Konieczna reforma czy likwidacja? Trzy głosy w sprawie ETS
ETS znów staje się jednym z głównych tematów dyskusji w Europie. Gotowość do reformy unijnego systemu sygnalizuje szefowa KE. - W polskich realiach ETS nie jest abstrakcyjnym instrumentem, tylko konkretnym kosztem przerzucanym na odbiorców końcowych - ocenia Tomasz Mirowski. - Do budżetu ze sprzedaży uprawnień wpływa ok. 15-20 mld zł rocznie - przypomina Rafał Zasuń.
Dziesięciu unijnych przywódców, w tym premier Donald Tusk, zaapelowało do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen o głęboką reformę systemu handlu emisjami.
ETS będzie tematem rozpoczynającego się właśnie szczytu państw UE. Zmiana stanowiska wspólnoty wydaje się tym bardziej prawdopodobna, że niedawno sama przewodnicząca KE przyznała, że system wymaga modernizacji. Może to zwiastować przełom w podejściu Brukseli do tej newralgicznej kwestii.
Trwa również gorąca dyskusja na polskiej scenie politycznej - opozycja wzywa rząd do wycofania się z ETS, a jego likwidację w całej UE postuluje m.in. doradczyni prezydenta.
Warunkowość nie tylko przez SAFE. USA też mają wymagania
Joński: Rewizja ETS jest realna
O to, jakie są szanse na to, że UE faktycznie może poluzować system rozliczania emisji gazów cieplarnianych spytaliśmy Dariusza Jońskiego, europosła KO. W rozmowie z money.pl potwierdza, że Polska przygotowała swoją propozycję zmian.
- Zakłada dwa filary. Pierwszy to filar utrzymania i wzmocnienia odnawialnych źródeł energii. Właśnie dlatego w Polsce powstanie jeden z najważniejszych, największych magazynów energii - mówię o Żarnowcu. Będzie sfinansowany między innymi z KPO. Drugi filar to rewizja ETS dla przemysłu oraz wycofanie się z ETS2 - informuje europoseł.
Dlaczego kwestia rewizji polityki klimatycznej pojawia się właśnie teraz? - Powrót Donalda Trumpa do władzy wiele zmienił. Prezydent USA wypowiedział Pakt Klimatyczny. W 2025 r. Kanada zlikwidowała podatek węglowy. Europa została w zasadzie sama. Dlatego to jest odpowiedni moment, żeby dokonać rewizji ETS w kontekście m.in. przemysłu europejskiego. Żeby stał się bardziej konkurencyjny. Chodzi również o polski przemysł - branżę szklarską, chemiczną, ceramiczną. W dobie nadchodzących zmian, wywołanych na przykład sytuacją na Bliskim Wschodzie, trzeba dać przemysłowi oddech - podkreśla Dariusz Joński.
Zapewnia też, że kwestia reformy systemu była szeroko dyskutowana w europarlamencie przez ostatnie kilka miesięcy.
Myślę, że udało nam się dojść do porozumienia w zakresie tego, co jest realne. A realne jest i zawieszenie ETS2, i rewizja ETS, i zwiększenie środków między innymi na odnawialne źródła energii - przekonuje nasz rozmówca.
"Nie powinniśmy karać podatkami przedsiębiorców"
Ze strony opozycji padają zarzuty dotyczące wysokich cen prądu w Polsce i bierności - zdaniem PiS - rządu w tej sprawie. Joński wskazuje, że "od 2013 roku wpłynęło do Polski 100 mld zł z ETS".
- Czy poprzedni rząd przeznaczył te środki na transformację? Nie. Przypomnę tylko, że w 2022 roku PiS na gwałt zmienił prawo, by środki z ETS zasiliły fundusz covidowy, z którego wypłacane były dodatki węglowe, a także 14. emerytury. Dziś ten sam PiS chce likwidować coś, co przez lata wykorzystywało - stwierdza polityk.
- Przypomnę też, że za czasów PiS-u zamknięto 14 zakładów węglowych, a w tym czasie import węgla wzrósł 2-3-krotnie. W 2015 roku to było 5 milionów ton węgla importowanego z Rosji, w 2018 roku to było 13,5 miliona ton węgla - również z Rosji - dodaje.
Zdaniem Jońskiego transformacja energetyczna będzie w Polsce postępować. - I to szybciej niż nam się wszystkim wydaje. Nawet w Polsce. Dzisiaj w tym symbolicznym gniazdku płynie 51 proc. węgla - jeszcze kilka lat temu to było ponad 80 proc., więc ta transformacja postępuje. Ale nie powinniśmy karać podatkami przedsiębiorców. To obniża naszą konkurencyjność - ocenia.
"Powinniśmy się domagać zawieszenia systemu i głębokiej rewizji"
Tomasz Mirowski z Instytutu Polityki Energetycznej im. Ignacego Łukasiewicza w swojej ocenie unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji jest mocno krytyczny. - ETS w obecnej sytuacji przestał być dla Polski narzędziem racjonalnej i skutecznej transformacji, a stał się mechanizmem podnoszenia kosztów energii i ciepła dla odbiorców końcowych - mówi w rozmowie z money.pl.
Z punktu widzenia polskiego interesu najlepszym rozwiązaniem byłaby dziś jego likwidacja, ale ponieważ to politycznie niemożliwe, powinniśmy twardo domagać się co najmniej czasowego zawieszenia systemu i głębokiej rewizji jego zasad - uważa.
Jak mówi, wiele państw UE boryka się z problemem braku konkurencyjności, ale nie komunikuje tego w odpowiedni sposób. - Bardzo trudno budować bezpieczeństwo energetyczne państwa na modelu, który jednocześnie winduje rachunki obywatelom, osłabia konkurencyjność przemysłu i pogłębia kryzys w sektorach wrażliwych społecznie, jak ciepłownictwo powiatowe czy ogrzewnictwo - wskazuje Mirowski.
W polskich realiach ETS nie jest abstrakcyjnym instrumentem klimatycznym, tylko bardzo konkretnym kosztem przerzucanym na odbiorców końcowych. Uderza nie tylko w energochłonne gałęzie przemysłu, ale również w małe i średnie systemy ciepłownicze, które są dziś uzależnione od węgla, a jednocześnie nie mają realnych warunków, by szybko przejść na nowe moce wytwórcze, które są zdekarbonizowane - argumentuje ekspert IPE.
- Nie możemy udawać, że sama transformacja rozwiąże się automatycznie, bo nawet stabilne OZE, takie jak biomasa, biogaz czy biometan, nie wypełnią luki transformacyjnej tak szybko, jak wymaga tego dzisiaj sytuacja gospodarcza i strategiczna Polski - ocenia rozmówca money.pl.
- Pamiętajmy, że tuż za rogiem czai się ETS2, który powiększy presję kosztową na gospodarstwa domowe i transport, więc dalsze ignorowanie problemu będzie po prostu społecznie i politycznie nieodpowiedzialne. Polska potrzebuje dziś nie kolejnych obciążeń, lecz oddechu regulacyjnego i nowej polityki, która najpierw zabezpieczy państwo, przemysł i obywateli, a dopiero potem będzie rozliczać tempo transformacji - podsumowuje.
"To polityczna chucpa"
Rafał Zasuń, redaktor naczelny branżowego serwisu WysokieNapiecie.pl, podkreśla, że nie da się "wyjść z ETS" bez wychodzenia z UE, bo ETS jest częścią unijnego porządku prawnego.
- Można by to porównać do postulatu jakiegoś np. Holendra czy Duńczyka, żeby ich kraje przestały płacić składki na unijne fundusze strukturalne dla Polski. Cała ta dyskusja o "wychodzeniu" jest polityczną chucpą - ocenia Zasuń.
- Czy ETS podnosi ceny energii z węgla i gazu? Oczywiście, że tak. Czy bez ETS nasze rachunki byłyby istotnie niższe? Nie, dlatego, że Polska jest połączona z rynkami zachodnimi i gdyby różnice cen były znaczące, to nasz prąd po prostu zostałby w dużej części w tych godzinach "wyssany" na Zachód. Doskonale to było widoczne w 2022 r., kiedy polski prąd z węgla był trochę tańszy niż niemiecki z gazu, bo gaz był drogi, ale i tak ceny energii na giełdach były podobne, bo Niemcy importowali polski prąd. Zawieszenie ETS w Polsce spowodowałoby kolosalny chaos prawny, dziesiątki postępowań sądowych, poderwałoby wiarygodność polskich spółek energetycznych i polskiego państwa - stwierdza redaktor naczelny Wysokiego Napięcia.
- PiS krytykuje ETS od 2018 r. Widzieliśmy nawet słynną kampanię z żarówką. Jednak i wówczas Polska nie wyszła z systemu ETS. Być może dlatego, że do budżetu ze sprzedaży uprawnień wpływa ok. 15-20 mld zł rocznie - przypomina Rafał Zasuń.
Europa w kleszczach ETS?
Debata nad przyszłością systemu ETS toczy się nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Analitycy zwracają uwagę, że Europa ugina się pod ciężarem kosztów związanych z handlem emisjami, a miliardy euro, które mogłyby zostać w europejskich spółkach, trafiają na zakup uprawnień. Podobne głosy płyną z innych krajów członkowskich.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl