Czechy kończą z wydobyciem węgla. Ekonomiści: Polska nie musi się spieszyć [ANALIZA]
Polska powinna podtrzymywać zdolność do wydobycia węgla, nawet jeśli część kopalni nie jest rentowna. Tego zdania jest ponad połowa ekonomistów ankietowanych przez money.pl. Jak podkreślają, w polskiej energetyce węgiel będzie potrzebny co najmniej do czasu uruchomienia elektrowni atomowej, a być może jeszcze dłużej.
Artykuł jest wprowadzeniem do 15. edycji projektu #RingEkonomiczny money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. Tym razem tematem przewodnim jest przyszłość energetyki węglowej w Polsce. Wstępem do dyskusji była sonda na temat kondycji finansów publicznych, w której udział wzięło 55 ekonomistów z uczelni, think-tanków oraz instytucji finansowych i organizacji biznesowych. Jej wyniki przedstawiamy niżej. Równolegle publikujemy dwie opinie uczestników ankiety: prof. Wojciecha Czakona z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz prof. Jana Witajewskiego-Baltvilksa z Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej, działającego przy UW.
Na przełomie stycznia i lutego 2026 r. definitywnie zakończy się wydobycie węgla kamiennego w Czechach. Wówczas zamknięta zostanie ostatnia czynna kopalnia, w Stonawie nieopodal polskiej granicy – poinformował niedawno jej właściciel, państwowa spółka OKD. W poprzednich latach OKD zamknęła już trzy inne kopalnie.
Rezygnacja z wydobycia węgla nie oznacza automatycznie końca energetyki węglowej w Czechach. Ten, zgodnie z rządowym planem, nastąpić ma w 2033 r. Południowy sąsiad Polski dołączy wówczas do coraz dłuższej listy państw Europy, które nie produkują już energii z węgla. Są na niej m.in. Austria, Belgia i Szwecja, a od ubiegłego roku również Wielka Brytania oraz Słowacja. W kwietniu bieżącego roku ostatnią elektrownię węglową zamknęła Finlandia, a dwa miesiące później Irlandia. W najbliższych latach w ślady tych państw pójdą też choćby Francja, Hiszpania, Włochy i Węgry.
Odkrycie w wagonie z węglem. Pociąg z Białorusi wzbudził podejrzenia
W Polsce plany zakończenia wydobycia węgla i wygaszenia elektrowni zasilanych tym paliwem są nieprecyzyjne. Teoretycznie obowiązuje wciąż tzw. umowa społeczna między rządem a górnikami z maja 2021 r., która zakłada, że ostatnia kopalnia zostanie zamknięta dopiero w 2049 r. Minister energii Miłosz Motyka sugerował jednak, że porozumienie to może wymagać rewizji. A w świetle innych dokumentów strategicznych rządu, ta rewizja jest niemal przesądzona.
Przykładowo, najnowszy projekt Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) zakłada, że ostatnie polskie elektrociepłownie opalane węglem zostaną zamknięte w okolicy 2035 r., kilka lat później – w 2040 r. – cała energia elektryczna nad Wisłą ma pochodzić ze źródeł odnawialnych lub niskoemisyjnych. Trudno więc oczekiwać, że kopalnie węgla będą nadal funkcjonowały, skoro popyt zewnętrzny na ten surowiec też będzie malał.
Tak składamy się na górnictwo
Nawet dekada podtrzymywania wydobycia węgla oraz zasilanych nim elektrowni może być bardzo kosztowna. Świadczą o tym rosnące wydatki państwa na restrukturyzację górnictwa węglowego. Projekt nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, który niedawno trafił do Sejmu, przewiduje, że w horyzoncie dziesięciu lat pomoc dla firm górniczych sięgnie 11,3 mld zł, zamiast 9,1 mld zł według aktualnej wersji ustawy.
Te wydatki to jednak tylko wycinek pomocy publicznej dla górnictwa. Rząd na różne sposoby co roku dopłaca też do wydobycia węgla. Według szacunków Forum Energii sprzed roku, do 2040 r. dopłaty takie wyniosą łącznie od 31 do 83 mld zł, w zależności od tego, jak kształtowały będą się ceny tego surowca i koszty jego pozyskania. W praktyce będą większe, bo rząd wspiera też kopalnie przekazując im obligacje skarbowe.
Tylko w tym roku całkowite wsparcie dla tej branży kosztować ma około 9 mld zł. - To blisko 600 zł na gospodarstwo domowe, czyli 10 proc. wpływów z PIT. Te środki nie wspierają transformacji, a jedynie podtrzymują nierentowny sektor. Polski węgiel sprzedawany jest często poniżej kosztów wydobycia, co stanowi faktyczny transfer środków od podatników do kopalń – zauważa w rozmowie z money.pl dr hab. Łukasz Goczek, profesor ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim.
Powyższe liczby są spójne z szacunkami z KPEiK, wedle których koszt realizacji wspomnianej umowy społecznej sięgnąłby 137 mld zł. Dla porównania, budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej pochłonąć ma około 190 mld zł.
Koszty podtrzymywania energetyki węglowej w Polsce robią szczególnie duże wrażenie, gdy zestawi się je z malejącym znaczeniem tego surowca. W czerwcu tego roku po raz pierwszy w historii więcej energii elektrycznej nad Wisłą wytworzyły OZE niż elektrownie węglowe. W całym 2024 r. udział węgla (kamiennego i brunatnego) w polskim miksie energetycznym wyniósł 56 proc., najmniej w historii, w porównaniu do ponad 75 proc. zaledwie pięć lat wcześniej. Udział OZE zbliżył się do 30 proc. w porównaniu do zaledwie 11 proc. w 2019 r.
- Dane są jednoznaczne: średni koszt wydobycia tony węgla w Polsce sięga 1000 zł, wobec ok. 150 zł w Stanach Zjednoczonych. Różnica nie wynika jedynie z nieudolności zarządzania, lecz z geologii - złoża są coraz głębsze i uboższe. Nadal jednak brak kogoś, kto powie: ekonomicznie opłacalne złoża węgla w Polsce zostały po prostu na ten moment wyczerpane – mówi prof. Goczek, jeden z uczestników "Ringu ekonomicznego money.pl".
Koszty to nie wszystko. Ważne jest bezpieczeństwo.
Mimo to, ekonomiści ankietowani w ramach "Ringu ekonomicznego money.pl" w większości oceniają, że musimy się pogodzić z kosztami podtrzymywania przy życiu górnictwa węgla i energetyki węglowej. Spośród 55 uczestników tej sondy, aż 30 (czyli 54,5 proc.) zgodziło się z tezą, że "względy bezpieczeństwa energetycznego kraju nie pozwalają myśleć o całkowitym wygaszeniu wydobycia węgla w Polsce w ciągu najbliższej dekady". Przeciwnego zdania było 20 ankietowanych (36,4 proc.).
Najważniejszym argumentem na rzecz utrzymywania energetyki węglowej jest to, że odnawialne źródła energii są niestabilne (niedyspozycyjne). Choć moc zainstalowana w OZE systematycznie rośnie, a wraz z nią średnioroczny udział tych źródeł w produkcji energii, to istnieją okresy, gdy ze względu na warunki pogodowe OZE nie wytwarzają energii niemal wcale. – Warunek bezpieczeństwa energetycznego kraju to posiadanie dyspozycyjnych źródeł energii elektrycznej o mocy zbliżonej do maksymalnego poboru. Tej cechy nie mają zależne od warunków pogodowych odnawialne źródła energii elektrycznej – tłumaczy prof. Marek Garbicz, emerytowany wykładowca SGH.
Jedno z potencjalnych źródeł dyspozycyjnych – elektrownia jądrowa - nie pojawi się w Polsce do 2035 r. Bateryjne magazyny energii, nawet jeśli zostałyby zbudowane, rozwiązują problem braku mocy jedynie na kilka godzin. Po wyeliminowaniu węgla jedynym liczącym się źródłem mocy dyspozycyjnej pozostaje gaz ziemny. Tyle tylko, że na razie to tylko 6 GW mocy. Jest nierealne by do końca dekady dołożyć dodatkowe 20 GW w siłowniach gazowych. Zresztą kosztowałoby to około 80-100 mld zł. Ten wydatek byłby ekonomicznym nonsensem, bo po co wydawać pieniądze na rezerwę, którą już mamy – dodaje prof. Garbicz.
– OZE trzeba czymś bilansować. Zarówno ceny węgla, jak i gazu, podlegają dużym wahaniom. Biorąc pod uwagę koszty transakcyjne przejścia na gaz, lepiej pozostać przy węglu i poczekać na rozwój atomu i wodoru, niż skupić się na maksymalizacji korzyści krótkookresowych – przekonuje prof. UW Olga Kiuila z Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej. Prof. Michał Rubaszek z SGH dodaje, że zamiast próbować zastępować elektrownie węglowe siłowniami gazowymi, które są mniej emisyjne, lepiej zainwestować w technologie wychwytu CO2.
Energia z cudzego węgla? Czemu nie
Część z uczestników naszej sondy podkreśla jednak, że utrzymanie energetyki węglowej w najbliższych kilkunastu latach nie wymaga dotowania wydobycia węgla. – Zawsze możemy importować tańszy węgiel zza granicy – wyjaśnia prof. Garbicz. Tego samego zdania jest prof. Goczek. - Kryzys energetyczny z minionych lat obnażył iluzję "suwerenności węglowej": mimo dużych zasobów, Polska musiała importować węgiel, głównie z Kolumbii, Kazachstanu czy RPA, który był wielokrotnie tańszy niż "bezpieczne" krajowe źródła. Oznacza to, że krajowe wydobycie nie zapewnia ani taniej energii, ani niezależności – dodaje.
W ocenie dra Macieja Grodzickiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, członka zarządu Polskiej Sieci Ekonomii, kwestie geopolityczne sprawiają jednak, że całkowite poleganie na imporcie paliw kopalnych jest ryzykowne. Z tej perspektywy patrząc, lepiej podtrzymywać wydobycie węgla w Polsce i korzystające z tego surowca elektrownie do czasu, aż uda się zbudować magazyny energii i przeprojektować sieć elektroenergetyczną tak, aby zapewnić większą stabilność dostaw energii z OZE.
Koszty rozwoju alternatywnych wobec węgla dyspozycyjnych źródeł energii sprawiają, że tylko 35 proc. ankietowanych przez money.pl ekonomistów uważa, że Polska powinna wygasić elektrownie węglowe jeszcze przed uruchomieniem elektrowni atomowej. Aktualne plany rządu zakładają, że pierwszy z trzech bloków ruszy w 2036 r. Blisko 44 proc. uczestników naszej sondy uważa, że do tego czasu w Polsce wciąż spalany będzie węgiel, choć na coraz mniejszą skalę.
- Kilka elektrowni wykorzystujących węgiel będzie funkcjonowało jeszcze po uruchomieniu elektrowni atomowej. Z węgla korzystała będzie też zapewne jakaś część gospodarstw domowych, które nie zostaną podłączone do systemu elektroenergetycznego. Węgiel będzie więc obecny w polskim miksie energetycznym, ale jego udział będzie znacznie niższy niż dzisiaj – przewiduje dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wykładowca na UW.
Zdaniem dra Jakuba Rybackiego, pracownika naukowego Akademii Leona Koźmińskiego, z elektrowni zasilanych węglem Polska będzie mogła zrezygnować wtedy, gdy konkurencyjne kosztowo staną się magazyny energii. To, według aktualnych prognoz, nastąpi mniej więcej za dekadę, ale upowszechnienie magazynów zajmie kolejnych kilka lat. Historia uczy wprawdzie, że postęp technologiczny w energetyce potrafi zaskakiwać. Ale nawet gdy stanie się jasne, że budowa magazynów energii jest opłacalna, rezygnacja z węgla nie nastąpi z dnia na dzień. W tym świetle wydaje się, że Polska do grona państw "wolnych od węgla" dołączy dopiero w piątej dekadzie tego stulecia.
Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl