Dostawy amerykańskiego LNG do Polski płyną szerokim strumieniem. Zależność rośnie
Polska i UE zwiększają zależność od dostaw skroplonego gazu z USA. Amerykański LNG stanowi w Polsce już 75 proc. całego importu skroplonego surowca. Czy to dla nas zagrożenie? - Jeśli Stany chciałyby "wywrócić stolik", to by podważyło ich logikę - ocenia w rozmowie z money.pl Agata Łoskot-Strachota, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich ds. energetyki.
Ostatnie lata przynoszą wyraźny wzrost importu skroplonego gazu ziemnego z USA do Polski. Instytut Ekonomiki Energetycznej i Analiz Finansowych (IEEFA), think tank z USA, podał w maju, że w pierwszym kwartale 2026 r. aż 75 proc. gazu skroplonego Polska importowała z USA. Wydała na to ok. 2 mld euro (ok. 8,5 mld zł).
"Europa pogłębia swoją zależność od skroplonego gazu ziemnego (LNG) ze Stanów Zjednoczonych. W 2026 r. z USA będą pochodzić dwie trzecie europejskiego importu tego paliwa - prognozuje IEEFA w skali całej Wspólnoty. Według analityków w 2028 r. już 80 proc. LNG w sprowadzanego do krajów UE będzie pochodziło ze Stanów Zjednoczonych.
Coraz więcej LNG z USA w Polsce i Europie
Jeszcze w 2021 r., przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę, Polska polegała głównie na dostawach ze Wschodu. Zjawisko przestawiania się z taniego gazu z Rosji płynącego rurociągami na skroplony gaz LNG z USA dotyczy praktycznie całej Unii Europejskiej.
Polak przejął zakład po amerykańskim gigancie. Wspomina, jak zaczynał w biznesie
Przejście Europy z gazu rurociągowego na LNG miało zapewnić bezpieczeństwo dostaw i dywersyfikację. Jednak zakłócenia spowodowane wojną na Bliskim Wschodzie i nadmierne poleganie na amerykańskim LNG pokazują, że plan Europy zawiódł pod obydwoma względami – twierdzi w raporcie Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka IEEFA ds. energii w Europie.
Jak dodaje, skroplony gaz LNG stał się "piętą achillesową" europejskiej strategii bezpieczeństwa energetycznego, co naraża kontynent na wysokie ceny gazu.
Agata Łoskot-Strachota, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich ds. energetyki, podkreśla w rozmowie z money.pl, że mimo rosnących dostaw LNG z USA, ważny jest szerszy, rynkowy oraz geopolityczny kontekst.
Wciąż sprowadzamy dużo gazu przez gazociągi. Baltic Pipe (dzięki któremu Polska może importować norweski gaz - przyp. red.) ma sporą przepustowość, ale mamy też Jamał, który wykorzystujemy dla dostaw z Niemiec do Polski. Dla porównania: w 2025 r. Baltic Pipe odpowiadał za 41 proc. dostaw gazu do Polski, a terminal LNG w Świnoujściu za 39 proc. Mamy też połączenia z Czechami, Słowacją, Litwą, Ukrainą. LNG to nie wszystko, niemniej stanowi ważną część polskiego koszyka importowego. Kontrakty na dostawy z USA podpisywaliśmy jeszcze przed wojną Rosji z Ukrainą, one są w dużym stopniu odporne na zawirowania na rynku, jakie mają miejsce teraz - mówi nam ekspertka.
Sektor gazowy USA mniej powiązany z władzą niż w Rosji
- Unia Europejska była w 2025 r. największym rynkiem dla amerykańskiego LNG. Gdy pojawiają się pytania o instrumentalizację dostaw, należy podkreślić, że mamy odcięcie od surowca z Rosji i zamkniętą cieśninę Ormuz, co blokuje dostawy z Kataru. Nieprzewidywalność prezydentury Trumpa i skupienie na jego interesach handlowych, w tym wracający co jakiś czas dialog z Rosją, mogą budzić niepokój - ocenia analityczka OSW.
W kontekście umów z USA podkreśla jednak, że nie można ich porównywać z poziomem uzależnienia od rosyjskiego gazu, z jakim mieliśmy do czynienia jeszcze do 2021 r.
Sektor gazowy USA jest mniej powiązany z władzą, niż było to w przypadku Rosji. Nie mieliśmy w przypadku Waszyngtonu instrumentalizacji warunków dostaw. Nawet gdy Chiny nałożyły sankcje na amerykański LNG, to w drugą stronę taka decyzja nie nastąpiła. Jeśli Stany chciałyby "wywrócić stolik", to by podważyło ich logikę, w której budują swoje przewagi konkurencyjne i rozbudowują kontrakty. Muszą pozostać wiarygodni - zaznacza Agata Łoskot-Strachota.
Czy powinniśmy się obawiać o brak dywersyfikacji dostaw do UE? - To zależy od tego, jak będziemy podpisywali kontrakty. Tym długoterminowym sytuacja nie sprzyja. W ostatnich latach widzimy więcej transakcji krótkoterminowych i typu spot jak w przypadku Niemiec. Rynek spotowy oznacza, że państwom trudno odgórnie wprowadzać zakazy - mówi nam ekspertka OSW.
I podkreśla, że jeśli w 2028 r., zgodnie z harmonogramem, Polska będzie miała już do dyspozycji pływający terminal LNG (FSRU) w Zatoce Gdańskiej, który będzie mógł regazyfikować 6,1 mld metrów sześciennych surowca rocznie, to będziemy już wtedy mieli najpewniej do czynienia z nadpodażą na rynku gazu.
Import morski LNG i ryzyko sabotażu
Jakub Wiech, dziennikarz i analityk ds. energetyki, podkreśla, że w ciągu ostatnich czterech lat Unia Europejska przeszła przez dwa potężne kryzysy energetyczne, które musiały skutkować "głębokim przemodelowaniem portfela importowego paliw kopalnych". Jego zdaniem w kontekście zakupu LNG Europa musi patrzeć długoterminowo.
Wysyłanie do innych gospodarek setek miliardów euro rocznie w zamian za surowce energetyczne to nie jest droga do budowy długotrwałej konkurencyjności, wręcz przeciwnie. Należy też zastanowić się nad technicznym bezpieczeństwem dostaw. Import LNG realizowany drogą morską może być przedmiotem sabotażu - zarówno jeśli chodzi o metanowce, jak i infrastrukturę do odbioru surowca - komentuje dla money.pl Jakub Wiech.
Również on uważa, że stawianie równości między uzależnieniem gazowym od Rosji oraz USA to manipulacja. - Jednak ciążą na niej te same ryzyka, które widać w ogóle w strukturze uzależnienia importowego UE od zewnętrznej energii - podsumowuje.
Baltic Pipe mocną "drugą nogą"
Polska nie przeszła z rosyjskiego gazu jedynie na dostawy z gazowców z USA. LNG stało się jednym z dwóch głównych filarów importu, obok gazu ziemnego, który płynie przez rurociąg Baltic Pipe z Norwegii. W 2023 r., pierwszym pełnym po oddaniu inwestycji, odpowiadał on za niemal 44 proc. importu, a rok później było to 38 proc., a w 2025 - 41 proc.
W ubiegłym roku, wskutek wywołanej przez Stany Zjednoczone wojny celnej, po rozmowach prezydenta USA Donalda Trumpa i przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen UE zobowiązała się do zakupu amerykańskiej energii (LNG, ropy naftowej i paliw jądrowych) o wartości 750 mld dolarów przez kolejne trzy lata. Według IEEFA zakupy w tej skali będą oznaczać nowe uzależnienie się od jednego sprzedawcy. - Podobna suma zainwestowana w odnawialne źródła energii pozwoliłaby na instalację około 546 GW mocy wiatrowej i słonecznej na Starym Kontynencie - zaznaczył think tank. Dla porównania: w Polsce całkowita zainstalowana moc elektryczna (konwencjonalna i OZE) to około 75 GW.
Bartłomiej Chudy, dziennikarz i wydawca money.pl