Kryzys naftowy. "Prognozy na najbliższe miesiące nie zakładają szybkiej poprawy"

Międzynarodowa Agencja Energetyczna ostrzega przed poważnymi zawirowaniami na rynku ropy. Wojna na Bliskim Wschodzie wywindowała ceny diesla do rekordowych poziomów. Skutkiem jest spadek globalnego popytu na surowiec i presja inflacyjna w głównych gospodarkach. "Prognozy na najbliższe miesiące nie zakładają szybkiej poprawy" - czytamy w raporcie organizacji.

Czy światu grozi brak paliw?Czy światu grozi brak paliw?
Źródło zdjęć: © East News | Geoffrey Swaine/Shutterstock
Robert Kędzierski

Z najnowszego raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) za październik 2026 r. wyłania się trudny obraz globalnego rynku paliw. Światowy popyt na ropę ma spaść o 2,5 miliona baryłek dziennie w czwartym kwartale tego roku. Średni roczny spadek wyniesie 2,6 miliona baryłek dziennie. Główną przyczyną tej sytuacji jest konflikt zbrojny z udziałem Iranu. Wojna mocno ograniczyła dostępność produktów naftowych. Wywołała też gwałtowny wzrost cen paliw na stacjach. Aż 25 proc. całkowitego spadku popytu przypada na olej napędowy.

Sytuacja na rynku diesla jest wyjątkowo napięta. Hurtowe ceny tego paliwa osiągnęły we wrześniu historyczne maksima. W Europie i Stanach Zjednoczonych przekroczyły poziom 220 dolarów za baryłkę. Rekordowe ceny oleju napędowego bezpośrednio przekładają się na koszty transportu towarów i uderzają w realne dochody konsumentów. Z kolei ropa North Sea Dated podrożała we wrześniu o ponad 26 dolarów, osiągając blisko 117 dolarów za baryłkę. W momencie publikacji raportu cena ta oscylowała już wokół 134 dolarów. Wysoka inflacja w wielu krajach potęguje obawy o stabilność gospodarczą.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Skutki eskalacji konfliktu

Obecne problemy to kontynuacja kryzysu, który rozpoczął się kilka miesięcy wcześniej. Warto przypomnieć, że globalne zapasy ropy są obecnie o 509 milionów baryłek niższe niż pod koniec lutego, czyli przed wybuchem konfliktu. Zapasy lądowe spadły do poziomu najniższego od co najmniej 2016 r. Wrześniowe ataki na infrastrukturę energetyczną pogorszyły sytuację. Kluczowym momentem było zbombardowanie saudyjskiego rurociągu East-West Pipeline 11 września. Do tego doszły ataki rebeliantów Huti na statki handlowe. To wszystko drastycznie podniosło koszty frachtu i ceny ropy naftowej.

Mimo trudności, we wrześniu odnotowano wzrost globalnej podaży ropy o 2,5 miliona baryłek dziennie. Łączna produkcja wyniosła 102,3 miliona baryłek. Głównym motorem tych wzrostów byli producenci z Zatoki Perskiej, na czele z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Kraje zrzeszone w grupie OPEC+ zwiększyły wydobycie o 2,1 miliona baryłek. Eksport z tego regionu powrócił do poziomu ponad 75 proc. wartości sprzed wojny. IEA ostrzega jednak, że to ożywienie jest bardzo kruche ze względu na ciągłe zagrożenia bezpieczeństwa.

Reakcja rynków i państw G7

Zaburzenia w łańcuchach dostaw mocno uderzyły w rafinerie. Rekordowe koszty transportu i samego surowca zniszczyły marże rafineryjne w Europie oraz Azji. Z powodu braku odpowiednich dostaw z Bliskiego Wschodu i Rosji rafinerie musiały ograniczyć produkcję. Globalny eksport diesla we wrześniu był o 700 tysięcy baryłek dziennie niższy niż rok wcześniej. W odpowiedzi na ten kryzys, przywódcy państw G7 ogłosili na początku października pilne uwolnienie rezerw oleju napędowego na rynek.

"Prognozy na najbliższe miesiące nie zakładają szybkiej poprawy" - czytamy w raporcie organizacji. Zapotrzebowanie na olej opałowy wzrośnie przed sezonem zimowym na półkuli północnej. Zapasów jest jednak zbyt mało. Eksperci IEA szacują, że rynek pozostanie w deficycie do końca roku. Pewna poprawa ma nastąpić dopiero w 2027 r., kiedy światowe zużycie ropy wzrośnie o 2 miliony baryłek dziennie. Będzie to jednak wciąż poziom o 0,6 proc. niższy w porównaniu do 2025 r. Do tego czasu światowa gospodarka musi mierzyć się z bardzo ograniczoną podażą.

Wybrane dla Ciebie