałoby więc, na dłuższą metę, uzależnienie polskiej energetyki od importu tych surowców i wrażliwość na wahania ich cen.

Nie jest też jasne, czy wstrzymanie dekarbonizacji byłoby dla polskiej gospodarki tak korzystne, jak oczekują krytycy unijnej polityki klimatyczno-energetycznej. Doświadczenia z ostatnich kilkunastu lat zdają się temu przeczyć.

Dotąd zrywaliśmy nisko wiszące owoce

System ETS istnieje od 2005 r., ale w pierwszych latach był "bezzębny". Dopiero od 2013 r. zaczął stwarzać w energetyce i (w mniejszym stopniu) przemyśle bodźce do redukcji emisji dwutlenku węgla. To wyraźnie przyspieszyło dekarbonizację w UE. W latach 2010-2014 emisyjność unijnej gospodarki - mierzona emisjami ekwiwalentu CO2 na jednostkę wartości dodanej - zmalała o 11,6 proc., w kolejnych pięciu latach już o 14,5 proc., a w jeszcze kolejnych pięciu - o 19,6 proc. W każdym z tych okresów emisyjność polskiej gospodarki malała szybciej niż średnio w UE. Przykładowo: w ostatniej "pięciolatce", między 2020 a 2024 r., tylko w ośmiu krajach Unii intensywność emisji zmalała bardziej niż nad Wisłą.

Mimo tak konsekwentnej dekarbonizacji, Polska przez cały ten okres należała do najszybciej rozwijających się gospodarek UE. Wytworzona nad Wisłą wartość dodana zwiększyła się w ciągu 15 lat (2010-2024) realnie (tzn. niezależnie od wzrostu cen) o 64 proc., w porównaniu do niespełna 25 proc. średnio w UE. Lepszy wynik osiągnęły tylko Litwa oraz Malta i Irlandia, ale w dwóch ostatnich przypadkach rachunki narodowe są zaburzone (w przypadku Irlandii przez rejestrowane tam zyski międzynarodowych firm).

Korelacja między tempem dekarbonizacji a tempem rozwoju gospodar
Korelacja między tempem dekarbonizacji a tempem rozwoju gospodarczego jest nieoczywista i zmienna w czasie © money.pl | Wojciech Kozioł

To, że przez dużą część analizowanego okresu Polska wyróżniała się w UE zarówno pod względem wzrostu wartości dodanej, jak i redukcji intensywności emisji gazów cieplarnianych, wpisywało się w ogólnoeuropejską prawidłowość. W latach 2010-2014 i 2015-2019 korelacja między tymi procesami była bowiem wyraźnie ujemna: wśród państw UE szybszy spadek emisyjności szedł w parze z szybszym (realnym) wzrostem wartości dodanej. Dopiero w kolejnych pięciu latach ta korelacja zanikła.

Oczywiście, korelacja to nie to samo, co zależność przyczynowo-skutkowa. Te zmiany w gospodarkach - spadek emisyjności i wzrost wartości dodanej - mogły zachodzić w dużej mierze niezależnie od siebie albo też mogły mieć jedną wspólną przyczynę. Taką przyczyną mógł być rozwój gospodarczy. Polska, podobnie jak inne kraje naszego regionu, w momencie wprowadzenia ETS była zapóźniona względem krajów zachodniej Europy. Rozwój polegał m.in. na zmianach struktury gospodarek, czyli przesuwaniu się zasobów ku nowoczesnym gałęziom przemysłu i usługom, które były też mniej energochłonne i mniej emisyjne. Intensywność emisji mogła zmniejszać się nawet bez zorientowanej na ten cel polityki energetycznej.

To samo zjawisko można opisać też inaczej. Polska i niektóre inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej charakteryzują się wciąż wysoką intensywnością emisji, co ułatwia jej zmniejszanie (w 2024 r. emisyjność gospodarki w Polsce była niemal trzykrotnie wyższa niż w UE; gorzej wypadała pod tym względem jedynie Bułgaria). Ta wysoka emisyjność jest konsekwencją zapóźnienia technologicznego. Gdy przedsiębiorstwa inwestują w nowe moce wytwórcze albo zastępują wcześniejsze, siłą rzeczy korzystają z nowszych, zwykle mniej emisyjnych technologii.

Inwestycje nakierowane na rozwój niejako przy okazji skutkują mniejszą emisyjnością. - To efekt "nisko wiszących owoców" - mówi money.pl prof. Olga Kiuila z Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej, działającego na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak wspomnieliśmy, w Polsce nawet w ostatniej "pięciolatce" z trzech analizowanych relatywnie szybka dekarbonizacja szła w parze z relatywnie szybkim wzrostem wartości dodanej. Ale na poziomie całej UE ta korelacja zniknęła. Dlaczego? Być może w dużej części krajów "nisko wiszące owoce" dekarbonizacji zostały zerwane. Ale kluczowe wydaje się, że był to okres spowolnienia wzrostu gospodarczego w Europie, częściowo z powodu szoku surowcowego. Wysokie ceny energii spowalniały wzrost wartości dodanej, ale jednocześnie motywowały do dekarbonizacji, co obniżało emisyjność gospodarek.

Niedoceniane korzyści z dekarbonizacji

Dotychczasowe doświadczenia Polski i innych krajów UE sugerują więc, że nie istnieją jednoznaczne zależności między dekarbonizacją a wzrostem gospodarczym. Redukcja emisyjności gospodarki może iść w parze zarówno z szybkim, jak i niemrawym wzrostem wartości dodanej. Zresztą, nawet w Polsce korelacja między zmianami emisyjności a zmianami wartości dodanej była w ostatnich kilkunastu latach dość luźna (na poniższym wykresie pokazano zależność między dynamiką PKB per capita a dynamiką emisji per capita; zależność między dynamiką wartości dodanej a dynamiką emisyjności jest bardzo podobna, tyle że emisyjność malała częściej i mocniej niż emisje per capita). W świetle tych danych trudno obronić tezę, że dekarbonizacja jest dla polskiej gospodarki hamulcem.

Korelacja między zmianami PKB per capita i emisji per capita jes
Korelacja między zmianami PKB per capita i emisji per capita jest dość luźna © money.pl | Wojciech Kozioł

To wniosek spójny z wynikami badań ekonomicznych. - Te badania, także dotyczące Polski, wskazują, że wprowadzenie ceny za emisje dwutlenku węgla, tak jak w przypadku ETS, ma duże konsekwencje na poziomie sektorów (w szczególności w energetyce i przemyśle ciężkim), ale znikome konsekwencje na poziomie makroekonomicznym - mówi money.pl prof. Jan Witajewski-Baltvilks, naukowiec z Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej. - Na podstawie dostępnych wyników powiedziałbym, że dopóki UE będzie prowadzić umiarkowaną politykę klimatyczną, a ceny uprawnień do emisji nie przekroczą progu 300 euro za tonę (obecnie to niespełna 70 euro - red.), wpływ ETS na wzrost gospodarczy w Polsce będzie prawie niezauważalny - dodaje.

Wyniki badań, o których mówi prof. Witajewski-Baltvilks, tłumaczyć można między innymi tym, że system ETS jest obiegiem zamkniętym. Z jednej strony tworzy dodatkowe koszty dla niektórych firm, głównie energetycznych, które przerzucane są na ich odbiorców - inne przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Te dodatkowe wydatki stają się jednak dochodem dla budżetów UE i państw członkowskich. Dochody ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 zasilają rozmaite fundusze, z których kraje UE finansować powinny inwestycje w transformację energetyczną oraz ewentualne działania osłonowe dla najmocniej dotkniętych nią podmiotów.

Na powyższy mechanizm zwracali uwagę w raporcie z jesieni 2024 r. ekonomiści z Banku Światowego. Jak szacowali, przyspieszenie dekarbonizacji w Polsce, tak aby do 2050 r. możliwe było osiągnięcie zerowej emisji netto (czyli z uwzględnieniem technologii pochłaniania CO2), podwyższyłoby tempo wzrostu gospodarczego Polski o 0,2 pkt proc. rocznie, czyli o 5 pkt proc. w horyzoncie 25 lat. Byłby to właśnie efekt "wyższej akumulacji kapitału i wzrostu produktywności spowodowanych wdrożeniem zielonych technologii, a także niższymi kosztami i realokacją wpływów z systemu handlu emisjami (ETS) do bardziej produktywnych zastosowań" - tłumaczyli.

Dodatkowe korzyści gospodarcze, choć te ujawniłyby się dopiero w dłuższym okresie, przyniosłaby poprawa stanu zdrowia ludności związana z ograniczeniem zanieczyszczenia powietrza. Na ten aspekt dekarbonizacji, którego znaczenie rośnie w związku ze starzeniem się ludności Polski, zwraca uwagę prof. Kiuila. - Dopóki będziemy maksymalizować cel krótkookresowy, np. niskie ceny energii czy wzrost konsumpcji, zamiast długookresowego, dopóty politykę ekologiczną będziemy postrzegać jako zło, które przeszkadza nam się bogacić - podkreśla.

Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Nie każde zlecenie to "śmieciówka". Ale rośnie liczba osób przymuszanych   [OPINIA]
Nie każde zlecenie to "śmieciówka". Ale rośnie liczba osób przymuszanych [OPINIA]
Wywieźli prawie 20 tys. ton śniegu z Lotniska Chopina. To koniec "zimy dziesięciolecia"
Wywieźli prawie 20 tys. ton śniegu z Lotniska Chopina. To koniec "zimy dziesięciolecia"
Kolejny kraj kupuje ropę z Rosji. Jedyna rafineria zamówiła 2,48 mln baryłek
Kolejny kraj kupuje ropę z Rosji. Jedyna rafineria zamówiła 2,48 mln baryłek
Pracowałeś przed 1999 r.? Ta wiadomość od ZUS cię ucieszy
Pracowałeś przed 1999 r.? Ta wiadomość od ZUS cię ucieszy
"Trudno mówić o równych szansach". Prezeska Dacii o ekspansji chińskich aut w Europie
"Trudno mówić o równych szansach". Prezeska Dacii o ekspansji chińskich aut w Europie
"Najmocniejsza w Europie tarcza" czy "radykalnie spóźniony gest"? Politycy o rządowym pakiecie CPN
"Najmocniejsza w Europie tarcza" czy "radykalnie spóźniony gest"? Politycy o rządowym pakiecie CPN
Kibice rezygnują z wyjazdu na mundial. "Masowe odwołania rezerwacji"
Kibice rezygnują z wyjazdu na mundial. "Masowe odwołania rezerwacji"
Celne uderzenie Ukrainy. Kluczowy rosyjski port w ogniu
Celne uderzenie Ukrainy. Kluczowy rosyjski port w ogniu
W Niemczech napisali o Polakach. "Baśń zaczyna pękać"
W Niemczech napisali o Polakach. "Baśń zaczyna pękać"
Odchodzimy od pomp ciepła. Oto na co stawiają teraz Polacy
Odchodzimy od pomp ciepła. Oto na co stawiają teraz Polacy
USA naciskają na Litwę. W tle wspólne interesy z Trumpa z Łukaszenką
USA naciskają na Litwę. W tle wspólne interesy z Trumpa z Łukaszenką
Paliwa drożeją, rząd reaguje. To nie rozwiązuje problemu [OPINIA]
Paliwa drożeją, rząd reaguje. To nie rozwiązuje problemu [OPINIA]